rowery

stat

Szlak Doliny Dolnej Wisły

Pierwszy etap naszej trasy jest dość płaski; mnóstwo tu ciekawych obiektów zabudowy mennonickiej
Pierwszy etap naszej trasy jest dość płaski; mnóstwo tu ciekawych obiektów zabudowy mennonickiej fot. GR3miasto

Niewątpliwie czarny szlak rowerowy po Dolinie Dolnej Wisły to świetny kąsek dla rowerowych miłośników wycieczek z sakwami. Jest jednym z najdłuższych szlaków rowerowych w północnej Polsce i w całości liczy prawie 480 km. Przebiega po obu stronach Wisły zataczając niepełną pętlę począwszy od miejscowości Cierpice pod Toruniem po Zamek Bierzgłowski. Szkoda, że miasto Kopernika nie znalazło się na trasie. Do perfekcji zabrakło tak niewiele !



O szlaku i jego oznakowaniu w skrócie:
Szlak prezentuje walory krajobrazowe i kulturowe m.in. Parku Krajobrazowego Doliny Dolnej Wisły oraz skrawka Żuław. Przebiega przez malownicze zakątki i doskonale nadaje się na kilkudniowe wycieczki rowerowe. W większości wiedzie on drogami asfaltowymi o małym lub znikomym ruchu samochodowym, przez co jest dość bezpieczny. Niektóre jednak odcinki wiodą drogami gruntowymi oraz leśnymi duktami, na których nie brakuje grząskiego piachu. Póki jedzie się z małym obciążeniem nie jest to bardzo odczuwalne. Jednak przy większym obciążeniu, po kilku metrach z roweru trzeba niestety zsiąść. Pchanie obciążonego roweru w grząskim piachu do przyjemnych nie należy! Jeden z takich odcinków wiedzie przez Góry Łosiowe niedaleko Grudziądza. Naszym zdaniem odcinek ten w ogóle nie powinien znaleźć się na trasie szlaku rowerowego. Owszem mógłby stanowić pewną atrakcję jako opcja, jednak główna oś mogłaby wieść równoległą drogą utwardzoną niespełna kilometr dalej. Ogólnie jednak jak na szlak długodystansowy jest świetnie przemyślany i co najważniejsze bardzo dobrze oznakowany.

Jako, że szlak zatacza niepełną pętlę rozpocząć go można w dowolnym miejscu. Nam najbliżej było do Tczewa, dlatego też opis naszej trasy i wrażenia rozpoczynamy właśnie od tej miejscowości. Chcąc udać się proponowanym szlakiem zachęcamy do zaopatrzenia się w przewodnik Towarzystwa Przyjaciół Dolnej Wisły pt. "Odkryj Dolinę Dolnej Wisły", który znacznie ułatwił nam przygotowanie wycieczki jak i śledzenie na bieżąco każdego kilometra trasy. Dzięki opracowaniu zwiedziliśmy niemalże wszystkie ciekawe obiekty, które znajdowały się zarówno po drodze jak i w niedalekiej okolicy. Stąd nasza trasa nieco się wydłużyła, jednak warto było!

Co prawda w przewodniku turystyczne przebycie trasy rozpisane jest na prawie tydzień drogi, jednak my na tyle pozwolić sobie nie mogliśmy. Poza tym każdy zna własne możliwości i dlatego dzienny dystans powinien być interpretowany indywidualnie w zależności od własnej kondycji i potrzeb.

Kilka km za wsią Piekło zatrzymujemy się przy imponującej śluzie na Starym Nogacie
Kilka km za wsią Piekło zatrzymujemy się przy imponującej śluzie na Starym Nogacie fot. GR3miasto


Przygotowania do wyjazdu:
Nie wiem jak Wy, ale osobiście uwielbiam spać w namiocie, najlepiej gdzieś "na dziko", myć się w potoku lub jeziorze i stołować gdzieś po drodze. Oczywiście dotychczas zawsze tego doświadczałem będąc zagranicą, nigdy w Polsce. Niestety jeśli chodzi o noclegi pod chmurką infrastruktura w rejonie Doliny Dolnej Wisły trochę słabo jest rozwinięta. Owszem nie brakuje gospodarstw agroturystycznych czy noclegów w domach prywatnych, jednak z campingami jest naprawdę kiepsko, dlatego też postanowiliśmy noclegi zarezerwować już wcześniej.

Noclegi, noclegami. Jednak wybierając się w trasę warto sprawdzić czy nasz bicykl posiada możliwość montażu bagażnika. Okazało się, że sportowa rama Wojtka, takowych nie ma. Było zbyt mało czasu by kombinować, latać i lamentować nad rozlanym mlekiem. Kupowanie przyczepki, czy jazda z dużym plecakiem też nie wchodziła w grę. W końcu nie wybieraliśmy się gdzieś daleko w świat, a zaledwie na cztery dni. Do roweru Wojtka zamontowaliśmy zatem tzw. bagażnik sztycowy (montowany do rury podsiodłowej roweru). Wiadomo, bagażniki te nie mogą być zbytnio obciążone stąd w sakwie znalazły się narzędzia, akcesoria naprawcze do naszych rowerów oraz to wszystko co jeszcze można było gdzieś tam upchnąć. Ja zaś wziąłem całą resztę. W tylnych sakwach zmieściłem spokojnie całą naszą garderobę i nawet ogromną Wojtka kosmetyczkę ;) Do przedniej sakwy zaś dokumenty, aparat fotograficzny, mapę oraz przewodnik. Byłem spakowany prawie tak samo jak na dwutygodniowy wyjazd zagranicę ! Ale co tam, grunt to nie przejmować się takimi błahostkami...

Dzień 1: Tczew - Kwidzyn - Grudziądz, dystans: 116 km
Czas jazdy wraz z postojami: prawie 10 godzin
Przebieg trasy i miejscowości: Tczew - Kończewice - Bystrze - Mątowy Wielkie i Małe - Kłosowo - Piekło - Biała Góra - Borowy Młyn - Mątowskie Pastwiska - Janowo - Kamionka - Kwidzyn - Mareza - Grabówko - Białki - Okrągła Łąka - Wielki Wełcz - Zakurzewo - Grudziądz

Wyjechaliśmy dość wcześnie. Jako, że był to nasz pierwszy etap trasy dobrze było się rozgrzać i wypracować wspólne tempo. Pierwszy postój zrobiliśmy tuż po przejechaniu na drugi brzeg Wisły zabytkowym Mostem Tczewskim, zwanym również Lisewskim. Zbudowany w latach 1851-1857 jako most drogowo-kolejowy, zaprojektowany przez Carla Lentza, był wówczas najdłuższym mostem w Europie. Nazwa Most Lisewski wywodzi się od nazwy wsi Lisewo Malborskie, bezpośrednio do której prowadzi. Równolegle do mostu drogowego znajduje się most kolejowy.

Najgorsza z przepraw na szlaku to pchanie rowerów przez grząskie piaski Gór Łosiowych
Najgorsza z przepraw na szlaku to pchanie rowerów przez grząskie piaski Gór Łosiowych fot. GR3miasto


Następnie udajemy się wzdłuż wału przeciwpowodziowego w kierunku miejscowości Kończewice. Tu robimy kolejny postój odwiedzając XIV-wieczny ceglany kościół p.w. Matki Bożej Wniebowzięcia. Za Kończewicami przedostajemy się przez drogę krajową i kontynuujemy cały czas prosto aż do wsi Bystrze, w której kilka chwil poświęcamy na nieco zniszczony, ale nadal godny uwagi drewniany dom podcieniowy.
Zbliżając się do zakola koryta Wisły przejeżdżamy przez największy na tym terenie kompleks leśny. Gęsto rosnące stare drzewa sprawiają wrażenie wyjątkowo tajemniczych - to pozostałości po dawnych lasach łęgowych delty Wisły. Za lasem ukazuje nam się tablica miejscowości Piekło, w której niejednokrotnie bywaliśmy podczas różnych naszych wycieczek. Najbardziej jednak utkwił nam w pamięci zimowy nocny wypad zatytułowany "przez Piekło". Ehh, to były czasy. Za Piekłem godnym uwagi miejscem są imponujące śluzy na Starym Nogacie. Tu też przebiega międzynarodowy szlak rowerowy R-1.

Uwaga, tuż za Białą Górą szlak schodzi gruntową drogą nad rz.Renawę i wiedzie dalej ku uroczemu rezerwatowi przyrody. W dolinie nasz szlak łączy się z pieszym Kopernikowskim (oznakowanym kolorem czerwonym). Przez kilka kilometrów aż po miejscowość Benowo, szlaki biegną wspólną trasą wśród ciekawego sosnowego lasu. We wsi, o której mowa warto zrobić mały postój, godnym uwagi obiektem jest tu neogotycki kościół, a w pobliskim lesie ukryty bardzo ciekawy cmentarz mennonicki. Żeby do niego dotrzeć trzeba jednak na chwilę szlak opuścić.

Po powrocie na szlak jedziemy dalej szosą w kierunku Pastwisk Mątowskich mijając po drodze kolejny ciekawy cmentarz z licznymi mennonickimi nagrobkami. Warto tu wstąpić by obejrzeć unikalny przykład drewnianych tablic nagrobnych. We wsi zaś znajduje się unikatowy przykład zagrody osadników holenderskich z drewnianym domem z 1779 roku. Dalej odbijamy w prawo kierując się na Janowo. Zbliżając się do Wisły na horyzoncie na drugim jej brzegu widać zamek w Gniewie. Będziemy tam już niedługo, po zrobieniu pętli. W Janowie odbijamy w lewo i znowu oddalamy się od "królowej polskich rzek". Tym razem kierujemy się na miejscowość Podzamcze, w której robimy kolejny nie za długi postój. Mieści się tu piękny odrestaurowany staropolski dwór obronny z XVI wieku, obecnie hotel z restauracją i stylową kawiarnią. Jednak nie korzystamy z zapachów dolatujących z kuchni, niebawem dotrzemy do Kwidzyna, gdzie zaplanowaną mamy dłuższą przerwę.

Mijamy kolejne wsie a w Piekarniaku znowu przeżywamy "deja-vu". Zgadza się już tu kiedyś byliśmy i to dokładnie w tym samym składzie, kiedy testowaliśmy przejezdność pieszego szlaku Napoleońskiego. Ten to dopiero dał nam w kość ;) Chwila wspomnień i jesteśmy już prawie w Kwidzynie.

By bezpiecznie wjechać do miasta warto skorzystać z tutejszej ścieżki rowerowej, która prowadzi po samą katedrę. Jako, że zamek i katedrę już nie raz mieliśmy okazję zwiedzać, tym razem to odpuściliśmy. Korzystając z pięknej słonecznej pogody rozbiliśmy się na plantach w celu dłuższego odpoczynku i zregenerowaniu sił przed dalszą drogą. Poszły w ruch kanapki, drożdżówki oraz ciepła zielona herbatka z termosu.

Grudziądz i ciekawy plac z kolekcją tablic nazw miast polskich i europejskich
Grudziądz i ciekawy plac z kolekcją tablic nazw miast polskich i europejskich fot. GR3miasto


Kwidzyn - wśród licznych obiektów zabytkowych na szczególną uwagę zasługuje pochodzący z XIV w zespół katedralno -zamkowy, w skład którego wchodzi zamek kapituły pomezańskiej wzorowany na zamkach krzyżackich, katedra św. Jana Ewangelisty oraz cela przykościelna, w której ostatni rok życia spędziła błogosławiona Dorota z Mątowów. Inne ciekawe zabytki, które odwiedziliśmy krążąc po mieście to: tzw. pałac Fermora z lat 1757-1763, rozbudowany na siedzibę władz rejencjiw XIX w., z płaskorzeźbionym fryzem, budynek Wyższego Sądu Ziemskiego z lat 1798-1800, kościół Św. Trójcy z lat 1846-1858 zbudowany w tzw. stylu arkadowymwg projektu K. F. Schinkla, kamienice i domy z okresu od końca XIX do początku XX w., a wśród nich neogotycka poczta z lat 1911-13.

Po zregenerowaniu sił udajemy się w kierunku Kanału Polemony; Kwidzyn opuszczamy ul.Podjazdową a następnie Wiślną. Po drodze mijamy maleńkie osady jak: Mareza, Nowy Dwór, Grabówko. Na tym odcinku szlak wiedzie jeszcze drogą asfaltową pośród rolniczych krajobrazów. Jednak w miejscowości Białki tuż za torami kolejowymi relacji Kwidzyn - Grudziądz zbaczamy z głównej drogi i skręcamy do Leśnictwa Sadlinki. Tu do czynienia mamy już z zupełnie inną nawierzchnią. Jazda po "kocich łbach" daje nam trochę w kość, ale na szczęście to tylko 4 km. Na tym samym odcinku wiedzie również pieszy szlak Kopernikowski, którego realizację planujemy już od kilku lat. Ale spokojnie , nie wszystko naraz. Na niego też niedługo przyjdzie czas! Od leśniczówki drogę kontynuujemy utwardzoną drogą gruntową. Ponownie na asfalt wskakujemy przed osadą Okrągła Łąka i udajemy się ku miejscowości Wielki Wełcz, w której robimy krótki postój przy barokowym kościele p.w. Jana Chrzciciela, pochodzącego z 1300 r. Kościół wyróżnia się swym kwadratowym kształtem i drewnianą wieżą.

Po niespełna kilometrze drogi znowu towarzyszy nam czerwony szlak Kopernikowski. Na odcinku wiodącym przez Góry Łosiowe szlak zmusza nas do zejścia z roweru. Grząski piach uniemożliwia dalszą drogę na siodełku. W 100% jest to szlak pieszy! Dziwi nas jednak fakt, że to właśnie tędy wyznaczono szlak rowerowy, jakby nie można było trasy oznakować niespełna kilometr dalej drogą asfaltową a opcjonalnie dla chętnych zwrócić uwagę na ciekawy kompleks leśny jakim są Góry Łosiowe?

Chcąc nie chcąc, jakoś to przebrnęliśmy. Ale ten 4 km odcinek grząskiego piachu trochę nas dobił. Góry o tak ciekawej nazwie odznaczają się bogatym, mieszanym drzewostanem oraz zróżnicowaną roślinnością niższych pięter. Z licznych punktów widokowych rozpościerają się piękne panoramy na płynącą w dole Wisłę oraz niedaleko leżący Grudziądz, cel pierwszego odcinka naszej trasy. Góry Łosiowe kończą się wraz z ujściem rzeki Osy, a szlak zmierza do Zakurzewa, gdzie na drugą stronę rzeki przedostać musimy się mostem. Do Grudziądza zostaje już "rzut beretem". Jako, że już wcześniej zarezerwowaliśmy sobie noclegi zmierzamy od razu do celu. Dzień dobiega końca, a my w sam raz docieramy do celu. Przed położeniem się spać udajemy się jeszcze na wieczorny spacer po mieście. Jednak Grudziądz to nie Trójmiasto, po zmierzchu wszystko dechami zamknięte jest na cztery spusty. Wszędzie ciemno, słychać jedynie ujadające zza bram burki i migoczące w oknach telewizory.

Słynny renesansowy ratusz w Chełmnie
Słynny renesansowy ratusz w Chełmnie fot. GR3miasto


Dzień 2: Grudziądz - Chełmno - Toruń, dystans: 132 km
Czas jazdy wraz z postojami: 12 godzin
Przebieg trasy i miejscowości: Grudziądz - Jezioro Rudnickie - Gogolin - Łunawy Wielkie i Małe - Łęg - Wymiary Dolne - Chełmno - Starogród - Płutowo - Unisław - Gzin - Janowo - Ostromecko - Kamieniec - Skłudzewo -Rzęczkowo - Łążyn - Zamek Bierzgłowski - Toruń - Złotoria.

Na drugi dzień nie spieszyliśmy się zbytnio ze wstawaniem, a pomimo to obudziliśmy się zanim o godz.8 zadzwonił budzik. Po spakowaniu się udaliśmy się do centrum Grudziądza gdzie kupiliśmy pieczywo oraz ciepłe drożdżówki. Do tego owocowa maślanka i śniadanie gotowe na Starym Mieście. Po śniadaniu w ruch poszedł przewodnik i mapa. W planie było m.in. zobaczenie grudziądzkiej cytadeli jednak okazało się, że zwiedzanie należy uzgodnić znacznie wcześniej, gdyż teren na którym znajduje się obiekt nadal przynależy do jednostki wojskowej. Skoro nie udało nam się jej zobaczyć pokręciliśmy się trochę po mieście zwiedzając inne zaplanowane zabytki. Najpierw zwiedziliśmy gotycki kościół farny p.w.św.Mikołaja, który jest najstarszym zabytkiem Grudziądza. Jego budowę rozpoczęto w 1286 roku, a zakończono w XV wieku. Na Starym Mieście godne uwagi są również liczne zabytkowe kamienice w stylu barokowym, secesyjnymi i eklektycznym. Na zakończenie wizyty w Grudziądzu udaliśmy się przez Bramę Wodną nad Wisłę skąd rozpościera się charakterystyczna panorama miasta utworzona przez zespół 26 spichrzy. Nieopodal znajduje się również plac z fontanną i ciekawą kolekcją tablic z nazwami ulic miast Polski i Europy. To był ostatni punkt naszego programu w Grudziądzu. Stąd rozpoczął się drugi etap naszej wycieczki szlakiem Dolnej Wisły. Daleko jednak nie zajechaliśmy. Nie dalej niż 13 km od centrum zatrzymaliśmy się nad zachęcającym do kąpieli jeziorem Rudnickim. Było gorąco, a kąpiel w orzeźwiającej wodzie była wskazana.

W dalszą drogę ruszyliśmy dopiero koło południa i wypadało trochę przycisnąć, gdyż tego dnia mieliśmy znacznie więcej kilometrów do pokonania. Z Rudnika odbijamy na Biały Bór, a następnie Sztynwag, Gogolin aż do Wielkich i Małych Łunaw. Na tym odcinku nasz szlak pokrywa się z rowerowym R-1 oraz niebieskim szlakiem pieszym. Kolejną krótką przerwę można było zrobić we wsi Wielkie Łunawy gdzie wg przewodnika zobaczyć warto drewniany dwór z ok.1820 r. oraz pozostałości parku, my jednak tym razem kontynuujemy drogę. Trzeba trochę się rozkręcić bo niebawem znowu będziemy mieli przerwę w Chełmnie. Za wsią szlak prowadzi utwardzoną tłuczniem drogą, jednak jazda z sakwami nie należy tu do przyjemnych. Rower zaczyna tańczyć, dziura za dziurą i nagle coś trzasnęło! Na pierwszy rzut oka wszystko gra. Jednak po kilkuset metrach okazuje się, że Krzyśkowi pękło siodełko i z kilometra na kilometr coraz bardziej się wykrzywia płaszczyzna siedzenia. Nie jest dobrze. Postanawiamy w miarę możliwości jak najszybciej zajechać do Chełmna i tam odwiedzić najbliższy sklep rowerowy.

Od miejscowości o zabawnej nazwie Wymiary Dolne po Chełmno specjalnie nigdzie się nie zatrzymywaliśmy gdyż nie było nic atrakcyjnego po drodze do zobaczenia.

Przepięknie położony zespół pałacowo-parkowy w Ostromecku
Przepięknie położony zespół pałacowo-parkowy w Ostromecku fot. GR3miasto


Nasz plan zwiedzania Chełmna trochę uległ zmianie, jednak i tak udało nam się zobaczyć to co w większości zaplanowaliśmy. Zanim udaliśmy się "na zwiedzanie" Krzysiek ruszył do sklepu rowerowego, a ja zamówiłem obiad, który zjedliśmy nieopodal pięknie rozciągniętych planów u podnóża murów obronnych miasta. Po zregenerowaniu sił udaliśmy się pod gotycką Bramę Grudziądzką skąd rozpoczęła się nasza wycieczka historyczna po mieście. Następnym punktem programu był słynny renesansowy ratusz, który wyróżnia się spośród innych polskich ratuszy oryginalną i efektowną attyką. Obecnie wewnątrz ratusza znajduje Muzeum Ziemi Chełmińskiej oraz informacja turystyczna. W Chełmnie warto zwiedzić również piękne kościoły gotyckie, których na terenie głównego miasta jest aż pięć. My zwiedziliśmy tylko dwa: archiprezbiterialny p.w. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny oraz kościół podominikański p.w. śś. Piotra i Pawła. Ponadto w mieście znajduje się wiele innych zasługujących na uwagę zabytkowych budynków, powstałych w XVIII i XIX wieku, takich jak chociażby klasycystyczny arsenał z 1811. Chełmno to naprawdę bardzo urokliwe miasteczko i nie bez powodu często nazywane jest "Krakowem Północy", zresztą co tu dużo mówić, przekonajcie się sami!

Niestety czas nas naglił, a do pokonania mieliśmy jeszcze sporo kilometrów. Pomimo, iż nie zwiedziliśmy wszystkiego obiecaliśmy sobie, że jeszcze tu kiedyś wrócimy. Z Chełmna udaliśmy się w kierunku miejscowości Unisław. Na tym odcinku szlak wiedzie w większości drogami asfaltowymi przez liczne wsie. Na szczęście ruch samochodowy jest tu praktycznie znikomy. Po 5 km warto zatrzymać się w Starogrodzie, malowniczo położonej wsi na krawędzi Doliny Dolnej Wisły. Najciekawszym zabytkiem miejscowości jest późnobarokowy kościół parafialny p.w. św.Barbary wybudowany w 1754 r. o pięknie odrestaurowanym wnętrzu . Ponadto we wsi warto zobaczyć dawny klasycystyczny zajazd z początku XIX wieku oraz dawną szkołę. Na zakończenie wspięliśmy się na wzgórze, na którym niegdyś wznosił się zamek - rozpościera się stąd przepiękna panorama na Dolinę Dolnej Wisły wraz z Rezerwatem Góry św.Wawrzyńca.

Po przerwie udajemy się w kierunku południowym mijając kolejno wsie tj. Gzin, Czemlewo, Mozgowina i Wielka Kępa. Na odcinku tym rozciągają się malownicze łąki i pastwiska. Nie zdążywszy jednak dobrze się rozkręcić mamy kolejną przerwę.

Ostromecko, o którym mowa, to malownicza mieścina, a głównym jej zabytkiem jest przepięknie położony zespół pałacowo-parkowy. W XVIII wieku stał tu obronny dwór szlachecki, który przebudowano na pałac w stylu saskiego rokoka. Wokół pałacu rozciąga się park ze starodrzewem a w pobliżu zabytkowy gotycki kościół św.Mikołaja z XIV wieku, z barokową wieżą.

W Zamku Bierzgłowskim szlak dobiega końca my jednak trasę kontynuujemy do Torunia
W Zamku Bierzgłowskim szlak dobiega końca my jednak trasę kontynuujemy do Torunia fot. GR3miasto


Tego dnia program mieliśmy dość mocno napięty i by zdążyć wszystko zobaczyć zbyt długo w Ostromecku nie zagościliśmy. Na ostatni odcinek szlaku zmierzający do Zamku Bierzgłowskiego wyruszyliśmy już późnym popołudniem, starając się zajechać na nocleg jeszcze przed zachodem słońca. Wg przewodnika faktycznie w Zamku Bierzgłowskim szlak dobiega końca, my jednak trasę kontynuowaliśmy aż po Toruń, w okolicach którego mieliśmy zaplanowany nocleg. Ten odcinek czarnego szlaku rowerowego Doliną Dolnej Wisły w dużej części prowadzi sosnowym lasem drogami o bardzo różnej nawierzchni, od dziurawej jak "ser szwajcarski" drogi asfaltowej po utwardzone drogi gruntowe. Do krzyżackiej twierdzy mieszczącej się w Zamku Bierzgłowskim docieramy gruntowym duktem.

W Zamku Bierzgłowskim robimy sobie krótką przerwę na zwiedzanie. Znajdujący się tu gotycki zamek jest jedną z najstarszych obronnych budowli krzyżackich, został wzniesiony w latach 1270 - 1305w miejscu wcześniejszego grodu zniszczonego przez Litwinów w 1263. Początkowo była to siedziba komtura, a w latach 1475-1840 własność rady miejskiej Torunia. Wielokrotnie był niszczony; w końcu odbudowywany w stylu neogotyckim. Zamek składa się z części głównej oraz przedzamcza. Zamek główny, czyli wysoki jest dwuskrzydłowy, dwa jego boki są zamknięte kamienno-ceglanymi murami w nieregularny czworobok. W murze północnym zamku wysokiego znajduje się pochodzący z ok. 1300 roku portal z ceramicznym tympanonem o niepewnej ikonografii (postać jeźdźca na koniu, której towarzyszą 2 rycerze) - to najstarsza zachowana rzeźba na terenie Prus. Od wschodu, południa i zachodu zamek otoczony jest fosą, zaś od strony północnej znajduje się przedzamcze, na terenie którego znajduje się przebudowany w XIX w. budynek gospodarczy z XIV w. oraz dwa późniejsze budynki. Przedzamcze jest otoczone kamiennym murem, w którym od północy znajduje się główna brama wjazdowa z neogotyckim szczytem, a w narożu północno-zachodnim baszta. Od 1992 roku właścicielem zamku jest Diecezja Toruńska, pod opieką której po dziś dzień trwają prace restauratorskie.

Szkoda, że tak malowniczy szlak kończy się właśnie w tym miejscu. Znacznie ciekawiej byłoby gdyby ów szlak przedłużono aż do Torunia i tam zataczałby pełną pętlę. Z pewnością takie rozwiązanie ułatwiłoby komunikację. Skoro jednak w rzeczywistości jest inaczej niż po naszej myśli, udaliśmy się do oddalonego o 14 km Torunia by dnia następnego kontynuować trasę z Cierpic po drugiej stronie Wisły.
Trasę zakończyliśmy w miejscowości Złotoria, gdzie u rodziny Krzyśka zatrzymaliśmy się na nocleg. Był to bardzo ciężki, ale i pełen wrażeń dzień. Najważniejsze jednak, że zobaczyliśmy wszystko co założyliśmy i w porę, jeszcze za dnia zajechaliśmy do celu.

Lekcja z historii i geografii w Parku Dinozaurów w Solcu Kujawskim
Lekcja z historii i geografii w Parku Dinozaurów w Solcu Kujawskim fot. GR3miasto


Dzień 3: Toruń - Bydgoszcz - Topolno, dystans: 118 km
Czas jazdy wraz z postojami: 10 godzin
Przebieg trasy i miejscowości: Złotoria - Toruń - Cierpice - Jarki - Osieczek - Przyłubie - Solec Kujawski - Otorowo - Bydgoszcz - Czarnówko - Jarużyn - Strzelce Górne i Dolne - Gądecz-Trzęsacz - Kozielec - Grabowo - Topolno.

Trzeciego dnia po pysznym śniadanku w trasę wyruszyliśmy dopiero przed godz.10. Jako, że znajdowaliśmy się blisko miasta Kopernika w planie mieliśmy małą rundkę po pięknie odrestaurowanej starówce. W końcu nie bez powodu została ona wpisana na listę "7 Cudów Polski". Lista zabytków, które zobaczyliśmy i ich historia jest bardzo długa, jednak nie będziemy tego wszystkiego wymieniać. Z pewnością Toruń to piękne miasto i trochę żałowaliśmy, że zabrakło nam jeszcze jednego dnia by zostać tu na noc, gdyż prawdziwe życie towarzyskie zaczyna się tu nocą ;) Przed odjazdem jednak udaliśmy się po cieplutkie jeszcze pierniki, które dodały nam siły przed kolejnym etapem naszego szlaku.

Z Torunia przeprawiliśmy się na drugą stronę Wisły mostem, a tuż za nim odbiliśmy w prawo kontynuując trasę mniej uczęszczaną drogą asfaltową wiodącą przez tereny przemysłowe Torunia oraz wsie Małą i Wielką Nieszawkę do Cierpic. Tym samym uniknęliśmy bardzo ruchliwej i niebezpiecznej drogi krajowej nr 10. We wsi Wielka Nieszawka pojawiły się już pierwsze drogowskazy rowerowego szlaku Dolnej Wisły, które zaprowadziły nas do stacji kolejowej w Cierpicach, gdzie ów szlak bierze swój początek. By już nie wracać się odcinkiem, którym przyjechaliśmy udaliśmy się bezpośrednio w kierunku Leśnictwa Dybowo przekraczając granicę Puszczy Bydgoskiej. Szlak wiedzie tu utwardzoną drogą gruntową wzdłuż Zielonej Strugi do osady Jarki, następnie kieruje się do Przyłubia. Miejscami na odcinku tym występują grząskie piachy, jednak dobrze się rozpędzając można swobodnie przez nie przebrnąć nawet z bagażem. Po drodze mijamy liczne pomnikowe drzewa oraz torfowiska. Droga jest bardzo przyjemna. W Przyłubiu przekraczamy ponownie drogę krajową nr 10 i udajemy się nad Wisłę. Na horyzoncie widać północną krawędź Kotliny Toruńskiej i zabudowania w Złej Wsi.

Szlak wiedzie wzdłuż wału przeciwpowodziowego aż do Solca Kujawskiego. Jako, że odcinek ten zrobiliśmy znacznie szybciej niż planowaliśmy odwiedzamy tutejszy Park Dinozaurów ;) Podążając różnymi ścieżkami, które wyznaczone są wg dziejów ziemi mamy okazję przypomnieć sobie lekcje z geografii oraz historii. Wycieczkę zaczynamy od dziejów Kambru a kończymy na Neogenie, który trwa nadal. Przejście ścieżką edukacyjną, wzdłuż której rozmieszczone są modele dinozaurów naturalnej wielkości oraz zwiedzenie Muzeum Ziemi im. Karola Sabatha zajmuje nam prawie dwie godziny, ale warto. Mamy przy tym ubaw po pachy. Po wizycie w parku udajemy się na obiadek, jednak centrum Solca Kujawskiego w ogóle nas nie zachwyca, dlatego też po zregenerowaniu sił uderzamy w dalszą drogę.

a oto rezultat nadmiaru energii ;)
a oto rezultat nadmiaru energii ;) fot. GR3miasto


Z Solca Kujawskiego do Bydgoszczy zostaje nam niespełna 15 km. Szlak wiedzie drogą gruntową wzdłuż wału Wisły, miejscami jest dość piaszczysty, ale znośny. Na rogatkach miasta odbija jednak i omija centrum. Wiedzie dalej w kierunku Lasu Gdańskiego i znowu zagłębia się w malowniczych terenach z dala od cywilizacji. Po drodze przecinamy pieszy szlak Brdy, który jest jednym z najciekawszych tras turystycznych tutejszych okolic.

Naszą trasę kontynuujemy drogą piaszczystą, przy której mamy okazję obcować z przepiękną przyrodą. Mijamy liczne drzewa pomnikowe oraz głaz narzutowy. W Jarużynie w końcu docieramy do drogi asfaltowej i kontynuujemy nią jazdę aż do Strzelec Górnych, gdzie robimy krótki postój odwiedzając wczesnośredniowieczne grodzisko.

Ze Strzelec Górnych do Dolnych mieliśmy świetny bardzo szybki zjazd, na którym Krzysiek rozwinął prędkość do 69 km/h, osobiście jednak wolałem nie ryzykować. Po chwili jednak za wsią czekał nas bardzo podobny podjazd tyle że drogą gruntową wiodącą wzdłuż wąwozu. Mniej więcej w połowie tej drogi po drugiej stronie strumyka znajduje się głaz narzutowy, pod którym skrywa się Jaskinia Bajka. Czy faktycznie pod głazem skrywa się jaskinia ciężko ustalić, może tylko bajki piszą w przewodniku? Przeprawa przez wąwóz trochę nas zniechęca. Tak czy inaczej w końcu odpuszczamy i czym prędzej ruszamy dalej pod stromą górkę. Premię górską wygrałem; Krzysiek opadł trochę z sił.

Po kolejnych 3 km szlak znowu schodzi nad Wisłę i znowu mamy piękny zjazd. Niestety dalsza droga przez Złą Wieś ma coś w swej nazwie. Droga okazuje się nieprzejezdna. Szlak się urywa. Schodzimy z rowerów by wybadać teren pieszo. Okazuje się jednak, że ziemie przez które wcześniej wiódł szlak zostały wykupione i przejazdu tędy nie ma. Musimy jakoś ominąć ten odcinek. Wzdłuż koryta rzeki rady droga jest niestety nieprzejezdna, trawa sięga pasa i jest dość grząsko. Nie ma co kombinować, pchanie w tych warunkach obładowanego sakwami roweru mija się z celem. Wracamy zatem z powrotem pod górkę ;-/ Ze wsi w górę wiedzie droga o 7% pochyłości. Krzyśkowi puszczają trochę nerwy bo słońce powoli zaczyna zachodzić, a przez ten objazd możemy nie zdążyć uzupełnić zapasy na kolację i następny dzień. Pozostaje nam niespełna godzina do zamknięcia wiejskich sklepów, a tu takie niespodzianki po drodze. Czas tyka, a przed nami stromy podjazd. Wg mapy do najbliższej wsi mamy 5 km. Zaczynamy zatem mocno napierać w górę, a po chwili zza pleców słyszę niezły trzask. Krzysiek tak cisnął na pedały, że aż zerwał łańcuch, na szczęście obeszło się bez upadku. W ruch poszły narzędzia i powiem szczerze, że tak szybkiej naprawy w wydaniu kolegi jeszcze nie widziałem. Jednak jako, że czas nieubłagalnie mijał popędziłem do przodu by zdążyć do sklepu; Krzysiek później dotarł po chwili. Ufff, zdążyliśmy na kilka minut przed zamknięciem! A miła pani ekspedientka pomogła nam w robieniu kanapek, które wciągnęliśmy na miejscu ;)

Odbijamy nieco ze szlaku by zobaczyć piekną drewnianą chatę w Chrystkowie
Odbijamy nieco ze szlaku by zobaczyć piekną drewnianą chatę w Chrystkowie fot. GR3miasto


Z Kozielca dokąd tak pędziliśmy do Topolna, gdzie Wojtek zarezerwował nocleg pozostało niespełna 8 km i pomimo zapadającego powoli zmroku specjalnie się nie spieszyliśmy. Na dobry sen ugasiliśmy pragnienie zimnym (...), w końcu człowiek nie wielbłąd i po opracowaniu planu na kolejny ostatni już dzień naszej wycieczki poszliśmy spać.

Dzień 4: Topolno - Świecie - Tczew, dystans: 146 km
Czas jazdy wraz z postojami: 14godzin
Przebieg trasy i miejscowości: Topolno - Gruczno - Kosowo - Świecie - Morsk - Czaple - Sartowice - Bratwin - Michale - Dragacz - Mały i Wielki Lubień - Mątawy - Kończyce - Nowe - Twarda Góra - Bochlin - Ostrowite - Widlice - Opalenie - Betlejem - Tymawa - Gniew - Polskie Gronowo - Wielkie i Małe Walichnowy - Międzyłęż - Rybaki - Gorzędziej - Knybawa- Tczew.

Ostatniego dnia naszej wycieczki wstaliśmy dość wcześnie, gdyż czekał nas najdłuższy odcinek naszej 4-dniowej trasy oraz sporo miejsc do zwiedzenia. Około godz.6 zjedliśmy zatem śniadanie, a godzinę później byliśmy już w drodze do Świecia.

Tuż za Topolnem odbijamy nieco ze szlaku kierując się do Chrystkowa, gdzie znajduje się piękna drewniana chata z podcieniem zbudowana w 1770 r. Następnie ruszamy do Gruczna, gdzie po drodze zaciekawiają nas plakaty zapowiadające coroczne obchody "Festiwalu Smaku". Szkoda, że nie będziemy mieli okazji zawitać tu pod koniec sierpnia. W miasteczku specjalnie jednak się nie zatrzymujemy, jedziemy dalej.

Po 20 minutach dość prężnej jazdy wjeżdżamy do Świecia. Towarzyszą nam pozostałości po murach miejskich i średniowiecznej fary. Pomimo, iż szlak wiedzie w kierunku rynku miasta, my udajemy się zwiedzić tutejszy zamek krzyżacki. Pomimo, iż podczas potopu szwedzkiego został on mocno zniszczony i popadł w ruinę warto kilka chwil poświęcić na jego zwiedzenie. Zwieży średniowiecznej fortecy rozpościerają się przepiękne widoki na całą okolicę. Po wizycie na zamku wróciliśmy na szlak i ruszyliśmy na malowniczy rynek miejski, a po krótkiej przerwie udaliśmy się w dalszą drogę w kierunku miejscowości Nowe.

Zwiedzamy zamek krzyżacki w Świeciu nad Wisłą
Zwiedzamy zamek krzyżacki w Świeciu nad Wisłą fot. GR3miasto


W łączącym Świecie z Nowem odcinku czarnego szlaku rowerowego możemy wyodrębnić dwa, różniące się w zasadniczy sposób fragmenty. Pierwszy z nich prezentuje walory krajobrazowe rolniczych terenów Wysoczyzny Świeckiej od Świecia przez Czaple po Sartowice, gdzie znajduje się pałac oraz park z licznym egzotycznym starodrzewem i ciekawą architektonicznie kaplicą grobową. Drugi odcinek charakter zdominowany jest łąkami i polami otaczającymi Mątawę; w rejonie tym na uwagę zasługują liczne zabytki architektury osadników olęderskich - mennonitów we wsiach Michale, Dragacz, Wielki Lubień, Wielki Komórsk oraz Tryl. W miejscowościach tych albo tylko zwalniamy, albo zatrzymujemy się dosłownie na chwilę. Kilka chwil poświęcamy również na miejscowość Nowe, w której z tarasu znajdującego się tuż po pozostałościach zamku krzyżackiego rozciągają się przepiękne widoki na meandrującą w dole "królową polskich rzek".

Nie tracąc specjalnie czasu udajemy się w kierunku Gniewu. Pierwszy odcinek szlaku urzeka wyjątkowymi panoramami doliny Wisły jak również malowniczymi okolicami Kozielca i jeziora Półwieś oraz zachwycająco dziką przyrodą rezerwatu Wiosło Duże i Małe. Druga część szlaku to sprinterski asfalt, którym docieramy do Tymawy i Opalenia, a później do nadwiślańskich łąk. W Gniewie czekają nas kolejne atrakcje w postaci zespołu kamienic ze wspólnym mansardowym dachem oraz XIII wieczny ratusz znajdujące się przy rynku miasteczka. Głównym zabytkiem jest jednak zamek krzyżacki, który zdobią cztery kwadratowe wieżyczki. Sale zamku mieszczą się liczne imprezy, m.in. turnieje rycerskie, pokazy rzemiosła, czy spektakle historyczne. My niestety nie załapaliśmy się na żaden z nich, ale po raz kolejny przypomnieliśmy sobie jego wnętrza.

Z Gniewu ruszamy w kierunku Tczewa; to ostatni odcinek naszej trasy, z resztą bardzo dobrze nam znany z poprzednich wycieczek rowerowych. Nie tak dawno mieliśmy okazję tędy jechać częściowo pokrywającym się szlakiem o tej samej nazwie, tyle że pieszym. Droga schodzi tu stromym zjazdem w dół i wkraczamy na tereny Niziny Walichnowskiej. Od tego momentu szlak prowadzi wzdłuż kanału przeciwpowodziowego Wisły. Tym samym królowa polskich rzek znika nam z oczu. Po drodze zatrzymujemy się we wsi Wielkie Walichnowy gdzie warto rzucić okiem na ceglany kościółek z wieżą o konstrukcji ryglowej oraz znajdujący się za nim stary cmentarz pomennonicki. Kolejny ciekawy cmentarz znajduje się we wsi obok - Małych Walichnowach. W tej samej wsi warto odbić nieco ze szlaku w polną drogę obok szkoły, którą porastają wiekowe brzozy. Na jej końcu, pośród malowniczych pól stoi XIX-wieczny nieco zniszczony dworek.

Krzyżacki zamek w Gniewie też jest piekny
Krzyżacki zamek w Gniewie też jest piekny fot. GR3miasto


Kolejną atrakcją na szlaku jest Śluza Międzyłęzka wykonana z muru ceglanego i stalowych wrót, które zamykają się samoczynnie przy naporze wody od strony Wisły. Śluza wybudowana została w latach 1888-96, w celu odprowadzenia wody z Niziny Walichnowskiej, która niegdyś często była zalewana. Niespełna kilometr szlak dociera do drogi asfaltowej. Na skrzyżowaniu jeszcze przed wsią Rybaki po lewej stronie w zaroślach dopatrzeć się można pięknego dworku z I poł.XX w.

Kierując się cały czas ku północy warto zatrzymać się również we wsi Gorzędziej, która należy do najstarszych pomorskich grodów. Warto tu zobaczyć położony na wzgórzu gotycki kościół z początku XIVw. z pięknym barokowym wnętrzem i relikwiami św.Wojciecha oraz dwór i okalający go park z XIX w.

Do Tczewa zostało nam już niewiele. Po drodze zatrzymujemy się jedynie przy zbudowanym przez Niemców w latach 1939-40 ufortyfikowanym Moście Knybawskim, którego przyczółki stanowiły wielokondygnacyjne schrony bojowe. Nadal po obu stronach wiodącej tędy drogi krajowej nr 22 widoczne są zachowane fundamenty wież mostu. Podczas wycofywania się wojsk niemieckich w 1945 r., most został wysadzony, jednak po wojnie obiekt odbudowano.

Do Tczewa wjeżdżamy drogą prowadzącą nad lewym brzegiem Wisły. Na zakończenie wspaniałej 4-dniowej podróży przez przepiękne zakątki Doliny Dolnej Wisły udajemy się na wycieczkę po rodzinnym mieście Wojtka. Jest co zwiedzać, jednak być może jeszcze jesienią trasę po Tczewie powtórzymy, gdyż miasto to obfite jest w wiele miejsc godnych uwagi. Podobno wytyczono tu ciekawą trasę dla turystyki rowerowej, która przemierza większość tutejszych zabytków.

Schemat szlaku wg. przewodnika pt."Odkyj Dolinę Dolnej Wisły" wyd.Apeiron
Schemat szlaku wg. przewodnika pt."Odkyj Dolinę Dolnej Wisły" wyd.Apeiron
Podsumowanie:
Cztery dni to trochę za mało, by przyjrzeć się wszystkim atrakcjom na trasie i spokojnie poświęcić im trochę czasu. W prawdzie zobaczyliśmy niemalże wszystkie miejsca godne uwagi, które wcześniej wyznaczyliśmy sobie na trasie, jednak nie obeszło się bez niespodzianek, na które też trzeba znaleźć "kilka chwil". Tak jak wspomnieliśmy na samym początku naszej relacji - szkoda, że szlak nie zatacza pełnej pętli w Toruniu. Na dobrą sprawę tak niewiele zostało ! Z pewnością ułatwiłoby to komunikację i dotarcie do początku czy końca szlaku dla potencjalnych turystów, którzy chcieliby udać się jego tropem. Obecnie szlak liczy ok. 480 km, jednak zataczając pętlę w Toruniu nasza trasa wyniosła łącznie 512 km.

Szlak powstał z inicjatywyTowarzystwa Przyjaciół Dolnej Wisły

Uczestnicy wycieczki: Wojtek Grabowski i Krzysztof Kochanowicz

Relacja pochodzi ze strony Grupy Rowerowej 3miasto


Dołącz do ludzi pozytywnie zakręconych
O naszych inicjatywach, rajdach i wycieczkach dowiesz się regularnie odwiedzając naszą stronę internetową lub wpisując się na listę sympatyków. Jeśli chcesz być na bieżąco informowany co organizujemy, napisz do nas e-mail: gr3miasto@gmail.com
Też przeżyłeś ciekawą przygodę, odkryłe(a)ś nową trasę? Podziel się wrażeniami z innymi, napisz do nas.
Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (9)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

wydarzenia - imprezy i szkolenia

+ dodaj

Porady rowerowe

zobacz więcej »

Szlaki rowerowe

Znajdź trasę rowerową

Turystyka rowerowa

zobacz więcej »