Dołącz do ludzi pozytywnie zakręconych!
stat

Z Elbląga do Gdańska na przekór zimie

W Elblągu, przed 8 rano, przywitali nas jak zwykle Darecki wraz z Arkiem, a także pomimo obaw piękna słoneczna pogoda. Nie tracąc czasu ruszyliśmy przez miasto zwartą grupą by dojechać na Bażantarnię. Pomimo, iż w Elblągu śniegu było jeszcze sporo, nic nie stało nam na przeszkodzie, nawet 30-centymetrowe zaspy. Pogoda była tak piękna, że mieliśmy w nosie liczne przeszkody. Wspinaczka pod Górę Chrobrego, nie była łatwa, ale jakoś to poszło. Na górze, po krótkim odpoczynku dwóch Sopockich Killersów, którzy wybrali się wraz z nami na rajd zapragnęło zjechać po ośnieżonym stoku narciarskim, by łyknąć troszkę więcej adrenaliny niż reszta. Zjazd udał im się i to bez upadku, rozwijając prędkość ponad 60 km/h ;-) Kiedy już chłopaki trochę się rozgrzali ruszyliśmy dalej, śniegu było co nie miara i gdzie niegdzie zdarzały się małe gleby na szczęście "dość miękkie" ;-) Gdy już się przedarliśmy znowu wskoczyliśmy na trasę z III edycji Bażantarni, która zimą nie była już tak łatwa do przebycia ;-)



Łukasz...
Na zjeździe jechałem za Kubą, który trochę jechał jak dla mnie za wolno. A co z tego wyszło? Kuba chcąc ustąpić mi miejsca, zagapił się, przez co stracił panowanie nad rowerem i wywinął pięknego orła ;-) Ale nie tylko on, ja leżałem tuż obok:-)

Frans...
Jadąc śladami kolegów, również starałem się jakoś przebrnąć ten powiem nie łatwy zjazd. I prawie mi się udało. Szkoda, że zabrakło kilku metrów ;-) Przy końcu, śnieg był już tak mocno ubity, że nie zdołałem przez niego się przebić, ...ani wypiąć się z spd`ów ;-)



Łukasz...
Dalej ruszyliśmy czerwonym szlakiem w kierunku Diabelskiego Kamienia, na który oczywiście musieliśmy się wdrapać :-) Po wybrykach na słynnej Bażantarni trzeba było powoli się zbierać i ruszyć na spotkanie z resztą kolegów, z którymi to wspólnie mieliśmy wybrać się do Stegny. Lecz zanim dotarliśmy na miejsce, zahaczyliśmy jeszcze o dwa miejsca: wpierw wpadliśmy na "małą czarną z mleczkiem" by troszkę się rozgrzać, a następnie na wystawę rzeźb lodowych, wystawionych przed Elbląską Galerią EL. Tutaj bardzo spodobała nam się rzeźba pt. "Teściowa przy pracy". Frans, tak się do niej dorwał, że jeszcze trochę, a by został tam na dobre ;-)

Frans...
Młody, czy Ty czasem ostatnio nie przesadzasz? Fakt! Te okrągłe kształty bardzo mi się spodobały, ale gdybym wiedział, że ten posąg tak jest zatytułowany, to w życiu bym tak się do niego nie kleił ;-)



Łukasz...
O godzinie 10 stawiliśmy się na miejsce zbiórki. Od teraz sytuacja przedstawiała się następująco - 12 bikerów z Trójmiasta i 7 z Elbląga - znowu Trójmiasto wygrało:-) Żarty, żartami, przed nami droga do Stegny, a pogoda jak na złość zaczęła się psuć ;-( Wiatr wiał coraz mocniej i co niektórzy już na pierwszych kilometrach ostro "dostali po garach", co przyczyniło się do rozciągnięcia grupy.



W Kępinach Małych przeprawiliśmy się przez prom na rzece Nogat. Dalej jechaliśmy wzdłuż Kanału Panieńskiego a wiatr nie przestawał wiać. I tutaj jadąc w czołówce wśród Killers`ów, kolegów z Elbląga oraz częścią kadry GRT, miałem mały wypadeczek, bo taki ze mnie kozak :-) Niestety nie przechytrzyłem natury i wylądowałem na poboczu, na szczęście było miękko, bo tam śnieg był w miarę puszysty ;-) Zresztą nie tylko ja leżałem w rowie. Co chwilę ktoś tańczył na przymarzniętych koleinach. Szczęśliwie się złożyło, że nie musiałem gonić na wariata czoła i swobodnie mogłem dołączyć do grupki, którą prowadził Frans. Jak się później dowiedziałem jeden z kolegów również miał kraksę, dlatego też grupka ta nawet nie próbowała gonić przodu.



Frans...
Ostatnie moje "tańce na lodzie", nie należały do miłych przeżyć. Co nauczyło mnie pokory. Dlatego też, tym razem starałem się jechać bardziej ostrożnie, utrzymując w miarę stałe tempo 20-22 km/h, co miejscami nie było łatwe, ze względu na silny wiatr prosto w twarz, którego z resztą nie trawię! Przodu i tak bym już nie dogonił, dlatego też postanowiłem pojechać bardziej turystycznie, podziwiając piękne żuławskie krajobrazy. Poza tym uprzedzałem wcześniej, że do Stegny mogę dołączyć z lekkim poślizgiem, gdyż po drodze musiałem się zatrzymać w kilku konkretnych miejscach. Ale złożyło się tak, że kilku kolegów, chcąc dotrzymać mi towarzystwa, również została z tyłu. Po drodze dołączył do nas również Satan. W Tujsku dopadła nas śnieżyca, co spowodowało, że nasza grupa do Stegny dotarła prawie pół godziny przed czołem peletonu. W prawdzie mówiąc, byśmy byli znacznie szybciej, lecz w Stegnie, trochę mieliśmy problem z komunikacją z resztą kolegów, a później z dojazdem do miejsca, w którym oni się znajdowali.



Łukasz...

Takiego długiego i dziurawego jak ser szwajcarski dojazdu do plaży, jak w Stegnie to jeszcze nie widziałem. Droga niby asfaltowa, a jazda po niej przypominała przejazd czołgiem przez poligon ;-( Oczywiście zanim nasz peletonie dotarł do plaży o oglądaniu Morsów nie było już mowy! Nie spotkaliśmy tam ani żywej duszy! Naszych też wywiało do knajpki, gdzie grzali się na swój sposób ;-) W przeciwieństwie do całej reszty ja, Kuba i Wojtek postanowiliśmy powygrzewać się na słoneczku. Nie wiem czemu ale reszta chłopaków patrzyła na nas jak na wariatów, nawet zrobili nam kilka fotek. Zniechęceni już tą popularnością postanowiliśmy wejść do środka tylko po to żeby się nie wyróżniać :-) Kiedy już wszyscy się ogrzali ruszyliśmy w dalszą drogę, lecz wpierw trzeba było posprzątać po sobie w knajpce, gdyż pozwolili nam wstawić część rowerów. Musze przyznać, że Jarkowi mycie podłóg szło całkiem nieźle;-) Widać kto "rządzi" w domu!



W Stegnie, dobiegła końca nasza wspólna wycieczka z kolegami z Naksusa. Tu na krzyżówce Elblążanie ruszyli w swoim kierunku, a my w drogę powrotną do Gdańska. Niestety aura nie była dla nas łaskawa. Tuż za Stegną zaczął padać śnieg i to porządnie! Śnieg sypał coraz mocniej, do tego porywisty wiatr na zmianę od przodu lub boku, widoczność ograniczała się do kilku metrów. Na dodatek powoli dochodziły do nas oznaki zmęczenia, a szczególnie mocno w kość dostał tym razem nasz "szefo" ;-)



Frans...
Fakt, dostałem i to mocno. Odezwało się kolano, z którym już wcześniej miałem problemy. Co jakiś czas łapał mnie skurcz, jak nie w lewej łydce, do w dwugłowym mięśniu uda. Ból był tak silny, że nogą w ogóle nie mogłem ruszyć. Wkurzało mnie to okropnie, bo pogoda nie była najlepsza na turystyczne postoje! Widziałem, iż zaczynam opóźniać cały peleton, lecz nie było innej możliwości jak jechać przed siebie. W prawdzie do Gdańska zostało ok.40 km, próbowałem na początku oszukiwać samego siebie, nie pokazując bólu. Próbowałem pedałować jedną nogą, lecz gdy skurcz chwycił mnie na dobre, nie było innego wyjścia jak co jakiś czas robić małe przystanki. Na ogół, nie lubię okazywać swojej słabości, ale muszę powiedzieć, że gdyby nie Wojtek z Sopockich Killers`ów i nie Łukasz, którego już niedługo dołączy do kadry naszej grupy, to nie wiem jakbym dojechał do domu. Z tego miejsca, chciałbym Wam panowie serdecznie podziękować!



Łukasz...
Dopiero w okolicach Żuławek zaczęło się wypogadzać, a gdy przejechaliśmy Kiezmark pogoda zrobiła się prawie idealna, jak na tę porę roku. Jedynie uporczywy wiatr cały czas nam towarzyszył. Pomimo zmęczenia przejazd przez Trzcińsko i Wiślinkę upłynął nam dosyć szybko. Przy zjeździe na Olszynkę rozstaliśmy się z "Killersami" -mamy nadzieję że zawitają do nas jeszcze kiedyś ;-) a sami uderzyliśmy przez "dzielnicę działek". Droga po betonowych kaflach zapewniła nam wprost idealną rozrywkę. Oprócz kałuż mieliśmy na drodze "szklankę", a nasze rowerki przy mocniejszym naciśnięciu na pedały wprost odstawiały "balecik";-) Stąd droga już wiodła wprost przed siebie. Przy stadionie GKS Wybrzeże odłączyłem się od grupki więc jak się zakończył rajd opowie wam Krzysiu:-)

Frans...
Przed starówką, pożegnaliśmy się prawie ze wszystkimi uczestnikami. W prawdzie mówiąc do domu miałem jechać jak przystało na rowerzystę o własnych siłach, lecz niestety po raz kolejny dopadł mnie skurcz i ledwo dojechałem do dworca, skąd pierwszy raz w moim życiu w Gdańska Głównego do siebie pojechałem kolejką! ...Siara, na maxa ;-(

Tego pięknego, nie do końca słonecznego dnia zrobiliśmy 116 km



Podsumowanie

Mimo trudów i kilku drobnych wypadków nikt do końca nie stracił dobrego humoru i całość wyprawy można nazwać niezłą przygodą, którą z pewnością nie raz będziemy mile wspominać! Poza tym cieszy nas fakt, iż po raz kolejny mogliśmy spotkać się z kolegami z Elbląga i wspólnie przecierać szlaki! Mamy nadzieję, że może tym razem spotkamy się w naszych stronach ;-)

Podziękowania

-Dziękujemy przede wszystkim kolegom z Elbląga: Darkowi i Arkowi, którzy po raz kolejny przyczynili się do spotkania naszych ekip, jak i zorganizowania nam tak ciekawych atrakcji! Dziękujemy również wszystkim tym, którzy postanowili wstać tak wcześnie rano i towarzyszyć naszej grupie w rajdzie do Stegny. Mamy nadzieję, że i tym razem bawiliście się dobrze?

Organizatorzy: Grupa Rowerowa Trójmiasto www.rowery.trojmiasto.pl/grt/

Organizatorzy główni: Krzysztof Kochanowicz, Wojtek Nagaj, Łukasz Bolius

Niektóre zdjęcia z rajdu są już na stronach kolegów z Elbląga:
-Na stronie Arka: http://rowery.elblag.net/
-Na stronie Darka: http://www.bikerelblag.hg.pl/
-Niebawem i na naszym serwerze będą dostępne wszystkie zdjęcia z tego rajdu...

P.S. Jeżeli chcecie poznać fajne towarzystwo, a przy tym aktywnie spędzać wolny czas - dołączcie się do nas. Piszcie na adres e-mailowy powyżej a gwarantujemy, że odpowiemy na każdy Wasz mail.

Do zobaczenia na trasie!

Opinie (7)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.