Dołącz do ludzi pozytywnie zakręconych!
stat

Szlak Ziemi Tczewskiej im. Romana Klima

Szlak miejscami był ciężko przejezdny, miejscami też po prostu "znikał".
Szlak miejscami był ciężko przejezdny, miejscami też po prostu "znikał". Frans [GRT]

W sobotę 19 lipca zorganizowaliśmy rajd szlakiem Ziemi Tczewskiej im. Romana Klima z Tczewa do Małej Karczmy. Deszczowa aura oraz słabe miejscami oznaczenia szlaku sprawiły, że jego zdobycie smakowało jeszcze wyborniej.



Zbiórkę wyznaczyłem na godzinę 8 przed dworcem PKP w Tczewie, zatem dla osób dojeżdżających z Gdańska oznaczało to wczesną pobudkę oraz wyjazd pociągiem SKM z Gdańska o godzinie 7.12 w sobotę. Wyprawa w nieznane przyciągnęła 7 osób: trzy osoby z GRT: Krzysiek (Frans), Darek (Dopi)ja, jako główny organizator oraz Mirek, Tomek, KubaDarek. Zanim wyruszyliśmy na pieszy szlak oznaczony kolorem zielonym przedstawiłem uczestnikom rajdu krótką notę biograficzną patrona szlaku.

Szlak w większości wiedzie drogami polnymi i leśnymi
Szlak w większości wiedzie drogami polnymi i leśnymi Frans [GRT]


Otóż Roman Klim (1940-2000) był współtwórcą Muzeum WisłyTczewie, autorem licznych wystaw, promujących historię i kulturę miasta, któremu pośmiertnie przyznany został tytuł honorowego obywatela miasta Tczewa (2001). Był aktywnym działaczem Pomorza Gdańskiego, założył m.in. Muzeum Rybołówstwa na Helu. Był badaczem kultury mennonickiej, a na podstawie jego wędrówek powstało wiele przewodników regionu Pomorza.

Rajkowy; kościół z  XVIII wz kultowym zegarem słonecznym z 1676 r.
Rajkowy; kościół z XVIII wz kultowym zegarem słonecznym z 1676 r. Frans [GRT]


Dokładnie o godzinie 8.00 wyruszyliśmy spod dworca PKP w Tczewie aby po chwili opuścić miasto i udać się w kierunku Szpęgawy. Na skraju Tczewa natrafiliśmy na pierwsze utrudnienie jakim był brak oznaczeń szlaku. Za ogródkami działkowymi należy udać się w kierunku Szpęgawy polną drogą, a nie jak by się mogło wydawać drogą z płyt. Trudność w oznakowaniu można tłumaczyć brakiem słupów, kamieni i innych miejsc, na których można by takie oznaczenie umieścić. Po dojechaniu do Szpęgawy należy drogą dojazdową do autostrady nr 224 udać się w kierunku Stanisławia, a następnie odbić w lewo do Lubiszewa. W Lubiszewie rzuciliśmy okiem na kościół św. Trójcy z 1348 r. Niestety nie było nam dane obejrzeć go od wewnątrz ponieważ był zamknięty. Z opisów można jednak wywnioskować, że warto zapoznać się z barokowym jego wnętrzem, które kryje ambonę w kształcie łodzi, chrzcielnicę w kształcie wieloryba czy Tron Łaski z 1420 r.

Niektóre młode drzewa niczym pędzlem malowane
Niektóre młode drzewa niczym pędzlem malowane Frans [GRT]


Następnie udaliśmy się w kierunku Śliwin, gdzie szlak w pewnym momencie łączył się z żółtym szlakiem Kociewskim (Tczew-Czarna Woda). Przejeżdżając przez Śliwiny i dalej Rokitki warto zwrócić uwagę na jeziora Rokickie, jak również cały kompleks jezior, które cieszą oko turystów i stanowią miejsce wypoczynku wielu z nich. W Śliwinach na skrzyżowaniu obok figurki skręciliśmy w prawo w kierunku lasu aby po 2,5 km dotrzeć do Waćmierka. Jadąc leśnymi duktami należy mieć oczy szeroko otwarte aby nie przegapić znajdującego się na kamieniu oznaczenia szlaku: "ostry skręt w prawo". Na szczęście skręcamy... zaraz po wyjeździe z lasu przy ogrodzonym płotem polu i drogą polną udajemy się w kierunku Waćmierza. Po ok. 2 km dojeżdżamy do skrzyżowania, które zdążyłem wcześniej przetestować. Brak oznaczenia tym razem wynika z faktu, że jeden z prywatnych właścicieli ziemskich zbudował wysoki na 2 metry płot, który zakrył słup ze znajdującym się na nim oznaczeniem szlaku zielonego. Skręcamy zatem w prawo. Ulicami Waćmierza udajemy się w kierunku wsi Brzuśce. Nie dojeżdżamy jednak do samych Brzuśc gdyż wcześniej skręcamy w prawo, do nadleśnictwa Bukowiec. Po ok. 2km znajdujemy leśniczówkę, przy której robimy sobie krótką przerwę. Utrzymujemy bowiem całkiem dobre tempo jak na szlak pieszy, wiodący drogami leśnymi - 25km/h i taki też dystans w ciągu godziny pokonaliśmy (1/4 szlaku w godzinę).

Neoklacystyczny pałac biskupi i ogrodzie tuż za bazyliką katedralną w Pelplinie
Neoklacystyczny pałac biskupi i ogrodzie tuż za bazyliką katedralną w Pelplinie Frans [GRT]


Jadąc szlakiem w kierunku wsi Rajkowy należy uważać aby nie przeoczyć ostrego zakrętu w lewo. Jadąc bowiem prosto natrafimy na nową autostradę A1, co udało nam się sprawdzić. We wsi Rajkowy oglądamy zabytkowy kościół z początków XVIII w. z zabytkową rzeźbą Madonny z dzieciątkiem oraz kultowym zegarem słonecznym z czerwonego piaskowca z 1676 r. W Rajkowach odbijamy w prawo w kierunku Pelplina (droga nr 230) aby po chwili skręcić w lewo w leśne gaje i równolegle do rzeki Wierzycy (nie mylić z Wieżycą) osiągnąć kolejny cel. W Pelplinie udaliśmy się pod bazylikę katedralną jednak wielu z nas przy okazji wcześniejszych wycieczek rowerowych miało okazję zapoznać się bogactwem jej wnętrza oraz ogromem konstrukcji. Dlatego nie tracąc czasu udaliśmy się do mniej znanego a w większości przypadku w ogóle ogrodu seminaryjnego, znajdującego się za bazyliką i seminarium. Ogród robi duże wrażenie. Piękne krzewy, kolorowe kwiaty, aranżacja i pomysł na przejścia, ronda kwiatów, przepływająca tamtędy Wierzyca oraz neoklacystyczny pałac biskupi cieszyły oko. Nieopodal para młoda wybrała sobie na sesję zdjęciową okolice parku. Dla osób mających więcej czasu wolnego polecamy także muzeum diecezjalne vis a vis parku, w którym można podziwiać krucyfiksy, figury Madonn i świętych. W Pelplinie uzupełniliśmy również zapasy na dalszą drogę i mijając wzgórze św. Pawła ruszyliśmy w kierunku Mysinka.

Zanim jednak do niego dojechaliśmy deszcz przechrzcił mocno nas i nasze rowery. Po blisko godzinie jazdy w deszczu postanowiliśmy się schować pod dachem szopy, znajdującej się na terenie dworku w Mysinku. Właściciel jednak nie był gościnny i przepędził nas na tą psią pogodę. Swoją drogą, dworek w Mysincu nie zrobił na nas takiego wrażenia jak ten w Lipiej Górze ale o tym za chwilę. Po ponad godzinnej ulewie deszcz ustąpił. Warunki pogodowe zmyliły naszą czujność i orientację w terenie, w wyniku czego zamiast podążać wzdłuż autostrady A1, znaleźliśmy się obok drogi nr 222. Dlatego wybierając się na ten szlak warto poza mapą i opisem zabrać ze sobą kompas i inne urządzenia nawigacyjne, bo jak już wcześniej zaznaczyłem, w lesie brakuje oznaczeń szlaku. Blisko godzinę trwało poszukiwanie właściwej drogi oraz powrót na szlak. Jadąc zgodnie z oznaczeniami minęliśmy Grabowiec aby po 3km dojechać do nowej autostrady A1. W tym momencie ponownie lunął deszcz, do którego dołączyły burze. Na wysokości Nowej Cerkwi zirytowani pogodą oraz słabymi oznaczeniami szlaku wskoczyliśmy na nową, zamkniętą jeszcze dla ruchu samochodowego autostradę A1. Wcześniej schroniliśmy się pod mostem w nadziei, że przestanie padać, jednak grubo się pomyliliśmy. Zjeżdżając drogą błotną z A1 Kuba, Tomek,Krzysiek wywrócili kozła, na szczęście... rowerom nic się nie stało;) Gdy deszcz ustał zjechaliśmy z A1 w Kierwałdzie, gdzie udaliśmy się w kierunku Lipiej Góry, która znajdowała się na zielonym szlaku.

XIX wieczny dworek w Lipiej Górze i jego przesympatyczni właściciele
XIX wieczny dworek w Lipiej Górze i jego przesympatyczni właściciele Frans [GRT]


Kiedy mając w pamięci gościnność właściciela dworku z Mysinca, Darek ze strachem w oczach zapukał do dworku z pytaniem: czy możemy obejrzeć budynek, wszystkim nam kamień spadł z serca. Właściciele nie tylko opowiedzieli nam historię dworku, ale także oprowadzili nas po ogrodzie oraz wnętrzu tego XIX-wiecznego majątku. Nie będziemy Wam jej tu przedstawiać. Chcecie dowiedzieć się więcej, sami udajcie się w to godne odwiedzenia miejsce.

W Lipiej Górze zgodnie już ze szlakiem udaliśmy się w kierunku Wyrębów Wielkich mijając linię kolejową Tczew-Bydgoszcz. Po drodze minęliśmy również dworek, pełniący obecnie funkcję Domu Pomocy Społecznej. Docierając do Smarzewa i mając ponad 90 km łącznego dystansu na liczniku, postanowiliśmy odpuścić sobie ostatnie 5 km szlaku, który i tak szedł w niewiadomo jakim kierunku. Wg mapy z tego roku kierował się on zupełnie inaczej niż w opisie, a na koniec pojawił nam się przy stacji PKP w Smętowie, powalając nas z nóg. Dlatego nie tracąc już czasu daliśmy sobie spokój z jego szukaniem.
Przejechany dystans: 95km



Podsumowanie:
Mimo kapryśnej pogody oraz słabego miejscami oznakowania szlaku nikt z nas nie narzekał na warunki pogodowe i natury niezależnej od organizatorów. Z resztą jak Krzysiek to zawsze powtarza: "pogoda na rower morze być dobra, albo bardzo dobra";) Duża dawka ruchu oraz świeżego, zdrowego powietrza, a przede wszystkim dobra zabawa zrekompensowały nam z nawiązką nie zawsze sprzyjające warunki. W końcu sport to zdrowie;) Dziękuję wszystkim uczestnikom rajdu za udział w zdobyciu kolejnego już szlaku ziemi kociewskiej. Dziękuję też Krzyśkowi za pomoc w nawigacji. Do zobaczenia na kolejnym rajdzie!

Kliknij na mapę a obejrzysz przebieg szlaku

Opinie (12) 2 zablokowane

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.