rowery

Szwajcaria Kaszubska i jej zakątki; edycja 4

Drugi długi weekend majowy Trójmiejska Inicjatywa Rowerowa postanowiła spędzić na Kaszubach, nieopodal jeziora Mausz. My niestety już tyle wolnego nie mieliśmy, jednak i tak udało nam się wyrwać i odwiedzić naszych przyjaciół spędzając z nimi jeden wspaniały dzionek i kawałek wieczora.

Wypad nasz stanął pod wielkim znakiem zapytania, gdyż większość jak nie była pochłonięta pracą, to innymi sprawami rodzinnymi. Mimo to, w Boże Ciało, okazało się, że piątek będę miał wolny, dlatego też jeszcze rano puściłem wiadomość o wypadzie na Kaszuby. Wiedziałem, że nie mam co liczyć na kolegów z naszej grupy, ale łudziłem się, że spośród naszych sympatyków znajdzie się ktoś, kto odważy się na takiego "spontana".

Wyjazd zaplanowałem dość wcześnie. Wszystko po to, by do naszych przyjaciół dotrzeć zanim wylegną z łóżek. Żeby za bardzo się nie przemęczać z rana, postanowiłem podjechać pociągiem do Lęborka i stamtąd uderzyć w kierunku Sulęczyna i miejscowości Kłodno, gdzie weekend majowy spędzali nasi znajomi. O szóstej rano, w pociągu zostałem mile zaskoczony przez MirkaTomka, którym widocznie spodobał się mój spontaniczny pomysł. W drodze do Lęborka nikt inny się nie dosiadł.



Kilka minut przed godz. 8 byliśmy już w Lęborku. Tam bez ociągania się ruszyliśmy w kierunku przeznaczenia. Początkowo uderzyliśmy główną drogą na Cewice. Jednak nie chcąc jechać wśród sporego na tej trasie ruchu, tuż za miejscowością odbiliśmy na Siemirowice.

Po drodze napotkała nas niemiła niespodzianka w postaci lotniska wojskowego, jednak i z tym sobie poradziliśmy; czmychnęliśmy niczym "niewidzialni". Dalej pomimo, iż na mapie widniały drogi gruntowe i polne, my mieliśmy drogę asfaltową i tak przez miejscowości: PieskiSmolniki dotarliśmy do Gowidlina. Tu zrobiliśmy sobie mały postój, podczas którego skontaktowaliśmy się z naszymi "wczasowiczami". Okazało się, ze już zdążyli się rozbudzić, skonsumować śniadanko i powoli przygotowywać się do kolejnej wycieczki po okolicach. A skoro my chcieliśmy do nich dołączyć postanowiliśmy skrócić nieco nasz popas.

Z Gowidlina drogami polnymi ruszyliśmy w kierunku Sulęczyna podziwiając pojawiające się w oddali co jakiś czas spore jezioro Gowidlińskie. Do Kłodna trafiliśmy bez problemu, jednak na miejscu minęło trochę czasu zanim odnaleźliśmy właściwy domek. Na szczęście zjechał po nas Wojtek. Ps. Dzieki Wojtku, bez Twojej pomocy pewnie zwiedzilibyśmy półwysep ;)

Na miejsce zajechaliśmy kilkanaście minut po godz. 10. Z Lęborka zrobiliśmy 45 km w czasie nieco ponad dwie i pół godziny licząc z drobnymi postojami.



Po krótkiej przerwie "w gościnie" uzupełniliśmy piciu i papu, po czym znowu ruszyliśmy w trasę; tym razem jednak 15-osobową ekipą (nasza 3-ka i 12 osób z TiR) Zaplanowana trasa przez Andrzeja miała być lekka i przyjemna. I taka właśnie była, prócz małej pomyłki trasy przy samym końcu. Ale co tam, co to za wycieczka bez przygód.

W planie tego dnia były m.in. malownicze jeziora: Gowidlińskie, które mieliśmy okazję już widzieć, choć z drugiej strony, spore jezioro Jasień oraz maleńkie, szmaragdowe jezioro Modre. Pod koniec naszej wycieczki niemalże "dogłębnie" spenetrowaliśmy brzeg jeziora Mausz i jego najskrytsze zakątki. Prócz pięknych jezior i krajobrazów, które im towarzyszyły, zwiedziliśmy jedną z najstarszych działających jeszcze elektrowni na rzece Słupii. Ale zacznijmy od początku...



Przed godz. 11 ruszyliśmy lewym brzegiem jeziora przez Sulęczyno w kierunku Gowidlina. Początkowo nasz mały peleton nabrał dość dużego tempa, ale po pewnym czasie nieco zwolniliśmy, co umożliwiło "złapanie mi wszystkich w kadr". Na tym odcinku mieliśmy szosę i to co najważniejsze prawie znikomy ruch samochodowy. W Gowidlinie odbiliśmy jednak w kierunku Starej Huty i po drodze zatrzymaliśmy się na mały popas; w końcu nie samym rowerem człowiek żyje.

Za Starą Hutą skończył się asfalt. Dla mnie "na szczęscie", ale nie wszyscy byli z tego zadowoleni. Polną drogą dojechaliśmy do miejscowości Jasień, nad sporym jeziorem o tej samej nazwie. W samej miejscowości specjalnie się nie zatrzymywaliśmy. Postój zrobiliśmy dopiero na przesmyku jeziora, za którym Kubuś zaliczył soczystą glebę; na szczęście na zadrapaniach się skończyło.

Dalej udaliśmy się przez Łupawsko - fajowa nazwa, nieprawdaż? - nad maleńkie, szmaragdowe jezioro Modre, nad którym zrobiliśmy sobie mały piknik. Poszły w ruch kanapki i inne przysmaki. Elizka co ja bym bez Ciebie zrobił? ;)



Po małym popasie ruszyliśmy liznąć nieco historii jednaj z najstarszych w Europie elektrowni wodnych. By się dostać nad rzekę Słupię odbiliśmy wraz z niebieskim szlakiem Krainy lasów i jezior ku wsi Soszyca. Na miejscu skorzystaliśmy z przewodnika, który dokładnie przedstawił nam pracę tutejszej elektrownii.

Następnie udaliśmy się wzdłuż Słupi do wsi Młynki a stamtąd do Parchowa mijając po drodze ŻukówkoJamno. Przed Parchowem, szlak zawiódł nas w szczere pole, z trawą powyżej piast, jednak i z tym sobie poradziliśmy; z pewnością gorzej byłoby gdyby dzień wcześniej popadał deszcz.

Zanim ruszyliśmy na ostatni "pełen wrażeń" odcinek naszej trasy zatrzymaliśmy się w Parchowie na drobne zakupy, żeby wieczorem mieć co zjeść i nie tylko.

Ostatni odcinek naszej wspólnej wycieczki był... z pewnością bardzo bogaty w różnorodne krajobrazy, nie zabrakło "dzikiej puszczy", przez którą mieliśmy przyjemność się przedzierać i niemalże górskich wspinaczek, a to wszystko zasługa nowych dróg, które nie stąd, ni z owąd pojawiły się przed nami i jako nasze mapy nie były jeszcze zaktualizowane, po prostu pomyliliśmy kierunki. Zamiast udać się brzegiem jeziora do celu, przez przypadek objechaliśmy, a raczej obeszliśmy cypel pomiędzy jeziorami. Ten niełatwy spacer, w niektórych miejscach z rowerami "na grzbiecie" dał nam ostro w kość. W pewnym momencie myśleliśmy, że dotarliśmy do półwyspu Ostrów-Mausz, ale jak zobaczyliśmy, że po drugiej stronie wzniesienia ukazuje się blask jeziora już byliśmy pewni, że zrobiliśmy kółko. Ale co tam, co to za wycieczka bez przygód!

Do domku zajechaliśmy nieco później niż przewidywaliśmy, zrobiliśmy też troszeczkę więcej km niż zamierzaliśmy, ale mniejsza o to! W sumie wycieczka z naszymi przyjaciółmi z Trójmiejskiej Inicjatywy Rowerowej zajęła nam ponad 9 godzin i w tym czasie przejechaliśmy 67 km.



No i wreszcie u celu! "Wreszcie", tak z pewnością mogli powiedzieć wszyscy oprócz naszej trójki, która planowała jeszcze przed wschodem słońca wrócić do Trójmiasta. Wstępnie planowaliśmy, że ponad 80 km w nocy pokonamy "na kołach", jednak temperatura była jak dla mnie jeszcze zbyt niska, by taki dystans zrobić w krótkich spodenkach i rękawku. Obawiałem się, że po drodze mogą siąść mi kolana, które ostatnio trochę się odzywały. Dlatego też po kilkugodzinnym odpoczynku zdecydowaliśmy, że pojedziemy jednak z powrotem do Lęborka, skąd dystans jest o połowę krótszy od planowanego. Ten drugi wybór z pewnością był bardziej rozsądny. Około pierwszej w  nocy, gdy większość uczestników majówki rowerowej już spała, my wsiedliśmy na siodełka i pognaliśmy w kierunku Lęborka.

Tym razem na powrót wybraliśmy nieco inny wariant, niż ten którym przyjechaliśmy. Nie chciałem ryzykować jadąc bocznymi drogami, żeby nie stawać co pięć minut i nie zaglądać w mapę. Z Kłodna skierowaliśmy się do Sulęczyna a stamtąd na Sierakowice po czym Lębork. Tu nie było już dróg gruntowych, a jedynie sam asfalt. I pomimo, iż za dnia są to drogi o sporym natężeniu ruchu samochodowego, w nocy minęło nas może 10 aut. Opcja ta wydłużyła nieco trasę, jednak przy tak sprawnej jeździe dystans 55 km pokonaliśmy w nieco ponad 2 godziny i zanim wsiedliśmy w kolejkę do Gdańska zjedliśmy małe śniadanko w dworcowym barze.

Łącznie zrobiliśmy 167 km, z czego 67 razem z  Trójmiejską Inicjatywą Rowerową

Do zobaczenia na szlaku! - Grupa Rowerowa Trójmiasto
Masz dla nas temat? Chcesz podzielić się swoimi spostrzeżeniami?
A może przeżyłe(a)ś ciekawą przygodę, odkryłe(a)ś nową trasę? Napisz do nas: rowery@trojmiasto.pl.

Opinie (9) 1 zablokowana

  • Tereny Jeziora Mausz, mmm miodzio; )

    W tamtych okolicach mam działkę i co lato przynajmniej na tydzień zabieram rowerek. Tamtejsze okolice są przecudne, jednak jest sporo "pułapek", tak jak z tym cyplem nad Jez.Mausz ;))) Jest tu znaczniej spokojniej niż nad wielkim Jeziorem Raduńskim; polecem wszystkim tym którzy szukają spokoju!
    ps. Ale Wy z tą trasą to daliście czasu, pewnie przez kolejne dni chodziliscie jak raki - tyłem? :)))

    • 0 0

  • świetnie okolice na rower

    Byłem tam w zeszłym roku, jet tu cała masa fajnych ścieżek i dróg polnych, które wykorzystać można na rowerowe wycieczki. Jednak tak jak kolega powyżej wspomniał, jest tu też sporo pułpek; niektóre drogi prowdzą do prywatnych posidłości, zatem wybierając się najlepiej zaopatrzyć sie w dobrą mapę, a najlepiej aktualną. W okresach suchych polecam wspomniany w relacji niebieski szlak "Krainy jezior i lasów".
    Do zobczenia na szlaku

    • 0 0

  • Zdjęcia

    właśnie zostały dodane; jeśli ktoś chciałby je w wersji oryginalnej, możemy je zgrać na płytkę. Zainteresowanych prosimy o kontakt mailowy.

    • 0 0

  • TiR & GRT jak dwa bratanki; )

    Ostatnio zauważyłem, że coraz wiecej rajdów robicie razem i dobrze, bo jak bywały dwie dobre propozycje, a nieraz i wiecej wypadu na weekend, nie mogłem się zdecydować, który wybrać. Ostatnio słuchy mnie doszły, że przez całe wakacje będziecie organizować wspólne wypady?

    ps. do zobaczenia w niedzielę
    ... i znowu będą Kaszuby jednak tym razem północne ;)

    • 0 0

  • Andrzej!

    Chłopie z nieba mi spadłeś!
    Czy wynajmujesz tą działkę (mam nadzieję, że z jakimś spankiem?)
    Szukam spokojnego miejsca do pojeżdżenia i uleżenia mojej skołatanej duszy balsamem "cichoterapii". Czy za rozsądną cenę wynajmujesz lub znasz kogoś, kto na weekendy użyczy 2-dorosłym, miłym osobom schronienia?

    • 0 0

  • Słuchy, słuchami...

    Fakt, ostatnio zdażało nam się pewne rajdy połączyć, jednak nie znaczy to, że przez całe wakacje tak to bedzie wyglądać. Nieraz korzystamy z uprzejmości naszych przyjaciół i tak jak to było tym razem odwiedzamy ich, by razem zwiedzić jakiś ciekawy zakątek naszego regionu - okolice Sulęczyna i Jeziora Mausz.

    Z tego co wiemy Trójmiejska Inicjatywa Rowerowa ma zamiar wyruszyć na wyprawę do Szwecji, my w tym czasie za pewne będziemy organizować cos na miejscu. Poza tym nie samym rowerem człowiek żyje: my latem nieco sobie odpuszczamy "kręcenie" i wybywamy na urlopy, nie koniecznie na rowerze.

    • 0 0

  • Okolice Sulęczyna

    bardzo mile wspominam z wypadów rowerowych z dawnych lat; wypadałoby przypomnieć sobie te stare dzieje. Jezioro Mausz jak jezioro, w sezonie też napływa tam sporo luda, jednak mniejsze oczka wodne w okolicy samego Sulęczyna są na prawdę rewelacyjne, np: Jezioro Jelenie - niewielkie, zatopione gdzieś w lesie a dojechać można drogą piaszczystą (nie proponuję tego autem bez napędu na 4 koła, rowerem owszem!)

    • 0 0

  • Nie tylko TIR jedzie do Szwecji. Druga grupa w tym czasie spenetruje Litwę, Łotwę i Estonię

    • 0 0

  • Struga-Soszyca

    Piekne tereny...mam w Strudze rodzine i czesto do nich jezdze gdyz mozna tam spokojnie wypoczac...nawdychac sie swiezego powietrza lasow..lak...mozna dobrze sie bawic..pograc w siatke w Soszycy..pojsc nad jeziorko wykapac sie;)lub w Strudze zwiedzac piekne tereny i kapac sie w rzece Słupi,najstarszej elektrowni wodnej w Europie.Jak i rowniez mozna bez problemu pobiegac w okolicznych lasach..pojezdzic rowerem lub zrobic cos czego dusza zapragnie;)
    zapraszam na profil nasza-klasa.pl
    http://nasza-klasa.pl/profile/14067835
    pozdrawiam;)

    • 0 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

wydarzenia - imprezy i szkolenia

+ dodaj

Porady rowerowe

zobacz więcej »

Szlaki rowerowe

Znajdź trasę rowerową

Turystyka rowerowa

zobacz więcej »