rowery

stat

Ola Gordon - mama na podium wyścigów kolarskich

Po porodzie Ola wróciła na wyścigi kolarskie wprost na podium.
Po porodzie Ola wróciła na wyścigi kolarskie wprost na podium. Agata Gulbierz

Ola Gordon, 33-latka z Gdańska, to osoba, którą można podziwiać. Na co dzień lekarz ortopeda, po pracy wskakuje w strój kolarski, aby przygotowywać się do wyścigów szosowych i przełajowych. Po krótkiej przerwie od sportu, związanej z ciążą i urodzeniem dziecka, wróciła do swojej ulubionej dyscypliny, od razu wskakując na najwyższe stopnie podium wyścigów. Jak łączy macierzyństwo z wymagającą pracą i trudnym sportem, jakim jest kolarstwo?



Jazda na rowerze miała być dla niej zdrowszą alternatywą do wspinaczki górskiej. Po ciężkiej kontuzji w górach - złamaniu kości udowej - nie chciała więcej ryzykować, a kolarstwo zdawało się znacznie bezpieczniejszym sportem. Cztery lata temu zaczęła więc jeździć i jak się okazało, także do tego ma smykałkę. Mistrzyni Polski Masters w jeździe parami na czas z 2017 roku zrobiła krótki urlop macierzyński od kolarstwa, żeby w sezonie 2019 wrócić tak samo silna i gotowa do sportowej rywalizacji. W czterech rozegranych do tej pory edycjach serii Energa Cyklo Cup cztery razy stawała na podium, w tym dwa razy na jego najwyższym stopniu. A sezon się jeszcze nie skończył!

Skąd u ciebie pomysł na kolarstwo?

Ola Gordon: Wcześniej w stu procentach poświęcałam się wspinaczce górskiej. Niestety zaowocowało to niemałą kontuzją - złamałam kość udową. Przez prawie rok chodziłam o kulach. Bałam się powikłań i nie chciałam już więcej ryzykować. Z kolegami z czasów jazdy na ostrym kole założyliśmy drużynę Fala, którą obecnie wspiera Kuehne Nagel oraz Velomania. Przed ciążą nie trenowałam na podstawie żadnego planu. Wystarczyło mi, że musiałam ścigać kolegów z drużyny na regularnych "ustawkach". Przeplatałam to spontanicznie wymyślanymi interwałami, zwykle po dyżurach w pracy. Na co dzień jestem lekarzem rezydentem, robię specjalizację z ortopedii i traumatologii. Interesuję się głównie chirurgią stopy i stawu skokowego.

Jak długo jeździłaś na rowerze w ciąży? W jaki sposób zmieniłaś swój trening w tym czasie?

Gdy zaczęliśmy z Krzysztofem, moim partnerem, planować posiadanie dzieci, miałam taką piękną wizję, że nadal będę spędzać każdy wolny moment na rowerze. Niestety, objawy pierwszego trymestru dosłownie zwaliły mnie z nóg. Oprócz klasycznych nudności zdarzały mi się niespodziewane omdlenia. Na domiar złego w lesie leżały śnieg i lód, a pierwsze badanie USG było dość... niepewne. Na początku musiałam więc zawiesić wszelką aktywność i spokojnie tyć. Na szczęście objawy i niebezpieczeństwo minęły. Do stanu wyjściowego nie wróciła tylko głowa - chyba większość kobiet ma w sobie taki "bezpiecznik", który każe im w ciąży zwolnić.

Jeździłam co prawda na rowerze, ale były to raczej spacery rowerowe niż treningi. Na rowerze szosowym ostatni raz przejechałam się w piątym miesiącu, na górskim w siódmym, za to prawie do końca jeździłam na miejskim składaczku. Był to zresztą mój pierwszy zakup, kiedy tylko dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Szczególnie nalegał na niego Krzysztof, który uważał, że na takim rowerze będę wolniej jeździć i nie zrobię sobie krzywdy. Mam na nim najwspanialszą pamiątkę z okresu ciąży, czyli zdjęcie, które zrobiła mi Agata Gulbierz, jak kibicuję na wyścigu Cyklo Sopot, jadąc z wielkim brzuchem równolegle do startującego zawodnika.

Bez ograniczeń korzystałam też z basenu. Uczyłam się techniki pływania z Maćkiem Kosmalą. To bardzo przyjemne uczucie, gdy wyprzedza się na basenie ludzi, płynąc z lokatorem w wielkim brzuchu niczym w łodzi podwodnej. Chodziłam też na specjalny fitness dla kobiet w ciąży prowadzony przez fizjoterapeutkę. Warto wiedzieć, że jest to refundowane w ramach szkoły rodzenia.

Czy uważasz, że regularny trening miał wpływ na twoje samopoczucie w trakcie ciąży?

Uwielbiam robić dwie rzeczy: operować i intensywnie uprawiać sport na świeżym powietrzu. Niestety, ani operowanie, ani intensywny sport w ciąży nie wchodzą w grę. W zamian za to, taka lekka aktywność fizyczna pomagała mi przetrwać wszystkie niedogodności. Rower poprawiał mi humor, a pływanie ratowało mnie w upały. W szóstym miesiącu ze znajomymi triathlonistkami przepłynęłam prawie 1,5 km, Krzysztof asekurował nas z łódeczki. To jest życie! Ginekolodzy często mówią, że poród u aktywnych kobiet jest po prostu łatwiejszy, a ja im wierzę!

Kiedy wróciłaś do aktywności po urodzeniu synka i jaka to była aktywność?

Pierwsze ćwiczenia robiłam już w czwartej dobie po porodzie. Najważniejsze było dla mnie to, że czułam się dobrze i chciałam ćwiczyć, nie zmuszałam się do tego. Ze szkoły rodzenia pamiętałam kilka połogowych ćwiczeń. Spotkałam się także z fizjoterapeutką, która skorygowała niektóre moje błędy. Do szóstego tygodnia po porodzie ograniczałam się do szybkich spacerów z wózkiem w Dolinie Radości lub wchodzenia po schodach na terenie parku Jaśkowej Doliny z dzieckiem w chuście. Po tym czasie dostałam zielone światło od mojej ginekolożki i wsiadłam na rower. Mimo że pociłam się nawet przy minimalnym wysiłku, byłam bardzo szczęśliwa. Pozwalało mi to złapać nową perspektywę i... zatęsknić do dziecka. Od razu nawiązałam współpracę z kolegą z drużyny, Tomaszem Wienskowskim, który zaczął rozpisywać mi treningi. Bardzo chciałam wrócić do formy w kontrolowany, delikatny sposób. Bałam się, że jeśli sama się za to zabiorę, zrobię to zbyt intensywnie i wszystko skończy się kontuzją lub przetrenowaniem. Dzięki nadzorowi trenera tylko czasami daję z siebie wszystko, mam też dużo lekkich jazd i dni odpoczynkowych. Bardzo rzadko dopada mnie zmęczenie.


Czy twoja wiedza lekarska w jakiś sposób pomogła ci w powrocie do sportu po porodzie? A może wręcz przeciwnie, wiedząc więcej o procesach zachodzących w twoim ciele, bardziej się bałaś?

Przede wszystkim wiem, jak ważna jest aktywność w czasie ciąży i po porodzie. Zwykle po narodzinach dziecka podnosimy je z łóżeczka w bardzo niefizjologiczny sposób, myśląc tylko o dziecku, nie o sobie. Bardzo dużo młodych mam zgłasza się do mnie potem z bólem kręgosłupa lub stawów barkowych. Niestety krzątanie się po domu i podnoszenie dziecka to nie jest wystarczająca dla zdrowia aktywność. Trzeba robić odpowiednie ćwiczenia, do tego w kontrolowany sposób. Ważne jest wzmacnianie mięśni dna miednicy, mięśni posturalnych, dodatkowo powinno się robić lekkie kardio i ćwiczenia z ciężarkami. W szkołach rodzenia są też zajęcia z aktywnego porodu - to przygotowuje nas do tego zadania i uczy, co możemy zrobić, aby sobie pomóc. Po ciąży wystarczy dołożyć do tego ćwiczenia zamykające rozstęp mięśni brzucha. Ja zdecydowałam się spotkać z fizjoterapeutką, która specjalizuje się w pracy z kobietami w ciąży. Wszystkie te ćwiczenia, jak patrzymy na nie z boku, wyglądają banalnie. Nie możemy ulec takiemu złudzeniu! Jeśli wykonujemy je poprawnie, pracuje bardzo wiele grup mięśniowych i wcale nie jest łatwo.

Kiedy poczułaś, że wróciłaś po porodzie do formy sprzed ciąży? Czy w międzyczasie odczułaś zwyżkę formy związaną z pozytywnym, energetyzującym działaniem hormonów?

Dość szybko poczułam, że moc wraca. Po dwóch miesiącach treningów wiedziałam już, że nie jest tak źle. Za to euforyzujące działanie hormonów... Oczywiście jest, bo dziecko jest absolutnym szczęściem, ale to nie działa na rowerze! Od początku wiedziałam, że będę chciała jak najszybciej wrócić do jazdy - zarówno ze względu na zdrowie fizyczne, jak i psychiczne - ale pierwsze treningi związane były z absurdalnymi wyrzutami sumienia. Chciałam być jednocześnie przy dziecku, jak i korzystać z wolności i cieszyć się jazdą. Tłumaczyłam sobie, że przecież ojciec też zasługuje na czas sam na sam z dzieckiem, że dziadkowie zabierają malucha na spacer, na którym on i tak tylko śpi. Nic z tego! Przez pierwszych kilkanaście wyjść byłam rozdarta, chciałam jednocześnie być z młodym, jak i odpocząć chwilę od niego. Ciężko mi było w pełni oczyścić myśli. Nie byłam przygotowana na takie emocje, a mało kto o tym mówi. Na szczęście z czasem wszystko wraca do normy.


Kiedy wzięłaś udział w pierwszym wyścigu po ciąży i jak się na nim czułaś?

Pierwszy wyścig, w którym brałam udział, to pierwsza z serii przełajowa #Runda organizowana przez kolegów z VeloGd i Fali. Jest to cykl małych, niekomercyjnych wyścigów w formie ustawki rowerowej na terenie gdańskiego MOSiR-u. Byłam wtedy niecałe dwa miesiące po porodzie, więc oczywiście nie ścigałam się "na maksa". Potraktowałam to jako okazję do spotkania się ze znajomymi i wsparcia ciekawej inicjatywy. Za to pierwszy wyścig, do którego trochę bardziej się przyłożyłam, to Cyklo Lębork. Byłam już sześć miesięcy po porodzie i czułam się całkiem przygotowana. Nie było łatwo, ponieważ brałam w nim udział świeżo po zapaleniu oskrzeli. Na szczęście trasa była płaska, czyli idealna dla mnie i... udało się wygrać. Seria Cyklo rozgrywała się już w nowej formule, z osobnym startem kobiet, dzięki czemu możemy ścigać się taktycznie i we własnym gronie, co dodatkowo motywuje i zachęca to startów.

Zobacz także: Deszczowy Lębork rozpoczął serię Energa Cyklo Cup

Jak dużo trenujesz obecnie i jak to trenowanie wygląda? W jaki sposób udaje ci się połączyć wychowywanie malutkiego dziecka, pracę jako lekarz i sport?

Obecnie udaje mi się wykonać zazwyczaj pięć treningów w tygodniu. Nie wróciłam jeszcze do pełnego wymiaru pracy - pracuję trzy-cztery dni, więc mam na razie idealne warunki, aby spędzać w siodełku tak dużo czasu. Aby wszystko sprawnie szło, ważne jest planowanie, organizacja, ale także duża dawka luzu. Odpuszczam sobie niektóre obowiązki domowe - zdecydowanie ważniejsze jest dla mnie dobre samopoczucie zarówno dziecka, jak i moje, niż idealnie wysprzątane mieszkanie. Zabawnie wygląda też ustalanie moich treningów z Tomkiem - ma on teraz niełatwe zadanie. Na przykład tylko w jednym tygodniu dowiedział się, że w poniedziałek pracuję cały dzień, we wtorek mogę zrobić po południu trening na rowerze przełajowym, w środę w grę również wchodzi przełaj, ale tym razem z młodym w przyczepce, zaraz po jego zajęciach na basenie; czwartek planowo wolny, piątek może być na szosówce, ale znowu z przyczepką... Musimy się też zmieścić w odpowiednim czasie, aby wyrobić się między karmieniami. W tym całym chaosie najważniejszy jest jednak Krzysztof. Wspaniale opiekuje się synem, dba też o mnie i wie, że dla dobrego samopoczucia potrzebuję ruchu. Na szczęście sam ma aktualnie bardziej stacjonarne zainteresowania i może w trakcie uprawiania swojego hobby zajmować się dzieckiem. Mam też wspaniałych przyjaciół, którym nie przeszkadza mały człowiek, dzięki czemu nie czujemy się wyalienowani jako rodzice. Zaliczyliśmy razem wyjazd rowerowy w Hiszpanii. To była podwójna próba dla naszych znajomych, ponieważ młody przeziębił się i na czas pobytu na wakacjach przypadło prawdziwe apogeum płaczu, marudzenia i jęków. Przetrwaliśmy to razem!
Masz dla nas temat? Chcesz podzielić się swoimi spostrzeżeniami?
A może przeżyłe(a)ś ciekawą przygodę, odkryłe(a)ś nową trasę? Napisz do nas: rowery@trojmiasto.pl.

wydarzenia - imprezy i szkolenia

+ dodaj

Porady rowerowe

zobacz więcej »

Szlaki rowerowe

Znajdź trasę rowerową

Turystyka rowerowa

zobacz więcej »