Dołącz do ludzi pozytywnie zakręconych!
stat

Ujście rzeki Pasłęki; wycieczka z Elbląga

Na Placu Jagiellończyka pojawiło się siedemnastu bikerów, którzy nie wystraszyli się ołowianych chmur, za to uwierzyli w optymistyczną prognozę pogody. Z tej grupy trzech pasjonatów przyjechało z Trójmiasta, z czego jeden o własnych siłach - rowerem! Już w momencie naszego startu miał 80 km na liczniku. Można powiedzieć, że jedyny z grupy przeprowadził porządną rozgrzewkę. Poczekaliśmy tradycyjnie pięć minut na spóźnialskich i po zrobieniu fotek ruszyliśmy. Już na starcie zmodyfikowałem nieco trasę tak, by jechać wyłącznie asfaltem z uwagi na wcześniejsze, wielodniowe opady deszczu.

By wydostać się z Elbląga udaliśmy się ulicami Królewiecką i Fromborską, po czym skierowaliśmy się do Jeleniej Doliny, gdzie urządziliśmy pierwszy krótki postój. W Ogrodnikach część grupy gnana wiatrem i nie znając trasy pojechała w kierunku Zajączkowa. Szybkie telefony zawróciły ich na właściwy szlak. Z Milejewa pojechaliśmy w kierunki tzw. "berlinki". Jak wiadomo jest ona obecnie jednym, wielkim i bardzo długim placem budowy, jednakże w niedzielę panował tam całkowity spokój. Jadąc to lewą, to prawą stroną dojechaliśmy do Wierzna Wlk. Po drodze zaliczyliśmy przecudnej urody zjazd,
który w połączeniu z nową nawierzchnią oraz wiatrem w plecy spowodował osiągnięcie prędkości 50 km/h bez pedałowania. Niektórzy z nas, dokręcając, jechali tam nawet chyba siedemdziesiątką. Przed zjazdem do Chruściela zatrzymaliśmy się w kultowym sklepo-barze, który bardzo ciepło wspominamy od czasu wycieczki do Grzechotek. Droga od "berlinki" do Chruściela jest w tak makabrycznym stanie, że kierowca przygodnego busa wolał jechać za nami, niż ryzykować wyprzedzanie na dziurawej, nierównej, popękanej i miejscami kamienistej drodze.

W Chruścielu łagodnym zjazdem skierowaliśmy się nad Jezioro Pierzchalskie. A tam czekała na nas niemiła niespodzianka :-( Polana na którą w latach poprzednich co roku jeździliśmy na tradycyjną majówkę obecnie została ogrodzona, a przy wjeździe stoi budka, w której pobierają opłaty za wjazd na jej teren. Z buta czy rowerem, przyjemność ta kosztuje 1 zł Żeby chociaż na tej polanie coś było wartego wydania tej złotówki. Krótki odpoczynek zrobiliśmy zatem przed sznurkiem blokującym wjazd, gdyż pilnujący nie zgodził się na wjazd "za free" nawet na kilka minut.

Po uzupełnieniu utraconych elektrolitów pojechaliśmy w dalszą drogę kierując się na Czosnkowo i Bemowiznę. Do tej pory wiatr mieliśmy sprzyjający, ale z kilometrem na kilometr zaczęło się to zmieniać. Niektórzy przekonali się o tym dość mocno. W efekcie grupa rozciągnęła się i potworzyły się grupki. Przed Braniewem wszyscy zrobiliśmy fotki na wiadukcie nad linią kolejową, którą akurat jechał jeden z dwóch pozostałych na tej linii pociągów pasażerskich relacji Kaliningrad-Gdynia. Co za szczęście :-) W Braniewie grupa stanowiła już monolit, co zmieniło się zaraz po wyjeździe na otwartą przestrzeń. 7 km z Braniewa do Nowej Pasłęki to było prawdziwe zmaganie się z wichurą. Najlepsze jednak było dopiero przed nami...

W Nowej Pasłęce daliśmy porządnie zarobić miejscowemu sklepowi spożywczemu po czym pojechaliśmy na trawiastą plażę nad Zalew. Plaża była opanowana przez windsurferów, którym silny wiatr nie tylko nie przeszkadzał, ale wręcz cieszył. Wszystko jest względne ;-). My ustawiliśmy nasze rowery po zawietrznej i oddaliśmy się błogiemu nicnierobieniu, tzn. rozmowach, dzwonieniu, jedzeniu, piciu i wykonywaniu wielu innych niezbędnych życiowo czynności.

Ponieważ jednak wszystko ma swój koniec, tak więc nadszedł czas na podniesienie grupy i ruszenie w kierunku nieodległego Fromborka. Jadąc Nadzalewową Trasą Rowerową R-64, której odcinek prowadzi po betonowych płytach walczyliśmy z porywistym wiatrem. O jego sile niech świadczy fakt, że osiągnięcie prędkości 15 km graniczyło z cudem. Ponieważ jednak wszystko co niewygodne nie trwa wiecznie, tak i my po wjechaniu pomiędzy drzewa mogliśmy jechać dużo spokojniej. Szlak prowadził wzdłuż Baudy i wkrótce dojechaliśmy do głównej drogi Braniewo - Elbląg.

We Fromborku nadszedł czas na nieco konkretniejsze wypełnienie naszych żołądków, bo ile można jeść banany, batony, cukierki i inne dziwne ustrojstwa? Bardziej ambitni zamówili rybki, mniej zamożni gyrosy i hamburgery. Na lody jakoś chętnych nie było. Po obiadku wjechaliśmy na wzgórze katedralne, pstrykając zdjęcia i kontemplując piękno katedry i wieży. Zaraz potem skierowaliśmy się do Pogrodzia, gdzie dwóch umęczonych bikerów pojechało najkrótszą droga do Elbląga, my zaś zjechaliśmy do Tolkmicka. Niestety z powodu mokrego asfaltu oraz nasion lipy zjazd był bardzo śliski i nie pozwolił cieszyć się szybkością.

Przez Tolkmicko przejechaliśmy nie zatrzymując się w Kadynach, ponieważ gdańszczanie spieszyli się na pociąg. Tylko oni oraz Mariusz i ja zdecydowaliśmy się jechać pod górę. Większość wybrała spokojniejszą trasę wzdłuż torów. Walcząc z morderczym podjazdem za Suchaczem pokonaliśmy go i dojechaliśmy do Nadbrzeża, a dalej przez Rubno dojechaliśmy do Elbląga, w którym byliśmy o godzinie 17 z minutami.

Łączny dystans wycieczki wyniósł 130 km, które przejechaliśmy w czasie 6 godzin ze średnią 21 km/h. Dziękując wszystkim za wspólne pedałowanie zapraszam już niebawem na kolejne.

Organizatorzy: Klub Neksus & GRTrójmiasto
Autor relacji: Marek Kamn (Klub Neksus, Elbląg)
Zdjęcia: Dariusz Korsak / Krzysztof Kochanowicz (GRT)

Opinie (6) 3 zablokowane

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.