Dołącz do ludzi pozytywnie zakręconych!
stat

Kaszubskie Morze i Wdzydzki Park Krajobrazowy; ed.1

Rano, jak tylko się obudziłem, pogoda nie była najlepsza, lecz najważniejsze, że nie padało. Zanim wyjechałem z domu na nasze spotkanie, które miało miejsce we Wrzeszczu, zadzwoniłem jeszcze do chłopaków by zabrali ze sobą kąpielówki, gdyż to byłby chyba grzech, gdybyśmy jadąc nad jezioro, nie wykąpali się gdzieś po drodze.

O godzinie 9 zapakowaliśmy samochód i ruszyliśmy do Wdzydz ! Półtorej godziny później byliśmy już na miejscu ...



Zanim jednak wystartowaliśmy, opracowaną przez nas trasą, musieliśmy zostawić gdzieś bezpiecznie samochód. Najlepszym i chyba najtańszym miejscem we Wdzydzach okazała się mała zagroda tuż obok Kaszubskiego Parku Etnograficznego (po prawej stronie od wejścia). Jak już samochód był bezpieczny, spokojnie ruszyliśmy na podbój przepięknych okolic Wdzydzkiego Parku Krajobrazowego.



By móc w pełni rozkoszować się tutejszą przyrodą i podziwiać urocze widoki, trasę opracowaliśmy tak, by cały czas jechać wzdłuż linii brzegowej jeziora. Początkowo startując spod wdzydzkiego skansenu sugerowaliśmy się czerwonym szlakiem turystycznym, a następnie czarnym od Gołunia. Jednak z czarnego szybko zjechaliśmy, gdyż oddalał się od jeziora, a droga przestała być interesująca. Woleliśmy bardziej dzikie ścieżki, z których rozpościerały się przepiękne widoki na jezioro. Wprawdzie odbicie ze szlaku liczyło się z pewnymi trudnościami, ale nie zraziło to nas do dalszej drogi. Wręcz przeciwnie, wąskie i kręte ścieżki, prowadzące niekiedy po dość wysokim brzegu mobilizowały nas do bardziej technicznej jazdy. Co to by była za przyjemność jazdy tylko po lesie, bez żadnych przeszkód, małych strumyczków, drewnianych mostków czy kładek ? A tak, dość urozmaicony teren sprawił nam wiele radości. Gdyż nie był to tradycyjny rajd, a raczej towarzyski wypad naszej kadry, mogliśmy pozwolić sobie na totalną swobodę. Specjalnie nie mieliśmy wyznaczonych miejsc postoju i zatrzymywaliśmy się tam, gdzie tylko któryś z nas miał na to ochotę. W drodze do Wdzydz Tucholskich, najciekawszymi miejscami pod względem krajobrazowym był cypelek naprzeciwko Kozłowca oraz mały półwysep tuż przy wsi Lipa, gdzie woda w zatoczce jeziora miała kolor wręcz turkusowy.



Za Wdzydzami Tucholskimi wskoczyliśmy na czarny szlak, lecz "zagościliśmy" na nim tylko do Borska. Tu doszliśmy do wniosku, że skoro jesteśmy niedaleko Odr, wypadałoby zahaczyć o Rezerwat "Kamiennych Kręgów", które podobno mają magiczną moc :-) Dlatego też odbiliśmy w kierunku Żebrowa, maleńkiej osady położonej tuż nad samą Brdą. Dalej drogę kontynuowaliśmy praktycznie trzymając się raz prawej, raz lewej strony Czarnej Wody (inaczej Brdy), a we wsi Miedzno wskoczyliśmy na zielony szlak, którym dojechaliśmy do samych bram rezerwatu "Kamiennych Kręgów". Zaplanowana przez nas trasa uległa nieco zmianie i doszło parę kilometrów, ale to tylko parę :-) Nigdy wcześniej, nie mieliśmy okazji być w tym miejscu, jedynie dużo o nim słyszeliśmy. Będąc już na miejscu, jakoś specjalnie te kurhany i menhiry wrażenia na nas nie zrobiły. Żaden siły nam nie dodał wiec stwierdziliśmy, że lepiej byłoby uderzyć z powrotem nad jakieś jeziorko i ochłodzić się trochę w wodzie.



By nie wracać tą samą drogą postanowiliśmy podjechać następne parę kilometrów do Wiela. Tam zamierzaliśmy zwiedzić Kalwarię Wielewską, położoną tuż nad malowniczym jeziorem. Lecz w drodze do Karsina, a stamtąd do Wiela, zaczęła psuć się pogoda, a w pewnym momencie, ni stąd ni zowąd lunął deszcz ! A żeby nie powtórzyć ostatnich wybryków, po których to musieliśmy władować sporo kasy by doprowadzić nasze rowerki do ładu, stwierdziliśmy, że zrobimy sobie dłuższą przerwę, aż przestanie padać ! Niestety na horyzoncie jakoś nie zapowiadało się na lepsze :-( Na szczęście po kilkunastu minutach trochę ustało i na chwilę zaświeciło słonko. W tym czasie zdążyliśmy dojechać do Wiela. Lecz, ze względu na zbliżające się ciemnie chmury odpuściliśmy sobie zwiedzanie kalwarii. Woleliśmy trochę sobie odsapnąć i popluskać się w jeziorze. W prawdzie z minuty na minutę pogoda była coraz gorsza, ale na szczęście temperatura powietrza była równa z temperaturą wody i było nam w miarę ciepło. Wchodząc do wody, zaczął znowu padać deszcz, ale nam było już wszystko jedno...




Po prawie godzinnej przerwie w Wielu, ruszyliśmy w drogę powrotną. Praktycznie przez całą drogę aż do Jeziora Wdzydzkiego pogoda nie zmieniła się. Dobrze, że burza z silnymi opadami przeszła bokiem, lecz z drugiej strony cały czas nad naszymi głowami "wisiały czarne chmury" i obawialiśmy się,
że znowu może lunąć deszcz. A taka piękna pogoda była wcześniej ;-( No cóż... nie było innego wyboru. Wrócić i tak musieliśmy do Wdzydz, gdyż zostawiliśmy tam samochód, a innej możliwości powrotu raczej nie było ! Droga, którą jechaliśmy i zamierzaliśmy wracać, kompletnie była zalana. Miejscami kałuże sięgały 20 cm. Jazda przestawała być przyjemna, tak jak wcześniej gdy było sucho, świeciło słońce i można było podziwiać piękne widoki. Droga przypominała jedno wielkie bagno, co chwilę ktoś grzązł w naniesionym przez wodę piachu. Najgorzej było na podjazdach, gdzie miejscami nie było można przejechać. Trzeba było bardzo uważać, by nie nabawić się kontuzji. Na szczęście gdy dojechaliśmy do Jeziora Wdzydzkiego zaczęło się wypogadzać, ustał wiatr, a na horyzoncie przebłyskiwało słońce. To nas trochę rozweseliło, lecz najgorsze było to, że szlak rowerowy, którym mieliśmy wracać był kompletnie nieprzejezdny, a z minuty na minutę nasze napędy zaczynały coraz bardziej chrobotać :-( W prawdzie mówiąc mieliśmy dosyć takiej jazdy !



Jak tylko dojechaliśmy do Jeziora Wdzydzkiego i okalających go lasów postanowiliśmy porzucić na dobre ten uciążliwy, "bagienny" szlak ! Mieliśmy już powyżej uszu, błoto, kałuże i zatopione w nich koleiny, które miejscami naprawdę były niebezpieczne. O wiele milsze były wąskie, kręte ścieżki leśne ! Pomimo, iż w lesie wszystko było mokre, a wystające konary były bardzo śliskie, to jednak droga była o wiele przyjemniejsza ! W momencie gdy, zaczynało robić się coraz ładniej, dzień powoli dobiegał końca. Słońce było już dość nisko i powoli zaczęło zachodzić. Musieliśmy się spieszyć by dojechać do celu jeszcze przed zmrokiem, gdyż nikt z nas nie pomyślał by zabrać ze sobą oświetlenie. Na ostatnim odcinku, chcieliśmy trochę popędzić, lecz Robert przebił dętkę i niestety do Wdzydz nie dotarliśmy przed zmrokiem.




Podczas naszego małego wypadu zrobiliśmy 85 km. Może nie jest to dużo, lecz w takich warunkach chyba wystarczająco. Poza tym, pomimo iż pogoda zbytnio i tym razem nie była dla nas łaskawa bawiliśmy się naprawdę świetnie. Objeżdżając Jezioro Wdzydzkie mieliśmy okazję obcować z przepiękną tutejszą przyrodą, jak również wypocząć nad wodą.


Dziękuję wszystkim za wspaniałą zabawę i udany wspólny wypad ! W imieniu całej naszej grupy dziękujemy również tacie Kuby, który udostępnił nam swojego busa, dzięki któremu mogliśmy zrealizować powyższą wycieczkę !

Relacja pochodzi ze strony Grupy Rowerowej 3miasto

Dołącz do ludzi pozytywnie zakręconych
O naszych inicjatywach, rajdach i wycieczkach dowiesz się regularnie odwiedzając naszą stronę internetową lub wpisując się na listę sympatyków. Jeśli chcesz być na bieżąco informowany co organizujemy, napisz do nas e-mail: gr3miasto@gmail.com

Opinie (14) 1 zablokowana

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.