Dołącz do ludzi pozytywnie zakręconych!
stat

Szlak Motławski, przez podmokłe żuławskie łąki

To miała być łatwa, lekka i przyjemna przejażdżka absolutnie dla każdego. Niewielki dystans, do tego kompletnie płaski teren. I choć od rana niebiosa straszyły deszczem, na miejscu zbiórki stawiło się 6 "nieustraszonych" i 3 "nieustraszone". Co do pogody - na szczęście na straszeniu się skończyło, niestety całotygodniowe opady poprzedzające "rajdową" niedzielę pozostawiły na szlaku kilka niespodzianek...

Spotkaliśmy się przy dworcu głównym w Gdańsku. Stamtąd ruszyliśmy w kierunku Olszynki, mijając po drodze Bastion Gertrudy a dalej Bastiony Żubr i Wilk. Tym razem jednak odpuściliśmy sobie ich zdobywanie - miało być przecież płasko. Za Olszynką spory odcinek
szlaku wiedzie wałem rzeki Motławy, aż do miejscowości Krępiec. Tu na moment oddala się od rzeki by powrócić w jej okolice na wysokości Mokrego Dworu, skąd ponownie wałem prowadzi do Wiśliny. Tu zatrzymaliśmy się na chwilę, aby zobaczyć najciekawszy zabytek w tej okolicy - dzwonnicę wybudowaną w 1792 roku przy starym cmentarzu mennonickim. Niestety była zamknięta, więc nie dane nam było obejrzeć jej od środka.

Z Wiśliny wciąż brzegiem Motławy pojechaliśmy przez Lędowo i dotarliśmy do Wróblewa. Znajduje się tu mały kościółek w tzw. "szkocką kratę", który mieliśmy okazję już nieraz odwiedzać na naszych rajdach. Tego dnia jednak los nam nie sprzyjał, jeśli chodzi o zwiedzanie - co prawda kościół w odróżnieniu od dzwonnicy był otwarty, ale odbywała się w nim akurat msza, więc nie wypadało przeszkadzać.

Kawałek dalej, przy miejscowym sklepie zrobiliśmy sobie małą przerwę na śniadanie. Do tej pory, poza kilkoma krótkimi rozminięciami się ze szlakiem, które na szczęście każdorazowo zostały szybko skorygowane, nie było żadnych problemów. Szlak w większości prowadził betonowymi płytami, a odcinki gruntowe również były przejezdne....nikt jednak nie wiedział, że najlepsze dopiero przed nami.

Po uzupełnieniu płynów oraz energii ruszyliśmy dalej. Minęliśmy Grabiny Zameczek, nie odwiedzając jednak znajdujących się tam ruin średniowiecznego zameczku, które po pierwsze też już kiedyś widzieliśmy, po drugie wydały się uczestnikom na tyle nieciekawe, że chętnych do odwiedzenia nie było.

Ujechaliśmy jeszcze jakieś może 500 metrów...i tu czekała na nas niespodzianka. Szlak prowadzi w tym miejscu drogą gruntową biegnącą tuż przy brzegu Motławy. Droga ta jednak z powodu ostatnich opadów deszczu zamieniła się w niezłe bajorko. Co bardziej hardzi uczestnicy próbowali jeszcze jechać, niestety błoto skutecznie utrudniało nawet prowadzenie roweru. Odcinek ten miał mieć zaledwie kilkadziesiąt metrów - dalej szlak miał wracać na betonowe płyty. Skoro już i tak zażyliśmy błotnych kąpieli, postanowiliśmy, że przedrzemy się przez ten kawałek do końca... Nie był to najlepszy pomysł tego dnia. Im dalej, tym więcej błota.

Koniec końców jakoś "dopłynęliśmy" do płyt. Czyszczenie rowerów, tzn. usuwanie błota uniemożliwiającego kręcenie się kół zajęło chyba ze trzy razy tyle czasu, co przebrnięcie tych paru metrów. Cóż, przynajmniej jakaś atrakcja nas spotkała.

Kiedy już udało się doprowadzić rowery (a co po niektórym i siebie) do względnego porządku wyruszyliśmy dalej w kierunku Suchego Dębu. Tu odłączył się od nas Krzysiek, który spieszył się na rodzinny obiadek. Pozostali zaś zgodnym chórem postanowili, że jedna kąpiel błotna dziennie w zupełności wystarczy.

Aby nie trafić na więcej niespodzianek pozostawionych na szlaku przez pogodę, postanowiliśmy pojechać w miarę równolegle do szlaku, aczkolwiek drogami asfaltowymi. W ten sposób przez Krzywe Koło, KoźlinyCzatkowy bardzo szybko dotarliśmy do Tczewa, gdzie rajd zakończyliśmy. Na tyle szybko, że do kolejki mieliśmy ponad godzinę.

Mimo niewielkiego dystansu chętnych na powrót rowerem nie było, a jeśli nawet byli to się rozmyślili - ciężko zrezygnować z tak fajnego towarzystwa na rzecz samotnej jazdy. Solidarnie więc wszyscy razem poczekaliśmy na kolejkę do Gdańska. Czas oczywiście nie mógł się dłużyć, gdyż w tak sympatycznym towarzystwie tematów do rozmów nie brakowało.

autorka relacji: Paulina Kubat
organizator rajdu: Paulina Kubat
zdjęcia: Krzysztof Kochanowicz

Na prośbę autorki relacji redakcja Portalu Rowerowego Trójmiasta będzie usuwać wszystkie opinie nie związane z tematem. Zatem jeśli znacie przebytą przez nas trasę, odwiedzone miejsca i chcielibyście coś dodać czego nie ujął autor relacji, podzielcie się własnymi doświadczeniami. Będą one z pewnością bardzo przydatne tym, którzy będą chcieli powtórzyć tą trasę lub ułożyć własną na jej podstawie.

Opinie (3) 4 zablokowane

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.