Dołącz do ludzi pozytywnie zakręconych!
stat

Kaszuby - lasy, pola i jeziora; edycja 01

Teraz właściwie należy się wyjaśnienie skąd nazwa rajdu. Otóż oznacza ona, że jak ognia unikać będziemy asfaltu, większych dróg i miejscowości. Bazujemy na drogach i ścieżkach leśnych, ale takich, które wiodą przez najciekawsze miejsca danego terenu. Tym razem są to okolice Kamienicy Królewskiej. Od czasu zlikwidowania prowadzącej tam linii kolejowej nieco zapomnianej.



Więc jesteśmy w Tokarach i tu niespodzianka... ścieżka, którą mieliśmy się udać do Czeczewa została wchłonięta przez pole golfowe więc musimy je ominąć. Co tam! Jedziemy na przełaj poprzez miedzę obierając tylko właściwy kierunek. Już niebawem roślinność staje się tak bujna, że nie sposób jechać. Tylko Krzysiek jeszcze desperacko próbuje się przebić przez gęstwinę wybujałego zielska i o dziwo mu się to udaje ;-) Tak docieramy do zagajnika i jeszcze tylko mały przejazd przez strumyk i... dopada nas chmara komarów. W mgnieniu oka nasze nieosłonięte ręce i nogi pokrywają się krwiopijczymi owadami. Tylko ruch pomaga skutecznie odgonić natrętne stworzenia.



Ale jak jechać, gdy nie ma drogi, a przed nami rozpościera się meandrujący strumyk? Szczęśliwie nie jest głęboki i można się przedostać na drugi brzeg. Wychodzimy na otwartą przestrzeń a właściwie na podnóże stromego pagórka. Tylko Robinowi udaje się podjechać... lekko zmęczeni dojeżdżamy do Czeczewa i tamże żegnamy się z naszą dzielną koleżanką, która przeczuwając, co może nastąpić później postanawia odłączyć się. Szkoda, ale tak to już jest.



My niezrażeni (bo i czym) mkniemy dalej. Przez Trzy Rzeki docieramy do Pomieczyna a tam zwiedzamy śliczny neobarokowy drewniany kościół pw. św. Józefa. Odnowieni duchowo ruszamy dalej. Mijamy Hejtus i poprzez kompleks leśny dojeżdżamy do Sianowa. Tam uzupełniając zapasy płynów i suchego prowiantu wspominamy jeden z Najt Bajków podczas którego również odwiedziliśmy tą miejscowość tyle, że o 3 w nocy. Jak się później okazało nie była to nasza ostatnia wizyta w Sianowie tego dnia ale póki co dosiadamy rowerów i dzielnie podążamy w kierunku rezerwatu "Staniszewskie Zdroje" mijając po drodze Jezioro Sianowskie.



Po lewej zostawiamy "Łysą Górę" (220 m n.p.m.) i skrajem rezerwatu dojeżdżamy do Mirachowa a następnie do leśnictwa Mirachowo, przy którym podziwiamy 200-letni świerk pospolity o 27 m wysokości. Następnie starą, brukowaną leśną drogą docierany do skraju rezerwatu "Lubygość" by tam nad jeziorem o tej samej nazwie spenetrować niewielkie jaskinie. Szybko żegnamy się z tym uroczym miejscem i gnamy dalej czerwonym szlakiem prosto (a właściwie krzywo i pod górę, he he) do rezerwatu "Żurawie Błota" nad Jezioro Kamienne, przy którego brzegu leży słynny "Diabelski Kamień". Oczywiście zdobywamy 3 metrowej wysokości kolosa urządzając sobie jednocześnie małą sesję fotograficzną.



Robi się późno i musimy ruszać w dalszą trasę. Szybkim tempem, klucząc wśród ścieżek Lasów Mirachowskich a jadąc mniej więcej wzdłuż północnego brzegu Jeziora Potęgowskiego odnajdujemy Jezioro Czarne, które okrążamy by znaleźć się w przesmyku między tym jeziorem a Jeziorem Białym. Całość uroczych widoków psują tu i ówdzie poustawiane domki letniskowe wątpliwej urody. Niestety tego rodzaju "twórczość" towarzyszy nam niemal na każdym kroku. Najpiękniejsze miejsca regionu oszpecane są chaotyczną zabudową. Trudno.



Nie tracimy czasu i podążamy dalej. Po minięciu "czarno-białych jezior" spotyka nas stromy podjazd. Uuuu, nie jest lekko, całe szczęście, że nie jest on zbyt długi. Podjazd prowadzi nas nad, nieco już zarastające Jezioro Odroga. Trzymając się brzegu pędzimy przed siebie nawet nie zauważając jak te poprzednie przerodziło się w Jezioro Potęgowskie.



Niektórzy z nas pędzą tak szybko, że nie zauważają ścieżki prowadzącej do rezerwatu "Szczelina Lechicka", który to mieliśmy zamiar odwiedzić. Trzeba zawracać pędziwiatrów. Warto było. Widok, jaki rozpostarł się przed nami na przesmyku jezior: Potęgowskiego i Kocenko po prostu zapierał dech w piersiach! Nie było wyjścia, zrobiliśmy tu sobie 10 minutową przerwę na pokrzepienie i kontemplację. Nieubłagany czas nie pozwolił jednak na dłuższe rozkosze więc opuściliśmy to uroczysko. Okrążając Jezioro Kocenko północną stroną, jadąc wśród gęstwiny drzew, krzaków i innej roślinności ponownie wjechaliśmy do Rezerwatu Lubygość tyle, że tym razem od drugiej strony. Pomału kończyła się nasza przygoda Lasami Mirachowskimi... Jeszcze tylko rzut oka na 31 metrowej wysokości dąb szypułkowy, który mijaliśmy po drodze i ponownie znaleźliśmy się w Mirachowie. Tu zapadła decyzja o powrocie do domu asfaltem ze względu na późną już porę i konieczność przybycia do Gdańska przed 19:00.



Szkoda, nie będzie, więc zaplanowanego przeze mnie etapu przez rezerwat "Staniszewskie Błoto". Pocieszam się, że zrobimy go podczas następnej edycji. Oby! Odwiedziliśmy, więc miejscowy sklep spożywczo-przemysłowy a następnie drewniany dwór z VIII wieku, który jest atrakcją Mirachowa i ruszyliśmy dziarsko do Gdańska drogą przez Sianów, Kartuzy, Przodkowo, Rębiechowo ogólnie: asfaltowo bardzo nudna ;-)



Z zegarmistrzowską precyzją zameldowaliśmy się w grodzie nad Motławą o 19, mocno zmęczeni, ale szczęśliwi. Liczniki wskazywały 160 km., z czego dobre 90 z groszami bezdrożami, przez lasy, pola. I tak zakończyła się edycja pierwsza rajdu - lasy, pola i jeziora. Myślę, że jeszcze wrócimy w te rejony, bo jeszcze wiele zostało do zobaczenia.

Organizator główny rajdu: Wojciech Nagaj
Zdjęcia: Krzysztof "Frans" Kochanowicz

Grupa Rowerowa Trójmiasto (gr3miasto@gmial.com)

Przeczytaj o nas na podstronie, zobacz zdjęcia z ostatnich rajdów: www.rowery.trojmiasto.pl/grt/

Do zobaczenia na trasie !

UWAGA: Każdy podejmowany temat nie związany z powyższym rajdem będzie usuwany z forum, na życzenie Grupy Rowerowej Trójmiasto. Więc jeśli szukacie jakiejś dziury, proponujemy znaleźć inne forum!

Opinie (20) ponad 20 zablokowanych

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.