Dołącz do ludzi pozytywnie zakręconych!
stat

Wzgórza Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego, ed.1

Na górze przejechaliśmy koło masztu radiowego, i pomalutku skierowaliśmy się na poligon, gdzie duża ilość piachu nie wszystkim się spodobała ;-) Za poligonem skoczyliśmy na niebieski szlak, który prowadził wzdłuż rzeczki. Tak już bywa na naszych rajdach, że atmosfera jest bardzo wesoła. Pierwsze powody do śmiechu dał nam Frans, który w wiadomy tylko dla niego sposób zażył kąpieli. Wyglądał naprawdę imponująco w sam raz na nasz deptak nadmorski ;-) Po tych przebojach ruszyliśmy dalej kierując się w stronę Matemblewa, gdzie miał na nas czekać kolega. Kolegi nie było, był natomiast ..... ksiądz "gaduła", któremu bardzo spodobała się nasza wizyta. Po wymianie telefonów ;-) zrobieniu paru fotek ruszyliśmy ku dosyć długiemu podjazdowi, dzięki któremu dostaliśmy się w okolice Matarnii. Tutaj zboczyliśmy trochę ze szlaku i leśnymi duktami, zahaczając o Dolinę Radości zjechaliśmy w okolice oliwskiego zoo.



Kolejnym celem było zdobycie wieży widokowej "Pachołek", na którą wdrapaliśmy się od ulicy Tatrzańskiej. W tym celu musieliśmy przedostać się na drugą stronę ulicy. Niby to jest banalna operacja, a jednak wyszło to różnie... Jedni pojechali przejściem dla pieszych, drudzy ulicą , a trzeci (sztuk raz) pojechał ... No właśnie Klepi musisz powiedzieć jak to jest jechać na czołówkę z osobowym samochodem ;-) Musimy tę sferę rajdów bardziej dopracować. Wjazd odbył się w miarę spokojny. Każdy śmigał swoim tempem. Gratulacje dla pierwszej osoby. Ma u mnie zimne piwko ;-) Okazało się, że teoretycznie wjazd na Pachołek jest niemożliwy, w praktyce było już trochę inaczej, chyba dobrze wiesz o czym pisze Wieśku ;-) W czasie małego postoju mogliśmy podziwiać Państwową Straż Pożarną na ćwiczeniach ze wspinaczki. Chłopaki robili to naprawdę z klasą. Były fotki, batoniki, izostarki ;-) , ale dość tej sielankowej atmosfery czas ruszać dalej.



Wskoczyliśmy na szlak zielony, który przez pierwszą cześć zaserwował nam całkiem przyjemny zjazd. A jak jest zjazd to musi być później ..... ten był naprawdę ostry. Na górze jednak czekał na nas fajny widoczek, który w pewnym stopniu rekompensował włożony wysiłek. Przez kolejną chwilę "na zielonym" wiało nudą czyt. było płasko, aż do momentu kiedy szlak gwałtownie skręcił w prawo. Zrobiło się ciasno, szybko, niektórym gotowały się tarcze ;-) W takich powietrznych klimatach dotarliśmy do Sopotu a dokładnie na ulice Reja. Widok asfaltu mnie przeraża (sorki Maciek J ) wiec szybko skręciliśmy w prawo na "czarny", który jak to czarny nie mógł inaczej biec jak pod górkę.



Łysa Szkapa (Góra) była już bardzo blisko, zaplanowaliśmy tam mały postój wiec w miarę szybko tam dotarliśmy. Tu nastąpił dalszy ciąg sielanki z małym wyjątkiem. Michał, ze względu na swój rower nie można go pomylić z kimś innym dał nam się pobawić jego maszyną. Ale mieliśmy radochę. Jazda czymś takim jest zupełnie inna. No i te pytanko ??? Czy ten zaworek nie będzie uderzał o ramę. Odpowiedź brzmi : NIE ) W sumie na rowerze za 10 tyś. zł, chyba ktoś o tym pomyślał ;).



Ruszyliśmy dalej w stronę Wielkiej Gwiazdy, później leśnymi duktami i kawałkiem szosy dojechaliśmy do Gołębiewa. Od tego miejsca poruszaliśmy się żółtym szlakiem, który zaprowadził nas do Źródła Marii. Tutaj mięliśmy trochę dłuższy przystanek ze względu na kapcia jednego z naszych kolegów. Niebo się trochę zachmurzyło i zaczęło kropić. Po 20 minutach ruszyliśmy do przodu. Tym razem szlak zafundował nam za zupełną darmochę "malutki" podjeździk na którym można było wypluć płuca. Później było już trochę lepiej. Teren stał się bardziej płaski, jednak żeby nie było za nudno zaczęło lać. Małe, chwilowe urwanie chmury. Postanowiliśmy się schować w ... no właśnie w czym??? To coś, przypominało mi garaż, tylko, że bez drzwi wejściowych ;-) A teraz mały konkurs . Pamiętacie w jakiej cenie była ta kapusta w tych skrzynkach ??? Za prawidłową odpowiedź , zimne piwko stawiam ;-)



Słońce nas dziś jednak bardziej nas kochało od deszczu, dlatego po 12 minutach mogliśmy sobie śmigać dalej. Na horyzoncie ukazał nam się już maszt. Pozostało około 1 km pod górę, jednak nikogo to nie martwiło. Przyszedł ten moment, w którym mogę napisać Góra "DONAS" należała ;-) Część z Was już ją widziała, a dla tych, którzy "pierwszy raz" mogli ją zobaczyć jest mi miło, że pomogłem naprowadzić ;-) Jako, że Polska to kraj, w którym nie kradnie się rowerów i można je spokojnie pozostawić bez opieki, podzieliliśmy się na dwie grupy. Malutki niepokój wywołała duża chmura, która z zawrotną prędkością kierowała się w stronę masztu radiowego. W takim układzie 160 schodów do góry trzeba było pokonać w trybie double play ;-) Parę fotek, oglądanie widoczków i w .... krzaki. Zaczęło tak padać, wiec postanowiliśmy pójść na grzyby do lasu ;-) Wracając do rajdu, w tym momencie dla paru osób rajd się skończył bo odbili w stronę Gdyni, ale nie wszyscy. Żywy żwawo zasuwał z nami do końca, a mieszka w końcu na Obłużu.


Dalej, szutrami skierowaliśmy się w stronę masztu w Chwaszczynie. Od tego momentu trasa zrobiła się bardziej szeroka i płaska. Nad Jeziorkiem Wysokim spotkaliśmy chłopaka, który próbował się popluskać. Sądząc po jego sinych ustach nie było to przyjemne ;-) W sielankowej atmosferze dotarliśmy w okolice Pomorskiego Centrum Handlowego. Tutaj nasza trasa została trochę zmodyfikowana. Postanowiliśmy zobaczyć jeszcze Diabelski Kamień, do którego od Owczarni zaprowadził nas Frans. Kamień jak kamień, ale śpiąca sowa była super ;-) Chyba ją obudziliśmy troszkę, ale była bardzo fajna. Pierwszy raz widziałem sowę na wolności. Od tego momentu w naszych brzuchach nastąpiła wielka pustka i pomalutku zaczęliśmy myśleć już o kiełbaskach pieczonych nad ogniskiem, które to zaplanowaliśmy zrobić na zakończenie rajdu. Czekał nas tylko jeszcze podjazd Doliną Radości, przecięcie ulicy Słowackiego i już było widać poligon. Cześć z nas pojechała po kiełbaski, druga natomiast szukała drewna i delektowała się widokiem dwóch pięknych kobiet, które przyszły odwiedzić swoich rycerzy ;-)


Krzysiek, i tym razem nas nie zawiódł, wpierw załatwił Kiełbaski, później rozpalił ogień... to nic, że drewno było na wpół mokre. Adam natomiast zrobił nam niespodziankę stawiając tym co pozostali na rajdzie po browarku ;-) Po godzince rajd oficjalnie się zakończył i każdy udał się w stronę swojej osady ;-)



Dziękuje Krzyśkowi za pomoc na trasie, który tym razem pełnił funkcje zamykającego nasz 23-osobowy peleton. Reszcie dziękuje za tak liczną obecność. Adamowi, zaś wielkie dzięki za końcowe zakupy, które po dość męczącym wysiłku orzeźwiły stawiając ciało i ducha na nogi! Tym razem zwracam się do płci silnej: Panowie! swoim udziałem stworzyliście naprawdę sympatyczce widowisko. Proszę przeprosić matki, żony i kochanki jeśli byliście za długo ;-)

Zrobiliśmy około 68 km w niecałe 6 godzin ;-)



Organizatorzy: Grupa Rowerowa Trójmiasto (gr3miasto@gmail.com)
Przeczytaj o nas na podstronie www.rowery.trojmiasto.pl/grt/

Organizator główny rajdu: Kuba "Kubańczyk" Barański
Zdjęcia: Krzysztof "Frans" Kochanowicz



P.S. Jeżeli chcecie poznać fajne towarzystwo, a przy tym aktywnie spędzać wolny czas - dołączcie się do nas. Piszcie na adres e-mailowy powyżej a gwarantujemy, że odpowiemy na każdy Wasz mail.

Do zobaczenia na trasie !

Opinie (28)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.