Dołącz do ludzi pozytywnie zakręconych!
stat

Szlak Kartuski; z rowerem na plecach przez Jar Raduni

Szlak Kartuski prowadzi z Sopotu na Pojezierze Kaszubskie, a jego dystans to prawie 68 km. Główną atrakcją szlaku jest rezerwat Jaru Rzeki Raduni, wzdłuż którego zawzięcie się przedzieraliśmy z rowerami na plecach. Ten trudny do pokonania 7 km odcinek z pewnością na długo zostanie w naszej pamięci. Strome urwiska, śliskie korzenie, powalone konary drzew, a do tego rój krwiożerczych komarów, tak wyglądało zadanie, którego się podjęliśmy. Ścieżka bardzo trudna do przebycia dla zwykłego piechura, a co dopiero dla rowerzysty. Temperatura tego dnia była bardzo wysoka, przez co pot lał się spod kasku jak woda z wiadra. Mięśnie drżały z wysiłku, odmawiając posłuszeństwa. Pomimo tego chęć zdobycia całego Szlaku Kartuskiego była tak wielka, że nic nie mogło stanąć nam na przeszkodzie! Nie raz zdarzały się sytuacje, że wymęczeni, siadaliśmy na ziemi, mając wszystkiego powyżej uszu. Jednak stawiając na swoim, w końcu udało nam się osiągnąć cel.

Na szlaku prócz przepięknej dzikiej przyrody Rezerwatu Jaru Raduni zobaczyliśmy również sporo ciekawych zabytków jak kuźnia wodna oraz odrestaurowany Dwór OliwskiDolinie Radości. Zatrzymaliśmy się w Żukowie, jednym z najmłodszych miast województwa Pomorskiego, które chlubi się starodawnym, gotyckim kościołem klasztornym pozostawionym przez norbertanki. Zaś w okolicy Kartuz, w lasach dochodzących do miasta ujrzeliśmy grupę potężnych modrzewi w Rezerwacie Stare Modrzewie. Na koniec podziwialiśmy piękne widoki na miasto Kartuzy, gdzie zakończyliśmy morderczy podbój Szlaku Kartuskiego. Wykończeni jak konie po westernie wrócimy do Trójmiasta szosą, jednak sił na dojazd do domu nie oszczędzaliśmy. Grzejąc pomiędzy 38 a 42 km/h w domu byliśmy w niecałe półtorej godziny.

Opis rajdu:

Jako, że szlak rozpoczyna się w Sopocie Kamiennym Potoku, tam też postanowiliśmy zrobić miejsce naszej zbiórki. Około godziny ósmej z minutami w 10 osobowym męskim składzie ruszyliśmy w górę dzielnicy, gdzie wskoczyliśmy na pieszy Szlak Kartuski, oznaczony kolorem niebieskim. Po kilkunastu minutach jazdy lasem dojechaliśmy do Brodwina. Tu, pomimo iż korzeni cała masa, było w miarę spokojnie. Za ul.Sopocką wbiliśmy się na Starą Drogę Kacką (lub Drogę Wielkokacką), którą dojechaliśmy do leśnego skrzyżowania znanego jako Wielka Gwiazda. Po paru kolejnych leśnych zakrętach dojechaliśmy do Doliny Świemirowskiejul. Reja w Sopocie. Po przekroczeniu działek ogrodniczych po raz kolejny "zanurzyliśmy się w leśnej gęstwinie", by po kolejnych kilku km dotrzeć do Drogi Nadleśniczych. Minęliśmy Górę Kościuszki, na której znajduje się pomnik Bitwy Pod Oliwą, a tuż za nią na dość wyboistym zjeździe do ul. Spacerowej, Frans jadący na dzisiejszym rajdzie na rowerze pożyczonym od mamusi, łapie gumę, co zmusza nas do kilkunasto minutowej przerwy. Zatem nasz pierwszy większy postój miał miejsce tuż niedaleko Instytutu Budownictwa Wodnego PAN.



Jak tylko uporaliśmy się z nie lada małą dziurą ruszyliśmy dalej ku zabytkowej Kuźni Wodnej, przy której o mały włos doszłoby do kolejnej kraksy. Na szczęście jadący ramię w ramię z Fransem Adi, jakoś się wybronił od upadku. Wspinając się Doliną Radości minęliśmy po prawej ogródki działkowe, a za nimi w oddali budynki Dworu Oliwskiego. Po 700 m kierując się oznaczeniami szlaku odbiliśmy z drogi asfaltowej w lewo w las, mijając jeszcze na jego skraju głaz pamiątkowy z 1936 r. Tu czyhał na nas kolejny podjazd pod grzbiet między Doliną Radości a Wężową Doliną. Jadąc dalej dotarliśmy do Szwedzkiej Grobli a następnie wijąc się wśród gęstwiny do Huzarskich Manowców. Dalej przecinając ulicę Słowackiego wskoczyliśmy na leśną drogę asfaltową, która doprowadziła nas do Matemblewa, gdzie dołączył się do naszej paczki Łukasz.

Mijając z prawej Sanktuarium Matki Bożej Brzemiennej dojechaliśmy nad Strzyżę, gdzie szlak zaczął kluczyć wąskimi ścieżkami wśród gęstwiny leśnej. Z Doliny Strzyży podążyliśmy w górę strumienia jadąc dość stromym jej zboczem. Bywały miejsca, gdzie dla bezpieczeństwa rowery musieliśmy przenieść, jednak to był tylko przedsmak tego co nas czekało w Jarze Rzeki Raduni. Po niecałych 2 km niezbyt dogodnej, nadrzecznej trasy w końcu opuściliśmy dolinę dojeżdżając do wiaduktu nad dawną linią kolejową Wrzeszcz - Żukowo, którędy prowadzi "szlak zwiniętych torów".



Podążając dalej przejechaliśmy pod obwodnicą mijając po drodze również zbiornik retencyjny na Strzyży oraz działki ogrodnicze położone po obu stronach drogi. Za działkami ostro odbiliśmy w lewo wraz z oznaczeniami niebieskiego szlaku oraz napotkanego tu szlaku czarnego - Wzgórz Szymbarskich. Zmierzając w dół po raz kolejny dotarliśmy do nieczynnej wspominanej już wcześniej linii kolejowej za którą widać już było wybudowania Kokoszek. Na tym odcinku wymiękł nam Igor, który postanowił dać sobie spokój z dalszą drogą. My zaś robiąc sobie pięciominutową przerwę na łące pełnej maków ustaliliśmy dalszy plan działania.

Nieco dalej jadąc nowo wybudowaną ścieżką rowerową wzdłuż ul.Kartuskiej jeden z naszych kolegów miał dość groźno wyglądającą wywrotkę, jednak szybko się pozbierał i mogliśmy swobodnie rajd kontynuować dalej. Za Kokoszkami przecięliśmy ul.Kartuską kierując się w górę ul. Smęgorzyńską do brzegu lasu Smęgorzyna, a stamtąd nad Jezioro Otomińskie. Ten odcinek leśny niesamowicie dał nam popalić. Wpierw na ostrym zakręcie prawie cała grupa wylądowała w pokrzywach, potem Frans wywinął orła lądując w środku mrowiska. Tu również zrobiliśmy krótką przerwę by chłopak mógł nieco się otrząsnąć, bo tylu "mrówków chyba na sobie jeszcze nie miał" ;-)

Po tych przygodach i zdrowych i mniej zdrowych dotarliśmy do Otomina, jednak na widok spoczywających tłumów nad jeziorem szybko ruszyliśmy dalej. Przerwę zamierzaliśmy zrobić w Sulminie, gdzie i tak musieliśmy uzupełnić płyny i prowiant na dalszą drogę. Jednak przerwa znowu nam się wydłużyła, gdyż na tym piaszczysto-wyboistym odcinku Robert zerwał kilka szprych, które trzeba było zrobić, zanim zacznie się prawdziwa rzeźnia.

Po ponad półgodzinnej przerwie z Sulmina ruszyliśmy w kierunku Niestępowa, PrzyjaźniŻukowa. Ten odcinek był bardzo można powiedzieć "sielankowy". Staraliśmy się tu nie pędzić zbierając jak najwięcej sił na zbliżający się ciężki odcinek Jaru Rzeki Raduni. W Żukowie na dziedzińcu kościelnym znowu zrobiliśmy sobie krótką przerwę podziwiając starodawny, gotycki kościół klasztorny. Ale dość już tej sielanki...

Z Żukowa ruszyliśmy niczym do boju zmierzając ścieżką u podnóża nasypu linii kolejowej, która tak zarośnięta była trawą, że ledwo nas było z niej widać. Dalej mijając lewej elektrownię wodną oraz Zakład Hodowli Ryb Łososiowatych a później most nieczynnej linii kolejowej Żukowo - Kartuzy, dotarliśmy w końcu do celu, do najtrudniejszego odcinka naszego rajdu. Dalsza trasa to ścieżka biegnąca stromym zboczem doliny, raz wyżej raz niżej, często przecięta powalonymi pniami drzew lub ich złamanymi konarami, nierzadko błotnista i mokra. Ten trudny, męczący odcinek szlaku dał nam tak w kość, że lepiej nie mówić. Do tego te cholerne komary... ale jak po 3,5 km dotarliśmy do szosy łączącej BorowoBabim Dołem, odetchnęliśmy z ulgą. Tu mając już echo w bidonach postanowiliśmy na chwilę udać się do wsi uzupełniając zapasy na dalszą drogę. Na szczęście dalszy odcinek jaru okazał się mniej wymagający, dzięki czemu mogliśmy nieco zregenerować siły. Żeby nie było Rezerwat Jaru Rzeki Raduni pokonaliśmy pieszo, a na rower ponownie wskoczyliśmy dopiero za śródleśnym jeziorkiem zjeżdżając dość stromą ścieżką do kładki. No i po ponad dwu godzinnej przeprawie w końcu wydostaliśmy z jaru. Ten hardcorowy odcinek, który pokonaliśmy z rowerami na plecach z pewnością na długo zostanie w naszej pamięci.

Następnie wspinając się ostro w górę dotarliśmy do linii kolejowej do Kościerzyny. Wykorzystując wiadukt znajdujący się w odległości około 700 m od stacji kolejowej Babi Dół podążyliśmy szlakiem przechodzącym nad torami i skierowaliśmy się leśnymi duktami do Mezowa. Po wyjeździe z lasu szlak wiedzie najpierw piaszczystą, później asfaltową drogą zostawiając z prawej Jezioro Mezowskie. Po skręcie w lewo szlak mija po prawej stronie mniejsze, bardzo urokliwe Jezioro Okunkowo. Tu trzeba uważać, gdyż łatwo można pobłądzić, oznakowania szlaku często szukać należy w trawie. Przyszło nam zatem kluczyć wśród wysokich traw oraz zarośli, jednak szlaku nie zgubiliśmy. Za Jeziorem Szczyczno minęliśmy pojedyncze zabudowania i po raz kolejny zagłębiliśmy się w lesie. Po drodze, na kilometr od szosy Kartuzy - Egiertowo mieliśmy okazję zobaczyć też rezerwat przyrody Stare Modrzewie.

Zbliżając się małymi krokami do Kartuz zaczęliśmy odczuwać zmęczenie, tym bardziej, iż temperatura tego dnia nie była dla nas łaskawa. Było pewnie ze 30 stopni jak nie lepiej. Jednak nie poddając się szlak ukończyliśmy z klasą. Na zakończenie był plan by zajechać nad któreś z mijanych po drodze jezior np.: Karczemne lub Mielenko by się nieco wypluskać, jednak czas nas gonił; co po niektórzy tego dnia planowali jeszcze dojść o własnych siłach do pracy, zatem po wdrapaniu się na Wzgórze Wolności na końcówce szlaku uznaliśmy, że wykąpiemy się jednak w morzu. Po godzinie 16 zakończyliśmy morderczy podbój szlaku, który tyle chodził nam po głowie. Cieszył nas fakt, że mamy już to poza sobą. Teraz została tylko droga powrotna do domu... 35 km, co to dla nas, tym bardziej szosą! Początkowo umówiliśmy się, że pojedziemy gęsiego zmieniając się co kilka km, gdyś niestety co jakiś czas wiatr mieliśmy prosto w twarz. Jednak za Kartuzami chyba któremuś musiałem "wjechać na ambicję", że z prędkości 25 km/h zrobił się nagle wyścig dochodzący nawet do 42 km/h. Raz prowadził Adi z Robertem, raz ja z Fransem. Nie mniej jednak do Żukowa jechaliśmy łeb w łeb. Na stacji benzynowej rozdzieliliśmy się i każdy pojechał w swoim kierunku, jedni na Gdańsk inni na Gdynię.

Podsumowanie:

Wg PTTK: Szlak jako całość dość trudny i uciążliwy do przebycia głównie przez odcinki prowadzące brzegiem Jaru Raduni. Nie nadaje się (przynajmniej na tym odcinku) do wykorzystania przez inne rodzaje turystyki poza pieszą. Nie wskazane jest odbywanie wędrówki, zwłaszcza na ww. odcinku w porach bardzo mokrych, po ulewnych deszczach jesiennych i w czasie wiosennych roztopów. Podobne choć nieco łatwiejsze są warunki przejścia na początkowym odcinku znajdującym się w strefie krawędziowej Wysoczyzny Pojezierza Kaszubskiego (dolina Strzyży, odgałęzienia doliny Radości).

Zgodzimy się z dwoma faktami. Z pewnością w porach mokrych szlak jest nie do pokonania, jednak nie możemy się zgodzić z faktem, iż jako całość szlaku jest trudna do pokonania. Odcinki poza Jarem Raduni są jak najbardziej właściwe pod kątem turystyki, a na pewno już rowerowej. W większości szlak wiedzie dość spokojnymi ścieżkami leśnymi, a nieraz nawet szerokimi drogami gruntowymi. Być może część z nich nieco jest zapiaszczona, lecz przejezdna. Zgodzimy się również, iż jest trochę wzniesień do pokonania i nie zawsze jest łatwo, jednak dla wprawionych w boju rowerzystów nie powinny one stwarzać większych problemów. Co do samego Jaru Raduni, jak wszyscy wiemy rezerwat objęty jest ścisłą ochroną, więc jazda jakimikolwiek pojazdami jest tam zabroniona! Jednak jak tu mówić o jeździe, skoro trudno jest go przejść na piechotę? Szlak prowadzący wzdłuż rzeki to nie lada wyczyn dla prawdziwego piechura, zatem zostawmy ten odcinek w spokoju, z pewnością nie jest on na rower.

Dystans Szlaku Kartuskiego: ponad 67 km
Dystans całej wycieczki startując z Sopotu: +/-105 km

Trasę wycieczki opracowaliśmy na podstawie mapy wyd.Eko-Kapio: "Kaszubski Pierścień".

Autorzy relacji: Maciej ŚwieczkowskiKrzysztof Kochanowicz
Zdjęcia i grafika: Krzysztof Kochanowicz

Więcej zdjęć znajdziecie w naszej galerii

P.S. Jeżeli chcecie poznać fajne towarzystwo, a przy tym aktywnie spędzać wolny czas - dołączcie się do nas. To nic nie kosztuje. Wszelkie informacje związane z uczestnictwem w naszych rajdach znajdziecie na naszej stronie

Na prośbę autorów relacji redakcja Portalu Rowerowego Trójmiasta będzie usuwać wszystkie opinie nie związane z tematem. Zatem jeśli znacie przebytą przez nas trasę, odwiedzone miejsca i chcielibyście coś dodać czego nie ujął autor relacji, podzielcie się własnymi doświadczeniami. Będą one z pewnością bardzo przydatne tym, którzy będą chcieli powtórzyć tą trasę lub ułożyć własną na jej podstawie.

Opinie (12) 5 zablokowanych

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.