Dołącz do ludzi pozytywnie zakręconych!
stat

Dookoła 14 jezior kaszubskich

Ze skrzyżowania ulic Słowackiego i Góralskiej pojechaliśmy lasem w kierunku Złotej Karczmy i dalej już szosą w kierunku Rębiechowa. Na wysokości Portu Lotniczego o dość karykaturalnej nazwie "imienia Lecha Wałęsy", kapcia złapał Jarek. Był to pierwszy i jedyny "kapeć" na naszej wyprawie. W trakcie naprawy usterki część osób aktywnie pomagało, inni natomiast podziwiali cuda techniki kołujące na pobliskim pasie startowym. Zimno dawało się bardzo we znaki. Palce i uszy szczypały jak w czasie najgorszej zimy, dlatego po sprawnej naprawie ruszyliśmy ochoczo w dalszą trasę. Minęliśmy kolejno Banino i Miszewo, za którym ukazała nam się pierwsza na dzisiejszej trasie atrakcja - Jezioro Kczewskie, położone w pięknej południowo - zachodniej części rynny tuchomskiej. Od tego momentu zaczęły się "przyjemne" podjazdy i przyjemne zjazdy, które towarzyszyły nam do końca wycieczki.



W Przodkowie nasza grupa niestety nieco się uszczupliła, bo kilka osób, w tym członkowie naszej kadry (Frans, Kuba i Darek) musiało wracać do Trójmiasta z różnych osobistych przyczyn. Żałujcie panowie, oj żałujcie! Tak więc dalej ruszyliśmy już 10-osobową ekipą. Sprawnie i szybko, przez Kobysewo, dotarliśmy do Kartuz, gdzie czekał na nas Zdzisław, uczestnik naszych rajdów w poprzednim sezonie. Ostatecznie więc, grupa liczyła 11 osób. Kartuzy, to niejako stolica rejonu Kaszub, który był naszym dzisiejszym celem, warto więc zapoznać się z krótką choć historią miasta.



*Początek historii Kartuz jak również jego nazwa, ściśle związana jest ze sprowadzeniem na te ziemie zakonu kartuzów, który został założony w 1084 r. przez Brunona z Kolonii, w dolinie La Chartreuse k.Grenoble we Francji. Dzięki surowej regule zdobyli oni uznanie wśród wielu zamożnych fundatorów oraz innych zakonów jak np. Zakonu Krzyżackiego. W ten sposób zaczęły rosnąć posiadłości kartuzów. Powstawały kolejne zabudowania przyklasztorne. W początkach XIX wieku w wyniku pruskiej reformy administracji prowincjonalnej Kartuzy stały się siedzibą powiatu z landratem (starostą) na czele (1818r.). W Kartuzach zaczęły powstawać pierwsze budynki administracji, rozpoczęto inwestycje komunalne, drogowe, zbudowano połączenia kolejowe. W Kartuzach obejrzeliśmy również XIV-wieczną Kolegiatę, jedną z najważniejszych atrakcji Kartuz. Kolegiata jest pozostałością zespołu klasztornego Zakonu Kartuzów. Gotycki kościół z kamienia i cegły, z unikatowym w skali kraju dachem w kształcie wieka trumny, który przypomina o dewizie zakonników "Memento mori" czyli "Pamiętaj o śmierci". Kościół ten rozpoczęto budować w 1381 roku z inicjatywy Gdańskiego Patrycjusza Jana Thiergarta. Do XIX w. mieścił się tu zakon Kartuzów, który w 1823 r. został zamknięty przez władze pruskie, a większość zabudowań przyklasztornych zniszczona. Zwiedzając kościół poklasztorny warto zwrócić uwagę na XVII - wieczne kurdybany (bogate, ornamentowane okładziny ścian z koziej skóry), renesansowy ołtarz główny oraz ołtarze boczne, barokową balustradę chóru z 1640 r. a także 14 cennych obrazów religijnych z XVII w.



Po krótkim postoju ruszyliśmy szosą w kierunku Łapalic, w których odbiliśmy w lewo aby ulicą Zamkową dojechać do łapalickiego zamczyska. Do budowli prowadzą karkołomne zjazdy i podjazdy, ale warto trochę się namęczyć. Zamek, choć nieskończony i pokryty rusztowaniami i tak robi duże wrażenie. Budowę tego monumentalnego zamku rozpoczęto w latach 80-tych XXw. Trudno go dostrzec z trasy Kartuzy - Sierakowice bowiem były właściciel wkomponował go w otaczające wzgórza i las. Obiekt ten powstawał, nie jak przystało według projektu, lecz według uznania właściciela. Ciągłe powiększanie zamku i przeciąganie się prac spowodowało kłopoty finansowe gdańskiego rzemieślnika budującego ten zameczek na własny użytek. W roku 1994 wierzyciele próbowali przejąć go za długi, jednak z powodu braku kupca (wycena na kilkanaście mld zł) zwrócono zamek właścicielowi.



W chwili przyjazdu nad zamek, wspomniana wcześniej Natura ulitowała się - chmury rozstąpiły się na dobre i wyjrzało słońce, które towarzyszyło nam do końca wycieczki! Uradowani tym faktem, urządziliśmy sobie większy "popasik" z widokiem na pobliski zamek. Po tej uczcie dla ciała i ducha pojechaliśmy dalej w kierunku Cieszenia. Po drodze z prawej strony przez kilka dobrych chwil towarzyszyła nam tafla kolejnego dziś jeziora - Jeziora Łapalickiego. Po paru kilometrach odbiliśmy z głównej drogi w lewo, w kierunku wsi Reskowo, gdzie czekała nas kolejna uczta duchowa, po prawej stronie rozlewa się urokliwe Jezioro Reskowo (pow. 53ha, głębokość max. 10m). Podziwiając w pełnym słońcu piękne kaszubskie krajobrazy jechaliśmy w kierunku Brzestowej Huty. W dole po lewej stronie, między drzewami majaczyło Jezioro Raduńskie Dolne (pow. 737ha, głębokość max. 35m), największe na naszej trasie.



W kolejnej miejscowości na trasie czekała na nas nieoczekiwana niespodzianka - stary, ale jary polski autobus marki Jelcz, zwany niegdyś "ogórkiem";-) Nie był to zwykły autobus, z zewnątrz pomalowany we wzorzyste, kolorowe formy rodem z epoki flower power. To cacko było otwarte, z czego skwapliwie skorzystaliśmy. Sabina usadowiła się wygodnie na miejscu kierowcy, a reszcie przypadła rola pasażerów. Młodsi uczestnicy z niekłamanym zdziwieniem podziwiali rozwiązania techniczne rodem z czasów PRL"u. Po tej chwili odskoczni od rowerów ruszyliśmy dalej stromymi polnymi dróżkami w kierunku Łączyna. Tym razem z lewej strony wśród urokliwych polanek i świerkowych zagajników mogliśmy zachwycać się Jeziorem Łączyńskim.



Po paru kilometrach dojechaliśmy na most między Jeziorem Raduńskim Górnym i Jeziorem Raduńskim Dolnym, skąd mogliśmy podziwiać ogrom obu tych akwenów. Uroku dodawały okoliczne wzgórza, lasy i malownicze wioseczki. Wjechaliśmy wszakże w serce Pojezierza Kaszubskiego - Szwajcarię Kaszubską. Zdaniem badaczy, nazwy krainy zaczęto używać już pod koniec XIX stulecia. Wkrótce nazwy Die Kassubische Schweiz zaczęli używać także Niemcy. Już w latach 30. XX w., dzięki polskim i niemieckim przewodnikom turystycznym, określenie znane było w całej Europie. Sercem i największą atrakcją Szwajcarii Kaszubskiej jest grupa Jezior Raduńskich - 14 zbiorników wodnych połączonych rzeką Radunią, tworzących ciąg długości ponad 40 km. Rejony te chroni Kaszubski Park Krajobrazowy. Niemal górskie krajobrazy zapierają dech w piersiach największym globtroterom. To tutaj występują największe różnice w ukształtowaniu powierzchni. To tutaj bukowo - mieszane lasy i jeziora tak cudnie ze sobą harmonizują. W lasach żyją oczywiście pospolite sarny, jelenie, dziki, zające, lisy, a także jenoty, które przed laty uciekły z rosyjskich hodowli, a teraz na dobre zadomowiły się na Pomorzu. Na Kaszubach nie brakuje także nietoperzy, szczególnie małych karlików, których populacja jest najliczniejsza.



Mając świadomość tego wszystkiego ruszyliśmy w kierunku wsi Przewóz, aby okrążyć długie Jezioro Raduńskie Dolne, które towarzyszyło nam po prawej stronie przez kilka dobrych kilometrów, by ostatecznie dojechać do Chmielna, gdzie przyszedł czas na solidniejszy popas. Zanim jednak dojechaliśmy do Chmielna po prawej stronie mieliśmy okazję podziwiać Jezioro Kłodno. Po odpoczynku i uzupełnieniu kalorii ruszyliśmy dalej, by już po chwili się zatrzymać, tym razem sprawcą postoju było Jezioro Białe (pow. 88ha, głębokość max. 21m)., przy którym wszyscy chcieli mieć pamiątkową fotkę. Zagadką są kamienie wydobywane z jego dna tego jeziora, emitujące podobno pozytywną energię. Potwierdzają to nawet radiesteci, których zdaniem mają one wpływ na świetne samopoczucie i chęć do dalszej pracy. Coś w tym jest, bo ochoczo ruszyliśmy dalej by po chwili znaleźć się nad brzegiem Jeziora Rekowo (pow. 53ha, głębokość max. 12m). Skorzystaliśmy z pobliskiego pomostu, aby móc jeszcze lepiej rozkoszować się otaczającymi nas widokami - połyskującą taflą jeziora otoczonego pięknymi, leśnymi pagórkami.



Naszym kolejnym celem była wioseczka Zawory. Jechaliśmy polnymi duktami, a widoki uprzyjemniało nam znowu Jezioro Kłodno. Od początku naszej wyprawy minęliśmy niejedną kaszubską wioskę i niejednego rdzennego mieszkańca tych ziem. Warto może w tym miejscu przedstawić choć jedną kaszubską legendę, opisującą tradycję tych ludzi i terenów. Niech to będzie kilka zdań o tabace!


*Na Kaszubach każdy szanujący się knyp (mężczyzna) nosi ze sobą mały pojemniczek. Niestety, nie jak tradycja nakazuje, zrobiony z bydlęcego rogu, ale najczęściej plastikowy, jednorazowy, i regularnie niucha tabakę - starty na proch tytoń, który po dostaniu się do nosa, wyciska łzy, wywołuje zdrowe kichnięcia, by na koniec podobno rozjaśnić myśli. Mówi się, że tajemnicę uprawiania i używania tabaki chłop kaszubski wydarł... głupkowatemu diabłu Purtkowi. Ale wydatnie pomogła mu w tym kobieta. Diabeł zasadził tabakę i zaczął sobie drwić z chłopa, że ten nie wie, co to za zielsko. Chłop uniósł się honorem i założył z diabłem, że się dowie. Kiedy jednak przyszedł do domu, zmiarkował się i zaczął lamentować. Jego żona pokręciła głową, nasmarowała ubranie smołą, wytarzała się w gęsim pierzu, poszła na diabelską plantację. Przerażony diabeł krzyknął: "A co to za straszliwy potwór niszczy mi tabakę! I nazwa została zdradzona. Diabeł przegrał zakład. Hm...te kobiety! Co my byśmy bez nich zrobili, lepiej nie myśleć!



Wróćmy jednak na trasę;-) W Zaworach skręciliśmy w lewo, aby popedałować wzdłuż wschodniego brzegu Jeziora Małe Brodno (pow. 77ha, głębokość max. 7m). We wsi Ręboszewo skręciliśmy w prawo na główną szosę, aby tym razem po lewej stronie, między drzewami podziwiać Jezioro Wielkie Brodno (pow. 134ha, głębokość max. 15). Droga pnie się na wysoczyznę, do miejsca nazwanego Złotą Górą. Tu w sąsiedztwie pomnika ku czci partyzantów kaszubskich, znajduj się platforma widokowa, z której podziwiać można jeden z najpiękniejszych widoków na Kaszubach, a na pewno na Szwajcarii Kaszubskiej. W dole na pierwszym planie rozlewa się jezioro Brodno Wielkie, na drugim, z przedłużeniem rynny, połyskuje lustro wody Jeziora Ostrzyckiego z widoczną na nim wyspą. Pomiędzy tymi jeziorami usadowiła się malowniczo niewielka wieś Brodnica Dolna. Drugie piętro krajobrazu tworzy falista wysoczyzna morenowa położona na wysokości 220 m n.p.m. Na odległym horyzoncie rysuje się piętro trzecie - zalesione Wzgórza Szymbarskie z Wieżycą (329 m n.p.m.). Widok ze Złotej Góry przypomina krajobraz podgórski, a nawet górski. Miejsce to związane jest także z tradycyjną uroczystością obchodzoną w lipcu - "truskawkobraniem". Są to oryginalne dożynki związane z truskawkami, powszechnie uprawianymi w tej części Kaszub. Na "Złotej Górze" ma początek kręta "Droga Kaszubska", którą ruszyliśmy dalej aby dotrzeć do Brodnicy Dolnej i dalej do Ostrzyc, nad którymi znajduje się malownicze, o kształcie odwróconej litery "C" Jezioro Ostrzyckie (pow. 266ha, głębokość max. 20m). Część osób wdrapała się swoimi rumakami stromą drogą na pobliski punkt widokowy Jastrzębia Góra, z którego mogliśmy obserwować dziwacznie powyginany kształt Jeziora Ostrzyckiego i niedaleką już kopułę szczytową Wieżycy. Po chwili zadumy i kontemplacji przyszedł czas na chwilę trzeźwej kalkulacji. Godzina już niemłoda, zmęczenie daje się we znaki solidnie - trzeba powoli opuszczać te piękne tereny.

Z Ostrzyc udaliśmy się do Goręczyna, po drodze mijając jedno z ostatnich już jezior - Jezioro Trzebno. Z Goręczyna polnymi duktami i leśnymi traktami dotarliśmy do Kiełpina, z którego już niedaleko do Mezowa, gdzie dane nam było obejrzeć dwa ostatnie jeziora na naszej trasie - Jeziora Okunkowo i Mezowskie. Nad tym ostatnim, korzystając z przyjemnego słońca zrobiliśmy sobie kilkuminutowy piknik. Tutaj pożegnał nas Zdzichu, a my znacznie już zmęczeni postanowiliśmy dotrzeć do Dzierżążna i dalej główną szosą dojechać do Żukowa i Lnisk, gdzie pożegnaliśmy się z kolejnymi uczestnikami. Tym razem Robin i Jarek pojechali w swoje strony. Reszta ekipy wymęczona przez dystans i mnogą ilość słynnych kaszubskich "hopek" pojechała polami przez Czaple i Bysewo, aby ostatecznie dotrzeć do Złotej Karczmy, gdzie zakończyliśmy nasz wypad.

Tego dnia przejechaliśmy 130 km, ze średnią prędkością 20,1 km/h.

Na koniec ...
...chcę podziękować Wszystkim Uczestnikom za wytrwałość w pokonywaniu kilometrów, za dobry humor na trasie, za wyrozumiałość i za wspólnie spędzony czas. Szczególne podziękowania należą się Michałowi, na którego barki spadła fucha Naczelnego Fotografa i który bez chwili sprzeciwu wyjmował i chował aparat na każde nasze zawołanie. Dziękuję również Zdzichowi za jego cenne uwagi na trasie.

Na sam już koniec...
... chcę powiedzieć, że Wielkie, Wielkie Gratulacje i Wielkie, Wielkie Słowa Uznania należą się naszym dwóm paniom - Basi i Sabinie, które pięknie poradziły sobie z terenem i dystansem! Dodam, że obie panie na miejsce zbiórki przyjechały z Gdyni rowerami. Do Gdyni również rowerami wracały. Nie będę Wam Drogie Panie Liczył kilometrów, aby nie zawstydzać amatorów rowerów płci męskiej!

Organizatorzy: Grupa Rowerowa Trójmiasto (gr3miasto@gmail.com)
Przeczytaj o nas na podstronie www.rowery.trojmiasto.pl/grt/

Organizator główny rajdu: Maciek "Satan" Różycki

P.S. Jeżeli chcecie poznać fajne towarzystwo, a przy tym aktywnie spędzać wolny czas - dołączcie się do nas. Piszcie na adres e-mailowy powyżej a gwarantujemy, że odpowiemy na każdy Wasz mail.

Do zobaczenia na trasie !

Opinie (10) 4 zablokowane

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.