Dołącz do ludzi pozytywnie zakręconych!
stat

Szlak Wyspy Sobieszewskiej

zielony szlak Wyspy Sobieszewskiej, to jeden z najłatwiejszych szlaków w Trójmieście
zielony szlak Wyspy Sobieszewskiej, to jeden z najłatwiejszych szlaków w Trójmieście Aneta Brzozowska

Zielony szlak pieszy Wyspy Sobieszewskiej zaczyna się w miejscu, które zapewne zna każdy rowerzysta odwiedzający "bursztynową wyspę", tzn. przy skrzyżowaniu tuż za mostem pontonowym. Chcociaż jest to szlak pieszy można go swobodnie przejechać na rowerze. Prawie przez cała swoją długość - 10,2 km, prowadzi przez las, bardzo blisko morza. Szlak kończy się w Świbnie. Opis szlaku w trzecg słowach: krótki, łatwy i przyjemny.



Nasza wycieczka, zorganizowana 7 września była drugą próbą przejechania tego szlaku. Pierwsza zakończyła się niepowodzeniem, to jednak nie szlak nas wtedy pokonał a brak chętnych do wybrania się ze mną na rajd. Zły omen? Chyba jednak nie, gdyż tym razem znalazło się aż siedmioro niestrudzonych, nie mających nic lepszego do roboty w sobotę rano.

Paulina i jej "przyjaciółka" mapa ;)
Paulina i jej "przyjaciółka" mapa ;) Andrzej Chyliński
Sam szlak wymagający nie jest, jednak trzeba się jeszcze było do niego dostać z Gdańska - a to zadanie jak się okazało wymagało...wyrozumiałości. Wspólnymi siłami czyli dzięki dobrej pamięci kolegi Marcina udało nam się odnaleźć waściwą drogę na wyspę, omijając na szczęście główne trajektorie Gdańska. Pojechaliśmy wzdłuż wału Wisły, przez OlszynkęPrzejazdowo.

Na wyspie pozostało nam jedynie odnaleźć początek szlaku a potem już miało być z górki: wystarczyło mieć oczy szeroko otwarte na oznakowania. Szlak odnalazł nas sam: zaczyna się w miejscu, w którym zrobiliśmy pierwszy postój na uzupełnienie zapasów żywnościowych.

Z początku szło gładko. Po ok. 50m od startu szlak skręca w las i dalej prowadzi przeuroczą ścieżyną wśród przyrody. Nie dla każdego niestety było aż tak uroczo, jednakże Gosia pomimo roweru trekingowego dzielnie podążała z nami. Szczerze mówiąc większość szlaku jest po prostu "prosta" - nie ma najmniejszych problemów z rozenaniem, którędy należy jechać, toteż większych atrakcji poza posotojem na sesję fotograficzną oraz pomoc ekpiy technicznej (a żeby to chociaż pęknięta dętka była:P) nie było.

Pomimo, iż szlak jest pieszy; można go przejechać rowerem
Pomimo, iż szlak jest pieszy; można go przejechać rowerem Aneta Brzozowska / Andrzej Chyliński
W pewnym momencie szlak prowadzi prawie na plaże i biegnie równolegle do niej. Tu na moment się ze szlakiem rozminęliśmy - tak bardzo ciągnęło nas do morza, że pojechaliśmy ciut za daleko. Wszystko jednak zostało pod kontrolą i w odpowiednim momencie postanowiliśmy nasz utracony szlak odszukać. W nagrodę czekała nas mała premia górska.

Dalej znowu przez pewien czas szło łatwo...za łatwo - szlak znów był sprytniejszy i zniknął niepostrzeżenie - bynajmniej nie z powodu nieuwagi prowadzącej - na pewno w tym miejscu szlak był źle oznakowany. Nic to jednak, stracony kawałek szlaku zastąpiliśmy bardzo przyjemną ścieżką, rzadziej uczęszczaną przez piechurów, wprost przefajną ... przynajmniej do czasu aż zrobiła się wąska, kręta i stroma ;-) I tym razem również jednak udało nam się wrócić na wytyczoną trasę.

Na wysokości wejścia na plażę nr 2, tym razem naumyślnie, zboczyliśmy ze szlaku w kierunku plazy by zobaczyć Rezrwat Mewia Łacha. No cóż...niektórzy spodziewali się zobaczyć cos więcej niż kawałek plaży. Na półmetku naszej wycieczki zrobiliśmy dłuższy postój na posiłek, odpoczynek i kąpiel. Gdy już morsy się wytaplały ruszyliśmy w drogę powrotną by zdążyć na obiecany obiad.

... i tylko jedna "premia górska"
... i tylko jedna "premia górska" Aneta Brzozowska
Szlak zaprowadził nas do Świbna i tam się z nami "pożegnał". My udaliśmy się w strone Przegaliny, gdzie przy śluzie miała miejsce kolejna sesja fotograficzna. Stąd przez Sobieszewska PastwęSobieszewko, wzdłuż Martwej Wisły podążaliśmy z powrotem do mostu pontonowego. Droga była prosta i "szeroka" więc każdy mógł jechać swoim tempem. Dwóch kolegów chyba się bardzo na obiad spieszyło, gdyż zaraz po sesji poganli przodem i jak się miało potem okazać już ich więcej nie spotkaliśmy. Zgubić się raczej nie mogli, gdyż droga ta prowadziła w jedno tylko miejsce, więc wnisokuję, że szczęśliwie dotarli do domu - może nawet jeszcze na "lunch" przed obiadem. Inna zaś dwójka uczestników wybrała tempo zdecydowanie wolniejsze od pozostałych. Chociaż czekaliśmy na nich dłuższą chwilę przy moście, to się niestety nie doczekaliśmy, być może po prostu nie chcieli byśmy się ich doczekali...czyżby coś zaiskrzyło? ;)

W okrojonym więc składzie ruszyliśmy czym prędzej do domu, bo już nam zaczynało w brzuchach burczeć. W pobliżu marketu "Makro" znowu nas ubyło, gdyż koledze Andrzejowi głód doskwierał bardziej niż pozostałym, więc popędził siódemką zostawiając daleko w tyle turlające się samochody. My natomiast wróciliśmy skąd przyjechaliśmy tą samą drogą, by przy Urzędzie Wojewódzkim życzyć sobie smacznego i się pożegnać.

ps. Dziękuję wszystkim uczestnikom, za towarzystwo i pomoc w "działaniach z mapą". Zaś fotografom za ładniutkie ujęcia.

Opinie (10) 2 zablokowane

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.