Dołącz do ludzi pozytywnie zakręconych!
stat

Szlak Orlich Gniazd na weekend

Rowerowy weekend na Szlaku Orlich Gniazd



Zbrzydły nam już trochę kaszubskie wzniesienia, dlatego też na weekend wybraliśmy się do Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Szlak Orlich Gniazd, zarówno pieszy jak i rowerowy rozpoczyna się w Częstochowie, a kończy się w Krakowie. Obie trasy oznakowane są kolorem czerwonym. Szlak pieszy jest nieco krótszy i liczy 163 km, zaś rowerowy około 190 km. Obie trasy wiją się wśród przepięknych ostańców skalnych, jaskiń a także zamków i warowni jurajskich, stąd też ich nazwa. Naszym zdaniem bardziej interesujący jest jednak szlak pieszy, który w większości odcinków można pokonać także rowerem.



Parametry trasy

  • Region Polska
  • Długość trasy 182 km
  • Poziom trudności średni
Trasy rowerowe


Z uwagi na fakt, że szlak rowerowy pomija wiele interesujących miejsc, w 80 proc. nasza marszruta bazowała na szlaku pieszym. Odcinki bardziej uciążliwe pokonywaliśmy zaś szlakiem rowerowym, by nie marnować czasu na noszenie rowerów na plecach. Nie jest jednak powiedziane, że szlak rowerowy idealnie stworzony jest pod amatorów dwóch kółek. Miejscami, zarówno na jednym, jak i na drugim występuje sporo grząskich piachów, które uniemożliwiają swobodny przejazd.

Trasę rozłożyliśmy na trzy dni. Z uwagi na fakt, że podróżowaliśmy raczej na lekko, czyli bez znacznych bagaży i namiotu, staraliśmy się nocować w pensjonatach lub hotelach. Dzięki temu nie musieliśmy specjalnie przejmować się wyżywieniem: śniadanie oraz obiadokolację mogliśmy spokojnie skonsumować na miejscu, a w środku dnia skorzystać z lokalnej gastronomii skupionej przy większych ośrodkach turystycznych. Podczas naszej wycieczki wiele czasu poświęcaliśmy także na wizyty piesze, jednak trzy dni to zdecydowanie za mało, by zobaczyć wszystko. Z uwagi na szybko zapadający zmrok, niektóre zamki, czy warownie jurajskie zobaczyliśmy tylko z zewnątrz. Następnym razem postaramy się trasę rozłożyć tak, by dziennie nie pokonywać więcej niż 40-50 km. Pamiętajcie, że kilometr kilometrowi nierówny, szczególnie gdy mamy do pokonania wąskie ścieżki wijące się wśród skał.

Dojazd:

Wydawałoby się, że w dobie tak rozwiniętej komunikacji, dojazd nie będzie stwarzał problemów. Niestety przykra prawda, związana z trudnościami przewozu rowerów koleją, wielu przesiadek i w końcu ponad 15-godzinną podróżą na trasie Gdańsk - Częstochowa sprawiła, że zrezygnowaliśmy z tej opcji. Do punktu rozpoczęcia naszej weekendowej wycieczki udaliśmy się po prostu samochodem, który zostawiliśmy następnie na jednym ze strzeżonych parkingów nieopodal dworca PKP.

Nasze wrażenia z podróży w skrócie:

Tak jak wspomnieliśmy wcześniej przez Jurę Krakowsko-Częstochowską wiedzie zarówno szlak pieszy jak i rowerowy, oznakowany oczywiście odpowiednimi emblematami. Ten drugi jednak w większości pomija najbardziej interesujące miejsca tej przepięknej krainy. Często wiedzie drogami asfaltowymi i nietrudno zauważyć, że skierowany jest przede wszystkim do rowerzystów z sakwami lub mniej wprawionymi w jeździe wąskimi, najeżonymi skałkami ścieżkami i leśnymi duktami. Choć miejscami zarówno szlak rowerowy, jak i pieszy potrafią ciągnąć się przez "pustynię grząskiego piachu", dlatego też, mając już pewne doświadczenia w temacie, wybraliśmy marszrutę szlakiem pieszym i tylko w miejscach, ciężkich do przebycia wracaliśmy na drogi mniej uciążliwe. Tak więc nasza wycieczka w większości opierała się na pieszym Szlaku Orlich Gniazd, a nieco większy kilometraż związany jest z kilkoma fakultatywnymi wizytami, które zaliczyliśmy po drodze.

Naszą przygodę ze Szlakiem Orlich Gniazd rozpoczęliśmy w Częstochowie. Chcąc jednak jak najwięcej chwil spędzić na łonie natury wśród pięknych ostańców skalnych, jaskiń a także zamków i warowni jurajskich, zrezygnowaliśmy ze zwiedzania Częstochowy. Po zaparkowaniu auta na jednym z parkingów strzeżonych udaliśmy się od razu w kierunku tutejszej huty szkła, w pobliżu której rozpoczyna się szlak.

Pierwszego dnia naszym celem było dostanie się do Morska, gdzie u stóp warowni jurajskiej zarezerwowany mieliśmy nocleg. Niestety już w połowie dnia okazało się, że pokonanie tylu kilometrów nie będzie łatwym zadaniem, szczególnie gdy na niektórych odcinkach szlaku rowery przyszło nam albo pchać, albo nieść na plecach. Bardzo urozmaicona trasa szybko dała nam do zrozumienia, że nie będzie tak sielankowo, jak przypuszczaliśmy. Na szczęście kondycję mamy za trzech, więc udało nam się zobaczyć w większości to, co chcieliśmy. Drugiego dnia widząc, że po drodze ogólnie nie ma problemu ze znalezieniem noclegu, zrezygnowaliśmy ze spania we wcześniej zarezerwowanym pensjonacie, na rzecz dłuższych przystanków w interesujących miejscach. Poświeciliśmy więc więcej czasu na zwiedzanie pięknych jaskiń oraz drobne wędrówki wśród różnorodnych form skalnych. Ostatni dzień zaś poświeciliśmy na zwiedzanie Ojcowskiego Parku Narodowego oraz Krakowa, a hotel w samym centrum miasta pozwolił nam na dobrą zabawę do białego rana.

Migawki z rowerowej, weekendowej wycieczki Szlakiem Orlich Gniazd przez Jurę Krakowsko-Częstochowską
Migawki z rowerowej, weekendowej wycieczki Szlakiem Orlich Gniazd przez Jurę Krakowsko-Częstochowską fot. GR3miasto


Co zobaczyliśmy po drodze i gdzie warto zatrzymać się na nieco dłużej:

Dzień 1: trasa: Częstochowa - Morsko, dystans: 64 km:


Wycieczkę rozpoczynamy w Częstochowie, skąd udajemy się do granic miasta i ul. Legionów, przy której znajduje ogromny zakład produkcyjny lokalnej huty szkła. Nieopodal zaczynają pojawiać się oznakowania szlaku, więc póki co wszystko idzie po naszej myśli i według wcześniej znalezionych wskazówek. Na horyzoncie widać już pierwsze wzniesienia wznoszące się na ponad 300 m n.p.m. Kilkaset metrów dalej zagłębiamy się w lesie i na dobre żegnamy się z cywilizacją. Pierwsze kilometry szlaku nie idą nam jednak za dobrze, gdyż marszruta wiedzie w dość piaszczystym i grząskim terenie. Wyciskamy więc pierwsze poty, by jak najszybciej przedostać się przez tę niezbyt przyjemną pustynię i zacząć delektować się otaczającą przyrodą. Nie mija nawet kwadrans, jak docieramy do Leśniczówki Kusięta, gdzie obrany przez nas szlak zaczyna powoli piąć się ku górze, przedzierając się wąską ścieżką najeżoną drobnymi kamieniami przez Rezerwat Zielona Góra. Szczyt o tej samej nazwie osiąga 343 m n.p.m. Wokół mnóstwo pięknych skał, które towarzyszyć nam będą jeszcze przez kolejne dni, ale odmienny widok od tego, co mamy na Kaszubach i Żuławach sprawia, że nie możemy się nacieszyć. Patrząc na mapę widzimy, że szlak rowerowy zupełnie pomija to miejsce, dlatego też postanawiamy dalej jechać szlakiem pieszym. Kolejne kilometry wiodą przez pięknie odsłonięte przestrzenie pól i łąk, na horyzoncie których rozpościera się cudowny widok na kolejne skałki: Górę Sowią i Lisicę. Na mapie, wg której podążamy oznakowane są także maleńkie jaskinie, jednak nie znając specjalnie terenu, dla własnego bezpieczeństwa wolimy się w nich nie zagłębiać. Przed Olsztynem oba szlaki: i pieszy i rowerowy łączą się i zmierzają wspólnie w kierunku Góry Zamkowej, na której wznosi się pierwsza z odwiedzonych przez nas warowni jurajskich.

Jak wyczytaliśmy z kart historii, ruiny istniejącego tu niegdyś "zamku Przymiłowice", później przemianowanego na Olsztyn, pochodzą z 1306 roku. Wzniesiony został na miejscu wczesnośredniowiecznego grodu i rozbudowany w latach 1349-59 z inicjatywy Kazimierza Wielkiego, dla obrony pogranicza śląsko-małopolskiego. Dziś charakterystycznym elementem ruin jest gotycka baszta, tzw. donżon z II połowy XIII wieku o wysokości 35 m, w dolnej części okrągła, w górnej ośmiokątna, z kamienia, a w XV w nadbudowana z cegły. Służyła jako więzienie, zmarł w niej śmiercią głodową Maćko Borkowic - wojewoda poznański z rozkazu Kazimierza Wielkiego. Drugie podzamcze znajdowało się w części południowo-zachodniej, z kwadratową basztą obserwacyjną zw. Sołtysią. Na zwiedzanie zamku przeznaczyliśmy półtorej godziny, co pozwoliło nam spokojnie obejść jego zakamarki i odetchnąć nieco przed dalszą drogą.

Następnie, nadal podążając pieszym wariantem Szlaku Orlich Gniazd, udajemy się w kierunku pasma Sokolich Gór. Przedzieramy się przez dość mocno pofałdowany i zalesiony teren, na którym wyrastają skalne wapienne ostańce. Kręcąc na najniższych biegach mozolnie przedostajemy się przez tutejsze wzniesienia. Włożony w podjazdy trud rekompensują nam jednak cudowne widoki na tutejsze szczyty: Pustelnicę i Puchacza. Szlak rowerowy po raz kolejny pomija cały ten obszar wiodąc przez lokalne wsie, nieopodal nieczynnej kopalni w Przymiłowicach. Po przedostaniu się przez malowniczy obszar Rezerwatu Sokolich Gór w końcu możemy trochę odetchnąć. Szlak, którym podążamy łączy się z oznakowanym kolorem niebieskim Szlakiem Warowni Jurajskich i przez kilka następnych kilometrów wiedzie po zdecydowanie łatwiejszym terenie. Kulminacją tego odcinka jest miejscowość Złoty Potok.

Przerwa w Złotym Potoku ogranicza się tylko do kilku chwil spędzonych w pięknie urządzonym w stylu angielskim parku, w którym kryją się dwa zabytkowe budynki. Mniejszy to dwór rodziny Krasińskich, a większy to pałac rodziny Raczyńskich. W Złotym Potoku na uwagę zasługuje również Dolina Wiercicy, w której znajdują się liczne miejsca wypoczynku i uprawiania różnorodnych form rekreacji. Choć chciałoby się zatrzymać tu na dłużej, popluskać w wodzie, poleżeć na plaży podziwiając na horyzoncie tutejsze formy skalne, musieliśmy mknąć dalej by zrealizować inne, założone punkty naszego programu.

Migawki z rowerowej, weekendowej wycieczki Szlakiem Orlich Gniazd przez Jurę Krakowsko-Częstochowską
Migawki z rowerowej, weekendowej wycieczki Szlakiem Orlich Gniazd przez Jurę Krakowsko-Częstochowską fot. GR3miasto


Chwilę za miejscowością docieramy do osady Ostrężnik, gdzie na szczycie leśnego wzgórza kryją się ruiny dawnego zamku. O jego istnieniu nie zachowały się jednak niemal żadne informacje w kronikach. Według badań archeologicznych przypuszcza się, że zamek ten wzniesiono na początku XIV wieku prawdopodobnie z inicjatywy biskupa i starosty krakowskiego. Być może zamek mógł nie zostać ukończony lub był użytkowany bardzo krótko. Nie jest wykluczone, że służył on za więzienie dla wielmożów i wszelkie informacje o nim były utajnione; lub też był siedzibą rycerzy-rabusiów. Nie wiadomo też, w jakich okolicznościach i kiedy zamek uległ zniszczeniu. Obecnie teren ruin porośnięty jest lasem. W skale, na której wzniesiono warownię, znajduje się Jaskinia Ostrężnicka, która jest obiektem wycieczek speleologów. Jako, że my specjalnie do nich nie należymy, zobaczyliśmy jedynie tyle, na ile byliśmy w stanie.

Kolejnym naszym celem jest Zamek Mirów. Z Ostrężnika szlak wiedzie w większości szerokimi drogami szutrowymi przez lasy pokonując liczne wzniesienia. Po drodze mijamy także dwie urocze wsie: Trzebianów oraz Niegowę. Najbardziej wymagającym odcinkiem jest pasmo skałek Bukowca i Wielkiej Góry, znajdujące się kilka kilometrów przed Mirowem. Zamek w Mirowie pochodzi z czasów Kazimierza Wielkiego, czyli około połowy XIV wieku. Dziś zobaczyć można tylko jego ruiny, gdyż budowla mocno ucierpiała podczas "potopu szwedzkiego", kiedy to zniszczono znaczną część murów. Mimo podjętych przez właścicieli prac remontowych powoli popadał w ruinę i ostatecznie został opuszczony w roku 1787. Warownia stała się źródłem kamiennego budulca dla okolicznych mieszkańców, co przyspieszyło jej spustoszenie.

Nieco dalej, na naszej trasie znajduje się inny ciekawy obiekt - Zamek Bobolice, który znajduje się na stromym, skalistym wzgórzu liczącym 360 m n.p.m. Z oryginalnego zamku do naszych czasów ocalała jedynie górna część warowni. Do zamku prowadził niegdyś most zwodzony ponad suchą fosą, a całość otaczały mury z blankami zbudowane z miejscowego białego wapienia. Królewski Zamek Bobolice został zbudowany przez króla Polski Kazimierza Wielkiego najprawdopodobniej ok. 1350-1352 roku. Należał do systemu obronnego zachodniej granicy państwowej Królestwa Polskiego. Warownia miała bronić od najazdów ze strony Śląska, będącego terytorium granicznym Królestwa Czech. Obecnie, po latach rekonstrukcji, prowadzone są prace wykończeniowe, głównie we wnętrzach zamku. Ich zakończenie nastąpiło w drugiej połowie 2011 roku. Zamek Bobolice w porównaniu do tego w Mirowie, starannie odnawiany jest przez nowych właścicieli, którzy włożyli ogrom pracy by przywrócić jego dawną świetność. Z roku na rok widać postępy prac, dzięki którym już dziś można zapoznać się z jego ciekawą historią i legendami, zwiedzając jego tajemnicze komnaty. W przyszłości prócz muzeum, właściciele planują utworzyć w jego murach kameralny hotel.

Słońce zaczyna uciekać nam za horyzont, dzień powoli dobiega końca, a przed nami jeszcze dość trudne do pokonania rowerem pasma Skał Kroczyckich i Podlesickich. W porównaniu do poprzednich odcinków trasy, ten na dobre zakończenie jest naprawdę trudny. Widoki jednak rekompensują nam ostatnie wyciskane poty. Najpiękniejsza panorama rozciąga się z wznoszącego się na 468 m n.p.m. szczytu Góry Zborów. Którą postanawiamy odwiedzić jeszcze raz następnego dnia na dobrą pobudkę.

Na nocleg w pensjonacie pod Zamkiem Morsko lądujemy już po zmroku. Dzień był tak intensywny, że po szybkim ogarnięciu się i zjedzeniu ciepłej kolacji nie mamy już sił na nic. Iza z Krzyśkiem ogarniają jeszcze szybko mapę i koniec w temacie. Na wieczorne imprezowanie nie starcza już sił... choć plany były zupełnie inne ;)

Dzień 2: trasa: Morsko - Olkusz, dystans: 62 km

Budzi się kolejny dzień. Po regeneracji sił i pysznym śniadaniu na tarasie z widokiem na pobliski zamek, udajemy się na krótką wizytę po ruinach jego murów, które wznoszą się na skalistym wzgórzu nad samym pensjonatem. Zamek Morsko datowany jest na XIV wiek. W roku 1327 Władysław Łokietek oddał wieś Morsko kanonikom laterańskim w Mystowie. Na początku XVI wieku była własnością rodziny Włodków, którzy prawdopodobnie na przełomie XV i XVI wieku zbudowali zamek z kamienia. Następnie Morsko przejęli Zborowscy a po nich Brzescy i Giebułtowscy. W XVII wieku zamek został opuszczony. Obecnie można go zwiedzać, jednak po dość mocnej dawce wizyt z dnia poprzedniego, tę odpuściliśmy. Dla rozprostowania kości wracamy pieszo do samotnych ostańców skalnych z Górą Zborów na czele, która to urzekła nas poprzedniego dnia. Po kilkugodzinnym porannym pikniku i pieszej marszrucie wracamy po rowery.

Migawki z rowerowej, weekendowej wycieczki Szlakiem Orlich Gniazd przez Jurę Krakowsko-Częstochowską
Migawki z rowerowej, weekendowej wycieczki Szlakiem Orlich Gniazd przez Jurę Krakowsko-Częstochowską fot. GR3miasto


Tego dnia trasa jest już znacznie spokojniejsza, wiec jest więcej czasu na zwiedzanie pięknej okolicy. Z Morska ruszamy w kierunku Podzamcza, gdzie nad miejscowością wznosi się słynny Zamek Ogrodzieniec. 15 km odcinek wiedzie głównie drogami gruntowymi o podłożu skalnym, choć miejscami zdarzają się także grząskie piachy, w szczególności przed Górą Birów. Trasa mija nam jednak dość szybko, dzięki czemu pozwalamy sobie na dłuższy popas. Prócz zwiedzania obiektu udajemy się na krótki spacer po miejscowości, zalegamy w knajpie na obiedzie i pysznych lodach... a co w końcu nie samym rowerem człowiek żyje!


Zamek Ogrodzieniec leży na liczącym ponad 515 m n.p.m. wzniesieniu, które jest największym sklepieniem Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Tę okazałą bryłę widać już z kilku kilometrów więc robi ogromne wrażenie zarówno z daleka, jak i bliska. Z kart historii wyczytaliśmy, że pierwsze umocnienia stanęły tu za panowania Bolesława Krzywoustego i przetrwały do 1241 roku, kiedy to najazd tatarski zrównał je z ziemią. Na ich miejscu w połowie XIV wieku zbudowano zamek gotycki - siedzibę rodu rycerskiego Włodków Sulimczyków. Warownia była doskonale wkomponowana w teren: z trzech stron osłaniały ją wysokie skały, a obwód zamykał kamienny mur, wjazd prowadził wąską szczeliną między skałami. Wraz z wiekami, zamek zmieniał właścicieli, którzy dokonywali zmian w jego konstrukcji, choć w najniższej kondygnacji kurzej stopy zachowały się do dnia dzisiejszego fragmenty renesansowych fresków. Zamek urzekł nas licznymi komnatami i zakamarkami, dlatego też poświęciliśmy mu dość sporo czasu.

Z Ogrodzieńca mozolnie ruszamy w kierunku Pilicy, pokonując dość gęsty Kocikowski Las, a następnie drogi gruntowe wijące się wśród malowniczych pól. W miejscowości na chwilę zatrzymujemy się przy dość okazałej bryle, zrujnowanego Pałacu Padniewskich. Niestety nie mamy zbytnio ochoty by zaglądać do środka, dlatego też udajemy się dalej. Trzymając się oznakowań pieszego Szlaku Orlich Gniazd podążamy do Smolenia. Odcinek ten wiedzie głównie przez lasy, co chroni nas przed nadal palącym słońcem.
Zamek Smoleń, to rycerska dość zrujnowana budowla, którą zwiedzać można tylko z zewnątrz. Od kilku lat trwają tam prace restauracyjne. Pierwotnie zamek składał się z murowanej okrągłej wieży i budynku mieszkalnego otoczonych murem obwodowym. Następnie w XV wieku rozbudowano warownię o zamek dolny od wschodu, a niedługo potem o drugi zamek dolny od zachodu. Nie stykały się one bezpośrednio, więc połączono je przejściem komunikacyjnym. Do ciekawostek należy tu tajemnica studnia, na dnie której podobno znajdują się skarby. Jako, że nie należymy do ludzi zachłannych, udajemy się dalej.

Niestety przez nieuwagę tracimy z oczy oznakowania szlaku, przez co niefortunnie lądujemy w miejscowości Domaniewice. Nie ma co jednak płakać nad rozlanym mlekiem, po drodze nic specjalnie nie straciliśmy, a do kolejnego celu udajemy się lokalną drogą asfaltową. Trasa doprowadza nas do Bydlina i rozwidlenia dróg, które krzyżuje się także ze zgubionym wcześniej szlakiem. Nieopodal na wzgórzu widać także ruiny skromnego zamku, którego historia nie do końca jest jasna. Obecnie po jego bryle zobaczymy tylko fragmenty murów kamienicy zamkowej, ukryte w ziemi fundamenty murów obwodowych i rowy po fosie, więc w porównaniu do poprzednich obiektów nic nadzwyczajnego.

Dzień powoli dobiega końca, więc wypadałoby rozejrzeć się za noclegiem. W okolicy jednak nie ma specjalnie gdzie się zatrzymać i jak okazuje się nawet w pobliskiej miejscowości Klucze, ciężko o jakikolwiek schludne lokum. Cóż... korzystając jednak z uroków pięknego zachodu słońca i pobliskiej Pustyni Błędowskiej zbaczamy nieco ze szlaku. Resztką sił wdrapujemy się na górujące nad miasteczkiem wzniesienie, skąd rozpościerają się cudowne widoki. Po kilkunastominutowym odpoczynku i krótkiej regeneracji sił postanawiamy udać się do Olkusza, gdzie z pewnością znajdziemy nieco lepszy standard noclegu. W końcu po całym dniu pedałowania, wypadałoby zanurzyć się w gorącej kąpieli i zjeść coś przyzwoitego. Dzień ten jednak nie kończy się jak poprzedni. Korzystając z uroków kameralnej mieściny udajemy się na lokalny Rynek, gdzie mile spędzamy wieczór.



GALERIA ZDJĘĆ; fot. Grupa Rowerowa 3miasto

Dzień 3: trasa: Olkusz - Kraków, dystans: 56 km

O dziwo wstajemy dość wcześnie, a poranna kawa szybko wygania nas w dalszą trasę. Tego dnia naszym głównym celem jest Ojcowski Park Narodowy i cała masa atrakcji znajdująca się na jego obszarze, jak również okolicach. Umyślnie więc omijamy ruiny Zamku Rabsztyn, które widzimy z oddali na horyzoncie. Pierwszym naszym celem jest wizyta zamku w Piaskowej Skale. Powoli zagłębiając się w Dolinie Prądnika naszym oczom ukazują się przecudne widoki różnorodnych form skalnych, poprzecinanych szumiącymi potokami i oczkami wodnymi. W Piaskowej Skale zatrzymujemy się na dłużej, to w końcu jeden z głównych celów naszego programu. W I poł. XIV w. Kazimierz III Wielki wybudował tu zamek, element łańcucha obronnych "Orlich Gniazd", składający się z dwóch części: górnej i dolnej. Górna, niezachowana, wzniesiona była na niedostępnej skale zwanej "Dorotką". Obecnie znajduje się tu stała ekspozycja "Przemiany stylowe w sztuce europejskiej od średniowiecza do połowy XIX wieku". Prócz samego zamku zaglądamy także do jego krypy, gdzie znajdują się cztery manierystyczne sarkofagi Sieniawskich z XVII wieku z postaciami zmarłych na wiekach niemające odpowiednika w sztuce polskiej, dzieło wrocławskiego rzeźbiarza Jana Pfistera. Kościół i kaplica po 1945 zostały doszczętnie zdewastowane. Sarkofagi te szczęśliwie wcześniej ocalały, dzięki ich wywiezieniu podczas wojny polsko-rosyjskiej w 1920 r. do Krakowa.

Do zamku przylega także przepiękny park krajobrazowy, a w pobliżu stoi wapienna skała zwana Maczugą Herkulesa, Czarcią Skałą lub Sokolicą. U podnóża wzgórza, na którym wznosi się zamek, warto zobaczyć także kompleks pięciu stawów przepływowych założony w XVI wieku.

Po dopołudniowej wizycie pięknego zamku i jego ogrodów udajemy się w głąb Doliny Prądnika podziwiając przepiękną tutejszą przyrodę i co rusz górujące nad nią ostańce skalne. Jako, że turystów jest tu nadal cała masa niezbyt mamy ochotę stać w długich kolejkach by zwiedzić tutejsze jaskinie. Znamy je z poprzednich naszych posezonowych wyjazdów. W okolicy młyna Katarzyńskich pieszy Szlak Orlich Gniazd łączy się z równie ciekawym Szlakiem Warowni Jurajskich i pnie się skrajem lasu ku Górze Zamkowej. Po drodze warto zobaczyć młyn Mosura i źródło św. Jana. Oba szlaki zmierzają do zamku w Ojcowie, który jest także i naszym celem. Robimy tu dłuższą przerwę nie tylko na zwiedzanie i spacer po okolicy, ale i obiad.

Zamek Ojców został wzniesiony przez Kazimierza Wielkiego w II połowie XIV wieku i pełnił funkcje warowne. Obecnie zachowały się jedynie jego ruiny: ośmioboczna wieża, brama wjazdowa i mury obwodowe. Tradycja głosi, że nazwa warowni, w swej pierwotnej formie brzmiąca Ociec, została nadana przez samego króla, na pamiątkę walki o tron krakowski jego ojca, Władysława Łokietka, który w okolicznych jaskiniach znajdował schronienie.

Nieopodal Źródełka Miłości żegnamy się ze Szlakiem Orlich Gniazd. Przed nami długi, kręty i dość stromy podjazd, na szczycie którego znajduje się punkt widokowy. Rozpościerające się stąd panoramy zapierają dech w piersi. Następnie droga pnie się w leśnej gęstwinie wzdłuż Wąwozu Korytania powoli opuszczając Ojcowskim Parkiem Narodowym. Po dojechaniu do głównej szosy udajemy się w kierunku wsi Murownia, gdzie wskakujemy na żółty Szlak Dolinek Jurajskich, którym udajemy na zbocza Doliny Kluczwody, gdzie znajduje się Jaskinia Wierzchowska Górna. Jest ona zdecydowanie mniej oblegana, niż te w Ojcowskim Parku Narodowym, a równie interesująca. Obecnie jest najdłuższą jaskinią w Polsce przystosowaną do zwiedzania. Wizyta trwa prawie godzinę, a po trasie oprowadza nas wykwalifikowany przewodnik. W jaskini prócz różnorodnych nacieków skalnych zaznajamiamy się z różnymi gatunkami nietoperzy i pająków. W końcu także przydają się nasze latarki. W okolicy znajdują się także inne ciekawe jaskinie jak np.: Jaskinia Dzika i Mamutowa. W tej ostatniej wytyczono dość trudną drogę wspinaczkową, której atrakcyjność i trudność wiąże się z rzadko spotykanym w Polsce silnym przewieszeniem.

Po wizycie w jaskini z powrotem wracamy w kierunku Ojcowskiego Parku Narodowego i Szlaku Orlich Gniazd, którym powoli zaczynamy zbliżać się do Krakowa, którego reklamować specjalnie nie trzeba. W związku z dość krótką naszą wizytą zatrzymujemy się w samym jego sercu miasta. Hotel do tanich nie należy, ale za to pozwala nam szybko dostać się na Starówkę, gdzie spędzamy resztę dnia... i nocy.

Następnego dnia wsiadamy do pociągu regionalnego, którym udajemy się do Częstochowy, gdzie wcześniej pozostawiliśmy nasz samochód, po czym wracamy do Trójmiasta.


Statystyki naszej wycieczki:

Łączny dystans: 182 km
Czas jazdy z postojami: 53h32min
Prędkość średnia wliczając postoje: 3,39 km/h
Prędkość średnia bez postojów: 15,35 km/h
Przewyższenie: 339,56 m

Mapy: Jura Krakowsko-Częstochowska, część północna i południowa o skali 1:52 000
Wydawnictwo ExpressMap

Kliknij na mapę i zapoznaj się ze szczegółami trasy mat. Traseo.pl / Openstreetmap.org



Podsumowanie:

Pokonanie pieszego Szlaku Orlich Gniazd na rowerach sprawiło nam wiele radości. Miejscami nie było łatwo, ale dobrze wiedzieliśmy z czym będziemy mieli do czynienia. Zmiana klimatu z pomorskiego na nieco bardziej wyżynny pozwoliła nam w końcu trochę mocniej pokręcić. W Jurę Krakowsko-Częstochowską z pewnością jeszcze wrócimy. Równolegle do Szlaku Orlich Gniazd wiedzie inny, bardzo interesujący Szlak Warowni Jurajskich, który też mamy w planie kiedyś pokonać.

Wycieczkę zrealizowała:
WWW: Grupa Rowerowa 3miasto
kontakt: gr3miasto@gmail.com

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (4)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.