rowery

Wyprawa szlakiem rowerowym R10 wzdłuż Wybrzeża

Wyprawa - dzień pierwszy
Wyprawa - dzień pierwszy fot. archiwum prywatne

Wszystko zaczęło się od Mariana. Marian to mój wymarzony rower, który został złożony na zamówienie w zeszłym roku pod koniec wakacji. Na ramie, którą przyniósł sprzedawca, widniało wielkimi literami: Marin - a że ja ślepa trochę jestem, to przeczytałam "Marian" i tak zostało. Zakochałam się w moim Marianie. Zaczęło się od krótkich wycieczek po okolicy. Potem, ciekawa tego, co kryje się za rogiem, a następnie za rogiem tamtego rogu, wypuszczałam się coraz dalej i dalej...



W poszukiwaniu nowych pomysłów zaczęłam grzebać w internecie i wtedy natknęłam się na R10 - legendarny szlak polskim Wybrzeżem. Pomyślałam wtedy, że muszę, bo inaczej się uduszę.
Zimowe wieczory spędzałam na gorączkowym analizowaniu trasy i kompletowaniu sprzętu na wyprzedażach. Wpadłam w to po czubek głowy. Na początku lutego, kiedy prawie wszystko miałam skompletowane, podzieliłam się swoimi planami z kumpelą. Zaiskrzyło. Gosia stwierdziła, że to świetny pomysł na urlop i że chciałaby pokonać podobną trasę samochodem, zabierając ze sobą swoje psy, by w końcu porządnie wypocząć. Postanowiłyśmy, że będziemy spotykać się na kempingach.
Zaczęło się więc wielkie wspólne odliczanie.

Pandemia zamiast wyjazdu



Niestety w marcu czar prysł. Przyszła pandemia i obostrzenia z nią związane. Rower w pewnym momencie poszedł w odstawkę. Pomyślałam, że nici z wyjazdu... Może jesień, może przyszły sezon, może kiedyś? Patrzyłam trochę z żalem na zgromadzony sprzęt.
Trzy tygodnie przed wcześniej planowaną wyprawą, w czasie kiedy obostrzenia zaczęły być już luzowane, nagle napisała do mnie Gosia:
- Hania, a co z naszą wyprawą? Aktualna?
Potrzebowałam kilku minut, zmierzyłam pożądliwym wzrokiem nagromadzoną przez miesiące w kącie kupkę z ekwipunkiem:
- No jasne, że aktualna, jedziemy! Lepszego czasu nie będzie - odpowiedziałam, pękając z radości. Nadzieja wróciła.


Dzień 1: 70 km - Świnoujście-Międzyzdroje-Dziwnów-Pobierowo



5:30 pobudka. Ładujemy do samochodu nasze bambetle, Mariana, trzy charakterne teriery i ruszamy.
Przytrzymało nas w korku na przeprawie promowej w Świnoujściu, więc ruszyłyśmy z około 2,5-godzinnym poślizgiem w stosunku do tego, co zakładałyśmy: ja Marianem, Gosia swoją superfurą, która jednocześnie robiła za minikamper. Umówiłyśmy się na koniec dnia na kempingu w Pobierowie o wdzięcznej nazwie 7 żab.

Ten dzień Gosia spędziła z psami, spacerując po nadmorskich plażach i zwiedzając port w Świnoujściu. Ja przeciwnie - prawie cały dzień nie widziałam morza. Mój szlak dość szybko odbił w głąb lądu i poprowadził pomiędzy remontami w Świnoujściu, piaszczystym lasem do Międzyzdrojów, następnie w kierunku Wolińskiego Parku Narodowego, jego pobliskich jezior i wiosek. Trasa dość urokliwa, jednak docelowy przebieg tego odcinka niedługo będzie prowadził gdzie indziej - na szczęście bliżej morza. Z powodu pandemii nie udało mi się wpaść w odwiedziny do wolińskich żubrów - zamknięte. Sam park też był pusty. Pod koniec dnia dotarłam do Pobierowa na nasz pierwszy wspólny kemping. Pobierowo bardzo mile nas zaskoczyło. Malutka, bardzo urokliwa miejscowość wolna od kiczowatych bud, straganów i banerów, z ładnym deptakiem przy plaży, na którą bez problemu weszłyśmy z psami. Sam kemping prawie pusty o tej porze, równie przytulny, cichy i pełen drzew.


Dzień 2: 98 km - Pobierowo-Rewal-Niechorze-Pogorzelica-Mrzeżyno-Kołobrzeg-Łazy



Gdybym miała opisać, jak wyglądałaby dla mnie wymarzona trasa polskim Wybrzeżem, to ta dzisiejsza w zdecydowanej większości taka była.

Pierwszą niespodzianką był dla mnie pomnik Małego Księcia w Alei Zakochanych w Rewalu. Mam sentyment do "Małego Księcia" i bardzo się ucieszyłam. To dla mnie trochę jak znak, drogowskaz, że znajdujesz się w odpowiednim miejscu i czasie.

Potem już było tylko fajniej: malownicze plaże, urocze sosnowe lasy i jazda po klifach. Idealne punkty dla rowerzystów. W jednym z nich udało mi się podładować komórę o całe 2 proc., niestety musiałam potem pędzić dalej. W Niechorzu trasa rowerowa prowadziła wzdłuż kolejki wąskotorowej, ale z powodu pandemii nie udało mi się żadnej spotkać. Za Pogorzelicą, w lesie, zagapiłam się i przez pomyłkę wjechałam na ścieżkę rowerową prowadzącą przez dawne tereny wojskowe. Odradzam - droga prowadzi po kocich łbach. Obecnie jest zrobiony objazd, więc radzę zachować czujność i nie zagapiać się, bo potem mocno czuć to w zadku i w rękach.

Tak jak nie znoszę przejeżdżać przez duże miasta, tak jazda przez Kołobrzeg była czystą przyjemnością - infrastruktura rowerowa na 5. Wisienką na torcie była trasa zaraz za Kołobrzegiem w kierunku Ustronia Morskiego, prowadząca przez chwilę przez drewnianą kładkę pomiędzy morzem a rezerwatem ptaków - miodzio. Generalnie ten odcinek był fajnie oznakowany.

Końcówka dzisiejszej mojej trasy prowadziła malowniczym brzegiem jeziora Jamno. Jadąc z głową chmurach, na 7 km przed celem wpadłam na policyjny patrol, który przytkał mi drogę. Gdy knułam w swojej głowie, jak go objechać krzakami, z samochodu wyskoczył pan policjant, wołając:
- Pani dalej nie jedzie, bo droga zaminowana! Dzięki temu na kolejny kemping dojechałam w całości. W sumie to planowałam się trochę rozerwać na tym wyjeździe, ale bez przesady.

Gosia tego dnia, oprócz aktywnego odpoczynku na plaży, troszkę sobie pozwiedzała. Była z psami w Parku Miniaturowych Latarni Morskich w Niechorzu, odwiedziła też ruiny kościoła w Trzęsaczu. Po drodze umówiłyśmy się na wspólną kanapkę na plaży w Gąskach i krótki odpoczynek. Wieczorem dzielnie dobiłam do naszej "Osady nad Wodą" - kolejnego kempingu na naszej mapie, położonego między jeziorem Jamno a morzem. Bardzo fajna miejscówka, również pusta o tej porze roku. Przemili właściciele. Trochę wiało od wody, ale opatulona w śpiwór po chwili nic już nie czułam, zasypiając kamiennym snem.


Dzień 3 i 4: 106 km - Łazy-Darłówko-Jarosławiec-Ustka-Rowy



Dzisiejszy dzień zaczął się nudnawo. Pierwsze 40 km trasy prowadziło przez pola z wiatrakami, część z nich przy ruchliwej drodze. Ścieżki idealne, ale gdyby nie ból zadka, zasnęłabym. Po drodze spotkałam sympatycznego młodego tatę-rowerzystę z maluchem w przyczepce, jadącego z Międzyzdrojów do Gdyni szlakiem R10, też nocującego w namiocie. Zamieniliśmy kilka słów. Wielki szacun dla pana taty!

Jadąc dalej, w Darłówku, natknęłam się przy plaży na Gosię, która wykulała z samochodu pięknego arbuza i zaczęło się wspólne nawadnianie. Tak mnie nawodniła, że jeździłam później od krzaka do krzaka.

Od Darłówka trasa znów zaczęła być piękna, taka jak lubię - nadmorska, z fajnymi, dzikimi plażami.
Niestety nic nie trwa wiecznie. Plaże skończyły się, a ja odbiłam w głąb lądu, objeżdżając jezioro Wicko i... chciałoby się tutaj napisać, że niepostrzeżenie przekroczyłam granicę województw, zachodniopomorskiego z pomorskim. Niestety tak nie było. Rzeczywistość była bardziej bolesna.
Porównując do dawnych czasów, to trochę jak przejechać nagle z RFN do NRD. Szlak R10 nagle zniknął, a wraz z nim pięknie oznakowane, nowe, pomarańczowe tabliczki R10. Tu oznakowanie powinno nazywać się "Pojawiam się i znikam" z naciskiem na znikam. Ja też miałam ochotę czasem zniknąć, pchając Mariana po kostki w piachu.

Do Rowów dotarłam ledwo żywa, ścigając się z zachodzącym słońcem. Moje pierwsze 100 km, które w życiu zrobiłam, jednak miałam wrażenie, jakbym zrobiła 150. Zapamiętam je na zawsze. Przyjechałam i padłam. Kochana Gosia czekała na mnie z gorącym leczo. Co ja bym bez niej dziś zrobiła? Tego dnia zarządziłyśmy, że zostajemy w Rowach o jeden dzień dłużej w celu regeneracji i rekreacji. Następnego dnia wybrałyśmy się na długi spacer z psami w okolice jeziora Gardno. Pięknie tam, o ile ktoś lubi dzikie klimaty i rechot żab.

Po południu miałyśmy w planach wybrać się na ruchome wydmy. Najpierw przy wejściu okazało się, że wejście na teren Słowińskiego Parku od tej strony jest płatne i trzeba to zrobić wcześniej internetowo, ponieważ z powodu koronawirusa kasy są zamknięte. Po kilku nieudanych próbach i problemem z zasięgiem stwierdziłyśmy, że wchodzimy i zapłacimy później. Niestety odbiłyśmy się od tabliczki zakazującej wstępu z psami.

Rozczarowane pojechałyśmy najeść się lodów, następnie postanowiłyśmy iść z winkiem na zachód słońca na plaży w Rowach. Niestety tam też odbiła nas tabliczka zakazu wstępu z psami. Poszłyśmy więc wypić wino na kempingu... i tak zakończyłyśmy dzień.

Moja trasa na kolejny dzień została wyznaczona też przez płatny odcinek parku, czego wcześniej nie sprawdziłam. Ze względu na problemy z zasięgiem postanowiłam opłacić przejazd po powrocie. Moim zdaniem zostało to rozwiązane bardzo kiepsko.


Dzień 5: 113 km - Rowy-Kluki-Łeba



Kap, kap, kap. O godz. 5 rano obudziły mnie krople deszczu, uderzające o tropik namiotu. Wiedziałam już wcześniej, że ta jednodniowa przerwa będzie oznaczać jazdę w deszczu. Wyruszyłam rano, w największą pompę, z zamiarem zrobienia 76 km. Tak mi pokazywał ślad. Przejechałam w miarę sprawnie jak na lejący deszcz przez opustoszały Słowiński Park Narodowy i zadowolona dotarłam do miejscowości Kluki. W Klukach jest Muzeum Wsi Słowińskiej z charakterystycznymi domami "w kratkę". Wiedziałam wcześniej, że najkrótsza przeprawa do Łeby z Kluk odbywa się przez mokradła. Planując trasę, za wszelką cenę chciałam jej uniknąć, tym bardziej że nawet w porze suchej nieźle można się tam skąpać. Pozostałe dwie alternatywy to ciągnięcie roweru po plaży lub jazda naokoło ruchliwą drogą wojewódzką. Była jeszcze czwarta alternatywa, godząca bagna z wielkimi objazdami, ale nie do końca wiedziałam jaka.

Wgrywając ślad w GPS wydawało mi się, że wgrywam właśnie tę alternatywną drogę, jednak coś mi nie poszło... Po kilku kilometrach ciągnięcia roweru pomiędzy kładkami rozłożonymi na podmokłych łąkach dotarło do mnie, że właśnie stoję na mokradłach z nogami po kostki w wodzie. Chwyciłam Mariana za chabety i szybko z powrotem do Kluk. Niestety po dłuższym grzebaniu w mapie nie udało mi się znaleźć drogi alternatywnej. Zrezygnowana ruszyłam wojewódzką 213, żeby nie zostać wchłonięta przez bagna. Okazało się również, że jazda drogą wojewódzką jest o 40 km dłuższa. To był mój chrzest - dosłownie. Nigdy wcześniej nie przyjęłam na siebie tyle wody co tego dnia. Tak jak w Zachodniopomorskiem przejeżdżałam koło pięknych wzorcowych wiat i dróg rowerowych, tak w Pomorskiem jedyne moje dzisiejsze wiaty na szybki posiłek to zasikane betonowe przystanki przy połatanej DW213.

Kiedy w końcu udało mi się zjechać z wojewódzkiej w boczne drogi, odetchnęłam z ulgą. Niestety nie na długo. Czarę goryczy przelało utknięcie w głębokich, piaszczysto-gliniastych leśnych drogach w okolicach Wicka i przed Stilo. Oblepiony piaszczystą, betonową panierką zalepiającą napęd Marian nie był w stanie jechać, wydawał za to dziwne dźwięki. Kiedy myślałam, że zbliżam się do granicy własnej wytrzymałości, nagle zza zakrętu ni z gruszki, ni z pietruszki wyłoniła się znajoma, nowiutka tabliczka z oznaczeniem szlaku R10, a wraz z nią całkiem przyzwoita, równa leśna droga. Ostatnio z takimi nowoczesnymi oznaczeniami pożegnałam się w województwie zachodniopomorskim. Zza chmur wytoczyło się słońce - w przenośni i dosłownie. Ostatnie 20 km trasy od latarni Stilo do Lubiatowa jechałam świetnie oznakowaną, leśną drogą przez piękny sosnowy las. To najpiękniejszy sosnowy las, jaki widziałam na swojej trasie: z mchami, porostami i wrzosami. W zachodzącym słońcu wyglądał obłędnie. Do celu dotarłam późno, trochę przemoczona i porządnie zmęczona. Tego dnia nocleg miałyśmy w prywatnej bazie Gosi w klimatycznym domu z prawdziwym łóżkiem. Myślę, że sobie zasłużyłam.


Dzień 6: 85 km - Lubiatowo-Dębki-Karwia-Władysławowo-Hel



Ostatni dzień naszej wyprawy.
Rano odkułam Mariana z betonowego błota i ruszyłam w las. Zaraz za Lubiatowem szlak się skończył, ale miło, że widniała informacja, że jest planowany. Zasadniczo przez cały dzisiejszy odcinek było widać, że praca nad wytyczaniem szlaku R10 wre. Miejscami dwa szlaki R10, stary i nowy, rozjeżdżały się w różnych kierunkach, dlatego trzymałam się własnego wgranego śladu i dobrze na tym wyszłam, bo dzięki temu przez cały czas jechałam blisko morza. Dopiero za Jastrzębią Górą szlak zrobił się spójny i tak zostało do końca. Do celu dotarłam wieczorem. Dzielnie wspierająca mnie Gosia też.
Na Cyplu Helskim wpadłyśmy sobie w ramiona, szczęśliwe, że w końcu udało się nam wspólnie spełnić marzenie.

To był naprawdę fajnie spędzony czas, mimo całego tego trudu. Wracając wpadłyśmy jeszcze nad zatokę między Chałupami a Kuźnicą, żeby odpalić grilla i zjeść ostatnią wspólną kolację tej wyprawy.


Podsumowanie



To był mój najlepszy urlop, jaki sobie mogłam wymarzyć. Udało się. Mimo że koronawirus chciał pokrzyżować nam plany, wszechświat nam sprzyjał. W sześć dni przejechałam rowerem około 470 km, nigdy wcześniej nie robiąc tak dużych dystansów.

Jeszcze kilka słów o samym szlaku. Przez całą wyprawę zależało mi, żeby - na ile to możliwe - trzymać się wytyczonego szlaku, ponieważ chciałam go sprawdzić w całości. Niestety nie udało mi się tego dokonać na wszystkich odcinkach. Na pewno mam niedosyt związany z pokonywaniem trasy z Kluk do Łeby i planuję tam jeszcze wrócić przy bardziej przyjaznej aurze. Jestem też ciekawa ostatniego etapu trasy z Lubiatowa do Jastrzębiej Góry. Poczekam na koniec budowy.

Porównując szlak w obu województwach, dla mnie oczywiście wygrywa zachodniopomorskie. Tam niebawem szlak będzie gotowy. Myślę, że w przyszłym sezonie powinni większość robót skończyć, choć czas chyba mają do 2022 roku. Pomorskie zaś, moim zdaniem, potrzebuje cudu, żeby ten szlak powstał w całości w tym czasie. Tutaj praktycznie nie istnieje. Jakieś marne szczątki, relikty przeszłości ze starym oznakowaniem pojawiają się po drodze. Dopiero od Stilo widać, że coś tam się wykluwa i powoli łączy w całość. Ślad zachodniopomorskiego szlaku pobrałam stąd. Pomorskie Trasy Rowerowe na moją prośbę przesłały mi link do mapy, jednak postanowiłam oprzeć się na jednym ze śladów z Traseo.

Czy warto wybrać R10 na swoją pierwszą wyprawę?



Myślę, że warto, choć dobrze mieć świadomość, że niektóre odcinki nie będą łatwe, szczególnie gdyby ktoś chciał jechać z dzieckiem przyczepką lub zabrać ze sobą w niej psa. Mam tu na myśli woj. pomorskie, bo zachodniopomorskie bardzo polecam, szczególnie w przyszłym sezonie, kiedy większość szlaku będzie ukończona. Bardzo fajną opcją jest połączenie wypadu samochodowo-rowerowego, tak jak miało to miejsce w naszym przypadku.

Cały wyjazd kosztował nas około 200 zł na głowę plus jedzenie, które miałyśmy własne. "Mobilny Bar u Małgośki", gdzie Gosia była szefową kuchni, nie miał sobie równych. Gdyby dziś ktoś mnie zapytał, które województwo bardziej polecam na aktywny wypad rowerem i generalnie na aktywny urlop, odpowiedziałabym, że zdecydowanie zachodniopomorskie. Jest taniej, więcej dzikich plaż przyjaznych psom, co akurat dla nas miało znaczenie, oraz lepsza infrastruktura rowerowa.

Warto spełniać swoje marzenia. Jak to powiadają, pierwsze koty za płoty. Moje myśli już nieśmiało płyną w stronę Podlasia i Green Velo. Rower to jednak fajna sprawa, bo z roweru widzi się więcej.

Trasa wyprawy na AllTrails
Trasa wyprawy rowerowej wzdłuż Wybrzeża
Trasa wyprawy rowerowej wzdłuż Wybrzeża Hania Rączkowska/AllTrains
Masz dla nas temat? Chcesz podzielić się swoimi spostrzeżeniami?
A może przeżyłe(a)ś ciekawą przygodę, odkryłe(a)ś nową trasę? Napisz do nas: rowery@trojmiasto.pl.

Opinie (68) 5 zablokowanych

Wszystkie opinie

  • (6)

    Tyle że znowu tylko na Hel a nie do Gdańska. Dlaczego nikt wzdłuż Wybrzeża nie jedzie do Gdańska albo dalej do Piasków

    • 20 3

    • przejec sie R10 i bedziesz wiedział ,jest lepiej niż 10 lat temu ,ale d..y nie urywa. (1)

      gdańsk -piaski oczywiscie.
      caly szlak to :Kaliningrad Kłajpeda Liepaja Ryga Saaremaa Tallinn Narwa Petersburg Helsinki Turku Oulu Sundsvall Sztokholm Gotlandia Kalmar Ystad Bornholm Malmö Kopenhaga Odense Kilonia Rugia Rostock Ahlbeck (Heringsdorf)

      • 5 1

      • R10 to jest szlak EuroVelo 10 (EV10)

        Od dawnej granicy między NRD a RFN niedaleko Stralsundu prowadzi wzdłuż wybrzeża Bałtyku tą samą drogą jak tzw. ICT - EV13 - Iron Curtain Trail - Szlak Żelaznej Kurtyny - Euro Velo 13. Ten ostatni szlak wymyślił Michael Cramer - nauczyciel WF z Berlina Zachodniego, poseł do Parlamentu Europejskiego z niemieckiej Partii Zielonych, który przedtem wymyślił i doprowadził do utworzenia drogi rowerowej wzdłuż dawnego muru berlińskiego. Opracowana z jego inicjatywy analiza skali potencjalnego ruchu turystów rowerowych pokazała, że największe korzyści z realizacji EV 13 będą miały gminy niemieckie (leżące blisko dawnej granicy RFN i NRD) oraz Polska - z tytułu właśnie trasy Świnoujście - Kołobrzeg - Darłowo - Ustka - Jastrzębia Góra - Władysławowo - Hel oraz oczywiście Reda, Gdynia, Sopot, Gdańsk i dalej przez Krynicę Morską do Piasek lub przez Frombork do Braniewa i dalej do granicy z Federacją Rosyjską. Fundusze przeznaczone na ucywilizowanie tego szlaku dawałyby dużo większe korzyści niż fundusze przeznaczone na budowę przekopu przez Mierzeję Wiślaną. Tak czy inaczej cyklistki górą!

        • 7 2

    • Ja jechałam Międzyzdroje - Gdańsk ;)

      • 3 0

    • Bo w Sopocie nastąpiłaby utrata zdrowych zmysłów. A to się robi dla przyjemności. (1)

      • 9 1

      • Wcześniej jest Gdynia. Nikt o zdrowych zmysłach nie dotarł stamtąd do Sopotu...

        • 4 2

    • No właśnie się wybieram krynica morska- Hel a potem jak dam radę dalej do Świnoujścia

      • 0 0

  • Rower oczywiście bez oświetlenia (6)

    tylko odblask z tyłu. No bo po co? Przecież nic się nie stało ...

    • 8 52

    • Oświetlenie w rowerze musi być założone tylko wtedy, gdy jest potrzebne (2)

      W niedeszczowy dzień nie jest wymagane.

      • 22 2

      • Ale znacznie zwiększa bezpieczeństwo rowerzysty. (1)

        Czy w tym kraju wszystko trzeba ludziom siłą narzucać, bo inaczej nie pomyślą że mogą zrobić coś co może pomóc innym ich zauważyć?
        Mieszkania i życia też nie ubezpieczasz, bo nie ma przymusu karanego więzieniem?

        • 2 26

        • oczywiście nie trzeba wszystkiego narzucać siłą.

          Wielu rowerzystów jeździ w kamizelkach odblaskowych lub w jaskrawych ciuchach. Wielu także montuje dodatkowe światła z przodu i z tyłu,oraz niewymagane w Polsce ale obowiązkowe np. w Niemczech odblaski na szprychach. Widziałem niedawno gościa na rowerze z zamontowanymi na szprychach kół migoczącymi lampkami. Tekst Piqsia to typowy tekst insynuujący, że generalnie rowerzyści to tzw. gorszy sort użytkowników szos. To jest tekst w stylu: jeśli rowerzyści chcą być traktowani jako równorzędni użytkownicy ulic i szos, "państwo" (rząd, sejm, prezydent) powinni wprowadzić obowiązkowe OC oraz obowiązek jazdy w kaskach. Przemoc słowna przejawia się w różny sposób, cykliści i ich prawa do korzystania z jezdni ulic i szos , które są normalnymi zachowaniami zwykłych ludzi są przedmiotem ataków na forach internetowych nie od wczoraj, nie tylko w Polsce. Całe szczęście popularność turystyki i rekreacji rowerowej dynamicznie rośnie w czasie pandemii i walki z nią.

          • 26 1

    • Skoro rowerzysta nie jeździ po zmroku, to nie potrzebuje.

      Tak samo jak nie każdy zmotoryzowany ma 4x4 i nikt z tego nie robi tragedii.

      • 19 2

    • Piqś

      Od "no bo" nie zaczyna się zdania.... Chcesz być taki "akuratny" to zacznij od siebie.

      • 4 1

    • Jest oświetlenie. Zaraz przy odblasku, tylko trzeba chcieć zobaczyć . Na drogi rowerowe jest wystarczające, kiedy wjeżdżam na ruchliwą drogę zawsze zakładam kamizelkę a przy trudnych warunkach dodatkowe oświetlenie.

      • 7 0

  • od lat tez planuje i wybrac sie nie mogę

    • 8 2

  • Fantastyczna przygoda

    Bardzo Pani dziękuję za wskazówki i inspirację. Przyjemnie się to czytało :) . Może też ruszę tyłek...

    • 36 1

  • Fajna wycieczkach (6)

    Przejechałam ta trasę z dwójką małych chłopców, 7 i 10 lat. Zaskoczyły mnie wzniesienia między Świnoujściem a Międzyzdrojami. Jak Ty byłam zaskoczona piachem na leśnych drogach. Bałam się że dzieci nie dadzą rady... Ale bardzo się pomyliłam. Oni byli zawsze pierwsi w wyznaczonym miejscu. Jechałam z rowerami do Świnoujścia pociągiem z rowerami. Spaliśmy w spotkanych pensjonatach. Nie rezerwowałam wcześniej noclegów, bo nieco dalej od morza zawsze były. Jak nie w przyczepach to u gospodzrzy. Jak lal deszcz zostawaliśmy na spacer ery po okolicy. Jak nam się podobało gdzieś bardziej to zostawaliśmy dłużej.. Np. W Pobierowie. To był nasz najlepszy dotychczasowy wyjazd. Zachęcam wszystkich wahających się. Pozdrawiam. Lucyna

    • 44 4

    • Super, że z dziećmi. Ja tak jak pisałam po drodze tylko spotkałam jedną osobę z dzieckiem i przyczepką i naprawdę szacunek, bo trasa na przyczepkę w pomorskim nie jest łatwa. W sumie ta pomorska część jest bardziej pod rower górski moim zdaniem.

      • 0 0

    • Pomijając szorstką formę, Piqś ma rację. (2)

      W słoneczny dzień lampki bardzo poprawiają widzialność roweru. Mądry rowerzysta świeci światła przez całą dobę. Tylko niech skieruje swój przedni reflektor nieco w dół,, bo takie lampki rowerowe też potrafią oślepiać. No i mądry rowerzysta ma na głowie kask, którego obecność jednoznacznie go odróżnia od rowerzystów mądrych inaczej.

      • 0 4

      • I tu dochodzimy

        Do sedna. Z powodu głupich przepisów nie dostrzegamy nie oświetlonych obiektów na drodze. Jak coś się nie świeci, to tego nie ma. I dlatego giną piesi i rowerzyści, bo nagle stali się niewidzialni

        • 2 0

      • Tak tak i mądry rowerzysta (autor) zawsze ma racje bo tylko jego koncepcja jest sluszna

        • 2 0

    • Ile czasu?

      Ile czasu w sumie trwal Wasz wyjazd z dziećmi ?

      • 0 0

    • Dziękuję bi MAM obawy

      • 0 0

  • Bardzo przyjemnie sie czytalo:)! (2)

    Do tej pory jechalam tylko kawalkiem Green velo, okolo 300km do Augustowa
    Super ze i niedaleko powstaja fajne trasy

    • 26 3

    • Polecam Puszcze Bialowieska. Nie tylko sam las, ale rowniez okoliczne miejscowosci.

      • 2 0

    • Dziękuję. Green Velo mam w planach w przyszłym roku od Biebrzy po Bug. Już nie mogę się doczekać

      • 1 0

  • Dziewczyny jesteście super!! (1)

    Fajnie się to czytało. No i już mi w głowie kiełkuje taka wyprawa :)

    • 32 3

    • Powodzenia. Trzymam kciuki ️

      • 0 0

  • Ekstra (1)

    Dziękuję za inspirację!!

    • 19 1

    • Gratulacje !!! Super sprawa !!!

      • 1 0

  • Można szybciej (4)

    2 tygodnie temu zrobiłem tą trasą tylko do Gdańska w 3 dni. Bardzo miła wycieczka

    • 10 22

    • to nie tour de Pologne, żeby kryterium było "można szybciej"

      niech każdy jedzie w takim tempie, które sprawia mu radość :)

      • 23 1

    • Slabo
      Zrobiłem w 2 dni w tym melanż w Mielnie

      • 16 0

    • tylko

      po co?

      • 9 2

    • na Pomorskiej 500

      jechali poniżej 30h. Zwycięzca zdaje się 24 godziny i 5 minut.

      • 1 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.