Dołącz do ludzi pozytywnie zakręconych!
stat

Szlak Trójmiejski (niegdyś Wzgórzami Trójmiasta)

W sezonie poprzednim dwukrotnie byliśmy blisko jego ukończenia, jednak nigdy nie dobiliśmy do końca. Wcześniejsze próby pokazały nam jak wiele techniki nam jeszcze brakuje. Niby tylko 46 km, ale nie powiem, trasa wcale nie taka prosta. Szlak Trójmiejski przebiega w strefie krawędziowej Wysoczyzny Gdańskiej znajdującej się od zachodniej strony Trójmiasta. Ma on niezwykle urozmaiconą rzeźbę terenu, raz wspinając się na zapierające dech w piersi wzniesienia, raz stromo opadając do ich dolin. Już pierwszy podjazd daje nieźle w kość, a do Gdyni takich podjazdów jest cała masa. Na niektórych odcinkach rower trzeba dźwigać na barkach, gdyż ich pokonanie "na siodle" jest wręcz niemożliwe.

Pierwszymi śmiałkami naszej grupy, którzy zmierzyli się ze szlakiem oznaczonym żółtym kolorem byli Krzysiek i Wojtek, jednak ich "wycieczka" zakończyła się na półmetku. Wtedy Wojtek określił to bardzo ładnie: "Nie zawsze szlaki piesze nadają się na rower". Krzysiek zaś cały pogruchotany, po 10 dniach dochodzenia do siebie dodał: "... Fakt, szlak jest trudny, ale widziałem trudniejsze. Jest on do zrobienia, ale brakuje nam techniki". Nieco później, tuż po zimie na podbój trójmiejskich wzniesień udali się Kuba i Jarek. Jednak aura spłatała im figla i wygrała ten krwawy bój. Śliskie korzenie, masa błota, jazda zakończyła się po niespełna 15 km. Wcześniejsze próby pokonania tego szlaku pokazały, iż nie można lekceważyć przyrody. Nie w każdych warunkach pogodowych szlak ten jest przyjazny, zatem spokojnie poczekaliśmy do wiosny i do osuszenia się terenu. Drugim krokiem było jeszcze raz dokładne przestudiowanie mapy, na której Krzysiek naniósł odcinki szczególnie trudne, na których należy zachować szczególną ostrożność. Tym razem nie mogło już się nie udać, zbyt wiele nad tym siedzieliśmy by się poddać. Zatem zaryzykowaliśmy po raz trzeci, czyli jak w przysłowiu "do trzech razy sztuka".

O dziwo, pomimo naszej ostrzegawczej zapowiedzi na starcie stawiło się łącznie 10 osób: 9 panów i ku naszemu zaskoczeniu jedna przedstawicielka płci pięknej - Agnieszka. Ku mojemu zdziwieniu pojawił się również Krzysiek, który od kilku dni walczył z przeziębieniem. Zatem początek mieliśmy pewny, gdyż szlak nie był mu obcy, w przeciwieństwie do mnie, nowicjusza ;)

Przebieg szlaku w skrócie:

Gdańsk, Dworzec PKS - podnóża Góry Gradowej - Cmentarz francuski - Królewska Dolina - Jaśkowy Las - Sobótka - Jaśkowa Dolina - Dolne Migowo - Szlak "zwiniętych torów" - Las Brętowski - Dolina Strzyży - Leśniczówka Matemblewo - Złota Karczma - Szwedzka Grobla - Lasy Oliwskie (Droga Matarniańska, Węglowa - Wzniesienie Marii - Dolina Ewy) - Owczarnia - Osowa - Leśniczówka Gołębiewo - linia kolejowa Gdynia / Kościerzyna - Źródło Marii - Gdynia, Kacze Buki - ul.Chwaszczyńska - droga do Wiczlina - Góra Donas (205,6 m n.p.m.) - rz.Kacza - Krykulec - Cmentarz Witomiński - Działki Leśne- Gdynia, Dworzec PKP

Dystans: 45,9 km

Nasza przygoda ze szlakiem rozpoczęła się w Gdańsku przy ulicy 3 Maja, dokładnie tego samego dnia. Hmmm, czyżby miałby być to nasz szczęśliwy dzień? Spod dworca PKS ruszyliśmy żwawo ku Gradowej Górze, na której wznosi się potężny krzyż - pomnik, ustawiony tu z okazji dwutysiąclecia chrześcijaństwa i tysiąclecia miasta. Po naszej lewej stronie minęliśmy również Grodzisko, na którym znajdują się pozostałości funkcjonującego tu niegdyś Fortu. Po minięciu wylotu fosy Bastionu Jerozolimskiego szlak wychodzi na ulicę obok stacji benzynowej i omija od prawej Cmentarz Garnizonowy. Nam jednak specjalnie nie spieszno na cmentarz od samego rana, jeszcze by co po niektórzy uczestnicy rajdu źle to skojarzyli ;) Zatem wraz z kierunkiem szlaku wbiliśmy się w las, gdzie parkowymi alejkami i leśnymi ścieżkami dojechaliśmy do osiedla Focha. Tu szlak trochę kluczy wśród bloków, jednak ostatecznie wylatuje na ul.Powstańców Warszawskich tuż przed Cygańską Górą. Na szczęście omijamy osiedle bokiem zmierzając ku Królewskiej Dolinie. Dzień powoli się budzi ze snu, a z Suchańskiej Góry roztaczają się piękne widoki na położone w dali stocznie na tle morza.

Z Suchanina zjeżdżamy wprost do szpitala zakaźnego, jednak i tu nie zamierzamy się zatrzymywać. Przeskakujemy z jednej strony na drugą wspinając się nieco na wyniosłość - przedłużenie "grzbietu" tzw. Hyclowej Góry, mającej swoją kulminację nad Politechniką. Po pokonaniu pierwszych kilku wzniesień niektórym zaczynają się pocić czoła. Jednak przerwę zamierzamy zrobić dopiero na Sobótce - kamiennej wieży usytuowanej powyżej Doliny Królewskiejul.Sobieskiego. Niedaleko wydziały Elektrotechniki i Automatyki PG dodzwania się do nas Zdziszek, który oznajmia, iż zaraz do nas dołączy, bo nieco zaspał na start. Zatem przerwę robimy trochę szybciej niedaleko dworku Zachariasza Zappio.

Po niespełna 5 minutach nasza grupa powiększa się o jeszcze jedną osobę, zatem dalej kontynuujemy naszą trasę w 11-tkę. Po kilkudziesięciu metrach przeprawy przez las już wszystkim serducho waliło niczym młot, podjazd, a dla niektórych podejście łatwe nie było. Niespełna kilka minut później osiągnęliśmy szczyt Królewskiego Wzniesienia, czyli Sobótkę (98 m n.p.m.). Gdybyśmy nie zrobili przerwy na dole, zapewne zatrzymalibyśmy się właśnie tu, podziwiając przepiękne widoki z kamiennej wieży. Jednak mięśnie mieliśmy już rozgrzane zatem dobrze było kontynuować naszą przygodę ze szlakiem. Zjeżdżając z Sobótki dojechaliśmy do ul.Jaśkowa Dolina, a po jej przekroczeniu na chwilę "przycumowaliśmy" przy ładnym secesyjnym budynku o drewnianym ażurowym wystroju, przy którym zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcie. Niestety tego momentu nie doczekał jeden z naszych kolegów, który na zjeździe uszkodził przerzutkę ;-/

Po drugiej stronie Jaśkowej Doliny wbiliśmy się trawersem na kolejny "grzbiet" i licznymi leśnymi alejkami m.in. przez Strzyską Górę dostaliśmy się do Dolnego Migowa. Przejeżdżając na drugą stronę ul.Rokaczego wskoczyliśmy na wszystkim dobrze już znany "szlak zwiniętych torów" prowadzący nasypem dawnej kolei Wrzeszcz-Kokoszki. Jednak po pokonaniu kilkuset metrów tuż za betonowym wiaduktem skręciliśmy w prawo wydostając się przez Las Brętowski nad Strzyżę w dawnej osadzie Nowiec. Za mostkiem na Strzyży szlak wiedzie wzdłuż ulicy Kiełpińskiej i na jej końcu wpada znowu w las, za którym wyjeżdża się niedaleko zespołu zabudowań Domu Samotnej Matki w Matemblewie oraz kaplicy z figurką Matki Boskiej Matemblewskiej i znajdującej się po przeciwnej stronie leśniczówki. Tu na polanie zrobiliśmy sobie krótką przerwę i kolejne grupowe zdjęcie w tle z ołtarzem papieskim.

Od Matemblewa do Złotej Karczmy kolejna górka do pokonania, nie wszystkim łatwo ona poszła. Krzysiek, ze zwieszonym językiem ledwo co doturlał się na szczyt, ale nie ma co się dziwić. Ja na jego miejscu, leżałbym w domu i się "kurował". Na szczęście po ciężkim podjeździe można było nieco odsapnąć, gdyż zaraz Szlak Trójmiejski leniwie schodzi w dół doliny i dla ochłody przekracza bystry strumyczek, który jest górnym biegiem Potoku Oliwskiego, mającego swój początek w okolicach Matarni.

No tak, ale skoro był zjazd i potoczek, to wypadałoby znowu wspiąć się w górę, prawda? Dalej zatem pedałując niemalże w miejscu ślimaczym tempem osiągnęliśmy kolejne wzniesienie wyskakując wprost na szeroki trakt zwany Drogą Węglową, którym następnie dojechaliśmy do Drogi Marnych Mostów. Tu Szlak Trójmiejski spotyka dochodzący z przeciwka szlak czarny Wzgórz Szymbarskich, którymi to krętą trasą wspięliśmy się na siodełko poniżej Wzniesienia Marii. W tym miejscu szlaki się rozchodzą. Szlak Trójmiejski schodzi dość stromo do kolejnego obniżenia - Doliny Ewy nazywanej także Doliną Świeżej Wody. Zjazd, który mieliśmy do pokonania mroził krew w żyłach, dlatego tylko niektórzy podjęli się tego ryzyka. Tu jednemu z kolegów rozpadła się tylnia przerzutka, jednak ze względu na małą przerwę zdążył nas dogonić.

Kierując się dalej wzdłuż krawędzi lasu szlak biegnie na północ i doprowadza do dolinki zwanej Kamieniskiem. Wąskie, kręte ścieżki a następnie ponad 700-metrowy podjazd kończą się niedaleko Centrum Handlowego Osowa oraz "wylotówki" ul.Spacerowej, tym samym kończąc część trasy znajdującej się na terytorium miasta Gdańska. W rejonie centrum handlowego szlak żółty od przejścia dla pieszych biegnie po północnej stronie w kierunku Oliwy najpierw wzdłuż szosy potem ścieżką, a dalej drogą. Wchodzi w ten sposób na obszar miasta Gdyni i dostaje się na asfaltowy trakt prowadzący do Gołębiewa. Tu trzymając kierunek dość skomplikowaną marszrutą przebiegającą w pobliżu obwodnicy Agnieszka zerwała łańcuch. Jednak w mgnieniu oka został on naprawiony, w końcu dziewięć par rąk to nie jedna ;) Niedaleko leśniczówki w Gołębiewie odłączył się od nas Krzysiek. My zaś zmierzaliśmy w kierunku Wielkiego KackaŹródła Marii. Ten odcinek drogi był w miarę spokojny, dlatego wykorzystaliśmy go w pełni na regenerację posilając się m.in. wodą ze źródełka.

Kolejnym w miarę spokojnym odcinkiem wiodącym przez peryferie Gdyni był etap szlaku dochodzący do Góry Donas, która jest najwyższym wzniesieniem górującym nad miastem -206 m n.p.m. Na jej szczycie kilka lat temu postawiono wieżę telekomunikacyjną z tarasem widokowym, zawieszonym na 26 metrze. Korzystając zatem z przepięknej pogody postanowiliśmy podziwiać przepiękne widoki, które się z niej roztaczają. Z łatwością rozpoznaliśmy dzielnice Gdyni, Sopotu a nawet i Gdańska. Podobno przy bardzo dobrej widoczności dostrzec można również Półwysep Helski.

Po krótkiej przerwie w pełni sił ruszyliśmy na ostatni odcinek Szlaku Trójmiejskiego, który tu w Gdyni również ma swoje trudne do przebycia odcinki. Pierwszym z nich był zjazd, a dla niektórych zejście z góry. Wąska i kręta ścieżka o dość mocnym nachyleniu nie była łatwa do pokonania. Później trochę piachu i ponowne "zejście" do doliny potoku Kaczej, przy którym wiedzie szlak czarny Zagórskiej Strugi. My jednak trzymamy się cały czas żółtych oznaczeń skacząc raz na prawy raz na lewy brzeg Kaczej. Ten odcinek był dość trudny do przejechania, zatem spokojnie "poszliśmy spacerkiem" ;) Dopiero za obwodnicą ponownie siedliśmy na siodle, kręcąc spokojnie w kierunku Krykulca oraz cmentarza witomińskiego. Z każdym następnym metrem zmęczenie było coraz większe, więc i tempo zaczęło słabnąć. Na szczęście powoli docieraliśmy do końca szlaku.

Podsumowując, muszę powiedzieć, że cieszy mnie fakt, iż w końcu udało nam się pomyślnie dotrzeć do końca tego szlaku. Zgodzę się z moimi poprzednikami, iż szlak jest ciężki, a nawet najmniejszy błąd czy nieuwaga może zakończyć się nawet tragicznie. Mam nadzieję, że rajd był udany a uczestnicy byli zadowoleni. Dziękuję wszystkim za tak liczne przybycie i do zobaczenia na kolejnym naszym rajdzie.

Organizatorzy rajdu: Krzysztof Kochanowicz & Maciej Świeczkowski

Autor relacji: Maciej Świeczkowski
Zdjęcia i grafika: Krzysztof Kochanowicz

P.S. Jeżeli chcecie poznać fajne towarzystwo, a przy tym aktywnie spędzać wolny czas - dołączcie się do nas. To nic nie kosztuje!

Na prośbę autorów relacji redakcja Portalu Rowerowego Trójmiasta będzie usuwać wszystkie opinie nie związane z tematem. Zatem jeśli znacie przebytą przez nas trasę, odwiedzone miejsca i chcielibyście coś dodać czego nie ujął autor relacji, podzielcie się własnymi doświadczeniami. Będą one z pewnością bardzo przydatne tym, którzy będą chcieli powtórzyć tą trasę lub ułożyć własną na jej podstawie.

Opinie (42) 1 zablokowana

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.