Dołącz do ludzi pozytywnie zakręconych!
stat

Wycieczka nad Jezioro Osowskie

Na początek trochę wzgórz morenowych Trójmiejskiego PK...
Na początek trochę wzgórz morenowych Trójmiejskiego PK... fot.RwM

Zwykle, gdy jest już na tyle ciepło by móc poleżeć do góry brzuchem i odsapnąć po całym tygodniu pracy w zacisznym miejscu, najczęściej gdzieś nad wodą, wybieramy się na tzw. piknikowe wypady rowerowe. Najbliższym jeziorem dla trójmiasta jest Jezioro Osowskie leżące na granicy miasta Gdańska i Chwaszczyna.



Wycieczki podobne tak ta, charakteryzują się zwykle spokojną trasą, niewielkim dystansem oraz prędkością, z którą większość rowerzystów jest w stanie sobie spokojnie poradzić. Wypady takie oczywiście nie organizujemy co weekend, a co jakiś czas. Najczęściej na rozpoczęcie czy zakończenie sezonu, albo wtedy gdy po prostu się nic nie chce, poza krótkim wypadem nad jezioro, czy nad morze by poleżeć na plaży czy popluskać się w wodzie. Wspólna zabawa, rozmowy to zawsze okazja by poznać nowych ludzi. Tak też było i tym razem.

Wrażenia wycieczki:

W sobotę, 24 kwietnia, jedni wybrali się na maraton, inni, podobnie jak prawie 40 entuzjastów naszej propozycji wolało spokojny wypad nad jedno z kaszubskich jezior, nieopodal naszej aglomeracji. Na prośbę piątkowych imprezowiczów wystartowaliśmy nieco później, czyli o godzinie 11.15, co by nie trzeba było zrywać się z łóżka o porze "piania kogutów";) Godzina ta z pewnością pozwoliła wyspać się wszystkim "nocnym Markom" i parkietowym "kręcinogom", którzy zarwali noc poprzedzającą nasz wypad.

Jako, że za każdym razem staramy się wybierać inne miejsce naszego pikniku, to miejsc nieopodal Trójmiasta, gdzie swobodnie i bez większego ryzyka moglibyśmy rozpalić ognisko pozostało niewiele. Ostatnie najbliższe jeziorko, nad którym nas jeszcze nie było pozostało jezioro Osowskie, leżące nieopodal Chwaszczyna. I jako, że tereny te zna najlepiej nasz główny prowadzący, to jemu przypadło zająć się ułożeniem trasy. Pomysł oczywiście to jedno, a poprowadzenie to drugie.

Jak było pod górę,tak i z góry, bo ile można podjeżdżać ;)
Jak było pod górę,tak i z góry, bo ile można podjeżdżać ;) fot.RwM


Trasa nie była zbyt wymagająca, ale nie zabrakło też podjazdów, które mieliśmy do pokonania w pierwszej części wycieczki, czyli na "dzień dobry". Jakby nie patrzeć naszą trójmiejską aglomerację otaczają wzgórza morenowe i chcąc nie chcąc by wydostać się z miasta w stronę Kaszub, trzeba się przez te wzniesienia przebić. Dlatego na rozgrzewkę z Oliwy udaliśmy się w kierunku Wzgórza Pachołek na którego ponad 100 metrowym szczecie wznosi się wieża widokowa. Ten podjazd zapewne niektórym dał trochę w kość, jednak po tej ostrej kilkuminutowej rozgrzewce nastąpiła przerwa. Chętni mieli możliwość wejścia na platformę widokową, z której przy pięknej pogodzie, takiej jak w dniu naszej wycieczki widoki były przecudne. Następnie, gdy serduszka przestały już tak mocno cykać, udaliśmy się w głąb lasu korzystając z rowerowego szlaku Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego (oznaczonym kolorem niebieskim), którym dotarliśmy na koronę lasu, czyli na tzw."Drogę Nadleśniczych". Dalej mijając Borodziej dojechaliśmy do Długiej Linii, czyli leśnej drogi asfaltowej, którą z kolei dotarliśmy do Leśniczówki Gołębiewo. Za leśniczówką w celu urozmaicenia nieco trasy znowu wskoczyliśmy nieco w teren i korzystając tym razem z  pieszego szlaku Trójmiejskiego udaliśmy się w kierunku gdyńskiej dzielnicy Wielki Kack i nieopodal leżącego magicznego miejsca - Źródła Marii. Tu nastąpił kolejny odpoczynek; Ci, którzy byli bardzo spragnieni, mogli napić się wody ze źródełka, orzeźwiając i ciało i ducha. Tu też mieliśmy nieco dłuższy postój niż to było w planie, a to z powodu jednego z uczestników, który podobno dość często "gdzieś się gubi", a najdziwniejsze jest to, że zawsze samotnie? Hmmm,... i pomimo, wszelkich starań i nawoływań jak w harcerstwie czy nawet pomiarów GPS'owych nie udało nam się go namierzyć. Ot, technika! Ale dobrze, że ostatecznie wszystko dobrze się skończyło i nasz przedsezonowy grzybiarz się odnalazł (w prawdzie nieco później, ale lepiej późno niż wcale)

KLIKNIJ i zobacz trasę
KLIKNIJ i zobacz trasę opr.GRT


Ze Źródła Marii ruszyliśmy z powrotem w kierunku Gdańska i krążąc duktami tutejszych lasów wyjechaliśmy w dzielnicy Osowa. Z Osowy do Chwaszczyna i miejsca naszego pikniku mieliśmy niespełna 5 km, jednak zanim tam dotarliśmy udaliśmy się na małe zakupy, co by przy ognisku nie siedzieć o "suchej gębie".

Na miejscu zaś czekało na nas już kilka osób, które niestety nie miało możliwości tego dnia wspólnie z nami popedałować, ale bardzo nam było miło, że mogły dołączyć i wspólnie spędzić dalszą część dnia. Ognisko i pogaduchy trwały aż do późnego popołudnia. Jedni byli tylko chwilę inni wylegiwali się na słonku, aż nie zaszło za horyzontem. Niektórzy po odpoczynku udali się prosto do domu, inni postanowili "dokręcić" trochę km co by zwiększyć dystans przynajmniej do 3 cyfr. W każdym razie mamy nadzieję, że Ci którzy uczestniczyli w naszym wypadzie byli zadowoleni i pokuszą się o kolejne wypady z naszymi grupami.

Dziękujemy wszystkim za świetny wypad i dobrą zabawę. Do następnego!

Relacja pochodzi ze strony Grupy Rowerowej 3miasto.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (8)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.