Dołącz do ludzi pozytywnie zakręconych!
stat

Wycieczka nad Zatokę Pucką


Boczne drogi z dala od ruchliwych szos, to znakomity kąsek na wycieczkę rowerową. W bliskiej okolicy trójmiasta, nie brakuje ich chociażby nad Zatoką Pucką.



Tak więc trasa po zmianie wyglądała następująco: Reda - Mostowe Błota (wzdłuż kanału rz.Redy) - Mrzezino - Żelistrzewo - Puck - Błądzikowo - Rzucewo - Osłonino - Rezerwat Beka (droga kaflowa wzdłuż rezerwatu) - Mierzeja Rewska - Mechelniki - Pierwoszyno - Obłuże - Gdynia Główna. Łącznie 73 km

Z Redy wyruszyliśmy wszyscy dość spokojnym tempem w kierunku Mostowych Błot, które słynęły niegdyś jako ostoja ptactwa wodnego. Prędkość jazdy pomimo sprzyjającym wiatrom nie przekraczała 23 km/h. Tak jak wcześniej założyliśmy, tak jechaliśmy i nie było siły by wyprzedzić głównego prowadzącego. Od skrzyżowania dróg, gdzie Kanał Łyski łączy się z rz.Redą droga początkowo wiodła po płytach, a dalej przekształciła się w żwirówkę, która po wcześniejszych opadach deszczu nieco była zalana. Na tym odcinku nieco zwolniliśmy by Jarek ciągnący na przyczepce swe maluchy mógł w całości dojechać do celu ;) Później, na wysokości Rekowa Dolnego droga znacznie poprawiła się. Do samego Mrzezina mieliśmy piękny, gładki asfalt. Towarzyszyły nam jedynie wspaniałe krajobrazy: kolorowe łąki i pola uprawne, a na horyzoncie rysujące się wzniesienie Kępy Puckiej, gdzie właśnie zmierzaliśmy.



Przed samym Mrzezinem czyhał na nas dość stromy i długi podjazd. Tu peleton został "puszczony luzem" i każdy wg uznania albo sił wdrapywał się pod górę. Jedni popędzili, niczym Struś Pędziwiatr, inni mozolnie jak żółwiki w końcu także na szczyt się doturlali. 3-osobowy zaprzęg, mało płuc nie wypluł, ale w pocie czoła, z zaciśniętymi zębami, także dotarł o własnych siłach! Na górze, zrobiliśmy mały odpoczynek, gdyż to w końcu miał być light, a nie rzeźnia ;-)))

Z Mrzezina, początkowo drogą asfaltową, później w dolinie rz.Gizdepki drogą gruntową dostaliśmy się do Żelistrzewa, a stamtąd asfaltem do Pucka Na wysokości Smolna, tuż za lasem zrobiliśmy mały postój przy małym obozowisku przypominającym namioty Indian. Niestety nic nam o nim nie wiadomo. Skoro specjalnie nie wiedzieliśmy skąd tu nagle Indianie się osadzili, postanowiliśmy ruszyć dalej, nie chcąc zostać smakowitym łupem na obiad ;) Sami w końcu byliśmy już nieco głodni i spragnieni, dlatego ruszyliśmy w kierunku Pucka, widząc już tylko "zupkę chmielową z korzeniami" ;)

Jak tylko dotarliśmy do Pucka, skierowaliśmy się od razu w kierunku plaży, gdzie początkowo mieliśmy chrapkę na małą kąpiel w morzu. Lecz szybko nasz zapał został ostudzony przez zmierzające w naszym kierunku czarne chmury. Dlatego też na chwilę tylko zatrzymaliśmy się na tutejszym molo, gdzie zrobiliśmy pamiątkowe fotki, po czym ruszyliśmy do Baru Emi, znajdującym się tuż za Rynkiem miasta. Już w drodze złapał nas deszcz, dlatego też nie chcąc dłużej moknąć i głodzić się myślą o tutejszej "zupie chmielowej" popędziliśmy do zamierzonego celu w niezłych już strugach deszczu. W końcu dotarliśmy, a bar opuściliśmy dopiero, jak przestało padać ;)



Następnie z Pucka skierowaliśmy się boczną drogą gruntową do wsi Błądzikowo, a stamtąd do Rzucewa, gdzie po raz kolejny urządziliśmy sobie mały piknik. Tu część grupy ruszyła na obchodne po zamku, zwiedzając jego komnaty. Inni kontemplowali jak to zwykle bywa na różne tematy wokół rowerowe ;-) Będąc w zamkowych murach mieliśmy okazję zobaczyć drugie wcielenie naszego kolegi Kuby, który nigdy wcześniej nie chwalił się, że ma zdolności muzyczne.

Wyruszając z Rzucewa ku Mierzei Rewskiej zaczęło wypogadzać się, co nas mile zaskoczyło. Pierwsze kilometry jechaliśmy niebieskim szlakiem turystycznym, wiodącym aleją lipową, która jak sama nazwa mówi wysadzona była potężnymi starymi lipami, podobno zasadzonymi przez samego króla Jana III Sobieskiego, ale ile w tym prawdy, nie powiem, bo nie wiem ;-)

Za Osłoniłem odbiliśmy ze szlaku po raz kolejny na Mostowe Błota, kierując się na Rezerwat Beka. Jadąc początkowo drogą gruntową, a później betonowymi płytami dotarliśmy do Rewy. Po drodze, Wojtkowi przypomniało się, że zna nieco inną drogę, znacznie malowniczą od tej którą podążaliśmy. Niestety ze względu na zbyt wąskie mostki pomiędzy kanałami, które mogłyby uniemożliwić przejazd przyczepce rowerowej, szybko z tego pomysłu zrezygnowaliśmy. Z pewnością sprawdzimy jeszcze ten przejazd, lecz na własną rękę ;-)



Jak tylko dotarliśmy do Rewy, zatrzymaliśmy się w pierwszym lepszym sklepie, zaopatrując się w jedzenie i picie. Tu również padł pomysł, by zrobić ognisko, bo w końcu z kąpieli i plażowania wyszły nici. Tak więc, podarowaliśmy sobie wjazd na piaszczysty cypel Mierzei Rewskiej i skierowaliśmy się ku Mechelnikom. Po drodze dołączył do nas kolega, który już wcześniej był zainteresowany naszymi rajdami, tyle że nigdy nie miał czasu do nas dołączyć. Teraz nie miał wyboru ;-) Miejsce na ognisko znaleźliśmy tuż za wsią pomiędzy lasem, a końcem plaży. W prawdzie o wiele piękniejszy teren był tuż za Rewą, lecz wiadomo nam było, że jest to teren Rezerwatu Mechlińskich Łąk i wszelkie próby rozpalenia ognia na tym obszarze byłyby surowo ukarane.

Ognisko, jak ognisko! Jak zwykle było miło i przyjemnie. Jedni się grzali nie tylko przy ogniu, inni zażyli morskiej kąpieli, bo i pogoda na chwilę na to pozwoliła. Jak tylko skończyły się wszelkie zapasy, zjedliśmy i wypiliśmy wszystko co mieliśmy w plecakach, ruszyliśmy w drogę powrotną.

By dostać się w miarę bezpiecznie do Gdyni, ruszyliśmy pod opieką tym razem Darka, który obiecał wcześniej, że sprawdzi najlepsze rozwiązanie, tak by ominąć najbardziej ruchliwe odcinki pomiędzy Rewą a Pogórzem. Tak więc ruszyliśmy drogami leśnymi, odbijając tuż przed Pierwoszynem tylko na chwilę na asfaltówkę w celu ominięcia wojskowych terenów na Babich Dołach. Później wróciliśmy z powrotem na drogę gruntową, ciągnącą się wzdłuż lotniska. Ten mały skrót pozwolił nam dostać się na Obłuże, omijając ruchliwe szosy na Pogórzu. Do Gdyni zjechaliśmy kierując się pod eskapadę, a następnie wzdłuż portu.

W Gdyni Głównej nastąpiło oficjalne zakończenie rajdu. Tu wszyscy pożegnaliśmy się. Część z nas która, mieszkała w Gdańsku postanowiła do domu dotrzeć kolejką SKM, inni, którym przejechanych kilometrów było mało zdecydowali pojechać o własnych siłach. Oficjalny dystans rajdu wyniósł 73 km



Na zakończenie:

Chcielibyśmy podziękować Wszystkim za wspólną jazdę, zgranie, wyrozumiałość i wzajemną pomoc na trasie. Szczególne podziękowania dla Darka, który dzień wcześniej poświęcił trochę wolnego czasu na sprawdzenie kilku odcinków, wykorzystanych przez nas w drodze powrotnej. Zapomniałbym - Kuba dzięki za ponowne wcielenie się w rolę fotografa.

Organizatorzy: Grupa Rowerowa 3miasto (gr3miasto@gmail.com)

Organizatorzy główni rajdu: Krzysiek Kochanowicz & Wojtek Nagaj
Zdjęcia: Jakub Barański

P.S. Jeżeli chcecie poznać fajne towarzystwo, a przy tym aktywnie spędzać wolny czas - dołączcie się do nas. Piszcie na adres e-mailowy powyżej a gwarantujemy, że odpowiemy na każdy Wasz mail. Do zobaczenia na trasie!

UWAGA:
Każdy podejmowany temat/post nie związany z powyższym rajdem będzie usuwany z forum, na życzenie Grupy Rowerowej 3miasto