Dołącz do ludzi pozytywnie zakręconych!
stat

Kaszuby - lasy, pola i jeziora; edycja 04

Mówiąc dokładniej: wdrapaliśmy się na kolejną wieżę widokową Kaszub, którą postawiono na najwyższym wzniesieniu Nadleśnictwa Strzebielino - Jeleniej Górze. Zobaczyliśmy Kamienne Mosty, czyli kamienne umocnienia dróg utworzonych nad głęboko wciętymi przepustami. Stanęliśmy pod "Szadym Dębem". Odwiedziliśmy po raz kolejny pałac w Paraszynie. Przyjrzeliśmy się z bliska "Schodom do lasu". Zahaczyliśmy o Leśne Schronisko "Łowców Przygód" w Porzeczu. A w porywistej drodze powrotnej, na pełnych żaglach podziwialiśmy piękne kaszubskie widoki. Niech żałują tylko Ci których wiatr nie wydmuchał z domu...



Zapowiedź rajdu poszła w eter, zaś zbliżająca się sobota 13 stycznia, kiedy to postanowiliśmy nieco "pokręcić korbą" nie zapowiadała się tak jakbyśmy tego pragnęli. Z dnia na dzień pogoda była coraz gorsza, a szalejący wiatr dawał nam sporo do myślenia. Nie mniej jednak wypadu nie odwołaliśmy. W razie czego trasa została tak przygotowana by jazda była przyjemnością, a nie udręką.

Główne spotkanie wyznaczyliśmy w Gdańsku Wrzeszczu, jednak oprócz mnie i Świecy, nikt inny się nie stawił. Lecz i nawet ta gorzka rzeczywistość nie zniechęciła nas do wyjazdu; w końcu nie na darmo wstaliśmy o 6-ej rano, by teraz wrócić z powrotem do łóżek i wylegiwać się do południa jak większość naszych przyjaciół. O godz. 7 z kawałkiem wsiedliśmy do kolejki podmiejskiej licząc na to, że w drodze do Bożegopola Wielkiego, skąd miał odbyć się oficjalny start, ktoś do nas dosiądzie. Pomimo, iż minęliśmy GdańskSopot, gdzie nikt do nas nie dołączył, wiedzieliśmy że w Gdyni bankowo będzie Dropi, który od kiedy Grupa Rowerowa Trójmiasto istnieje nie opuścił prawie żadnego rajdu. Wraz z nim na tej samej stacji dosiadł się także Phantom, który już wcześniej zaoferował nam swą pomoc w nawigacji po terenie, który zna jak własną kieszeń. Taką oto mocną czwórką, której żadne wichry niestraszne dotarliśmy do Bożegopola.



Przygotowana wcześniej trasa została bez zmian, tym bardziej iż wiatry raczej nam sprzyjały, niekiedy nawet do tego stopnia, że na odcinkach piaszczysto-błotnych rozwijaliśmy niesamowite prędkości - do 35 km/h. Naszą przeprawę przez północną część Kaszub zwaną często Kaszubskimi Bieszczadami zaczęliśmy od wspinaczki na Jelenią Górę, na której podczas 31 edycji Harpagana usytuowany był jeden z punktów kontrolnych. By się tam dostać tuż za stacją kolejową skierowaliśmy się na południe i na skraju lasu wbiliśmy na szlak turystyczny oznaczony kolorem czerwonym, który doprowadził nas do Leśniczówki Paraszynek. Jadąc skrajem pradoliny Łeby z widokiem na wieś Bożepole i wzgórza wznoszące się na przeciwległym krańcu pradoliny jechaliśmy dość szeroką gruntową drogą z wiatrem prosto w plecy. Jednak przy leśniczówce i położonej nieopodal wiacie ukształtowanie terenu nieco się zmieniło, na co zresztą byliśmy już wcześniej przygotowani. Tu szlak odbija bardziej w górę i zaczyna się prawdziwa gehenna, prawdziwa przygoda z tym pięknym terenem. W drodze przez rezerwat przyrody "Paraszyńskie wąwozy" poruszamy ciekawe tematy związane nie tylko z turystyką rowerową, ale również o tutejszej przepięknej przyrodzie i planie założenia parku krajobrazowego.



Rezerwat "Paraszyńskie wąwozy" został utworzony w 2001 roku dla ochrony bardzo licznych jak na ten region naszego kraju źródlisk i związanej z nimi roślinności a także rzadkich i chronionych gatunków roślin i zwierząt. Ciekawostką jest występowanie roślin o charakterze podgórskim takich jak podrzeń żebrowiec, naparstnica purpurowa, widłak wroniec czy zachyłka oszczepowata. Zaś osobliwością świata zwierząt jest salamandra.

Wspinaczka na szczyt Jeleniej Góry co po dla niektórych skończyła się na piechotę, jedynie Świeca nie poddał się i walczył do ostatnich sił ze stromym podjazdem. Ale co to dla niego, to tylko rozgrzewka. Ja , DropiPhantom postanawiamy zaś pokontemplować dłużej z tą wspaniała przyrodą robiąc masę zdjęć. Po kilkunastu minutach w końcu i nam udaje się osiągnąć szczyt.



Jelenia Góra - 221 m n.p.m. jest najwyższym wzniesieniem Nadleśnictwa Strzebielino. Teren ten tworzył ustępujący lądolód skandynawski i jego wody roztopowe, pozostawiając liczne wąwozy, jary pagórki i źródliska, które po części mieliśmy okazję zobaczyć. Pomimo, iż wieża widokowa ledwo co wyrasta od ziemi, to widoki z niej są godne całemu temu poświęceniu i wspinaczki na sam szczyt. Roztaczają się stąd przepiękne widoki na pradolinę Łeby, którą już dzisiejszego dnia mieliśmy, zaś w kierunku południowo-wschodnim pradolinę Redy. Różnica wzniesień pomiędzy dnem doliny a wierzchołkiem wynosi 170 m. Piękne widoki swoją drogą, ale ten przeciąg "ostro dał nam popalić".

Trzymając się dalej tego samego szlaku pokonujemy schody w dół, na których Phantom zgubił klocki hamulcowe. Pomimo mojej kurzej ślepoty udaje mi się odnaleźć pogubione części, jednak na wiele się to nie zdaje, gdyż brakuje do kompletu maleńkiej śrubki, bez której cała reszta odmawia posłuszeństwa ;-/ Mimo to awaria nie uniemożliwia Markowi dalszej jazdy a jedynie dodaje "pikanterii".

Nieopodal paśnika szlak czerwony przecina zielony, na który to właśnie odbijamy, tym samym kierując się na kolejne cele naszej wycieczki - Kamienne Mosty oraz Szady Dąb. Początkowo szlak zielony daje nam trochę w kość, jednak po pokonaniu pierwszego wzniesienia jest już całkiem znośny. Dalej jeszcze tylko młody lasek bukowy i docieramy do Kamiennych Mostów, które powiem szczerze bardziej mnie urzekły niż po przeczytanej wcześniej informacji w przewodniku turystycznym.



Kamienne Mosty to bardzo ciekawy ewenement, który na pierwszy rzut oka wygląda jak wysoki nasyp kolejowy. Jednak są to kamienne umocnienia drogi nad głęboko wciętym przepustem. Nieznana jest dokładna historia ich powstania i przeznaczenia, ale prawdopodobnie powstały w okresie międzywojennym bądź na przełomie wieków. Mogły służyć komunikacji pomiędzy istniejącymi wtedy osadami, gospodarce leśnej lub udostępnieniu terenu do polowań.

Tuż za Kamiennymi Mostami szlak wydostaje się nieco z "gąszczu" i biegnie skrajem lasu, skąd rozpościerają się przepiękne widoki na liczne wzgórza, prawie jak w Bieszczadach. Zmierzając tym razem w dół docieramy do samotnie stojącego dębu zwanego "szadym", który w języku kaszubskim znaczy rozczochrany, powyginany. Przy skrzyżowaniu dróg, przy którym stoi Szady Dąb szlak zielony odbija w prawo w kierunku Nawcza, my zaś odbijamy w przeciwległą stronę zmierzając do Paraszyna, gdzie czeka na nas kolejna atrakcja.

Dwór w Paraszynie - tu mamy okazję być już ... oj chyba zabraknie mi palców u rąk. Byliśmy tu i latem i zimą i w deszczu, za dnia jak i w nocy, podobnie jak przy pałacu w Leźnie, nieopodal Trójmiasta. Wracając jednak do dworu w Paraszynie nad Łebą, trzeba przyznać, iż to jeden z ładniejszych XIX-wieczny dworów szlacheckich na dawnej ziemi lęborskiej. Parterowy budynek ze stylowym wyposażeniem i odnowioną elewacją od początku lat 90-tych jest siedzibą eleganckiego hoteliku i restauracji. W przeszłości Paraszyno należało m.in. do rodziny Paryskich oraz Bach-Zelewskich.



Po krótkiej przerwie w Paraszynie udajemy się na niebieski szlak rowerowy biegnący z Lęborka w kierunku Trójmiasta, którym to kierujemy się do Porzecza. Po drodze na chwilę jeszcze zatrzymujemy się przy kolejnym ciekawym obiekcie, którego historia nie do końca jest mi znana. "Schody do Lasu", o których mowa, wiem jedynie tyle, iż są pozostałością po niegdyś istniejącej tu szkole. W Porzeczu zaś kolejną chwilę zajmuje nam ciekawa drewniana zabudowa, oraz budynek Młodzieżowego Schroniska Leśnego "Łowców Przygód", gdzie przed laty miałem okazję odbywać "praktyki terenowe" w ramach kursu na Organizatora Turystyki PTTK wraz z przyjaciółmi wędrowcami. Może kiedyś jeszcze tu wrócę / wrócimy by pobawić się w nocne podchody czy po wspinać się na sztucznej ściance...

Z Porzecza skierowaliśmy się w stronę Osieka, jadąc cały czas wzdłuż rzeki Łeby. Widoki, które nam towarzyszyły są tak piękne, że trzeba będzie tu wrócić jeszcze nie jeden raz. Pomimo kalendarzowej zimy pola nadal były kolorowe, gdzieniegdzie zaczęły nawet kwitnąć kwiaty i ćwierkać ptaki. Nawet bocianowi nie chciało się odlatywać do ciepłych krajów. Za Osiekiem wyskoczyliśmy nieco na szosę, gdzie spotkała nas miła niespodzianka. Tą niespodzianką było spotkanie z Januszem, który tego dnia zamierzał do nas dołączyć i w końcu mu się to udało. Tak nasza czwórka poszerza się o kolejnego uczestnika.



Przed Tłuczewem teren coraz bardziej jest otwarty, powili zanikają wzniesienia, a porywisty wiatr coraz bardziej jest odczuwalny szczególnie gdy strome podjazdy pokonywane są na ostrym blacie z prędkością do 40 km/h. Taką oto zawrotną prędkością dochodzącą w porywach do 60 km/h i ponad w mgnieniu oka docieramy do Strzepcza, gdzie robimy nieco dłuższy postój przy potężnym ceglanym kościele wzniesionym po II wojnie światowej. Dalej nie chcąc zbyt długo jechać wśród "blachosmrodów" odbiliśmy w drogę gruntową, którą podobno wiedzie bezimienny szlak rowerowy. Zaczyna się ona tuż za miejscowością i wiedzie pomiędzy jeziorami: MiłoszewskimLewinko do samego serca Kaszub. My jednak tuż za Lewinem odbiliśmy w kierunku leśniczówki niemalże nieuczęszczaną polną drogą do Łebno-Huty. Tu otwarcie trzeba powiedzieć: droga nie była zbyt łatwa, ale dla tych widoków, pofałdowanego terenu, jarów, wąwozów, maleńkich leśnych oczek wodnych i na zakończenie ... zaoranej drogi warto było trochę się namęczyć. Dalej za Hutą droga była znacznie łatwiejsza, dość szeroka szutrówka okalająca dość spore Jezioro Otalżyno zawiodła nas do Jeleńskiej Huty, gdzie po raz drugi wskoczyliśmy na asfalt i jako, iż nieco byliśmy spragnieni uzupełnienia płynów powoli zaczęliśmy rozglądać się za sklepem spożywczym. Postój zrobiliśmy dopiero w Kowalewie. Był to nasz trzeci dłuższy, ale i ostatni odpoczynek tego dnia. Phantom jak zwykle udał się po swoja wymarzoną Coca Colę, ja zaś po nektar bananowy, z którym ostatnio nie mogę się rozstać.



Z Kowalewa jak burza skierowaliśmy się w kierunku Trójmiasta, w końcu pora obiadowa zaczęła się zbliżać. Na skróty odbiliśmy na Kłosowo, a stamtąd na CzeczewoTokary. Czym bliżej byliśmy domu tym wiatr coraz mniej był dla nas łaskawy, nie mniej jednak siły mieliśmy jeszcze całą masę. Po drodze Dropi znalazł piłeczkę golfową i już był taki "happy" że nawet porywiste podmuchy wiatru prosto w twarz były mu obojętne. Z Tokar odbiliśmy w drogę gruntową w kierunku Jeziora Tuchomskiego a dalej standardowo już przez Borowiec, Czarne Błoto, Nowy Świat, Owczarnię, do Gdańska. Tuż za Tuchomkiem pożegnaliśmy się z Januszem, zaś nasza czwórka zjechała do Oliwy, gdzie na zakończenie rajdu zrobiliśmy sobie fotkę przy czołgu znajdującym się w posiadaniu Klubu Rekin.

Wyjeżdżając na trasę z Bożegopola o godz.9 rano założyliśmy sobie, iż w Trójmieście będziemy ok. godz. 17. Nie mniej jednak z tak sprzyjającymi wiatrami pokonaliśmy ten dystans znacznie szybciej, lądując w sam raz na obiad.



Trasa: Bożepole Wlk.- lasy Nadleśnictwa Strzebielino- Paraszyno- Porzecze- Osiek- Tłuczewo- Strzepcz- Miłoszewo- Leśniczówka Lewino- Szopy- Jeleńska Huta- Kowalewo- Kłosowo- Czeczewo -Tokary- Tuchomek- Borowiec- Czarne Błoto- Nowy Świat- Owczarnia- Gdańsk Oliwa- Jelitkowo

Pokonany dystans: 78 km

Zakończenie:
Pomimo, iż tego dnia większość naszych przyjaciół została w domu, a nam pozostało pokonywać Kaszuby jedynie w piątkę, bawiliśmy się naprawdę świetnie. Wietrzna przygoda oraz ciekawe miejsca, które po drodze zobaczyliśmy z pewnością zostaną nam na długo w pamięci. Niech żałują jedynie Ci, których z nami nie było.

Podziękowania:
Dziękuję przede wszystkim Markowi, który przyczynił się do sprawniejszego poprowadzenia tego rajdu, ale również wszystkim, których wiatr wywiał z domu o tak wczesnej porze: czyli Maćkowi (Świecy), Darkowi (Dropiemu), oraz Januszowi (vel. Stefanowi), który dołączył do nas nieco później.

Relację i grafikę do niej opracował: Krzysztof Kochanowicz
Zdjęcia wykorzystane w relacji: Krzysztof Kochanowicz & Darek Zieliński

Organizatorzy: GR3miasto + Phantom

Opinie (15) 6 zablokowanych

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.