rowery

stat

Jak zostałem Harpaganem


Regularnie co pół roku ten weekend należy do mnie. Nie ma rodzinnych wyjazdów, obiadów u teściowej, malowania mieszkania, sprzątania piwnicy. Jest Harpagan, czyli Ekstremalny Rajd na Orientację. W tym roku, jesienna edycja po raz pierwszy w historii imprezy odbywa się w Człuchowie.



Już nawet nie pamiętam w ilu edycjach brałem udział, ale na pewno było ich grubo ponad 20. Tym razem decyduję się na trasę mieszaną (TM150). Po pieszej setce i rowerowej dwusetce, to trzecia trasa, której ukończenie nagradzane jest Tytułem Harpagana. Do pokonania jest 50 km pieszo, a następnie 100 km rowerem. Z pozoru to nic trudnego - ale wiem z doświadczenia, bo startowałem na niej już parę razy kilka lat temu, że to niestety nie jest prawdą.

Na start na tej trasie zdecydowałem się w zasadzie już na wiosnę, miałem plan żeby się dobrze do startu przygotować. Zwłaszcza do części pieszej, której szybkie pokonanie jest kluczem do końcowego sukcesu. Niestety na skutek różnych okoliczności z solidnych treningów nic nie wyszło. Kiedyś naczytałem się fachowej literatury i było tam między innymi o tym, że najpierw należy długo i z sensem trenować a tuż przed startem powinien być czas na Bezpośrednie Przygotowania Startowe (BPS). Poza skrótem BPS niewiele mi tej wiedzy w głowie utkwiło, ale na tydzień przed startem postanowiłem owe BPS przeprowadzić. Podzieliłem to tak:

BPS roweru: Wymieniłem łożyska suportu, które niestety dokonały żywota podczas wrześniowego wyjazdu w Alpy. Podniosłem siodełko na właściwą wysokość (było opuszczone podczas transportu z Włoch miesiąc temu). Zdążyłem jeszcze wymienić opony na bardziej odpowiednie na szutrowo-betonowe człuchowskie drogi.

BPS zawodnika (czyli mnie): Zrobiłem badania krwi żeby sprawdzić jakie mam doskonałe parametry po alpejskich wojażach (okazało się, że nie mam). W poniedziałek przetruchtałem dziesięć km żeby zobaczyć czy dam radę (dałem). Zrobiłem próbną jazdę na rowerze, 10 km do pracy i 10 z powrotem (nie miałem wyjścia bo małżonka potrzebowała samochodu). Sprawdziłem jeszcze prognozę pogody, nie wyglądało to źle, miało nie padać ale za to spodziewany był dosyć silny wiatr, a temperatura w nocy miała oscylować koło zera.

Przygotowałem prosty plan startu. Część pieszą zrobić możliwie szybko, ale na tyle wolno żeby pozostawić siły na część rowerową. Tempo "możliwie szybko, ale na tyle wolno" ustaliłem na 6:30 do 6:45 min./km, wydawało mi się, że takie tempo jestem w stanie utrzymać przez dłuższy czas.

Start:

W bazie rajdu w Człuchowie pojawiam się mniej więcej 2 godziny przed startem, szybko załatwiam formalności, odbieram pakiet startowy, przyczepiam numer startowy do roweru a rower oddaję do depozytu. Tą samą trasę wybrał mój kolega Michał Nowaczyk, z którym zdarzyło nam się już wspólnie startować. Założenia mamy podobne więc postanawiamy ruszyć razem.

Część piesza:

PK1
Odbieramy mapy, wybieramy wariant i ruszamy spokojnym truchtem do pierwszego punktu kontrolnego, do którego jest ok. 5 km. Na skutek drobnego błędu nawigacyjnego nadkładamy dobry 1 km drogi i meldujemy się na nim po blisko 40 min. Postanawiamy, że dalej będziemy bardziej uważni.

PK2
Biegniemy dalej wyprzedzając tych co na PK1 dotarli bezbłędnie. Wybraliśmy wariant bezpieczny, może trochę nadkładamy drogi, ale za to poruszamy się szybko bez zbędnego zastanawiania się. Gdy już widzimy ognisko przy PK2 orientuję się, że zdejmując rękawiczkę zgubiłem elektronicznego chipa służącego do potwierdzania obecności na punktach - czyżby to miał być koniec marzeń od zdobyciu Tytułu Harpagana? Informuję Michała, że dalej biegnie sam a ja zawracam. Spodziewam się, że muszę wrócić ze 2 km i wcale nie ma pewności, że zgubę znajdę. Na szczęście po kilkuset metrach w świetle latarki dostrzegam chipa - uffff! Chip tym razem ląduje na sznurku na szyi i już do końca będę sprawdzał co chwilę, czy znów go nie zgubiłem.

PK3
Przyspieszam nieco podejmując próbę nadrobienia straconego czasu i dogonienia Michała. Po kilku kilometrach doganiam go na szczęście - od tego czasu do końca części pieszej będziemy biegli już razem. Wariant na PK3 wygląda dosyć łatwo ale okazuje się, że droga niezupełnie zgadza się z mapą i kilkaset metrów przed punktem skręca, natomiast na punkt prowadzi stara, nieużywana już leśna droga. Nie dajemy się nabrać i sprawnie meldujemy się na punkcie.

PK4
Punt wygląda na łatwy bo jest umiejscowiony na brzegu Jeziora Charzykowskiego. Niezbyt szczęśliwie wybieramy drogi i do optymalnego wariantu dokładamy kolejny kilometr. Powoli zaczynają wychodzić moje braki kondycyjne, mamy już w nogach ponad 20 km a  takich dystansów nie biegałem od przynajmniej roku.

PK5
Nawigacyjnie bez historii, trzeba poruszać się wzdłuż brzegu jeziora i pilnować dystansu - to wszystko. Na PK5 robimy krótką przerwę na uzupełnienie wody w bukłaku i szybki posiłek.

PK6
Nasz bieg to już raczej marszobieg - ale ciągle biegamy więcej niż maszerujemy. Znów wybieramy wariant nieco dłuższy od optymalnego, ale za to prosty nawigacyjnie. Na punkt trafiamy jak po sznurku.

PK7
Znów długi przebieg, na dodatek nie widzimy na mapie drogi, która miałaby nas zaprowadzić na punkt. Tym razem wybieramy wariant zbyt bezpieczny i zbyt długi - nadkładamy niepotrzebnie kolejne kilometry. Tempo nam słabnie i chyba już więcej maszerujemy niż biegamy. Powoli zbliżamy się do 50 kilometra a do bazy jeszcze dobre 10.

PK8
Po raz pierwszy tej nocy wybiegamy na otwarty teren i natychmiast zaczyna nam dokuczać zimny, przeciwny wiatr. To nie jest niestety dobra wróżba przed częścią rowerową.

PK9 - baza, półmetek
Część pieszą kończymy po 7 h i 45 minutach. To o godzinę wolniej niż zakładałem ale nie jest źle. Mam czas na spokojne przygotowanie się do części rowerowej, prysznic i nawet godzinną drzemkę. Przygotowuję ciuchy na rower, nastawiam budzik i wpełzam do śpiwora.

Dobra strategia to część sukcesu.
Dobra strategia to część sukcesu. fot. Aleksander Jasik
Część rowerowa:

Wstaję trochę za późno i po mapę na część rowerową zgłaszam się kilka minut po godz.7. Oznacza to, że rowerową część trasy będę pokonywał samotnie co przy silnym wietrze może nie być łatwe. Szybko wybieram kolejność punktów na trasie rowerowej - zbyt szybko, bo wybrany przeze mnie wariant okazuje się nie być optymalny. Pierwsza połowa trasy będzie w większości z wiatrem w plecy więc mam nadzieję, że te dodatkowe kilometry nie będą kosztować mnie zbyt wiele. O dziwo wygląda, że fizycznie czuję się dobrze, noga "podaje" a kolejne punkty zdobywam sprawnie i bez większego błądzenia. Po trzech godzinach jazdy na liczniku mam ponad 50 km, czyli połowę drogi. Wiem, że na optymizm jest jeszcze trochę za wcześnie bo za chwilę wiatr, który do tej pory mi pomagał zacznie mi przeszkadzać. Pierwsze kilometry pod wiatr i pomimo tego, że cały czas starałem się dostarczać organizmowi paliwo w postaci żeli energetycznych dopada mnie potężny kryzys. W jakiejś wiosce dostrzegam sklep obwoźny - zatrzymuję się i kupuję dwie ratujące życie drożdżówki, które zapijam sokiem. Sympatyczny pan sprzedawca nie miał niestety coli, na którą miałem ochotę. Z radością czuję jak wracają mi siły - nie wiem niestety na jak długo. Na kolejnych przelotach staram się jechać uważnie i nie za szybko, następny kryzys może zakończyć marzenia o końcowym sukcesie. Kolejne punkty "wchodzą" niby łatwo ale przeciwny wiatr dokucza mi coraz bardziej chwilami zatrzymując mnie w miejscu. Po raz pierwszy zaczynam żałować, że jadę sam. Coraz częściej z niepokojem spoglądam na mapę i zegarek - kilometrów jeszcze sporo, a czasu jakby coraz mniej. Na skutek zmęczenia zaczynam też coraz częściej popełniać błędy nawigacyjne. Niby nieduże ale dodaję sobie kolejne nadprogramowe kilometry.

Wreszcie ostatni PK. Stąd już tylko kilka kilometrów do mety a czasu prawie pół godziny - wygląda optymistycznie. Niestety okazuje się, że te kilka kilometrów jest pod wiatr i na dodatek częściowo po górę. Z trudem utrzymuję średnią 10 km/h - na metę wpadam o 14:58:35 zaledwie 1 minutę i 25 sek. przed upływem limitu czasu!

Jestem Harpaganem !

Moje czasy:
Część piesza: czas 7h 45m, dystans 59 km
Część rowerowa: czas 7h48m, dystans 120 km.

>>>Wyniki wstępne

GALERIA ZDJĘĆ fot. Bear.photo

>>>Aktualności imprezy na facebooku

Organizator:

Pomorski Klub Orientacji HARPAGAN z siedzibą w Gdańsku,
ul. Ogarna 72, 80-826 Gdańsk,
tel. +48-606-210-024;
e-mail: harpagan@harpagan.pl
WWW: Harpagan
Też przeżyłeś ciekawą przygodę, odkryłe(a)ś nową trasę? Podziel się wrażeniami z innymi, napisz do nas.
Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (52)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

wydarzenia - imprezy i szkolenia

+ dodaj

Porady rowerowe

zobacz więcej »

Szlaki rowerowe

Znajdź trasę rowerową

Turystyka rowerowa

zobacz więcej »