Dołącz do ludzi pozytywnie zakręconych!
stat

Rezydencje gdańszczan: wybrane pałace i dwory

Tym, którzy dobrze już poznali gdańskie Stare Miasto proponujemy objechać zabytkowe rezydencje: pałace oraz dwory jakich gdańscy patrycjusze mieli wiele na przedmieściach i w podgdańskich osadach. Niektóre niszczeją, pomału rozsypując się, aż niedługo zupełnie znikną z mapy Gdańska; a szkoda.

Zanim jednak opowiemy Wam o naszej wycieczce wypadałoby wytłumaczyć pojęcia dworu oraz pałacu, które często są mylone. Pałac to budynek o charakterze wielokondygnacyjnej rezydencji, zarówno na wsi jak i w mieście. Zaś dwór to parterowa, wiejska siedziba właściciela ziemskiego. Obecnie nieraz nadużywa się jego zdrobnienia: dworek do określenia małego dworu. Jednak niegdyś bardzo rzadko używano tej nazwy, co najwyżej do określenia bardzo małych, 5-osiowych dworów. Dla odróżnienia od dworu dworkiem nazywano miejskie siedziby letnie właścicieli ziemskich, domy rządców lub sezonowo używane dworki myśliwskie. Zatem pałac w odróżnieniu od dworu jest piętrowy, zaś od zamku różni go to, że nie ma charakteru obronnego.

Naszą niedzielną wycieczkę rozpoczęliśmy spod Wielkiego Młyna gdzie stawiła się całkiem pokaźna grupka licząca 10 osób. Po zebraniu wszystkich chętnych nawet nie wsiadaliśmy na siodełka, gdyż pierwszy z obiektów, który zamierzaliśmy zobaczyć Dwór Młynarzy znajdował się tuż za naszymi plecami. Wraz z Wielkim Młynem dwór umieszczony jest na tzw. wysepce - ostrodze, jaką tworzą ramiona rozwidlającego się kanału Raduni.

Dwór Młynarzy pod koniec minionego stulecia, już jako bezużyteczny, miał zostać wyburzony. Na szczęście dzięki wstawiennictwu miłośników "starożytności" gdańskich został rozebrany i na nowo zestawiony. Niestety w roku 1945 także i ta budowla legła w gruzach. Jednak dzięki zachowanej dokumentacji udało się w roku obchodów milenijnych Gdańska odtworzyć także i ten obiekt. Do niedawna mieściła się w nim "Gospoda pod Wielkim Młynem", a obecnie obiekt jest na sprzedaż. Chwilę później udaliśmy się na drugi kraniec Starego Miasta w okolice Wyspy Ołowianki i tuż obok położonej ulicy Angielska Grobla. Po drodze dołączył do nas Wojtek, który przejął po mnie funkcję "przewodnika"; nasza grupka przekroczyła 10-ciu ;)

Przy Angielskiej Grobli zrobiliśmy kolejny postój przy luksusowym hotelu Podewils. Ten XVIII-wieczny słynny barokowy pałacyk został bardzo starannie odrestaurowany. Stylowe wnętrza z antycznymi meblami doskonale łączą najwyższy standard techniczny z komfortem i świetnością dawnej epoki. Dzieje tego budynku są związane z pewnym romantycznym podaniem, do dziś dnia opowiadanym przez gdańskich przewodników. Pałacyk został wzniesiony w 1728 roku przez Krzysztofa Strzyckiego, uznawanego za jednego z najzdolniejszych w Gdańsku kamieniarzy. Przez lata przedstawiane przez niego prace nie zyskiwały aprobaty gdańszczan i przedstawicieli cechowej starszyzny, a Strzycki zyskał miano "lichego Murzyna". Dopiero małżeństwo i wejście do wyższej sfery otworzyło mu drogę do kariery zawodowej. Zaprojektowana i wybudowana przez niego - wytworna kamieniczka wzbudza podziw architektonicznymi detalami oraz zainteresowanie oryginalnym herbem rodu Strzyckich... głową murzynka na złotym tle. Kamieniarz bowiem, projektując swój herb, nigdy nie zapomniał krzywd, których zaznał ze strony gdańskich rzemieślników i mieszczan, a kamienica, mimo, iż dzisiaj mieści się w niej bardzo elegancki hotel, nadal nazywana jest "Domem pod Murzynkiem".

Po krótkiej wizycie powoli zaczęliśmy opuszczać centrum kierując się ku "bramom miasta". Kolejnym naszym celem był Dwór Oruński. Żeby się tam dostać pojechaliśmy do okalającego Śródmieście Opływu Motławy. Dalej podążyliśmy przez Olszynkę, częściowo czerwonym szlakiem Motławskim aż dotarliśmy w okolice stacji kolejowej Gdańsk-Orunia. Stamtąd do Parku Oruńskiego pozostało jedynie przedostanie się przez główną ulicę czyli Trakt Św. Wojciecha.

Jeszcze dwieście lat temu na południe od Gdańska, między Biskupia Górką a Lipcami można było podziwiać cztery duże parki. Pierwszy zawdzięczał swe powstanie i nazwę osiadłemu w Gdańsku ormiańskiemu bogaczowi o nazwisku Schahnasjahn. Niestety w rejonie obecnej ulicy Kolonia Anielinki nic z osiemnastowiecznego założenia nie przetrwało do naszych czasów. Drugim był Park Schopenhauerów, na którego terenie znajduje się obecnie oruński Dom Kultury. Trzeci to malowniczy park leśny w Lipcach. Z tych wszystkich jedynie okolony wzgórzami Park Oruński nad kanałem Raduni zachował się w stosunkowo dobrym stanie. Jeszcze czterysta lat temu posiadłość tę zdobił dworek myśliwski; często z relacji różnych gości określało się Park Oruński mianem jednego z trzech najświetniejszych w całym mieście. W okresie "złotego wieku" gdańska kultura daleko sięgała poza granice naszego kraju. Wówczas ozdobą wytwornego parku były stawy, strumienie i wodospady. Roiło się od rzadkich okazów flory i fauny ogrodowej. Nie mogło zabraknąć rzeźb i ukrytych wodotrysków. Swoistą atrakcją stały się punkty widokowe i miejsca przeznaczone do kontemplacji. Niewiele niestety pozostało do naszych czasów. Wewnątrz zachowały się jedynie dwa kominki z XIX wieku, drewniana klatka schodowa, a także poszczególne fragmenty profilowanych gzymsów. Niestety od wielu lat nie widać tu gospodarza. Brak nawet tablicy informującej o tym, iż jest to jeden z najświetniejszych niegdyś zielonych zabytków naszego miasta.

Po krótkim odpoczynku ruszamy z powrotem ku centrum przemieszczając się wąską ścieżką pomiędzy Kanałem Raduni a Traktem Świętego Wojciecha lub ulicą nad samym jej skraju. W Gdańsku Głównym zaś korzystając ze ścieżki rowerowej wzdłuż Alei Zwycięstwa mkniemy aż do samego Wrzeszcza. Przed skrzyżowaniem Alei Grunwaldzkiej z ul. Miszewskiego na chwilę zatrzymujemy się przy Pałacu Ślubów, który stoi w miejscu dawnego dworu "Mon Plaisir" (al. Grunwaldzka 5). Budynek ten należał w II poł. XVIII wieku do najwytworniejszych rezydencji patrycjuszowskich we Wrzeszczu. Właścicielem utrzymanej w stylu klasycystycznym budowli, a także otaczającego ją obszernego parku był zasłużony gdański rajca Jan Uphagen. Obecna budowla powstała około 1814 r. W przeszłości obiekt parokrotnie był przebudowywany, choć bryła, podobnie jak i układ wnętrz zostały w zasadzie zachowane.

Jadąc w górę Wrzeszcza, tuż przy Pałacu Ślubów znajduje się kolejna ekskluzywna budowla - Willa Patschkego. Jak nazwa wskazuje wzniósł Patschke Rudolf, który na początku stulecia należał do jednych z najzamożniejszych gdańszczan. Swą reprezentatywną wille we Wrzeszczu urządził na wzór pałacu i z przepychem ją wyposażył. Jest to murowana, dwukondygnacyjna budowla wolno stojąc, przykryta mansandrowym dachem ze stylowymi okienkami. Willę otacza żelazne ogrodzenie na podmurówce. Zaś wewnątrz kryją się ceramiczne ozdóbki, witrażowe okno, marmurowe schody i podłoga oraz wytworna klatka schodowa z bogatymi sztukateriami oraz niezwykłej urody żyrandol. Przed laty użytkownikiem cennej budowli było Polskie Radio Gdańsk, jednak dziś mieści się tu stylowa restauracja.

Po zwiedzeniu obu obiektów z Wrzeszcza ruszamy ku dzielnicy Nowe Szkoty oraz Młyniska. Z Alei Grunwaldzkiej odbijamy zatem w prawo w ulicę Miszewskiego która za wiaduktem kolejowym przeistacza się w ulicę Wyspiańskiego. Niespełna kilkadziesiąt metrów dalej za skrzyżowaniem świetlnym odbijamy znowu w prawo w osiedlową uliczkę, która ciągnie się wzdłuż rzeki Strzyży i doprowadza nas do alei Generała Józefa Hallera, która przecinamy i jedziemy dalej ul. M.Reja trzymając się bezustannie Strzyży. Ostatnim skrzyżowaniem, które przecinamy to skrzyżowanie z ulicą Marynarki Polskiej za którą nadal jadąc wzdłuż rzeki drogę należy kontynuować ulicą Swojską.

Przy ul. Swojskiej w cieniu ogromnych kominów elektrociepłowni i dźwigów Gdańskiej Stoczni Remontowej "ukrywa się" Dwór Młyniska. trudno powiedzieć, czy to ów osiemnastowieczny dwór z zachowanymi jeszcze reliktami dawnej świetności nie pasuje dziś do jego otoczenia, czy też może raczej jego obecne otoczenie do niego nie pasuje. Przyzna to zapewne każdy, kto choćby raz znalazł się w rejonie tzw. Zielonego Trójkąta. Nazwa "Młyniska" widniejąca niemal na każdym aktualnym planie miasta podpowiadać się zdaje, iż w dolnym biegu Srzyży, wpadającej do Martwej Wisły i będącej zarazem ostatnim dopływam "królowej polskich rzek", istnieć musiały niegdyś młyny. W dokumentach z wieku XVII mowa jest także o browarze, gorzelni i karczmie. W tutejszym dworku przy młynie goszczono w roku 1676 królową Marysieńkę. Gospodarzem dochodowego suburbanum był w tym czasie znany gdański patrycjusz - Zygmunt Kerschenstein. Dworek bardzo nas zauroczył, dlatego zrobiliśmy sobie tu nieco dłuższą przerwę.

Po przerwie ruszyliśmy ku Wyspie Ostrów a za elektrociepłownią odbiliśmy ku Nabrzeżu Szczecińskiemu podziwiając ogromne dźwigi i statki stojące w dokach Gdańskiej Stoczni Remontowej. Następnie ul. Wielopole wydostaliśmy się ze strefy przemysłowej Gdańska i skierowaliśmy ku jednaj z najstarszych dzielnic Gdańska o nazwie Letnica. Stąd ulicą Uczniowską dojechaliśmy do skrzyżowania z aleją Gen.Józefa Hallera gdzie pojechaliśmy prosto kontynuując drogę ulicą Czarny Dwór. W ten sposób ominęliśmy częściowo nadmorski deptak, na którym w niedzielę roi się od spacerowiczów. Na skrzyżowaniu z al. Jana Pawła II na chwilę wskoczyliśmy na deptak wiodący ku plaży, jednak chwilę później odbiliśmy w lewo i przez Park im. Ronalda Reagana spacerowym tempem udaliśmy się do Jelitkowa. W Jelitkowie zaś, korzystając już ze ścieżki rowerowej pomknęliśmy w kierunku Oliwy wzdłuż ul. Piastowskiej. Dojechawszy zaś do skrzyżowania z główną arterią Trójmiasta skierowaliśmy się na Sopot, również ścieżką rowerową. Za obiektami gdańskiej Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu odbiliśmy w lewo w małą uliczkę Nadwodną, którą dostaliśmy się do ul. Czyżewskiego która niegdyś nazywała się Ludolphinerweg.

Ulica ta była głównym traktem z Sopotu do prastarej oliwskiej świątyni. Niegdyś przy Ludolphinerweg mieszkało wiele rodzin kaszubskich; osiadł tu również Antoni Abrahm, do którego należał majątek, którego nazwa właśnie wywodzi się z nazwy traktu: "Ludolphine". Na początku lat 20-tych XIX w., a wiec u progu epoki romantyzmu zaczęło tu powstawać dość okazałe założenie dworskie. Być może jego właściciele wzbogacili się na produkcji cegły, bowiem jeszcze półtora wieku temu w obrębie posiadłości istniały resztki dawnego wyrobiska oraz cegielni. Ponad głównym korpusem pałacu do dziś wznosi się sześcioboczna, czterokondygnacyjna wieża. Dach budynku zdobią symetrycznie rozmieszczone lukarny. Ponadto w części centralnej zachował się ryzalit oraz taras z neoklasycystyczną kratą balkonową. Jest też sień z elementami dawnego wystroju. Zaś w obrębie zabytkowej rezydencji znajdują się dawne budynki mieszkalne i gospodarcze oraz domek bramny i furta wjazdowa wraz z ogrodzeniem. Obecnie główny gmach dawnego Dworu "Ludolphine" podobnie z resztą jak i inne elementy zabytkowego zespołu służą AWFiS.

Następnie zmierzając ku Starej Oliwie zahaczyliśmy o ukształtowany na wzorach francuskiej sztuki ogrodowej baroku Park Oliwski im. Adama Mickiewicza oraz znajdujący się na jego terenie Pałac Opatów. W ramach małego odpoczynku przeszliśmy się jego alejkami podziwiając pierwsze pączki nadchodzącej małymi krokami wiosny. Obecna bryła pałacu uważana jest za nową. W połowie XVIII w. obok został zbudowany Nowy Pałac Opatów. Po kasacie klasztoru w 1831 r. obydwa budynki należały do Józefa Hohenzollern-Hechingen ostatniego opata komendatoryjnego, potem były opuszczone, a w latach 1869-1888 stanowiły własność Marii Hohenzollern-Hechingen. Następnie zostały przejęte przez urzędników państwowych Prus, a potem Wolnego Miasta Gdańska. W 1927 otworzone zostało muzeum historii ziemi gdańskiej. Zaś pod koniec wojny Niemcy wykorzystywali budynki jako magazyn, który spłonął w 1945 roku. Budynek został odbudowany w latach 1958-1965. W starym pałacu przez jakiś czas mieściła się siedziba Instytutu Budownictwa Wodnego PAN. Obecnie w obydwu budynkach znajduje się Oddział Sztuki Współczesnej Muzeum Narodowego w Gdańsku.

W Oliwie jednak roi się od dawnych dworów a w szczególności przy ulicy Polanki. Jednak zanim tam dotarliśmy najpierw ruszyliśmy ku Dolinie Radości gdzie niedaleko Kuźni Wodnej znajduje się odrestaurowany XVII wieczny Dwór Oliwski a w nim piękny luksusowy hotel i restauracja. Stamtąd dopiero uliczkami: Kwietną, Świerkową i Podhalańską przedostaliśmy się do wspomnianej wcześniej ulicy Polanki by zobaczyć czy to z bliska, czy z daleka tutejsze dwory. Niegdyś podobno było ich więcej, obecnie jednak pozostało sześć. Niektórym z nich można przyjżeć się z bliska inne tylko podziwiać zza ogrodzenia lub ze wzniesień pobliskich lasów. Jednak będąc na wycieczce rowerowej specjalnie nie kwapiliśmy się do noszenia rowerów po koronie Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego.

Jako, że dwory przy ul. Polanki ponumerowane są cyframi rzymskimi objazd zaczęliśmy od Dworu I, przy ul. Polanki 125. Pierwsza wzmianka o tej posiadłości pochodzi z 1642 (1647?) roku, kiedy to Simon Schlep zakupił (za zgodą klasztoru oliwskiego) grunt od kowala Mertena Kulika. W latach późniejszych przechodził z rąk do rąk zatem i jego wygląd po części był zmieniany przez różnych właścicieli. Obecnie posesja jest własnością Lasów Państwowych. Po niegdyś istniejących budynkach zachowały się: klasycystyczny dworek z końca XVIII w., oficyna - mansardowy budynek z XVIII w., klasycystyczny pawilon ogrodowy oraz stawki w założeniu parkowym. Dworowi I przypisywana jest nazwa "Monbrillant", odnoszona także do Dworu VI.

Przy Polanki 124 stoi zaś ogrodzony wysokim żeliwnym płotem kompleks zabytkowych budynków, a w nim Dwór II zwany Quellbrunn. Obecnie jest on pięknie odrestaurowany, podobnie jak i inne budynki przy nim stojące. Najstarsza wzmianka o posesji pochodzi z 1631 roku, kiedy należała do Jana Wagnera. Potem właściciele zmieniali się niczym rękawiczki aż w 1945 posesja trafiła do skarbu państwa i znajdowała się w użytkowaniu jednostki wojskowej do lat osiemdziesiątych XX wieku. Obecnie znajduje się tu Międzynarodowe Centrum Ekumeniczne prowadzone przez siostry brygidki.

Dwór III przy ul. Polanki 122 niestety chroni wysoki płot obciągnięty drutem kolczastym. Jednak z tego co doszukaliśmy się na stronach Portalu Trójmiasto do dziś zachował się pochodzący z XIX wieku południowy budynek dworu i stawy parkowe. Północny budynek z XVIII wieku został bezmyślnie rozebrany. Bryłę dworu podziwiać można jedynie z pobliskiego toru freeraidowego, jednak nie wszystkie budynki są dobrze widoczne. Pierwsza wzmianka o posesji pochodzi z 1625 roku, kiedy właścicielem stał się Helmich von Twenhusen. W 1855 urządzono w dworze zakład leczniczy, a w 1869 przytułek dla sierot. Obecnie w posesji mieści się Schronisko dla Nieletnich.

Zmierzając ul. Polanki w stronę Wrzeszcza przy nr.119-121 tej ulicy natrafimy na szpital dziecięcy, na terenie którego stoi Dwór IV. Dwór można obejrzeć z bliska, co oczywiście zrobiliśmy. Do dziś zachował się główny budynek dworu - zapewne z XVIII wieku, ale przebudowany w późniejszych czasach. Pierwsza wzmianka o posesji z 1626 roku (wg F. Mamuszki; a wg M. Gawlickiego - z 1632) dotyczy Jana Morgenrotha jako pierwszego właściciela. W XVII wieku istniał drewniany dwór zastąpiony potem murowaną rezydencją. Zaś w roku 1945 urządzono we dworze szpital dziecięcy, potem sanatorium przeciwgruźlicze, następnie hotel dla pielęgniarek. Obecnie na górnej kondygnacji mieści się rupieciarnia, a na dolnej - kuchnia i spiżarnia.

Kawałek dalej, na terenie Szpitala Marynarki Wojennej znajduje się Dwór V jednak jest w tak opłakanym stanie, że nawet nie chciało nam się do niego zajeżdżać. Najstarsza wzmianka o posesji pochodzi z 1654 roku, kiedy nabywa ją Mikołaj Cambier. W XVIII i XIX w. posiadłość przejął senator Jan von Franzius i to dzięki niemu powstał drugi klasycystyczny budynek dworu. Ostatnim prywatnym właścicielem dworu był Sachsenhaus, który sprzedał posesję Zakładowi Ubezpieczeń w Wolnym Mieście Gdańsku. Później dwór włączono do zespołu szpitalnego, którego gmach zbudowano w 1931 roku. Przetrwały dwa połączone budynki - południowy pochodzący z lat 1750-1760 i północny powstały około 1800 roku.
Dwór VI jeśli dworem go nazwać można schowany nieco w leśnej gęstwinie już nie przy ul. Polanki a Abrahama 27 i 34. Budynek dworu spłonął przed połową XIX wieku, a z jego cegły zbudowano istniejący do dzisiaj budynek, przy którym przetrwały jedynie dwa budynki gospodarcze (prawdopodobnie z XVIII w.). Prawdopodobnie również w tym dworze zatrzymał się zdążający do Gdańska w 1807 roku Napoleon Bonaparte.

Po dworach VII i VIII nie pozostało już śladu. Po VII-mym jedynie nazwa ulicy i osiedla, po ostatnim jedynie przypuszczenia, że w miejscu, gdzie przed II wojną światową mieściła się gospoda "Pod Białym Jagnięciem" mógł istnieć wcześniej Dwór VIII.

Kontynuując naszą wycieczkę po gdańskich rezydencjach udaliśmy się w kierunku Wrzeszcza. Jadąc do końca ul. Polanki wskoczyliśmy na dawny wał, którym niegdyś wiodła linia kolejowa z Wrzeszcza do Starej Piły, obecnie trakt ten często nazywany jest tzw. szlakiem "zwiniętych torów". Skrót ten pozwolił nam ominąć wrzeszczańskie blokowiska i ruchliwą ulicę Słowackiego. Jednak od Ronda Jana de la Salle odbiliśmy ku Pieckom skąd też rozpoczął się mozolny podjazd. Wdrapując się na górę ścieżką rowerową wzdłuż ulicy Potokowej oraz Rakoczego w ramach nagrody naszym oczom ukazał się Dwór Piecewski.

Od drugiej połowy wieku XVII przy dzisiejszej ul. Piecewskiej 7 wśród betonowych "drapaczy chmur" skryty jest dwór należący do gdańskiej rodziny Uphagenów. Najpierw właścicielem był Jan Uphagen starszy, po nim zaś, od roku 1693, jego syn i spadkobierca Henryk. To właśnie z jego inicjatywy powstała w Pieckach chętnie przez Gdańszczan odwiedzana i pięknie położona gospoda. Zarówno zewnętrzny jak i wewnętrzny styl utrzymany jest w stylu rokoko. Podobno podczas oblężenia Gdańska przez wojska napoleońskie w roku 1807 obiekt pełnił rolę kwatery głównodowodzącego walkami - marszałka Franciszka Józefa Lefebvre - po uwieńczonej sukcesem akcji wyniesionego przez cesarza Napoleona do godności księcia Gdańska. Po przebudowie w 1972, znacznie uległ zatarciu rokokowy charakter dworu. Wkrótce też przydworski park uległ całkowitej dewastacji. W latach osiemdziesiątych przeprowadzono rekonstrukcję Dworu Piecewskiego uwzględniając postulaty konserwatorów.

Z Piecek zjechaliśmy do Wrzeszcza wzdłuż ul. Jaśkowej Doliny podziwiając po drodze liczne wrzeszczańskie rezydencje, kryjące w sobie różne tajemnice. Niektóre z nich wzbudzały w nas zachwyt inne niestety tylko westchnie widząc ich opłakany stan. Rezydencje, które przetrwały do naszych czasów, są świadectwem dawnej zamożności i dobrobytu mieszczan. Większość na stałe wrosła w wielkomiejski pejzaż. Ich pierwsi właściciele kupowali je jako podmiejskie siedziby letniskowe, gdzie uciekali przed zgiełkiem miasta i szalejącymi w nich, co jakiś czas epidemiami. Sprowadzani z zagranicy projektanci domów i ogrodów spełniali najbardziej fantastyczne i próżne zachcianki lokatorów. Wyrastały przy rezydencjach tajemnicze ogrody, a same budynki przyozdabiały fantazyjne detale architektoniczne.

Na zakończenie naszej wycieczki udaliśmy się jeszcze do Królewskiej Doliny, która rozciąga się wzdłuż ulicy Sobieskiego. Posiadłości w Królewskiej Dolinie, nazywanej również Zieloną, nabył w połowie XVII wieku znany gdański filantrop i kupiec Zachariasz Zappio, znany najbardziej jako opiekun kościoła św. Jana. Na dwustuhektarowej działce wybudował Zappio wspaniałą rezydencję, która wzbudzała zachwyt w całym mieście. Wielokrotnie przebudowywany dworek przetrwał do naszych czasów, w niczym nie przypomina jednak swego barokowego pierwowzoru.

Wycieczkę po najpiękniejszych gdańskich rezydencjach zakończyliśmy właśnie tu, skąd każdy z nas rozjechał się w swoim kierunku. Tego dnia zobaczyliśmy wiele wspaniałych obiektów; z pewnością nie odwiedziliśmy wszystkich jednak to nam w zupełności wystarczy.

Zrobiliśmy: +/- 52 km
Nasza wycieczka zajęła nam: ok.5 godzin

Większość informacji zaczerpnąłem z książki Jerzego Sampa pt.: "Gdańskie dwory i pałace". Inne źródła to różne zakładki Portalu Trójmiasto m.in. na temat oliwskich zabytków.

Oprócz tego chciałbym podziękować moim kolegom z grupy: Darkowi i Wojtkowi w przygotowaniu tego rajdu.

Autor relacji: Krzysztof Kochanowicz "Frans" (Grupa Rowerowa Trójmiasto)

Na prośbę autora relacji redakcja Portalu Rowerowego Trójmiasta będzie usuwać wszystkie opinie nie związane z tematem. Zatem jeśli byliście uczestnikami tego rajdu, macie jakieś uwagi pozytywne czy też negatywne podzielcie się z nami. Jeśli nie byliście na naszym wypadzie, a znacie przebytą przez nas trasę, odwiedzone miejsca i chcielibyście coś dodać czego nie ujął autor relacji, podzielcie się również własnymi doświadczeniami. Będą one z pewnością bardzo przydatne tym, którzy będą chcieli powtórzyć tą trasę lub ułożyć własną na jej podstawie.
Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (18)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.