Skawiński i Tkaczyk. Pedagodzy, którzy stali się królami życia

- Nie jest to książka precyzyjnie poukładana datami, faktami. To raczej zostawiamy dla archiwistów czy historyków muzyki. Bardziej są tutaj nasze impresje, wyjaśnienia też pewnych spraw - mówi Grzegorz Skawiński.
- Nie jest to książka precyzyjnie poukładana datami, faktami. To raczej zostawiamy dla archiwistów czy historyków muzyki. Bardziej są tutaj nasze impresje, wyjaśnienia też pewnych spraw - mówi Grzegorz Skawiński. Kobaru/Universal Music Polska

"Królowie życia" to książka, która zainteresuje nie tylko fanów twórczości Grzegorza Skawińskiego oraz Waldemara Tkaczyka. Ta pozycja stanowi niezwykle ciekawą opowieść przez historię ich muzyki, zespołów i życia. Nam opowiedzieli o kulisach jej powstania i wyjaśnili kilka kwestii z przeszłości.



Patryk Gochniewski: Czyj to był pomysł? To była wasza propozycja czy też ktoś z nią do was wyszedł?

Grzegorz Skawiński: Książka spadła nam trochę z nieba. Z propozycją zwróciło się do nas wydawnictwo. W życiu mieliśmy ich już wiele, nawet bardzo konkretnych. Jeszcze za czasów O.N.A. ukazała się książka "Ona i oni", w której część życia już opisaliśmy, ale to było dawno, w latach dziewięćdziesiątych. A mamy rok 2017 i trochę czasu minęło, więc stwierdziliśmy, że może faktycznie przydałaby się pozycja, która powiedziałaby o nas coś więcej. Przecież nie wszystko, co się w naszym życiu wydarzyło, jest znane. A pewne fakty należy przypominać potomnym póki działamy. Też chcieliśmy jakoś zaakcentować, że jest to swego rodzaju kompendium o zespołach. Od czasów amatorskich, po Kombi, O.N.A. i nowego Kombii. Dlatego, kiedy zwróciło się do nas wydawnictwo Edipresse, skorzystaliśmy. Tym bardziej, że podobała nam się formuła. Z początku zastanawialiśmy się, jak to zrobić. Czy pisać chronologicznie, czy na zasadzie wywiadu rzeki. Ostatecznie wybraliśmy tę drugą opcję. Nie jest to książka precyzyjnie poukładana datami, faktami. To raczej zostawiamy dla archiwistów czy historyków muzyki. Bardziej są tutaj nasze impresje, wyjaśnienia też pewnych spraw.

No właśnie. Wywiad rzeka. Trudno w przypadku tej książki mówić o niej jako o biografii. Wywiad jest chyba najbardziej intymną formą literacką, jaką można dać odbiorcom. Nie baliście się, że mogą się pojawić pewne kwestie z przeszłości, które mogą was drażnić, o których nie będziecie chcieli rozmawiać?

Waldemar Tkaczyk: Nie, nie mieliśmy takiego problemu. Nie boimy się pytań, które dotyczą nas, a już na pewno nie tych dotyczących muzyki, którą tworzymy. Jest to wciąż sprawa publiczna, a nie nasze życie intymne czy prywatne. Jesteśmy znani z tego, że wychodzimy do ludzi, z muzyki. I ludzie postrzegają nas tylko na podstawie wyglądu. Że jest jeden taki, drugi taki, trzeci taki. Nie boimy się żadnych tematów. Wszystko przeżyliśmy, wszystko się odbyło i nie mamy się czego wstydzić.

GS: W związku z tym postanowiliśmy wyjaśnić kilka kwestii, które czasem mogą wydawać się kontrowersyjne. Dla nas one takie nie są. Ważne dla nas jest też to, żeby opowiedzieć o tym, jak widzimy pewne rzeczy. Czas zaciera historie, tworzą się stereotypy. Myślę, że dla fanów, nawet dziennikarzy, którzy zajmują się polską muzyką, może być parę ciekawych faktów w tym wydawnictwie. Oczywiście, nie udało się zawrzeć wszystkiego. Pozycja nie jest jakaś opasła, z drugiej strony też pisanie tomiszcza, które miałoby pięćset stron, moim zdaniem kompletnie mija się z celem. Jest to w końcu jakaś forma rozrywkowa i raczej zostawiliśmy sobie jeszcze trochę rzeczy na ewentualną kontynuację. Bo siłą rzeczy opisanie wszystkiego, wymienienie wszystkich osób, było po prostu niemożliwe. Poniekąd jest to też pokłosie tego, jak przeprowadzający wywiad Kuba Frołow go poprowadził. Finalnie i tak jeszcze dopisaliśmy trochę rzeczy, ale w zanadrzu pozostaje naprawdę spora lista do opowiedzenia.

Czytając tę książkę trudno nie odnieść wrażenia, że może ona zainteresować nawet waszych największych fanów. Jest tu wiele wyjaśnień, wiele historii... Chociażby kwestia nazwy - Kombi i Kombii. Bo niektórzy myślą, że to reaktywacja, a tak przecież nie jest.

GS: Bardzo się staraliśmy między innymi to wyjaśnić. Bo zdążyło powstać mnóstwo mitów i nieprawdziwych historii, stereotypów. Przede wszystkim Kombi zakładaliśmy we czterech, nie w pojedynkę, jak krąży legenda. Jesteśmy współzałożycielami, żywymi. Janek Pluta, niestety, nie żyje, opuścił nas kilka lat temu. Nie może się w tej kwestii wypowiedzieć, ale no jednak, żeby był jakiś komplet na ten temat, to muszą być w tej chwili przynajmniej trzy opinie. Żeby można było wyrobić sobie jakieś zdanie. Natomiast sądzę, by skupiać się tylko na samym Kombi, to trochę mało. Sporo jest o O.N.A., trochę o Skawalkerze, o naszych początkach, o których w ogóle mało wiadomo. Chcieliśmy opowiedzieć, jak to było. Jesteśmy chłopakami z małego miasta, którzy przyjechali tutaj, marząc o jakiejkolwiek karierze. Wcale nie o wielkiej. Poszliśmy na studia, żeby się zaczepić w Trójmieście. No i gdzieś nam się to udało, chociaż bardzo nie lubimy tego słowa, bo udać coś się może raz. A nie taka kariera, która trwa już ponad czterdzieści lat. Takie rzeczy się nie udają. Muszą być jakieś składowe. Chociaż odrobina, a może więcej niż odrobina, talentu, trochę, a nawet bardzo dużo szczęścia i wyrzeczeń. Też o tym jest ta książka. Chciało by się napisać więcej, jest mnóstwo nieopowiedzianych kwestii. Jeśli to wydawnictwo osiągnie chociaż minimalny sukces, będziemy dążyć do tego, aby napisać część B tych "Królów życia".

Geneza tego tytułu jest oczywista. Ale czy wy się czujecie królami życia?

WT: Wiesz, czasami tak. Bo nie sposób zaprzeczać i zupełnie pomniejszać swoją rolę. Oczywiście, możemy być tu super skromni i powiedzieć, że się nie czujemy. Bo tak naprawdę nie ma takiej definicji. Co to znaczy być królem życia? Ale powiedzmy, że w naszej działce, muzyce, którą robimy w Polsce, czuliśmy się tymi królami. W momentach, kiedy wychodziły nam przeboje czy super płyty. Jak w momencie powrotu z Kombii, kiedy nie dawano nam żadnych szans na sukces, a płyta okazała się najlepiej sprzedającą się w 2004 roku. Wykosiliśmy wszystkich. To są te momenty, kiedy czujesz się tym królem życia. Nawet te bezwzględne liczby o tym świadczą. A poza tym, wiesz, żyjemy normalnie, jak wszyscy. I dzięki Bogu. Może to jest marne pocieszenie, bo na pewno wolelibyśmy mieć pieniądze i ten cały entourage jak Michael Jackson, Madonna i inne światowe gwiazdy, które mogą cierpieć na dużą popularność i żyć w enklawach, nie mogą się nigdzie spokojnie pojawić. I w tym momencie możemy być lekko zadowoleni, że nie mamy tego wszystkiego, z drugiej strony może byśmy się jeszcze bardziej poczuli królami życia, mając te parę miliardów dolarów na koncie (śmiech).

GS: Ja tylko mogę dodać, że to są chociażby te chwile, kiedy stajesz przed wielotysięcznym tłumem, jak kiedyś w Poznaniu, dla ponad stu tysięcy osób. Wtedy można się poczuć. Ale poza sceną, w życiu codziennym, nie dajmy się zwariować. Podlegamy tym wszystkim prawom, co każdy inny człowiek. Nasze życie nie jest szczególnie wyjątkowe. Nie różni się od tego prowadzonego przez innych żyjących na przeciętnie dobrym poziomie. Po prostu.

Spośród wielu wątków poruszanych w książce najbardziej zainteresował mnie chyba fragment o początkach. Moment, w którym przyjechaliście do Trójmiasta. I wybór studiów. To była pedagogika i hungarystyka.

GS: Ja zdawałem wcześniej na tę hungarystykę i się nie dostałem. Szczęśliwie w sumie, bo nasze drogi pewnie by się rozeszły.

WT: Mieszkałbyś w Budapeszcie!

GS: Tak, albo w Warszawie. Bo z Mławy było przecież bliżej tam niż do Gdańska. Ale w końcu ta pedagogika. W przypadku Waldka była to ucieczka przed wojskiem. W tamtych czasach armia była obowiązkowa. Ja za to miałem kategorię "D", w związku z czym nie podlegałem obowiązkowi. Nic mnie też tu nie ciągnęło tak naprawdę. Ale Waldek powiedział mi później, bo rozminęliśmy się rok w pójściu na uczelnię, że to bardzo ciekawe, humanistyczne, takie ogólnorozwojowe studia. I rzeczywiście. Teraz mogę to po latach stwierdzić, że absolutnie nie żałuję, bo wiedza, którą zdobyłem, przydała mi się w życiu. Studia były bardzo rozwijające. A chciałem studiować psychologię w ogóle. Jednak wtedy na uniwerku gdańskim nie było tego kierunku. Dopiero gdzieś po około dwóch latach powstał, ale już wtedy zaczęliśmy robić karierę, w związku z tym nie szalałem z przenoszeniem się na inny kierunek. Skończyliśmy studia z dobrymi ocenami i jesteśmy magistrami pedagogiki specjalnej.

Czyli gdyby kariera nie potoczyła się tak, jak sobie wymarzyliście, mieliście jakąś podkładkę.

WT: Wiesz, wtedy to była normalna sprawa i też nobilitacja, żeby skończyć wyższe studia. To były inne czasy. Jak się miało ten papier z uczelni, to już można było znaleźć jakąś państwową posadkę i się z niej utrzymać. Na pewno było to jakieś życiowe i ekonomiczne wyjście z sytuacji, z tym że, tak jak Grzegorz wcześniej powiedział, kierowały nami inne pobudki, żeby być na studiach.

Jeszcze jedna rzecz mnie zastanawia w kwestii waszej kariery. Nie jest to wcale takie popularne u muzyków. Większość zespołów, kiedy zmienia styl, eksperymentuje, robi to jednak w granicach swojej macierzystej formacji. Wy powoływaliście do życia nowe. Też jakby z przymusu w związku z historią z pierwszym Kombi. Nie baliście się, że się rozmienicie na drobne, popadniecie w zapomnienie? O.N.A. wprawdzie bardzo mocno wypaliło, jednak ryzyko było.

GS: Nigdy nie baliśmy się zmian czy rewolucji. To wychodziło od nas samych. Z pierwszego Kombi nie zostaliśmy wyrzuceni, tylko odeszliśmy sami. Chcieliśmy grać muzykę, która wtedy była nam bliższa. Myśmy wyrośli z rocka. Nasz pierwszy i drugi zespół - Kameleon i Horoskop - były hardrockowe. Dlatego to, co później graliśmy w Skawalker czy O.N.A. nie stanowiło dla nas problemu. Mieliśmy doskonałe podstawy i znajomość tego gatunku. Przyszło nam to łatwo. Zadałeś ciekawe pytanie, bo chyba faktycznie wymagało to odwagi od nas, bo się tak rzucaliśmy, ale zobacz... Praktycznie wszystko, za co się zabraliśmy, nawet ten powrót Kombii, jednak wyszło. Był to bez wątpienia sukces. Kto wie, może jeszcze z czymś wystrzelimy (śmiech). Jakoś specjalnie spokojnymi duszami nie jesteśmy.

Ale podobno też mocno rock'n'rollowego trybu życia nie prowadziliście. Staraliście się utrzymać trzeźwość umysłu.

WT: Zależy też, co rozumiemy pod tym pojęciem. Że co, zapić się jednego dnia i umrzeć? (śmiech)

GS: Chodzić wiecznie naćpanym czy nawalonym...

Dokładnie. Rozumiecie, o co mi chodzi. Nie spadaliście pijani ze sceny. Mieliście świadomość.

WT: Wiesz, wiedzieliśmy, że liczy się to, żeby grać. Lubimy to robić i to było dla nas priorytetem.

GS: Poza tym też nie należy zapominać, że wiele osób ma takie myślenie życzeniowe. Że jak ktoś jest idolem, podlega innym presjom czy naciskom. Ale też są przecież takie rzeczy, jak życie. Jesteśmy bardzo dumni z tego, że nie musieliśmy nigdy rezygnować z pracy jako muzycy. Do dzisiaj utrzymujemy się praktycznie z grania muzyki. Pojawiają się zarzuty, że jesteśmy komercyjni. Ale nawet Nirvana była komercyjna. Nie należy tych pojęć mylić, bo wszystko, co się sprzedaje, jest komercją. Stąd też nasze zmiany były świadomym wyborem. To nie było tak, że rzucaliśmy się z głową do pustego basenu.

Słuchajcie. Skąd wytrzasnęliście Agnieszkę Chylińską? Wy, muzycy już na porządnym dorobku i nagle pojawia się dziewczyna z gdańskiego VIII LO.

GS: To w sumie bardzo prosta historia. W życiu wieloma rzeczami rządzi przypadek, tutaj akurat bardzo szczęśliwy. Żyliśmy obok siebie w Sopocie. Jakieś trzysta metrów. Mijaliśmy się, nie wiedząc o sobie w ogóle, chociaż ona mówi, że wiedziała, kim jestem. Spotkaliśmy się na koncercie jej zespołu, półamatorskiego można powiedzieć, z którym występowała w Starogardzie Gdańskim. Graliśmy tam na dniach miasta, a oni byli jednym z supportów. No i usłyszeliśmy ten niesamowity głos. Zachwyciliśmy się. Nawiązaliśmy wstępny kontakt, ale do sprawy wróciliśmy dopiero po pół roku, w czasie robienia kolejnej płyty Skawalkera. I zaświtało nam, że może by ją odszukać. Tak zrobiliśmy i powstał zespół O.N.A. To było w ogóle śmieszne, bo nagrywaliśmy "Modlishkę" jako Skawalker. I dopiero po nagraniu materiału, podjęliśmy decyzję o tym, żeby nie obciążać tego nowego projektu tym, co graliśmy wcześniej, znanymi już nazwami. Usunęliśmy się lekko w cień, nie mieliśmy z tym żadnych problemów. Wiedzieliśmy, że podejmujemy ryzyko, bo mogło z tego nic nie wyjść. Okazało się, że podjęliśmy dobrą decyzję. I jesteśmy też z tego dumni, że był to bardzo ważny dla niej i dla nas etap.

Wiem, że muzycy strasznie nie lubią tego pytania. Ale ono samo się nasuwa w przypadkach osób, które osiągnęły sukces w kilku grupach. I teraz tak - może nie który jest ważniejszy, ale który z zespołów jest wam bliższy. Kombi czy O.N.A.?

WT: Nie chcemy tego dzielić. Te projekty różnią się od siebie, więc porównywanie mija się z celem. To, że my braliśmy w nich udział, jest jedyną rzeczą, która je łączy. I chyba dobrze się czujemy w obu. W ogóle we wszystkich zespołach, w których byliśmy. Zawsze było fajnie, tylko inaczej.

GS: Żeby zachować jakąś tam formę, bo jestem gitarzystą i w O.N.A. miałem wielką okazję się wyżyć na tym instrumencie. Dziś też nie odstawiam jej na bok i co jakiś czas wypuszczam coś solowego, jak "Me and my Guitar". Może to bardziej niszowe, ale spełniam się jako instrumentalista. Najzabawniejsze jest to, że na tej bardzo rockowej płycie grają wszyscy koledzy z obecnego Kombii. Dla nas więc wykonać kolejną woltę, to jest pstryknięcie palcami. Jesteśmy dosyć wszechstronni, poruszamy się w wielu gatunkach. Mogę dlatego tylko przytaknąć Waldkowi. Bo te wszystkie dzieci są poniekąd nasze. Nie chcielibyśmy żadnego wyróżniać. Każdy zespół miał swoje zalety, miał też pewnie parę wad. Nie ma ideałów.
Masz dla nas temat? Chcesz podzielić się swoimi spostrzeżeniami?
A może przeżyłe(a)ś ciekawą przygodę, odkryłe(a)ś nową trasę? Napisz do nas: rowery@trojmiasto.pl.

Opinie (177) ponad 20 zablokowanych

  • Czy Skawiński ma zeza?

    Bo ciągle chodzi w okularach

    • 8 2

  • to Skawiński i Łosowski mieli kiedyś włosy ? (1)

    • 2 1

    • mieli, a jakże :)

      Łosowski ogolił głowę dopiero podczas wyjazdu do Maroka w 1983 r., Skawiński po raz pierwszy zrobił to gdzieś w połowie lat 90.

      • 3 0

  • Ale ludzie macie ból d**y

    prawdziwe Kombi to te z lat 90tych, a nie obecne reaktywacje jednych i drugich. Rozeszli się dawno temu i Kombi przestało istnieć.

    • 4 3

  • Zabawne to jest (15)

    Od lat za każdym razem jak gdziekolwiek pojawia się jakiś artykuł o Kombii bojówkarze Łosowskiego skrzykują się i masowo wypisują te swoje głupoty-cięgle te same.

    Nawet Wikipedię zafałszowali-bo tam jest jak byk napisane że Kombi powstało w 1969 roku bylby tylko umniejszyć rolę Tkaczyka i Skawińskiego i udowodnić że byli oni jedynie jednymi z wielu muzyków Kombi poprzez umieszczenie tam jako byłych członków Kombi tabunów muzyków Akcentów. A przecież nawet sam Łosowski obchodził w 2016 40 lecie zespołu.

    Zrozumcie w końcu że Skawiński Tkaczyk to zbyt wielkie osobowości , zbyt dobrzy muzycy i zbyt dobrzy twórcy aby siedzieć całe życie pod kapciem Łosowskiego który ma jakiegoś fioła na punkcie słowa "Lider".

    Z drugiej strony mieli zbyt wielki wkład artystyczny w Kombi aby oczekiwać że zupełnie z tego zrezygnują tym bardziej że są autorami znacznej części materiału.

    Tak więc kontynuują to co kiedyś wspólnie z Łosowskim osiągneli pod nazwą sugerującą nawiązanie ale jednak dającą wyraźnie do zrozumienia że nie jest to ten sam zespól. Na koncertach ponad 90% materiału stanowią ich autorskie kompozycje, grają tylko 2 numery Łosowskiego.

    Pod każdym artykułem od lat te same kłamstwa i przeinaczenia wypisywane przez tych samych ludzi. Taki muzyczny PiS.

    • 6 12

    • (11)

      W Wikipedii jest napisane, że zespół na początku nazywał się Akcenty, a w 1976 r. zmienił nazwę na Kombi. Nikt nie każe Skawińskiemu i Tkaczykowi grać całe życie z Łosowskim ani nikt im nie zabrania wykonywania piosenek Kombi (niektóre grali także w czasach Skawalkera), ale mogliby to robić pod własnymi nazwiskami lub nowym szyldem, a nie pod nazwą łudząco podobną (a fonetycznie de facto identyczną) do zespołu, w który mieli wprawdzie duży wkład i grali w nim bardzo długo, ale - tak jak stwierdzili kiedyś w książce o O.N.A. - jedynie wykonywali to, co chciał prawdziwy lider zespołu, którym był Łosowski.

      • 4 1

      • Nieprawda (10)

        Kombi (nazwa stylizowana: KOMBI) – polski zespół muzyczny, założony w 1969 roku przez Sławomira Łosowskiego, występujący początkowo pod nazwą Akcenty, a po jej zmianie w 1976 roku jako Kombi

        To jest totalne kłamstwo.
        Kombi zostało założone w 1976 roku i muzycznie nie miało nic wspólnego z Akcentami.To nie była tylko zmiana nazwy na bardziej chwytliwą-po prostu powstał zupełnie nowy zespół grający zupełnie inny styl muzyki.

        Sam Łosowski obchodził w zeszłym roku 40 lecie Kombi-a sekciarze na Wikipedii piszą że Kombi (nazwa stylizowana: KOMBI) – polski zespół muzyczny, założony w 1969 roku

        Zrobili to tylko po to aby umniejszyć wkład Tkaczyka i Skawińskiego bo wychodzi na to że byli oni zaledwie dwójką spośród 18 byłych muzyków Kombi mimo że zdecydowana większość z pozostałej 16 to członkowie Akcentów.

        Łosowski może i ma prawo do nazwy ale jego Kombi to zwykła podróba. Nie ma oryginalnego wokalisty, nie ma oryginalnego basisty, nie ma nawet w instrumentarium gitary elektrycznej która była zawsze w czasie 16 lat formalnego istnienia zespołu.

        Oczywiście zespół Skawińskiego i Tkaczyka to też podróba żeby nie było-bo nie ma w nim charakterystycznego brzmienia klawiszy Łosowskiego. Tylko oni przynajmniej nie udają już sama nazwa wskazuje że to podróba, ewentualnie zespół inspirowany tym co się działo w latach 1976-1992.

        Być może gdyby Łosowski zrozumiał w 2003 roku że ma do czynienia z wielkimi osobowościami i kapitalnymi muzykami z wielkim dorobkiem a nie muzykami sesyjnymi którzy zagrają jak on każe i zaproponował reaktywacje na zasadach partnerskich a nie dalej gadał o liderowaniu może doszłoby do reaktywacji w oryginalnym składzie. Natomiast jak to było to można przeczytać w książce.

        Ok napisałem prawdę a teraz dyżurni sekciarze mogą brać się do minusowania:-)

        • 1 5

        • (7)

          minusowany fotis ty tutaj? :)

          • 3 0

          • (6)

            na to wygląda

            • 1 0

            • (5)

              W 75 roku Łoś rozstal sie ze swoja sekcja rytmiczna. Oni chciali gral jazz a on muzyke rockowa. Najpierw przyjal Sentowskiego spiewajacego basiste, nastepnie bebniarza Plute. W tym samym roku ten basista odszedl bo chcial grac bluesa. Łoś przyjal Tkaczyka a ten polecil Skawinskiego. Zespol mial tez akustyka szkolnego kolege Łosia pana Adamowicza i Szymanskiego z PG ktory budowal naglosnienie. W tym tez roku Łoś nawiazal wspolprace z agencja artystyczna ktora przelozyla sie na koncerty. Łoś postanowil zmieniec nazwe swojego zespolu. Zmiana nazwy wygladala tak ze w audycji na zywo w Radiu Gdansk zespol zagral jako Akcenty a na bis jako Kombi. Zmieniono li tylko nazwe a nie stan faktyczny zespolu. Nie powolano nowego zespolu bo zespol istnial od 69 roku.

              • 5 0

              • (1)

                W audycji Bałtyckie Forum Muzyczne w Radiu Gdańsk, 4 lipca 1976r.

                • 4 0

              • można gdzieś tego posłuchać?

                • 1 0

              • To dlaczego w zeszłym roku nie mieliśmy koncertu 47 lecia? (2)

                Dlaczego w 1991 roku w operze był koncert 15lecia a nie 22 lecia?
                Dlaczego wydany w 1986 roku album nazywa sie 10 Years The Best Of a nie 17 Years The Best Of?

                Kłamiecie sekciarze i tyle byleby tylko poniżyć Skawińskiego i Tkaczyka.

                • 0 5

              • No właśnie, dlaczego Skawiński i Tkaczyk świętowali 40, a nie 47 lat wspólnego grania ;).

                • 3 0

              • 1986 czyli 10 lat od zmiany nazwy z Akcenty na Kombi; 1991 czyli 15 lat od zmiany nazwy z Akcenty na Kombi; założenie zespołu 1969; zmiana nazwy z Akcenty na Kombi 1976.

                • 3 0

        • a propos gitary (1)

          Na płycie "Nowy album" są partie gitarowe Jacka Gawłowskiego i Wiktora Tatarka (chociaż podobnie jak bas trochę za mało wyeksponowane, nie licząc solówki w końcowym utworze instrumentalnym), ten drugi zagrał też gościnnie na koncercie 40-lecia.

          • 2 0

          • Na Nowym Albumie w 7 z 10 kawałków jest gitara. Mówił o tym Sławek na spotkaniu w Galerii Bałtyckiej.

            • 3 0

    • Dziwne ze wszyscy ludzie blisko zwiazani z zespolem, managerowie, producenci, akustycy itd potwierdzaja wersje Łosowskiego.
      Pojdz do nich i powiedz ze pan tu nie stal. Sam lider Łosowski podkresla na kazdym kroku ze Skawinski i Tkaczyk mieli duzy wklad w sukcesy Kombi. Nikt nie umniejsza ich pracy i nikt nie zakazuje im grac. Ale podszywanie sie pod legalnie dzialajacy zespol to cios ponizej pasa o tym mowia chorem ci w/w zwiazani blisko z zespolem. Zapytaj ich. A na wiki jest napisane - polski zespół muzyczny, założony w 1969 roku przez Sławomira Łosowskiego, występujący początkowo pod nazwą Akcenty, a po jej zmianie w 1976 roku jako Kombi. W początkowym okresie działalności wykonywał muzykę z pogranicza stylów jazz-rock, fussion, rock. W końcu lat 70. kojarzony był jako sztandarowy zespół Muzyki Młodej Generacji. Od początku lat 80. ukształtował się znany do dzisiaj styl Kombi, charakteryzujący się wiodącą rolą instrumentów klawiszowych.- itd

      • 5 0

    • No nie grają tylko 2 kawałków

      Łosowskiego. Przeżyj dobrze koncerty na TY. Grają czasem instrumentalne Łosowskiego, Za Ciosem Cios też grali.

      • 3 0

    • Misiu patysiu

      Chyba ty się skrzykujesz sam ze sobą i ciągle wypisujesz te same żałosne brednie. Teraz doszło, że wikipedię ktoś zafałszował, weź poczytaj sobie do poduszki regulamin wikipedii i zawarte w nim konsekwencje jeśli ktoś zamieści tam nieprawdę :) Przyswajaj wiedzę, a nie bzdury Tkaczyka i Skawińskiego :)

      • 4 0

  • Słucham czasami pana Skawińskiego z radio (2)

    Taką audycja Gitarowe granie, czy jakoś podobnie. I od dawna zachodzę w głowę, jak człowiek z taką wrażliwością muzyczną może później bez żenady nagrywać i przedstawiać takie polo-polo, i słuchać swojego śpiewu, tych tandetnych melodii i płaskiej muzyki jaką sam tworzy?

    • 12 3

    • (1)

      Sam jestes tandetny i płaski nazywając takie piosenki jak "pokolenie " polo-polo ...nic nie kumasz

      • 1 5

      • Przecież to jest stokroć bliższe muzycznej dawce Martyniuków w Polsacie niż porządnej gitarowej muzyce. Żałosnego wokalu bez skali przez listość nie wspomnę.

        • 4 1

  • Duet Pinokio & Pinokio

    Panom Skawińskiemu i Tkaczykowi zaczęły rosnąć nosy od tych kłamstw, niedługo zmienią nazwę na Pinokio & Pinokio.

    • 10 2

  • Kombiiiiiii ...- jako ten kawalek czerwonego sukna......

    kazdy ciagnie w swoja strone -tak wyglada polska rzeczywistość

    • 0 2

  • Panom (3)

    z Kombii najlepiej by pasowało, aby Łosowski w ogóle się nie pojawił na muzycznej scenie, tym bardziej z szyldem swojego zespołu, tak jak to było dotychczas.Był przez nich niemal wymazany z historii zespołu, był ,,tylko " klawiszowcem w ich zespole , a teraz śmie cokolwiek się wychylać, i nie daj Boże jeszcze uszczknie coś z ich tortu, który nota bene sam też wypiekał.Ten numer nie przejdzie, Panowie. Za dużo ludzi wie jak było. Na starość będziecie znani z wojenki z Łosowskim I wulgaryzmów wobec fanów KOMBI, a nie dokonań muzycznych. Zastanówcie się , czy warto ? Choć dla kasy niektórzy mogą zrobić wszystko .

    • 6 4

    • (2)

      Raz go nawet wymazali dosłownie z opublikowanego na FB zdjęcia z koncertu w Sztokholmie, na którym wystąpili jako grupa akompaniująca Niemenowi (początek lat 80.).

      • 4 0

      • To se nie wrati (1)

        To już przesada,mogą się ròżnić ale muszą się szanować,pomyślmy gdyby grali razem to te stare herbatniki by wymiatały,bo to dobrzy muzycy,ale topór wojenny nie zakopany.Pan Łosowski pochował małżonkę,to też pewnie jest bardziej dostępny,a za opiekę nad chorą żoną przez 25 lat ogromny szacunek.

        • 5 0

        • Królowie tylko zbłaźnili się tą ksiazką

          • 4 0

  • Kombi i Kombii

    Po pierwsze KOMBII , nie gra z playbacku , orientacja ludzi nie ma nic wspólnego z muzyką,
    Jest w nazwie różnica i wcale KOMBII nie musi iść tą samą drogą muzyczna i stylem co Kombi.
    Jakie 40 lecie obchodzi Kombi skoro dużo lat Łosowski nie występował na scenie , był po prostu nieobecny w muzyce. Skawiński i Tkaczyk odnosili w tym czasie sukcesy i byli widoczni na scenie.
    Niestety Łosowski ich nie dogoni już , jest za późno. Najlepszy czas minął.
    A KOMBII jeszcze pociągną siłą rozpędu.....

    • 1 5

  • Skawiński...

    Jest dobrym wokalistą , przedewszystkim czysto śpiewa ma dobrą emisję głosu.
    Umiejętności na gitarze ma wspaniałe , zwłaszcza granie legatem. Kompozycje pomysłowe
    i nie przeładowane dźwiękami.

    • 1 4

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

7 km dla rowerów
7 km dla rowerów
dni otwarte
paź 23
sobota, g. 12:00
Gdańsk

Znajdź trasę rowerową

Ogłoszenia polecane

Forum