wydarzenia - imprezy i szkolenia

+ dodaj

Forum rowery

wiadomości

podziel się na Facebooku dodaj kanał RSS prześlij artykuł drukuj artykuł

Rowerem po hiszpańskiej wyspie Fuerteventura

fot. Carlos

Czy podróż poślubna oznacza szlaban na rower? Bynajmniej! Mimo, że daleko od domu i własnych maszyn, postanowiliśmy wybrać się na rowerową przejażdżkę po wyspie Fuerteventura, na której to wygrzewaliśmy się podczas naszego "miodowego wypoczynku". Dla niewtajemniczonych Fuerteventura, to hiszpańska wyspa położona we wschodniej części archipelagu Wysp Kanaryjskich, na Oceanie Atlantyckim, nieopodal północno-zachodnich wybrzeży Afryki. Razem z wyspami Lanzarote i Gran Canaria tworzy prowincję Las Palmas.



Na wyspie jest wiele miejsc wartych zobaczenia. Nie można pominąć półwyspu Jandia, stanowiącego plażę długą na 30 kilometrów i szeroką na 10, oraz jednej z najbardziej urokliwych osad na wyspie - Betancurii. To miasteczko zbudowane na małym wulkanie. Przez długi czas było stolicą wyspy, lecz straciło swe prawa ze względu na brak żyznej gleby. Obecnie mieści się w nim siedziba biskupów. Słynie także z Casa Santa Maria - pięknie odrestaurowanej posiadłości wiejskiej z XVII wieku, gdzie miejscowi artyści rękodzielnicy prezentują swoje prace. Po wyjeździe z Betancurii warto udać się do niewielkiej miejscowości o nazwie Antigua, gdzie znajduje się El Molino - najstarszy, odrestaurowany młyn na Fuerteventurze. Inne, godne uwagi obiekty to XVIII - wieczny kościół o fasadzie w stylu azteckim w miejscowości Paraja, wytwórnię preparatów aloesowych w Tiscamanita czy Centro de Arte w La Oliva.

fot. Carlos


Fuerteventura to raj nie tylko dla miłośników turystyki poznawczej. Przepiękne plaże przyciągają zwolenników sportów wodnych, głównie surfingu i windsurfingu, a wiatry uwierzcie bardziej sprzyjają właśnie sportom wodnym niż "rowerowaniu".

Wspomnienia z wycieczki rowerowej:
Chcąc poznać wyspę i nie koniecznie turlać się lokalnymi autobusami, czy wypożyczonym samochodem postanowiliśmy poszukać na miejscu jakiejś wypożyczalni rowerów. W końcu w przewodniku o niej wspomniano. Faktycznie takową znaleźliśmy jednak jej asortyment nie był zachwycający. Na stanie zastaliśmy podstawowe "górale" firmy Trek, które właściciel wychwalał podkreślając nazwę marki tak jakby miało to jakiś magiczny wymiar. No, ale mogło być gorzej, w końcu nie był to jakiś "makrokesz".

Jeśli chodzi o szlaki turystyczne pod kątem wypadów pieszych czy rowerowych, to takowych na wyspie nie znajdziecie. Jednak zaopatrując się w lokalnej informacji turystycznej w podstawową mapę drogową, spokojnie, bez stresu można jeździć rowerem "drogami głównymi", na których ruch samochodowy i tak jest niewielki. Najlepsze jednak są boczne drogi szutrowe póki nie wieje wiatr sypiąc piaskiem w oczy. Na bocznych drogach odnieśliśmy wrażenie jakby zatrzymał się czas. Cisza i jeszcze raz cisza. Słychać jedynie naturę: szumiące morze, gwiżdżący wiatr i odgłosy różnych zwierząt, które zaciekawione wizytą obcych, podglądały któż to bez zaproszenia wdarł się na ich teren.

fot. Carlos


Sporo dróg wspina się na tutejsze wzniesienia, z których rozpościerają się przepiękne widoki na turkusowe wody oceanu. Najwyższe, nieopodal miejscowości Cofete, na które mieliśmy okazję się wspiąć liczyło ponad 800 m n.p.m. Łatwo nie było, porywisty wiatr hulający w dolinach dawał nam ostro popalić. Miejscami zmuszeni byliśmy rowery pchać, a sypiący prosto w oczy piasek skutecznie zniechęcał do jazdy. Jednak dla tych widoków warto było tego wysiłku.

Nasza wycieczka rowerowa często wzbudzała niemałą sensację szczególnie wśród turystów zmotoryzowanych, którzy widząc jak "tańczymy na wietrze", zatrzymywali się oferując nam pomoc. Poruszając się zaś po drogach uczęszczanych przez auta, czuliśmy się naprawdę bezpiecznie. Tu kierowcy bardzo przestrzegają przepisów i jeżdżą ostrożnie, a rowerzystów wyprzedzają zjeżdżając na środek jezdni. Nie to co u nas spychając ich do rowu lub trąbiąc "bo panisko jedzie".

fot. Carlos


Wyspa, na której spędziliśmy nasz urlop zafascynowała nas cudnymi krajobrazami białych wydm i niekończących się plaż, obmywanych turkusowymi wodami Atlantyku. Mimo, iż Fuerteventura położona jest aż 100 km od wybrzeży Afryki niektórzy nazywają ją "kawałkiem Sahary przeniesionym w wody oceanu". Nie tylko ze względu na ciągnące się kilometrami plaże z białym, saharyjskim piaskiem, ale i na północno afrykańską architekturę. Wioski i miasta to najczęściej skupiska budowanych z betonu, bielonych domów o płaskich dachach. Budynki zachowały się jeszcze z czasów kolonialnych. To jednak nie one są największą atrakcją wyspy. Ta hiszpańska wyspa ma ponad 20 milionów lat historii. Jej plaże nawiedzali niegdyś piraci i poszukiwacze przygód. Obecnie to jedna z najspokojniejszych wysp archipelagu. Wydaje się, że czas się tu zatrzymał. Życie płynie spokojnie, bez pośpiechu, wręcz sielankowo. Zwłaszcza w środkowej części Fuerteventury, gdzie na każdym kroku można spotkać pasterzy wypasających stada kóz. Nie raz spotykaliśmy je podczas spacerów czy naszej wycieczki rowerowej po wyspie.

Mapka wyspy; kliknij by powiększyć.
Mapka wyspy; kliknij by powiększyć.


Autor: Karol Stachura
Co Cię gryzie - artykuł czytelnika to rubryka redagowana przez czytelników, zawierająca ich spostrzeżenia na temat otaczającej nas trójmiejskiej rzeczywistości. Wbrew nazwie nie wszystkie refleksje mają charakter narzekania. Jeśli coś cię gryzie opisz to i zobacz co inni myślą o sprawie.
Dodaj zdjęcie do artykułu
Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Tytuł:
Treść:
Autor:
E-mail (opcjonalny):
Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Opinie (razem: 45)

Dodaj opinię

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.