Dołącz do ludzi pozytywnie zakręconych!
stat

Przez wzgórza morenowe naszej aglomeracji; edycja 1

Żywy: W przeddzień rajdu, jego odbycie, o godzinie 21:37, stanęło pod wielkim znakiem zapytania. A to z powodu śmierci największego z Polaków , również sportowca i turysty, ale przede wszystkim człowieka ceniącego ludzką godność i wielkie miłosierdzie Matki Boskiej - Jana Pawła II.

Bolek: Wspólnie z Żywym podjęliśmy decyzję, że nasz wypad jednak się odbędzie. Następnie zadzwonił do mnie Krzysiek, lider Grupy Rowerowej 3miasto aby powiedzieć, że jutro jedziemy ubrani na czarno. Momentalnie informacja poszła dalej.
Następnego dnia razem z Jarkiem ruszyliśmy po Krzyśka, Kubę i Maćka. Nasza piątka była trochę przed czasem, lecz zaraz ludzie zaczęli się zjeżdżać ku mojemu zaskoczeniu. .

Żywy: Po przybyciu na miejsce rajdu razem z Tomkiem, zauważyliśmy, że na miejscu jest już 14-sto osobowa grupka śmiałków czekających na dzisiejsze spalanie kalorii. Zdziwiła mnie dość duża rozbieżność pomiędzy poszczególnymi uczestnikami, poczynając od osób jadących na szosowych, wąziutkich slickach, a na gentelmenach na ciężkich fullach do ostrej jazdy kończąc. W naszym towarzystwie znalazły się też dwie odważne przedstawicielki płci pięknej - Iwona oraz Dorota (która dołączyła do na Karwinach). Przeszła mi wtedy myśl przez głowę: "czy tak zróżnicowane towarzystwo znajdzie wspólne tempo?" i "czy wszyscy dadzą radę?".



Bolek: Nie tylko Ty miałeś takie obawy. Bałem się że na tej trasie kiedy narzucimy określone tempo ludzie zaczną wymiękać. Lecz długo nie musieliśmy czekać na odpowiedź. Pierwsza górka-podjazd pod Sopocką udowodnił, że nasze obawy były bezpodstawne. Następnie zgodnie z założeniami zajechaliśmy do starego kościoła na Karwinach gdzie odmówiliśmy modlitwę, a także przy Kapliczce Jana Pawła II zapaliliśmy znicze.



Żywy: Pełni smutku i zadumy ruszyliśmy dalej kierując się na Wiczlino, gdzie zaliczyliśmy kilka ładnych podjazdów, które stanowiły jedynie rozgrzewkę przed dalszą częścią .A kto mówił że będzie łatwo...

Bolek: Żywy teraz już ludzie wiedzą na co stać duet GRT & TRT. Niestety tutaj opuścił nas Frans, który musiał wracać na szkolenie. Ale nie martwcie się. Już mu obiecaliśmy że pojedzie z nami na trening właśnie tą trasą. Niech dowie się co stracił. Po tej wzruszającej chwili ruszyliśmy dalej w kierunku Koleczkowa. Lecz po drodze czekała na nas mała niespodzianka.



Żywy: Oooo tak, rzeczywiście. Niedaleko przed tym właśnie miasteczkiem wyprzedziła nas grupka na szosówkach, która jak się później okazało składała się z śmietanki naszych polskich ścigantów, a także mocnych amatorów (pozdrawiam chłopaki:). Co niektórzy z naszych chętnie by pojechali wtedy z wyżej wymienioną grupką (pozdro, Bolek!:D)

Bolek: Ehh, aż zgłupiałem co robić. Z jednej strony chciałem jechać z kumplami z zawodów a z drugiej strony musiałem prowadzić grupę. Ale nie wytrzymałem ruszyłem do przodu (no nie tylko ja czyt. Jarek :P) doskoczywszy do "uczestnika bitwy pod Grunwaldem" Krzyżaka:P. Lecz po chwili emocji znowu jechaliśmy grupą.



Żywy: . Po dojechaniu do Koleczkowa, zarządziliśmy mały odpoczynek. Był wtedy czas na jedzenie, krótki odpoczynek, a także czas dla fotografów aby porobić zdjęcia, m.in.: pomnikowi bohaterów walk o Koleczkowo podczas II Wojny Światowej. Po odpoczynku ruszyliśmy raźno na następne podjazdy. Tymże sposobem dojechaliśmy do Bieszkowic, w których był bardzo fajny plac zabaw dla małych i trochę większych dzieci;-) (czyt. poligon wojskowy). Nie zatrzymywaliśmy się tam jednak, gdyż był on mało atrakcyjny, a kilometrów na ten wypad mieliśmy przewidziane dosyć sporo. Następnym miasteczkiem na naszej drodze był Nowy Dwór Wejherowski, w którym zrobiliśmy krótki postój aby uzupełnić zapas płynów, po czym ruszyliśmy w dalszą drogę.



Bolek: Tutaj już mieliśmy dużo frajdy. Czekały na nas dwa super zjazdy gdzie można było jechać z całkiem niezłą prędkością ;-) Lecz wcześniej musieliśmy pokonać jeszcze jeden podjazd. I w końcu wspomniane wcześniej górki, dość kręte, ale dodały nam adrenalinki ;-) Ja na jednej z nich miałem 62,1km/h :D

Żywy: Za to ja miałem 61,6km/h i wcale się nie chwalę. Po tym zjeździe zaczekaliśmy, aż wszyscy spokojnie zjadą, chwilkę odpoczną oraz zrzucą pewne części garderoby lub zbędne kilogramy przetrawionego płynu. No tak zjazd był fajny, ale wiadomo, że po każdym zjeździe musi nastąpić podjazd. Ruszyliśmy więc w górę w kierunku Szemudu.



Bolek: No tak. Lecz tutaj nasze dwie kobietki (na początku nie doceniane przez niektórych) odskoczyły nam dość daleko. Nawet próba pościgu podjęta przeze mnie i przez Miśka nie dała oczekiwanego rezultatu. Dogoniliśmy nasze "ścigaczki" parę kilometrów za jedną z atrakcji naszego rajdu mianowicie cmentarz żołnierzy poległych w walkach z hitlerowcami o wolność Ziemi Kaszubskiej.

Żywy: Pojechaliśmy więc pod to dość długie wzniesienie i po chwili spotkaliśmy Bolka i Miśka wracającego z grupą



Bolek: A mówiłem zaczekajcie bo zaraz wrócimy. Ale za to dzięki wam mieliśmy ostry trening prawda Misiek??

Żywy: Nie wracając już jednak na wyżej wymieniony cmentarz ruszyliśmy w dalszą drogę przez Sopieszyno, gdzie niedaleko odbiliśmy z szosy w las, aby dojechać do Grabowca, w którym znajdowała się główna atrakcja dzisiejszego rajdu - Monaster Najświętszej Dziewicy na pustyni. Błotną drogą dojechaliśmy do kościółka, w którym znajdował się Monaster. Był bardzo charakterystyczny, czuć w nim było specyficzny zapach świeżo ciosanego drewna. Oprócz wyżej wymienionego Monasteru odprawiają się tam msze św., na jedną z których akurat trafiliśmy.



Bolek: Wszystko było wyliczone (i kogo ja tu próbuje kitować :P ). Na polance przed kościołem zrobiliśmy sobie piknik oraz małą sesję fotograficzną. Lecz jeden z gości "senior" mimo naszych uwag zachował się nie właściwie (no coment). Dobrze było nam siedzieć tak na słoneczku ale czas było ruszać w stronę Szemudu. Tam pożegnaliśmy jednego z naszych uczestników, który udał się do domu krótszą drogą (czyt. "senior").Tutaj w Szemudzie rozpoczęliśmy "etap górski" w kierunku Szemudzkiej Huty. I właśnie ten pierwszy podjazd dał nam ostro w kość, lecz to nie był koniec męczarni. Za każdą górką czekała następna, która sporadycznie kończyła się zjazdem lub ewentualnie prostą. Lecz kiedy minęliśmy Kowalewo i Leśno ukazała się "maleńka górka", na widok której Kuba zaniemówił i zaczął kręcić głową.

Żywy : Maleńka?! Bolek ty już się nie udzielaj rzeźniku jeden. To była mega-górka żartobliwie nazwana przez niektórych skocznią narciarską! No ale to była kolejna z atrakcji naszego pięknego rajdu. Wszyscy o dziwo pokazali, że nawet taka górka nie robi na nich większego znaczenia i podjechali bez najmniejszego zająknięcia. Po takim podjeździe czekał nas ładny zjazd, na którym każdy kto tego dnia jeszcze nie sprawdził swojej prędkości maksymalnej miał teraz do tego okazję. W taki sposób dojechaliśmy do Kielna , w którym zrobiliśmy krótki odpoczynek oraz pożegnaliśmy co poniektórych, tj. Miśka, Kubę, a także kilku nowych kolegów. W tym momencie, ku uciesze Bolka;-) spotkaliśmy Pana Eugeniusza Bogdziewicza, zdążającego na szosie w kierunku, którędy miała wieść dalsza trasa naszej wycieczki. Jednak my pojechaliśmy swoim, a Pan Eugeniusz swoim tempem.

Bolek: Żywy uważaj bo mi podpadniesz! W drodze wyjaśnień to jest właśnie mój trener (serdecznie pozdrawiam, a co:P) Tutaj już szło nam całkiem gładko a na prowadzenie przesunęły się nasze kobiety. Lecz kiedy zaczął się zjazd dopiero wtedy Dorota pokazała na co ją stać. Ja jadąc z przodu z prędkością 46km/h "na budziku" byłem minięty w mgnieniu oka przez Dorotę za którą jechał Jarek, który zaczął się ze mnie nabijać. Lecz tak łatwo ja ani reszta nie dała za wygraną co chwilę zmieniając "lidera"



Żywy: O tak rzeczywiście można tutaj było się poczuć jak na nie jednym wyścigu. Z Gdyni Cisowy podjechaliśmy na Demptowo, gdzie przed wjazdem do lasu, na słonecznej łączce zrobiliśmy odpoczynek, podczas którego Iwona nakarmiła nas orzeszkami ziemnymi z rodzynkami (dziękujemy :-). Po takim posiłku, wzmocnieni, ruszyliśmy w las.

Bolek: Tutaj trochę mieliśmy zabawy gdyż na sam początek musieliśmy wdrapać się na górkę z rowerami na plecach. Dalej ruszyliśmy "Szlakiem Sowy", który był dość grząski, lecz co to dla nas. Z lasu wyjechaliśmy na Witominie skąd zjechaliśmy ulicą osiągając przy tym niezłe prędkości do Gdyni Redłowo. Tutaj pożegnaliśmy się z Żywym i Tomkiem i ruszyliśmy w drogę powrotną do Sopotu.

Łącznie zrobiliśmy prawie 120 km ;-)

Bolek i Żywy: Na koniec chcielibyśmy powiedzieć, że naprawdę byliśmy bardzo zdziwieni tym, że wszyscy dawali sobie tak świetnie radę. Uważamy, że szczególne brawa należą się dziewczynom: Iwonie i Dorocie, które to nie ustępowały tempa, a góry, błoto w lesie, ani nawet dystans wycieczki nie sprawiły aby uśmiech znikł z ich twarzy. Tak trzymać! Poza tym chcielibyśmy podziękować Maćkowi i Jarkowi, którzy przejęli po Fransie rolę na końcu, zamykając peleton i sprawując opiekę żeby nikt się nie zgubił. Odwalili kawał dobrej roboty -brawo chłopaki!

Jednocześnie chcielibyśmy podziękować wszystkim uczestnikom i uczestniczkom tego rajdu za świetną zabawę, dobrą kondycję i mile razem spędzony czas podczas tej słonecznej niedzieli. Gorąco pozdrawiamy i mamy nadzieje, że jeszcze nie raz razem pojedziemy w trasę!

Organizatorzy: Łukasz Bolius "Bolek" & Patryk Żywuszko "Żywy"
Grupa Rowerowa Trójmiasto & Trójmiasto Racing Team

Przeczytaj o nas na podstronie www.rowery.trojmiasto.pl/grt/

P.S. Jeżeli chcecie poznać fajne towarzystwo, a przy tym aktywnie spędzać wolny czas - dołączcie się do nas. Piszcie na adres e-mailowy powyżej a gwarantujemy, że odpowiemy na każdy Wasz mail.

Do zobaczenia na szlaku!