rowery

stat

Wycieczka nasypem historycznej linii kolejowej z Gdańska)

Wielokrotnie rozpoczynając nasze wycieczki wydostawaliśmy się z Gdańska nasypem dawnej linii kolejowej, zwanym często "szlakiem zwiniętych torów". Tym razem jednak, postanowiliśmy odcinek ten pokonać "od a do z". Pomimo krótkiego dystansu, trasa wcale nie była łatwa.



Kilka faktów: jeszcze kilkadziesiąt lat temu trasę, którą nie spiesząc się przemierzyliśmy w kilka godzin, pokonalibyśmy w 90 minut, siedząc wygodnie w wagonie ciągniętym przez sapiącą i dymiącą lokomotywę. Dzieje linii kolejowej, która niegdyś wiodła z Gdańska do Starej Piły rozpoczynają się 8 lipca 1909 roku, gdy władze pruskie uruchomiły połączenie z Gdańska do Kartuz. Dziś wał ziemny, po którym biegły niegdyś tory wykorzystywany jest turystycznie i często nazywany: "szlakiem zwiniętych torów". Trasa miała niegdyś charakter kolejki górskiej. Różnica wzniesień sięgała na niej łącznie 100 metrów. Pociąg zaczynał swój bieg na dworcu we Wrzeszczu, jednak po dawnym budynku dworca nie ma już śladu. Niegdyś stał między dzisiejszym przejściem podziemnym a ciągiem sklepów przy nowym dworcu. Zawiadowca stacji dawał znak do odjazdu pociągu punktualnie na minutę przed godziną dziewiątą. O 9.09 maszynista zatrzymywał skład na przystanku w Brętowie. Na stacji w Kiełpinie Małym podróżni byli o 9.17, a w Kokoszkach o 9.21. Dalej zmierzał w kierunku Leźna, Niestopowa noStarej Piły, skąd następnie udawał się do Kartuz. Łącznie po całej trasie poruszały się cztery składy osobowe i kilka pociągów towarowych, które przeładowywano w Kiełpinie. Czy jeszcze kiedyś przejadą tędy pociągi? Pomysł, by reaktywować przedwojenną linię kolejową, powraca, co jakiś czas, jednak zawsze ma planach się kończyło.



Jadąc śladem dawnych torów, raz po samej koronie nasypu raz wzdłuż niego, zobaczyliśmy zrujnowane ceglane wiadukty, a gdzie niegdzie doszukaliśmy się również resztek kolejowej infrastruktury.
Wycieczkę naszą rozpoczęliśmy spod Klubu Żak skąd wzdłuż ul.Grunwaldzkiej udaliśmy się w kierunku dzielnicy Przymorze. Po niespełna kilometrze dotarliśmy do nasypu, którym linia odbijała z głównej arterii trójmiasta w kierunku ul.Wita Stwosza. Na dobry wstęp, wjechaliśmy na koronę nasypu, a tam pokrótce uczestnicy tejże wycieczki "liznęli nieco historii". Dalej przedostawszy się na drugą stronę al. Grunwaldzkiej udaliśmy się w stronę pętli tramwajowej przy ul. Abrahama. Tu pojechać można zarówno koroną wału jak i wzdłuż niego. My poszliśmy na łatwiznę...

Niegdyś nad ul. Wita Stwosza rozpinał się wiadukt kolejowy, dziś zaobserwować można jedynie filary podporowe po obu stronach drogi. Przed laty, w 1945 roku wsadzili go Niemcy, ustawiając przedtem na nim dwie lokomotywy. Barykada miała być punktem obrony przed nacierającymi wojskami Armii Czerwonej. Żeby wspiąć się na wał, mieliśmy do pokonania krótki ale dość stromy podjazd; nielicznym udało się pod niego podjechać.

Niespełna kilkadziesiąt metrów dalej zjazd i kolejny zburzony wiadukt nad ulicą Żeglarską. Jego resztki (podobnie jak przy ul. Wita Stwosza) zachowały się do dzisiaj. Pamiątką po eksplozji jest także oryginalna powyginana barierka na wiadukcie. Od ul.Żeglarskiej zaczął się dość spory kawałek wału i sporo różnych ciekawostek: m.in. niewiadomego nam pochodzenia tunel na wysokości ul.J.Kiepury (niedaleko kościoła) czy nieco dalej jadąc w kierunku Niedźwiednika świetnie zachowany dość wysoki wiadukt.



Dojechawszy do ul.Słowackiego, nad którą do niedawna jeszcze stały zniszczone filary wiaduktu czyhał na nas dość stromy zjazd, na który odważyli się nieliczni. Tu chcąc przedostać się na drugą stronę najlepiej udać się do pobliskiego Ronda Jana da La Salle korzystając z sygnalizacji świetlnej. Nasypy po obu stronach ul.Słowackiego łączył niegdyś jeden z najdłuższych wiaduktów. Dziś niestety podobnie jak po innych zostały tylko ruiny. Przedostając się na drugą stronę ulicy nie warto specjalnie wspinać się pod stromy wał, gdyż kilkadziesiąt metrów dalej droga urywa się. Warto za to udać się wzdłuż niego wąską ścieżką, która doprowadza do pierwszego z trzech wiaduktów w Brętowie. Ścieżka co po niektórym dała ostro w kość, ale warto było. Pierwszy z wiaduktów jest zniszczony, dwa kolejne na szczęście przetrwały wojnę i można podziwiać je także dzisiaj. Wprawdzie zarosły nieco trawą i drzewami, jednak pod kopułami ceglanych konstrukcji wciąż można odnaleźć ślady wiodących pod nimi dróg.

Zmierzając dalej wałem ku ul.Potokowej miałem nadzieję, że uda mi się odnaleźć dawny przystanek Brętowo, jednak nigdzie nie dopatrzyłem się kawałka płaskiej, betonowej płyty, która była ostatnim fragmentem przystanku. Zapewne ten ostatni ślad po linii kolejowej powoli pogrąża się w zieloności, podobnie jak zarastająca niewielka ścieżka wiodąca dawną trasą, którą przemierzały niegdyś wagoniki.
Minąwszy Brętowo udaliśmy się w kierunku niegdyś istniejącego poligonu, który dziś najczęściej służy maniakom motocrossu, quadów czy samochodów terenowych. Odcinek od ul.Potokowej jest też dobrze znany trójmiejskim turystom, gdyż przebiega tędy pieszy szlak Trójmiejski (oznaczony kolorem żółtym). Po drodze nie raz mieliśmy okazję zobaczyć kolejowe wiadukty, jedne w całkiem niezłym stanie inne w gorszym. To co jest charakterystyczne dla tego odcinka, to zawsze, niezależnie od pory roku stojąca tu woda. Tego dnia również błoto nas nie ominęło. Jednak nie było tak strasznie. Bywało gorzej! Jadąc raz w dolinie raz po koronie nasypu jeszcze przed Kiełpinkiem natrafiliśmy na małą przeszkodę w postaci małego potoku. Jednak przedostanie się na drugą stronę nikomu nie sprawiło kłopotu.



Powoli wydostając się z Gdańska w końcu dotarliśmy do Kiełpinka, niegdyś noszącego nazwę "Klein Kielpin". Tutejsza stacja, była stacją graniczną Wolnego Miasta Gdańska. Zarząd nad całą linią kolejową, po pruskich władzach w czasach WMG przejęli Polacy. Kolejowy budynek stoi do dziś. Peron stał się przydomowym ogródkiem, a sam budynek stacji, przerobiono na prywatne mieszkania. Obok stoi drugi zdewastowany budyneczek, niegdyś spełniający rolę dworcowej toalety. Mimo, iż dawno zlikwidowano tu tory kolejowe, miejsce zachowało charakter małej, wiejskiej zagubionej stacyjki.
Tropiąc dalej "szlak zwiniętych torów" zmuszeni byliśmy pojechać brukiem znajdującym się tuż obok. Jeszcze przed obwodnicą trójmiejską, gdzie niegdzie napotkać można na zarośnięte tory, jednak droga nasypem raczej nie nadaje się dla rowerzystów. Nieco dalej za obwodnicą, szlak skierował nas na kolejny nasyp, którym wiodła początkowo łatwa do przebycia polna ścieżka. Jednak czym bliżej Kokoszek tym bardziej wyboista. Ten odcinek trasy zostanie zapamiętany chyba najbardziej, nie jeden uczestnik porządnie "wymasował tu swoje 4-litery" ;) Oczywiście można było to ominąć odbijając pod obwodnicą na pieszy szlak Kartuski (oznaczony kolorem niebieskim), ale po co?

Odcinek z Kokoszek do Leźna musieliśmy sobie podarować, gdyż nie byłoby sensu przez 3,5 km rower targać po torach, dlatego też powróciliśmy na szlak Kartuski, którym przez Smęgorzyno po części dotarliśmy do Sulmina i dalej do Niestępowa. W okolicach Niestępowa zaś odbiliśmy w kierunku rzeki Raduni by zobaczyć spory do dziś dobrze zachowany wiadukt, bardzo podobny z resztą do tego w Rutkach koło Żukowa. Tu korzystając z pogody zrobiliśmy sobie "mały popas". A ci, którzy nadal tryskali energia wspięli się na sama górę, by podziwiać piękne kaszubskie widoki.
We wsi Stara Piła, gdzie linia kolejowa łączy się z odcinkiem z Pruszcza Gdańskiego i dalej "razem" wiodą do Kartuz, na zakończenie "szlaku" zobaczyliśmy jeszcze jeden kolejowy wiadukt tym samym podsumowując naszą wycieczkę. "Szlak zwiniętych torów" z pewnością łatwiejszy byłby do pokonania na piechotę, jednak na pewno nie w tak krótkim czasie. 16 kilometrowy odcinek z Gdańska do Starej Piły udało nam się pokonać w 3,5 godziny oczywiście wliczając w to postoje. Miejscami rowery, trzeba było przenieść, jednak fakt ten nie był przeszkodą! Jak zawsze powtarzam: co to za rowerzysta, który choć raz nie niósł swego rumaka na plecach, czy nie obił tyłka na siodełku. Mam nadzieję, że pomimo wysiłku na niektórych odcinkach, trasa Wam się podobała.
Droga powrotna była już znaczniej łatwiejsza. Ze Starej Piły udaliśmy się przez Lniskę, Czaple, Rebiechowo, Banino do Barniewic, a stamtąd do gdańskiej Osowy gdzie zakończyliśmy naszą wycieczkę.



Cała wycieka zajęła nam nieco ponad 5 godzin;
Zaś łączny dystans wyniósł: 42 km (nie licząc dojazdów)

Trasa przeznaczona: wyłącznie na rower górski

Autor relacji: Krzysztof Kochanowicz "Frans" (Grupa Rowerowa Trójmiasto)

Na prośbę autora relacji redakcja Portalu Rowerowego Trójmiasta będzie usuwać wszystkie opinie nie związane z tematem. Zatem jeśli byliście uczestnikami tego rajdu, macie jakieś uwagi pozytywne czy też negatywne podzielcie się z nami. Jeśli nie byliście na naszym wypadzie, a znacie przebytą przez nas trasę, odwiedzone miejsca i chcielibyście coś dodać czego nie ujął autor relacji, podzielcie się również własnymi doświadczeniami. Będą one z pewnością bardzo przydatne tym, którzy będą chcieli powtórzyć tą trasę lub ułożyć własną na jej podstawie.
Masz dla nas temat? Chcesz podzielić się swoimi spostrzeżeniami?
A może przeżyłe(a)ś ciekawą przygodę, odkryłe(a)ś nową trasę? Napisz do nas: rowery@trojmiasto.pl.

Opinie (23) 4 zablokowane

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

wydarzenia - imprezy i szkolenia

+ dodaj

Porady rowerowe

zobacz więcej »

Szlaki rowerowe

Znajdź trasę rowerową

Turystyka rowerowa

zobacz więcej »