Dołącz do ludzi pozytywnie zakręconych!
stat

Szlak Kociewski: Tczew-Czarna Woda

Zbiórkę zaplanowaliśmy przed Dworcem PKP w Gdańsku Głównym o godzinie 8.15. O godzinie 10.15 znaczna część osób dotarła do Tczewa o własnych siłach. Trasa nie byłą wymagająca a pogoda dopisywała co odbiło się na bojowych i radosnych nastrojach. W Tczewie zregenerowaliśmy siły napojami izotonicznymi, batonami oraz bananami. Tutaj też pałeczkę prowadzącego przejął Wojtek, który miał Nas poprowadzić szlakiem do samej Czarnej Wody. Na szlak wystartowaliśmy w 10-osobowym gronie, z czego 20 % stanowiły dziewczyny.



Krótko po wyjeździe spod dworca PKP w Tczewie o godzinie 10.30 na Alei Zwycięstwa na jadący prawidłowo peleton zaczął trąbić Deawoo Matiz z rowerem na dachu. Kierowca jadący tym samochodem krzyknął aby grupa się zatrzymała bo chce dołączyć do peletonu. Po chwili okazało się, że osoba ta goniła grupę rowerową samochodem z Sopotu, gdyż nie zdążyła na kolejkę, którą chciała dojechać z rowerem do Tczewa ;-)



Już na pierwszym odcinku była okazja do sprawdzenia swoich umiejętności i możliwości - na mocno pofałdowanym i zarośniętym odcinku za Tczewem Kasi odpadło siodełko, a Ola niestety zrezygnowała z dalszej jazdy ;-/ Przejazd 1-ego km tej trasy zajął nam blisko 20 minut, a po pokonaniu tej trasy każdy musiał poświęcić chwilę na oczyszczenie siebie i roweru z błota.



Następnie ruszyliśmy w kierunku Lubiszewa. Ku zaskoczeniu grupy droga nagle zamieniła się w górę piasku. Piasek ten najprawdopodobniej został przywieziony z pobliskiej budowy autostrady przebiegającej przez Swarożyn. 3 kilometrowa "jazda po plaży" dała ostro w kość każdemu z nas. Frans, na tym odcinku, mało co roweru nie zostawił w krzakach, ze złości. A to dopiero 10 km jazdy Szlakiem Kociewskim ;-)



O godz.12.30 mijając Jezioro Zduńskie dotarliśmy do Lasu Szpęgawskiego, w którym znajdują się 32 masowe groby 7000 zamordowanych w latach 1939-40 w przez hitlerowców Polaków i Żydów. Dla zatarcia śladów zbrodni hitlerowcy dokonali wypalenia zwłok ze znacznej części grobów. Eksporty więźniów do Lasu Szpęgawskiego odbywały się pod osłoną nocy w samochodach zakrytych plandekami bocznymi drogami tak, aby nikt nie zorientował się kto i gdzie jedzie. Wstęp do lasu był zabroniony.



Krótko przed Starogardem Gdańskim mieliśmy jeszcze jeden postój, tym razem jednak spowodowany awarią i wykrzywionym hakiem przerzutki w rowerze Wojtka. Szybki "full service" jednak w wykonaniu Świecy i Jarka sprawiły, ze po 10 minutach mogliśmy jechać dalej. Po przejechaniu 30 km, ok. godz.13 dotarliśmy do Starogardu Gdańskiego. Zaopatrzyliśmy się tutaj w niezbędne kalorie i witaminy potrzebne do dalszej wycieczki i o 13.20 wjechaliśmy z powrotem na szlak.
Nieuczęszczane i  nieprzejezdne drogi za Starogardem zaowocowały tym, że trzeba było prowadzić rower pod bardzo strome i zarośnięte górki.



Gdy wdrapaliśmy się na wysoki nasyp ku naszym oczom ukazały się tory kolejowe przebiegające na trasie Tczew-Chojnice. Mimo wszystko chcąc jechać dalej, dużego wyboru nie mieliśmy. Skoro szlak poprowadzony jest właśnie tędy, to i my rowerami przejechaliśmy torami kolejowymi. "Wstrząśnięci" tym przejazdem, po przejściu mostem rzeki Wierzycy zeszliśmy z rowerami z bardzo stromej górki. Znaleźli się także dżentelmeni, którzy pomogli znieść rower Kasi. Nie minęły 2 minuty a po torach przejechał skład towarowy z wyposażeniem wojskowym oraz rezerwistami, wykrzykującymi na nasz widok.



W drodze do Wirt mieliśmy kolejny przymusowy postój, tym razem spowodowany wykrzywieniem koła w rowerze Kasi. W okolicach Miradowa przy przejeździe przez rzekę jedni wpadli z rowerami drudzy tylko umoczyli nóżki. Byli i tacy, którzy przeszli bez szwanku. Na 45 kilometrze w okolicach Jeziora Raduńskiego szlak został zaorany przez pobliskich rolników i nie nadaje się do jazdy rowerowej. Postanowiliśmy zatem ominąć ten odcinek szosą i o godzinie 15.30 dojechaliśmy do Ogrodu Dendrologicznego w Wirtach znajdującego się na 52 km naszej drogi.



Tutaj w ramach odpoczynku poprzytulaliśmy się trochę do drzewek w celu nabrania więcej tlenu. W ogrodzie miała miejsce także sesja zdjęciowa nowożeńców. Po krótkim odpoczynku wyruszyliśmy w dalszą podróż. Kolejny etap szlaku to odcinek 8 km ścieżką edukacyjną "Leśna szkoła" w Wirtach. Tu pojechaliśmy znacznie wolniej by po drodze móc podziwiać różne eksponaty, przekroje drzew rosnących na tym terenie.



Kolejny postój mieliśmy nad Jeziorem Niedackim o godz.17 niedaleko Borzechowa. Wykorzystując ostatnie promienie słońca zamoczyliśmy nogi, a co niektórzy nawet się wykąpali. Kilka minut później dojechaliśmy do Młyńska, gdzie Szlak Kociewski krzyżuje się ze szlakiem niebieskim Izydora Gulgowskiego z Kalisk do Ocypla. Ostatnia miejscowość na naszej drodze to Huta Kalna, dziś część Czarnej Wody. Ostatnie 10km szlaku stanowiły leśne drogi zarówno piaszczyste jak i asfaltowe. Ok. godz.18.30 dotarliśmy w końcu do czarnej Wody, na zakończenie rozkoszując się pięknym czerwonym zachodem słońca. Zanim jednak wsiedliśmy do pociągu posłuchaliśmy naszych pustych żołądków i skierowaliśmy się do restauracji kociewskiej na zaspokojenie głodu. Zaś ostatnie minuty spędzone na stacji PKP w Czarnej Wodzie poświęciliśmy przeróżnym zabawom. Do Gdańska wyruszyliśmy ostatnim pociągiem z Czarnej Wody o godzinie 19.52.



Podsumowanie

Dziękujemy Uczestnikom wycieczki za udany wypad, za wspólnie spędzony dzień. Dziękujemy za zgranie, pomoc i wyrozumiałość na trasie. Słowa uznania dla Kasi, która pięknie dała sobie radę ze wszelkimi trudnościami na trasie. Do zobaczenia na kolejnych eskapadach!

Organizator, autor relacji: Wojtek Grabowski (Grupa Rowerowa Trójmiasto)
Zdjęcia: Wojtek Grabowski & Krzysztof Kochanowicz (Grupa Rowerowa Trójmiasto)

Ps. Wszystkie zdjęcia z rajdu znajdziecie w naszej galerii.

Opinie (27) 2 zablokowane

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.