Dołącz do ludzi pozytywnie zakręconych!
stat

Wysoczyzna Elbląska i jej jesienne uroki

Godzina 4:30 rano. Wyje budzik, najpierw jeden, a dwie minuty później włącza się muza na całą parę. Otwieram oczy, ledwo co zwalam się z łóżka. Tak zaczyna się "piękny" niedzielny poranek, dzień, w którym prawie wszyscy odpoczywają grzejąc się w domach ;-) Ale dla tych, którzy zdecydowali się na rajd z Grupą Rowerową Trójmiasto, poranek ten wygląda nieco inaczej. Tym bardziej, iż za oknem leje jak z cebra i w żadnym stopniu pogoda ta nie zachęca do czegokolwiek. Ale dla mnie nie ma pogody, w której nie wybrałbym się na rower, czy wędrówkę pieszą. Jeśli są chęci, to pogoda staje się tylko tłem, do którego z łatwością można się przyzwyczaić!

Kilkanaście minut później wyjeżdżam z domu, by przed 5:30 spotkać się z resztą ekipy. Na podwórzu jeszcze ciemno i głucho, wszyscy smacznie śpią! W tym samym czasie przed klatką spotykam mojego brata wracającego z imprezy, który nie może pojąć mojego hobby ;-) Na zbiórkę oprócz mnie z naszej kadry przybywają Maciek i Robert oraz 5-ciu innych kolegów, tak więc ostatecznie do Elbląga ruszamy 8-mio osobową grupą.



Podróż pociągiem, przy dobrym rannym humorze mija dość szybko, a co najlepsze - zaczyna się wypogadzać. Przez cały czas jest szarawo, bo w końcu dzień dopiero co budzi się ze snu, ale co dla nas najważniejsze, w końcu przestaje padać! No i znowu prognozy się nie sprawdzają ;-) Lepiej dla nas... W Elblągu, z tego co wiedzieliśmy wcześniej miał na pewno na nas czekać Darecki i Arek. Ilu innych chętnych miało być ze strony Elbląga nie wiedzieliśmy. Godzina 7:30 docieramy do stacji, ale okazuje się, że na peronie czeka na nas tylko najbardziej wytrwały, czyli Darek! No cóż pewnie, tak samo Elblążan jak naszych wystraszyła pogoda ;-) a szkoda niech żałują, bo rajd był naprawdę extra!



Po omówieniu wraz z Darkiem propozycji naszej trasy, przekazałem mu pałeczkę prowadzącego peleton. W końcu jest w swoich stronach i okolice te zna jak własną kieszeń. Na małą rozgrzewkę Darek zabrał nas na przejażdżkę po centrum. Zobaczyliśmy m.in. wznoszący się nad miastem Kościół św.Mikołaja i ładne kamieniczki Starego Miasta nad rzeką Elbląg. Ostatnim zabytkiem, który mijaliśmy i który utkwił mi w pamięci był XIII-wieczny gotycki kościół, w którym obecnie znajduje się Centrum Sztuki nazwana Galeria EL.



Kolejnym punktem naszego zwiedzania miał być zespół pałacowo-parkowy w Zajeździe. Dlatego to właśnie tam się skierowaliśmy. Dojazd od drogi do "pałacu" był naprawdę przepiękny. Wąska, brukowana alejka zatopiona wśród wysokich, bujnych w jesienne kolory drzew nas oczarowała. Inaczej było z pałacem, który okazał się niszczejącą ruderą. Byliśmy naprawdę zdegustowani, dlatego też nie zagościliśmy tam zbyt długo. Nie chcąc marnować cennego czasu ruszyliśmy dalej. Tu odbiliśmy nieco z zaplanowanej trasy, gdyż Darek zaproponował nam zobaczenie ładnie położonego punktu widokowego nad Jeziorem Martwym. Nie wahaliśmy się, kilka km w tą czy w tamtą nas nie zbawi, a warto zobaczyć coś, co na pewno jest godne uwagi... i nie żałujemy, miejsce naprawdę było przepiękne.



Dalej ruszyliśmy w stronę Próchnika, gdzie zatrzymaliśmy się przy jednym z domów podcieniowych. Tu stał tylko jeden, ale kilka kilometrów dalej we wsi Łącze domów tych była cała masa oraz pozostałości, albo też podstawa, wiatraka typu holender. Hmmm... na pierwszy rzut oka wiatrak ten wyglądał jak jakiś ceglany kopiec lub szeroki komin. Z Łącza pojechaliśmy nad Zalew Wiślany. Z drogi tej rozpościerały się naprawdę przepiękne widoki ...i te kolorowe drzewa, które swą urodą zapierały dech w piersiach! Od Suchacza do praktycznie aż do Kadyn jechaliśmy jak nie bitą drogą gruntową to wyłożonymi kaflami wzdłuż linii kolejowej, mijając po drodze dwie cegielnie.



W Kadynach zatrzymaliśmy się dłużej, wpierw przy ponad 700-letnim ogromnym dębie im. Jana Bażyńskiego, który zrobił na nas ogromne wrażenie. Nie na co dzień spotyka się tak piękne drzewa. To liczy 25 metrów wysokości i 10 w obwodzie! Maleństwo prawda? Od pomnika przyrody wspięliśmy się na górę, gdzie wznosi się zespół klasztorny oo. Franciszkanów. Powiem szczerze, że budynek godny rzucenia okiem. To nie koniec atrakcji Kadyn! Na sam koniec, czyli na deser, zostawiliśmy sobie XVIII-wieczny zespół pałacowy, który niejednego by zachwycił. Niegdyś była to letnia rezydencja cesarza Wilhelma II, dziś mieści się tu słynna stadnina koni, piękny hotel oraz stylowa restauracja. Kilka kilometrów za Kadynami odwiedziliśmy inną znaną wieś rybacką nad Zalewem Wiślanym - Tolkmicko. Lecz, nie zrobiło na nas takiego wrażenia jak Kadyny, czy cegielnie w okolicach Suchacza, dlatego też ruszyliśmy nad Zalew Wiślany by przedostać się na czerwony szlak, którym to zamierzaliśmy dostać się na Święty Kamień.



Trochę czasu minęło zanim tam dotarliśmy. Początkowo szlak ten jest całkiem szeroki i przejezdny, ale czym bliżej zalewu, tym stawał się podmokły i bagnisty, ale co to dla nas! Dla chcącego nic trudnego! Skoro deszcz nam rajdu nie zepsuł, to takie błotko miałoby w czymś przeszkodzić, eeeeeee ;-) Trochę jazdy przez krzaki, trochę po torach, w końcu dotarliśmy do kamienia. Święty Kamień leży 30 metrów od brzegu wyłaniając się z morskich fal. Głaz ten, prawdopodobnie narzutowy, liczy sobie 14 m w obwodzie, a wysokości 3m, lecz do połowy pogrążony jest w wodzie, także mnie tylko trochę przerastał ;-) Podobno dawnym Prusom kamień służył za ołtarz ofiarny, co jest dość dziwne, gdyż dostać się do niego można tylko z wielkim trudem. No nic, w każdym razie my tam dotarliśmy i nawet postanowiliśmy na niego sobie wejść ;-)

Ze Świętego Kamienia, po raz kolejny ruszyliśmy czerwonym szlakiem, tym razem w stronę naszego punktu docelowego, czyli Fromborka! Ojojoj! Tu był prawdziwy hardcore. Szlak prowadził przez podmokłe pola, a maź błota miejscami sięgała pół metra głębokości. To była jazda na maxa ... nie jeden zasmakował aromatu wiejskiego błota ;-) ... po kilku km jednak udało nam się z tego wydostać. Wyglądaliśmy jak gliniane lepianki i to nawet nie w połowie drogi ... co niektórzy próbowali myć się w przydrożnych kałużach, inni doszli do wniosku, że jak wyschnie samo odpadnie ;-) Przed samym Fromborkiem odłączył się nasz elbląski kolega - Darek. Dalej ruszyliśmy sami, ruszyliśmy w nieznane i można powiedzieć, że już od Fromborka zaczął się hardcore, jeszcze lepszy od tego wcześniejszego ;-) ale o tym później... na razie kilka słów o Fromborku.



We Fromborku zrobiliśmy sobie dłuższa przerwę na mały posiłek. Miejscem naszego postoju był dziedziniec katedralny, najczęściej odwiedzany przez turystów. Frombork to miasto leżące nad Zalewem Wiślanym na pograniczu Równiny Warmińskiej i Wybrzeża Staropruskiego pomiędzy dolinami Narusy i Baudy. To również miasto Mikołaja Kopernika. Tutaj uczony spędził większość swojego życia, pisząc wiekopomne dzieło "De rewolutionibus"; tu również zmarł. Dziś można zobaczyć po nim muzeum składające się z kilku obiektów: Pałacu Biskupów, Wieży Dzwonnej, Wieży Kopernika i Muzeum Dawnej Medycyny. My niestety nie mieliśmy zbyt dużo czasu na zwiedzanie ani muzeum ani katedry. Poza tym nie wypadało nam wchodzić podczas mszy upapranym po same kaski w błocie ;-)



Z Fromborka wybraliśmy drogę "na skróty". Pewnie latem jest ona przejezdna i malownicza, w sam raz na rajdy rowerowe. Ale jesienią, wydaje mi się, że nawet pod zawody motocrossowe była by za ostra! Początkowo wszystko było tak jak powinno. Wąska droga asfaltowa wiodła wśród malowniczych lasów i pól uprawnych. Gdzieniegdzie wyłaniały się wiejskie chałupy ... prawdziwa sielanka. Tak było aż do wsi Krzywiec. Później dostaliśmy trochę po garach, gdyż droga zarosła krzakami i praktycznie rowery musieliśmy nieść na plecach, ale to niecałe 2 kilometry. Dało się przeżyć ;-)



Prawdziwy hardcore zaczął się za Włóczyską. Na wybranie drogi okrężnej było już za późno, gdyż mieliśmy niecałe 2 godziny do pociągu do Gdańska, a droga okrężna, była za ...za bardzo okrężna ;-) dlatego też zmuszeni byliśmy przedrzeć się tym, co na nas czyhało. Co najlepsze na mapie droga ta oznaczona była w taki sam sposób jak wcześniejsza asfaltówka ;-) (pozdrowienia dla wydawcy tej mapy!) Początkowo zaczął się las. Fakt, ciężko było przejechać, gdyż pod liśćmi (nie liściami) kryło się dość głębokie, czarne i śmierdzące błoto. Brrrrr ... Ale później ... później droga się urwała ... a przed naszymi oczami ukazała się ... rzeka ;-) Innej drogi nie było ! Po drugiej stronie rzeki ewidentnie ciąg dalszy drogi... Co robić? Mostu nie ma, innej drogi też nie? No to co? Wpław? Chyba tylko to zostało! No i na kogo przypada sprawdzanie gruntu? Oczywiście na mnie!... bo to ja jestem prowadzącym rajd. No to plum... Na szczęście okazało się, że rzeka nie jest tak głęboka ;-) ... do połowy uda - dało się przeżyć ;-) Co niektórzy próbowali przejść gdzieś bokiem, co im też się udawało, ale jak dla mnie ... przechodzenie po śliskim pniu drzewa w spd`ach, źle się kojarzy ;-) No ale w końcu po 1,5 km doszliśmy do celu ! Tych 1,5 km chyba nigdy nie zapomnimy! Panowie mam nadzieję, że po tych przygodach wybierzecie się jeszcze raz z GRT na wspólny rajd ??? . (nie), tak myślałem :-)



W końcu, po całej mordędze wyjechaliśmy na normalną drogę. Przeprawa przez błoto kosztowała nas prawie godzinę! Ale udało się. Do pociągu została nam godzina, obawialiśmy się, że możemy nie zdążyć! Do Elbląga zostało 19 km, najgorsze było to, że byliśmy już totalnie wykończeni, a na niekorzyść wiatr wiał prosto w twarz. Żeby zdążyć musieliśmy cisnąć ile sił w nogach. Tam gdzie mogliśmy jechaliśmy ok. 20 km/h, z górki ile wlezie ;-) I tak dotarliśmy ! Zdążyliśmy - na minuty przed odjazdem! Co za fart!

W pociągu jak zwykle było wesoło i dość głośno, radośnie wspominaliśmy te ostatnie kilometry naszego rajdu! W powietrzu unosił się "piękny zapach" cuchnących wiejskim błotem ciuchów... Jedynie Jarek przygotowany był tak jak prawdziwy rajdowiec, zabierając ze sobą skarpetki i gacie na zmianę ;-) ... ale co my tam przeżyliśmy zanim on to ściągnął, ... lepiej nie pytajcie! Aż w oczy szczypało! Wcale się nie dziwię, że łzawiłem przez następne dwa dni ;-) Do Gdańska zajechaliśmy dość wcześnie, ok.18.30. Byliśmy wykończeni. Nie jednemu śniła się gorąca kąpiel i cieplutka kolacyjka ;-)

Mam nadzieję, że podobnie jak ja bawiliście się dobrze! Wszelkie ewentualne skargi proszę kierować do mojego zastępcy - Kuby. Najwyżej zostanę zwolniony z tej funkcji, hi, hi, hi ;-) Jeśli rajd wam się spodobał zrobimy pewnie niedługo następny ;-) ale może bez błotnistych harców? Tego dnia zrobiliśmy trochę ponad 100 km.

Średnia prędkość całej trasy: 16,8 km/h
Prędkość na szosie: 25-28 km/h
Prędkość maksymalna: 58 km/h
Czas jazdy: niecałe 8 godzin.

Podziękowania:
-Dziękuję przede wszystkim Darkowi (ESR), który prowadził całą pierwszą część rajdu! Dziękuję Tobie Darku za poświęcenie, mam nadzieję, że będziemy mieli jeszcze okazję się spotkać, na niejednym wspólnym rajdzie! Mam nadzieję, że Elblążan tym razem stawi się więcej ;-)
-Prócz tego dziękuję również ekipie stałych bywalców oraz osobom, które były z nami pierwszy raz za pomoc w opanowaniu peletonu oraz świetną zabawę!

Organizatorzy :
Grupa Rowerowa Trójmiasto
(e-mail : gr3miasto@gmail.com)
Organizator główny:
Krzysztof Kochanowicz

P.S. Jeżeli chcecie poznać fajne towarzystwo, a przy tym aktywnie spędzać wolny czas, dołączcie się do nas. Piszcie na adres e-mailowy powyżej, a gwarantujemy, że odpowiemy na każdy Wasz mail.

O tej porze roku skupimy się głównie na wyprawach typowo technicznych, czyli dość trudnych. Rejon być może jeszcze raz Wysoczyzna Elbląska oraz Kaszuby. Może jak będzie cieplej zorganizujemy jakiś Totalny Light, ale o wszystkim będziecie na bieżąco powiadamiani. Do zobaczenia na trasie!

-Informacje możecie też zdobyć zaglądając na stronę www.rowery.trojmiasto.pl w tabeli spotkań trójmiejskich rowerzystów!

Opinie (10) 2 zablokowane

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.