Dołącz do ludzi pozytywnie zakręconych!
stat

Szlak Wzgórz Szymbarskich: Sopot-Sierakowice

W sobotę 28 lipca przyszło nam zrealizować nasz odwieczny plan, podboju jednego z najdłuższych szlaków pieszych regionu gdańskiego - szlaku Wzgórz Szymbarskich. Rozpoczyna się on w Sopocie i wiedzie przez centralną część wysoczyzny Pojezierza Kaszubskiego do Sierakowic. Szlak ten o dystansie nieco ponad 120 km jest bardzo malowniczy, choć nie zawsze łatwy do pokonania rowerem. Już pierwsze kilometry przez Trójmiejski Park Krajobrazowy dały nam nieźle w kość, a zostało do zrobienia kolejne co najmniej sto...

Parametry trasy

  • Region woj. pomorskie
  • Długość trasy 120 km
  • Poziom trudności trudny
Trasy rowerowe


Zacznijmy jednak od początku...

Chcąc pokonać szlak Wzgórz Szymbarskich i dotrzeć przed wieczorem z powrotem do Trójmiasta, postanowiliśmy wyjechać bardzo wcześnie. Dlatego też umówiliśmy się w Sopocie o godzinie 4 rano. Zapewne pora nie była wszystkim na rękę, ale chcąc pokonać własne słabości nie o takich porach dane było nam już wcześniej wyjeżdżać.

W Sopocie zjawiliśmy się punkt czwarta, a na starcie czekało na nas już 5 osób, w czym jedna przedstawicielka płci pięknej. Wśród znajomych pojawił się również Wojtek z zaprzyjaźnionej grupy rowerowej SopotKillers, co nas bardzo mile zaskoczyło. O godzinie, o której przyszło nam się spotkać, było jeszcze ciemno, a na ulicach Sopotu błąkały się jedynie dobitki wakacyjnych imprez. Nie czekając zbytnio ruszyliśmy w kierunku ul. 1 Maja, gdzie zaczęliśmy naszą przygodę ze szlakiem Wzgórz Szymbarskich. Mijając staw Morskie Oko wbiliśmy się w górę Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego.

Pierwszy odcinek wiódł dość wąskimi, krętymi ścieżkami. Mijając Wzgórze Olimpijskie oraz Operę Leśną dotarliśmy do Łysej Góry, skąd rozpościerała się przepiękna nocna panorama na śpiący jeszcze Sopot. Pomimo chłodnego poranka podjazd pod górę bardzo nas rozgrzał i co po niektórzy zdecydowali zdjąć wiatrówki. Z Łysej Góry podążyliśmy w kierunku Małej Gwiazdy oraz Doliny Świemirowskiej. Od ul. Reja zaczęło już świtać i z minuty na minutę czuliśmy się coraz bardziej pewni. Na odcinku do Drogi Nadleśniczych szlak zdążył nieco nas wymęczyć, nie mniej jednak nikt nie stracił wiary, że dojedzie do końca. Dalej droga wiodła raz w górę, raz w dół. Niektóre odcinki były bardzo proste inne zapierające dech w piersiach. Minąwszy ul.Spacerową w Dolinie Rynarzewskiego Potoku w końcu doturlaliśmy do Źródlisk w Dolinie Ewy, gdzie zrobiliśmy króciutki odpoczynek.

Wspinając się dalej objechaliśmy Wzniesienie Marii po czym zjechaliśmy do Drogi Marnych Mostów na wysokości gdańskiej Oliwy. Na kolejnym odcinku terenowym aż do Młyńskiej Drogi wiodącej wzdłuż Oliwskiego Potoku mogliśmy nieco odsapnąć, jednak nie na długo, gdyż od Doliny Radości czekał na nas kolejny długi podjazd przez Dolinę Bobrów do Złotej Karczmy. Tak mniej więcej wyglądał pierwszy etap szlaku wiodący przez Trójmiejski Park Krajobrazowy. Etap, który jak na rozgrzewkę dał nam nieźle w kość.

Kolejny etap wiodący przez Złotą Karczmę, Matarnię i Kokoszki, był "bardzo lajtowy" w stosunku do poprzedniego, m.in. dlatego, że przecinał cywilizacyjną część Gdańska. Od Matarni znowu zagłębiliśmy się "w część przyrodniczą naszej aglomeracji". Jadąc utwardzonymi drogami gruntowymi mogliśmy w końcu odsapnąć i nabrać nieco sił przed kolejnymi wyzywającymi odcinkami szlaku. Z Kokoszek do Jeziora Otomińskiego szlak znowu zagłębił się w lesie, jednak ten odcinek drogi nie był już tak trudny jak ten wiodący przez Trójmiejski Park Krajobrazowy.

Nad Jeziorem Otomińskim, około godz.6.30 rano dołączyli do nas Mickey i Siwy, znajomi z poprzednich wypadów jak i rajdów na orientację jak chociażby Harpagan. Z Otomina podążyliśmy dalej skrajem jeziora wzbijając się w górę. Do rzeki Raduni znowu cały czas jechaliśmy dość krętymi i wąskimi leśnymi duktami. Radunię przekroczyliśmy drewnianym mostkiem niedaleko Widlina. Ten odcinek szlaku mieliśmy okazję już niejednokrotnie pokonywać podczas wcześniejszych różnych rajdów, które organizowaliśmy na Kaszubach.

Niedaleko Łapina Kartuskiego zrobiliśmy małą przerwę na zregenerowanie sił, tu też odłączył się od nas Adi. Odcinek wiodący skrajem Jeziora Łapińskiego był trochę podmokły dlatego też miejscami były problemy z przejechaniem. Jednak nie takie błota było nam pokonać tego dnia. Nieco "uświnieni" lepką czarną mazią w końcu wyjechaliśmy na lepszą drogę zmierzającą do miejscowości Czapelsko. W Czapelsku tuż za mostem odbiliśmy prawo wdrapując się pod górę wąwozem wiodącym skrajem rzeki Reknicy. Odcinek ten nie był łatwy do pokonania, gdyż wcześniej padające deszcze trochę rozmyły teren. Od Marszewa do Leśniczówki Górny Zamaszcz nad zarastającym Jeziorem Ząbkowskim grząskich kolein nie brakowało. Zaś od okolic Dolnej Huty do Jeziora Głęboczko dla odmiany przyszło nam borykać się z wysokimi trawami ledwo widocznej polnej drogi.

Pomimo trudności piękne kaszubskie krajobrazy i poranne słoneczko rekompensowały wszystko. Na wysokości osady Krymki droga była już znacznie spokojniejsza dzięki czemu znowu mogliśmy trochę odetchnąć.

Kolejny postój planowaliśmy zrobić w Borczu, jednak uznaliśmy, że lepiej będzie zatrzymać się w jakimś bardziej zacisznym miejscu, dlatego też nie gdybając zbyt długo podążyliśmy dalej. Od Borcza do Wyczechowa korzystając z gładziutkiej jak stół drogi asfaltowej i delikatnego wiaterku w plecy gnaliśmy "ile sił w nogach". Jednak za Wyczechowem skończyła się sielanka i po raz kolejny zagłębiliśmy się w lesie. Tu dla odmiany zaczęły się grząskie piachy i gdzie niegdzie przyszło nam rowery pchać.

Zmęczeni nieco z małym echem w bidonach dotarliśmy do Sławek, gdzie w końcu zrobiliśmy nasz upragniony postój. Nie wiem czy to z pragnienia czy może prażące słonko tak przygrzało nam czachy, ale w wioskowym sklepie wesoło było niczym na dobrej komedii. W "mega" kolejce przed ladą stały jedynie dwie babuleńki, a harmider był niczym na bazarze. A gdy wykupiły prawie pół sklepu przyszła w końcu kolej na nas...

Ze Sławek podążyliśmy ku Wieżycy. Zanim jednak dotarliśmy na szczyt ponad 300 metrowej góry było nam pokonać dość pofałdowane pasmo Wzgórz Szymbarskich, stąd też nazwa szlaku, który postanowiliśmy tego dnia zrealizować. Wąwóz leżący u stóp góry musieliśmy pokonać z rowerem na plecach. Pomimo trudności, nikt nie poszedł na łatwiznę omijając gdzieś bokiem zwalone drzewa, śliskie korzenie czy rwący strumyk. Po ok. 20 minutach "zmęczeni jak konie po westernie" w końcu zdobyliśmy szczyt, jednak ze względu na tabuny turystów zrezygnowaliśmy z wejścia na wieżę. Chwilę później ruszyliśmy dalej.

Przed Szymbarkiem było nam jeszcze pokonać kilka stromych zjazdów i podjazdów jednak już nie tak karkołomnych jak przed Wieżycą. W Szymbarku zrobiliśmy kolejny jednak bardzo krótki przystanek w celu zaopatrzenia prowiantu na dalszą drogę.
Z Szymbarka do Gołubia teren był bardzo urozmaicony, trochę z górki, trochę pod górkę, lecz bez większego wysiłku. Przeważały drogi szutrowe, zdarzały się również gruntowe gdzieniegdzie lekko zapiaszczone. Za Gołubiem na żwirowym leśnym zjeździe, jeden z prowadzących uległ dość groźnie wyglądającemu upadkowi, dlatego też zrobiliśmy dłuższą przerwę. Na szczęście po helikopter nie trzeba było dzwonić więc zdecydowaliśmy ruszyć dalej. Sam poszkodowany z resztą w cale nie miał zamiaru wycofać się z rajdu.

Do miejscowości Zgorzałe turlaliśmy się nieco wolniej niż wcześniej tak by nasz poturbowany mógł nabrać siły, nie mniej jednak nikomu specjalnie to nie przeszkadzało, tym bardziej, że z kilometra na kilometr siły nasze słabły. W ten oto sposób dotarliśmy nad jezioro Raduńskie Górne. Dalej szlak wiódł skrajem jeziora i trzeba przyznać, iż odcinek do Łączyna wcale nie był łatwy do pokonania. Często było nam rowery pchać wąską zarośniętą nieco ścieżką lub przeprawiać się przez zwalone drzewa, czy śliskie korzenie. Jednak piękne krajobrazy jeziora rekompensowały nam cały ten trud. Gdy dotarliśmy do wsi zrobiliśmy sobie postój, tym razem znacznie dłuższy, by móc nabrać sił przed kolejnym nie łatwym odcinkiem. Tu odłączył się od naszej grupy Siwy.

Po małym obiadku ruszyliśmy dalej. Z Łączyna skierowaliśmy się ku Wygodzie Łęczyńskiej oraz miejscowości Długi Kierz. Na tym odcinku drogi królowały piękne wiejskie krajobrazy, na polach pasły się zwierzęta, a w oddali dostrzec można było kolejne kaszubskie jeziora. Z takim miłym, sielankowym akcentem po raz kolejny dotarliśmy do lasów w okolicy Mojusza, gdzie dołączył do nas Pitter, który w tychże okolicach spędzał swój urlop.

Jadąc dalej szlakiem Wzgórz Szymbarskich natknęliśmy się na dość podmokły teren i byliśmy zmuszeni nieco zmniejszyć tempo. Miejscami głębokie koleiny i ogromne głębokie kałuże mocno utrudniały nam przejazd. Jednak po kilkunastu kilometrach upaprani już cali w czarnej mazi i do tego się przyzwyczailiśmy. W Bączu musieliśmy zrobić kolejny postój, tym razem by oczyścić nasze rowery; były oblepione tak błotem, że nie raz blokowały się napędy i nie dało się jechać. Tu pożegnali się z nami Mickey i Wojtek. My zaś udaliśmy się w kierunku Sierakowic, gdzie szlak dobiegł końca.

Odcinek z Bącza do Sierakowic podobnie jak wcześniej wiódł również przez lasy. Na wysokości wsi Bukowo nieco zbłądziliśmy, a to tylko przez "kochanych leśników", którzy wycieli nam drzewa wraz z oznaczeniami szlaku. Nie mniej jednak mając tak wspaniałych nawigatorów jak Krzysiek czy Pitter z powrotem udało nam się wrócić na szlak by ostatecznie dotrzeć do celu. W Sierakowicach zlądowaliśmy późnym popołudniem, jednak tu zbyt długo nie zabawiliśmy gdyż trzeba było pędzić do Lęborka, skąd zamierzaliśmy wrócić do Trójmiasta ostatnią SKM-ką.

Podsumowując naszą niełatwą przeprawę szlakiem Wzgórz Szymbarskich trzeba podkreślić, że pomimo różnych przyjemnych i nieprzyjemnych przygód był to naprawdę wspaniały wypad. Za pewne nie raz przyjdzie go nam wspominać. Chcielibyśmy również podziękować wszystkim uczestnikom a w szczególności Michałowi za pomoc w nawigacji.

Autorzy relacji:
Krzysztof Kochanowicz i Maciej Świeczkowski
Grupa Rowerowa 3miasto.

Na prośbę autorów relacji redakcja Portalu Rowerowego Trójmiasta będzie usuwać wszystkie opinie nie związane z tematem. Zatem jeśli znacie przebytą przez nas trasę i chcielibyście coś dodać czego nie ujęli autorzy relacji, podzielcie się własnymi doświadczeniami. Będą one z pewnością bardzo przydatne tym, którzy będą chcieli powtórzyć tą trasę lub ułożyć własną na jej podstawie.

Opinie (53) 4 zablokowane

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.