rowery

stat

"Spadkobierca": dochodzenie z historycznym akcentem w tle

Agnieszka Pruska urodziła się we Wrocławiu, tam też spędziła dzieciństwo i wczesną młodość, ale już od ponad dwudziestu lat mieszka w Gdańsku. Z wykształcenia jest nauczycielem wychowania fizycznego, a na co dzień pracuje w firmie informatycznej.
Agnieszka Pruska urodziła się we Wrocławiu, tam też spędziła dzieciństwo i wczesną młodość, ale już od ponad dwudziestu lat mieszka w Gdańsku. Z wykształcenia jest nauczycielem wychowania fizycznego, a na co dzień pracuje w firmie informatycznej. fot. Ireneusz Skąpski, https://agnieszkapruska.pl/index.php/

Nie ma się co łudzić, lato za nami. Przed nami długie, zimne i zapewne deszczowe, jesienne wieczory, więc warto na ten czas uzbroić się w kubek ciepłej herbaty, wygodne miejsce do czytania i interesującą lekturę, np. dobry kryminał bądź thriller. Jeśli ktoś gustuje w długich lekturach, wijących się fabularnie i snujących się żmudnie dochodzeniach z historycznym akcentem w tle, to na pewno nie będzie zawiedziony "Spadkobiercą" Agnieszki Pruskiej.



Agnieszka Pruska przyzwyczaiła nas już do swojej literackiej obecności na trójmiejskim rynku wydawniczym. Ta autorka serii kryminalnej z nadkomisarzem Barnabą Uszkierem w roli głównej, urodziła się we Wrocławiu, tam też spędziła dzieciństwo i wczesną młodość, ale już od ponad dwudziestu lat mieszka w Gdańsku. Z wykształcenia jest nauczycielem wychowania fizycznego, a na co dzień pracuje w firmie informatycznej. Podobnie jak jej bohater, ćwiczy aikido, w którym posiada mistrzowski czarny pas. Pruska to także członkini Oliwskiego Klubu Kryminału, felietonistka i recenzentka. Tyle wiemy o samej autorce (więcej informacji na jej stronie internetowej).

W tym roku ukazała się jej kolejna książka z serii o nadkomisarzu Uszkierze pt. "Spadkobierca" - to już czwarta część przygód sympatycznego policjanta po: "Literacie", "Hobbyście" i "Żeglarzu". Całą tetralogię wydało gdańskie wydawnictwo Oficynka".


"Spadkobierca" A. Pruska wyd. Oficynka.
"Spadkobierca" A. Pruska wyd. Oficynka. mat.promocyjne
Akcja książki, tak jak w poprzednich częściach tetralogii z Barnabą Uszkierem, rozgrywa się głównie we współczesnym Gdańsku, choć autorka rozpoczyna powieść przewrotnie, zapraszając czytelnika najpierw do wydarzeń z roku 1945, potem 1965, a następnie 1988. Czytelnik wie już zatem na wstępie nieco więcej niż prowadzący śledztwo i możemy się domyślać, że wszystkie trzy opisane zdarzenia będą miały ze sobą jakiś związek. Jaki? Tego będzie nam dane się jedynie domyślać, a dowiedzieć się o tym dopiero na samym końcu książki. Przyznaję, że nie udało mi się rozwiązać zagadki wcześniej, choć finał mnie dość mocno rozczarował.

Ale od początku. Tym razem główny bohater i jego ekipa szukają sprawcy brutalnego morderstwa młodego mężczyzny. Wkrótce trupów przybywa, w dodatku nie tylko "świeżych", ale także starych, z nierozwiązanych zagadek sprzed lat, których początki sięgają właśnie 1945 roku. To wydarzenie będzie kluczem do wszystkich pozostałych, a kolejne morderstwa znajdą wspólny mianownik - wszystkie ofiary będą miały brutalnie połamane nogi. Zapowiada się długie i skomplikowane śledztwo, i tak faktycznie jest.

"Spadkobierca" to pokaźne dzieło - opasły tom liczy sobie ponad 600 stron. Akcja skupia się właściwie na samym dochodzeniu: na przesłuchaniach kolejnych świadków, przeglądaniu policyjnych archiwów, narad, rozmów, szukaniu kolejnych tropów (i jednego trupa), zbieraniu dowodów przez policyjnych techników (w moim odczuciu bardzo ciekawie zostało odmalowane to środowisko i udanie oddany styl ich pracy), a także migawek z życia komendy. Nie oczekujmy szalonych zwrotów akcji ani zawrotnych pościgów (choć i takie dwa się zdarzyły).

Trójmiasto literackie: przeczytaj więcej recenzji książek o Trójmieście i lokalnych autorów

Zgodnie z literą gatunku, a jest to kryminał policyjny, powieść Pruskiej charakteryzuje się "fabułą zorganizowaną wokół zbrodni, okoliczności dojścia do niej, dochodzenia oraz ujawnienia osoby sprawcy". W przypadku "Spadkobiercy" sprawcy zostają wykryci dosłownie na ostatnich stronach książki. Finał również cechuje dość duża dynamika. Całość podzielona została na 16 dni - "rozdziałów", (notabene aż trudno uwierzyć, że policja pracuje w takim szalonym tempie i tak szybko znajduje sprawców) i dopiero w ostatnim dniu dochodzi do zagęszczenia akcji, która przyspiesza na całego.

Nie będę zdradzać tych intrygujących szczegółów, bo nie chcę psuć zabawy potencjalnym czytelnikom. Wystarczy powiedzieć, że lektura jest przyjemna i mija szybko, co zapewne jest oznaką dobrze napisanej książki.

Sprawdź trójmiejskie wydarzenia stworzone z myślą o miłośnikach książek


Mam jednak kilka uwag. Pojawiające się wątki poboczne są zbyt słabo rozwinięte, by móc o nich więcej mówić, a szkoda, bo aż się prosiło o większą ilość retrospekcji i znaczniejsze wykorzystanie motywów z przeszłości, zwłaszcza tego pierwszego wątku z lat tużpowojennych. Żałuję też, że tytułowy spadkobierca okazał się kim innym niż myślałam.

Słabe strony powieści to także przede wszystkim mizerna psychologia postaci - i morderców i policjantów, autorka ogranicza się do podania nam kilku suchych faktów o rodzinie Uszkiera czy innych postaciach. Nie przekonuje mnie też język - pisarka nie sili się na żadne wyszukane słownictwo czy metafory, co w tym przypadku akurat może ma rację bytu - wszak to kryminał, więc taka poniekąd "męska" maniera nie przeszkadza.

Moim konikiem jest strona redakcyjna i edytorska każdej książki, więc nie mogę tu przemilczeć kilku braków. W przypadku kryminału, który zwykle bywa - nawet jeśli nie w formacie to umownie - wydaniem "kieszonkowym", a więc raczej nie w twardej oprawie, do miękkiej okładki i wydania na szarym papierze trudno się doczepić (choć tom Pruskiej i tak trudno byłoby włożyć nawet w dużą kieszeń).

Zobacz także: Trójmiasto książkowym kryminałem stoi

Jednak do redaktorskich i korektorskich prac (wydawca niestety nie podaje nazwisk osób pracujących nad książką) mam zastrzeżenia. Przede wszystkim powtarzanie niektórych fragmentów dzieła w nieco zmienionej formie kilka stron dalej "dla uporządkowania" jest nużące, infantylne i spowalnia (i tak już wolną) akcję. Po drugie literówki w nazwiskach postaci mogą być mylące dla czytelnika, zwłaszcza gdy nazwisk pojawia się tak dużo jak tutaj. Tak więc pan Chmara jest raz Chmarą raz Chmurą, a Zofia Kurowska bywa Kukowską. Niestety, nie brak też innych literówek i błędów (typu: Tuśkowy nos - zgodnie z zasadą czyj nos - nos psa imieniem Tuśka, nie tuśkowy, czyli jaki).

Reasumując: "Spadkobierca" jest lekturą ciekawą i godną polecenia. Zwłaszcza na długie jesienne wieczory. Z kolei obok wieży ciśnień w Gdańsku z pewnością czytelnicy po lekturze "Spadkobiercy" nie przejdą ani nie przejadą już nigdy obojętnie. I aż kusi, żeby sprawdzić, czy w środku nie ma...

Zobacz także: Ma 24 lata i napisała już... 13 powieści
Też przeżyłeś ciekawą przygodę, odkryłe(a)ś nową trasę?
Podziel się wrażeniami z innymi, napisz do nas: rowery@trojmiasto.pl.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (12)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

wydarzenia - imprezy i szkolenia

+ dodaj

Porady rowerowe

zobacz więcej »

Szlaki rowerowe

Znajdź trasę rowerową

Turystyka rowerowa

zobacz więcej »