Dołącz do ludzi pozytywnie zakręconych!
stat

Kaszuby - lasy, pola i jeziora; edycja 05

Pomimo kalendarzowej już wiosny, w okolicach Trójmiasta zima specjalnie nie kwapi się by nas opuścić
Pomimo kalendarzowej już wiosny, w okolicach Trójmiasta zima specjalnie nie kwapi się by nas opuścić fot.GRT

Na Kaszubach jest tyle atrakcji dla rowerzystów, że nawet piąty rajd po tym regionie nie pozwolił nam poznać ich wszystkich.



My jak zwykle, staraliśmy się ułożyć naszą trasę tak, by kontakt z "blachosmrodami" był jak najmniejszy. Oczywiście zaraz ktoś powie, że trzeba było pojechać do lasu, jednak co to za przyjemność jazdy w grząskim, topniejącym śniegu i błocie? Teraz w pierwszych dniach wiosny, jak to zwykle bywa po zimie, wiele dróg gruntowych nie zawsze jest przejezdna, stąd i wybór trasy też nie był przypadkowy. W opracowaniu kierunku pomógł mi jak zwykle Krzysiek, który często po pracy przemierza okoliczne strony i to on również w większości czuwał nad prowadzeniem rajdu.

Tego dnia pomimo, pochmurnego nieba, prócz nas dwóch na wycieczkę dał namówić się jeszcze Darek, sąsiad Krzyśka, nasi nowi kadrowicze: Iwona i Adam oraz jeden z naszych sympatyków, którego imienia niestety nie pamiętam ;-/ W każdym razie w takim kameralnym gronie spędziliśmy miło drugi dzień kalendarzowej wiosny przemierzając budzące się ze snu zimowego Kaszuby.

Zaś na "kaszubskich preriach" wiosna powoli budzi się z zimowego snu
Zaś na "kaszubskich preriach" wiosna powoli budzi się z zimowego snu fot. GRT


Na wycieczkę ruszyliśmy z Gdańska Osowy, gdzie na Kaszuby, to już "rzut beretem". Pierwszym naszym celem było dostanie się nad jezioro Tuchomskie, które nie raz mijamy na naszych wycieczkach. Tu droga była banalna gdyż wystarczyło udać się prosto przez Czarne BłotoBarniewice by po kilkunastu minutach dotrzeć do celu. Po drodze w okolicach Chwaszczyna zalegał jeszcze śnieg, ale widać było już nadchodzącą wiosnę i przebiśniegi na skraju drogi. Po przekroczeniu drogi łączącej Gdynię z Żukowem wyglądało to tak jakbyśmy przenieśli się w czasie. Tu po śniegu już "ani widu, ani słychu".

Za Tuchomem obraliśmy kierunek na Warzenko a następnie Tokary śledząc znaki prowadzącego tędy rowerowego Szlaku Błękitnego. W Tokarach gdyby nie czujność Krzyśka, za pewne "pojechalibyśmy w pole" ... ale bynajmniej bez strat materialnych ;) Jednak jak to powiedział jeden z naszych kolegów, warto mówić i wspominać tylko dobre rzeczy, co by więcej nic złego się nie wydarzyło. Stąd nie będę o tym fakcie opowiadał; w każdym razie nie był to powód do płaczu. Rower to rzecz nabyta. Po przerwie technicznej na szczęście udało nam się kontynuować zamierzoną drogę. Ze wsi Tokary udaliśmy się do Kczewa mijając po drodze małe jezioro Kczewskie. Tu chyba nas jeszcze nie było, zatem prawdopodobnie będzie to nasz kolejny cel na rozpoczęcie sezonu.

W Kczewie zahaczyliśmy o przydrożny sklep co by uzupełnić nieco zapady, po czym znowu zagłębiliśmy się wśród "kaszubskich prerii", gdzie ruch samochodowy był bardziej niż znikomy. Na "dzień dobry" czyhał na nas niemały podjazd, a zanim widać już było wybudowania wsi Bursztynik. Kontynuując jazdę tą drogą gruntowa dotarliśmy do szosy wiodącej z Przodkowa do Czeczewa, a następnie odbiliśmy do tej drugiej.

Na szczęście nam niestraszne są zmiany pogodowe, bo jeździmy wtedy kiedy mamy ochotę...
Na szczęście nam niestraszne są zmiany pogodowe, bo jeździmy wtedy kiedy mamy ochotę... fot. GRT


Będąc w  Czeczewie chcieliśmy odwiedzić tamtejszy kościół, jednak ze względu na odbywającą się tam mszę, uznaliśmy, że nie będziemy robić zamieszania, dlatego udaliśmy się dalej w kierunku Kłosowa, Kłosówka a następnie Kowalewa. Na tym odcinku "królował" dziurawy jak ser szwajcarski asfalt. Nabraliśmy całkiem niezłej prędkości, jednak nadal nie można tu mówić o całkowitej formie. Niektórzy tego dnia po raz pierwszy po zimie wsiedli na rower.

Niespełna pół kilometra za Kowalewem odbiliśmy w kierunku Kamienia i okolicznych jezior, gdzie nie raz mieliśmy okazję wypoczywać podczas poprzednich sezonów. Z pewnością i w tym sezonie tu wrócimy. W  Kamieniu zaś wskoczyliśmy na chwilę na szosę, by przeturlać się do kolejnego skrótu "wyczajonego" przez Krzyśka. W drodze do Kielna odbiliśmy na Kieleńską Hutę początkowo jadąc asfaltem, a później malowniczą drogą gruntową, przedzierającą się przez liczne pagórki; osobiście uwielbiam takie bezdroża. W Kielnie z powrotem wróciliśmy na asfalt ale tylko do miejscowości Warzno, bo dalej aż po samo Chwaszczyno i ostateczny nasz cel czyli gdańską Osowę mieliśmy przyjemność jechać utwardzonymi drogami gruntowymi.

Wycieczkę naszą zakończyliśmy tak jak było mówione na początku w Osowie, skąd każdy rozjechał się już we własnym kierunku. W każdym razie, to co nas najbardziej cieszy to fakt, że mogliśmy się spotkać, porozmawiać i tym samym spędzić kolejną niedzielę w sposób aktywny, a nie przed "bełkoczącym pudłem"! Miejmy nadzieję, że pogoda będzie coraz lepsza i niedługo będziemy mogli ruszyć z rozpoczęciem sezonu letniego.

Powiększ by zobaczyć trasę
Powiększ by zobaczyć trasę


Do zobaczenia na szlaku!

Relacja pochodzi ze strony Grupy Rowerowej 3miasto (GRT)

Opinie (29) 5 zablokowanych

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.