Dołącz do ludzi pozytywnie zakręconych!
stat

Jezioro Żarnowieckie i okolice

By wydostać się z Trójmiasta, skorzystaliśmy z darmowego przewozu rowerów i do Wejherowa, skąd zaplanowaliśmy naszą wycieczkę, uderzyliśmy SKM'ką. Z Wrzeszcza wyruszyliśmy o 10.37. Nasza grupa początkowo liczyła kilkanaście osób, ale wiedzieliśmy, że na kolejnych stacjach oraz w samym Wejherowie dołączą jeszcze inni, zarówno stali bywalcy jak i osoby zupełnie nowe. I się nie przeliczyliśmy. Podczas drogi do Wejherowa, przedział bagażowy tak zapakowany był rowerami, że brakowało miejsc :-), a w samym Wejherowie dołączyło do nas prawie drugie tyle. Tak więc sumując ostatecznie nasz peleton liczył 26 osób !



Ok.godz.11.45, 26-osobową grupą ruszyliśmy z Wejherowa do Bolszewa. Tu niestety, przez ok.5 km zmuszeni byliśmy jechać główną drogą. W sumie mogliśmy tego uniknąć i "ciąć" dzielnicami Wejherowa, a później innymi drogami, lecz szybko zrezygnowaliśmy z tego pomysłu, mając do dyspozycji dość szerokie pobocze. Tak jak ustaliliśmy wcześniej, trzymaliśmy się wszelkich zasad dotyczących prędkości rajdu oraz prowadzenia, i tak czołem zająłem się osobiście wraz z Darkiem, natomiast z tyłu (na ogonie) został Kuba i Rozzi. Na odcinkach płaskich utrzymywaliśmy prędkość od 22 do 25 km/h, pod górkę każdy jechał swoim tempem, czekając oczywiście na resztę na samej górze, a jak były zjazdy, to również nikogo nie staraliśmy się zatrzymywać :-)



W drodze z Bolszewa do Kniewa, ze względu na zbyt słabe przygotowanie do rajdu odłączyły od nas 4 osoby i od tego miejsca liczba naszej grupy już była stała, licząc 22 osoby, w tym 3 dzielne kobiety, które nawet przez chwilę nie okazywały żadnej słabości... i brawo dla nich !!! Odcinek z Bolszewa do Kniewa był dość spokojny. Teren był w miarę płaski, co pozwalało nam utrzymywać stałą prędkość. Ze względu na praktycznie nikły ruch na drodze jechaliśmy szosą. Mogliśmy jechać, równie dobrze maleńką ścieżką na granicy lasu, która znajdowała się tuż przy drodze, ale nie było to konieczne.



Za Kniewem zaczęły się już liczne wzniesienia, raz w górę, raz w dół. Tu, ze względu na dość różną kondycję uczestników rajdu, doszliśmy do wniosku, że podzielimy się na dwie grupy, tak by nie męczyli się Ci słabsi, ani też Ci silniejsi. Tak więc, Ci z większym "power'em" w nogach uderzyli przodem, czekając oczywiście na resztę w określonych miejscach, a słabsi jechali, pod opieką organizatorów wg wcześniej ustalonych kryteriów rajdu.



W Rybnie zamierzaliśmy odbić w boczną drogę, bezpośrednio na górny zbiornik elektrowni szczytowo-pompowej "Żarnowiec", omijając dość ostry zjazd do Opalina, a później ciężki podjazd, lecz pewna pędząca grupka, jadąca z przodu widocznie nie zajarzyła na czas, o który zjazd chodzi, gdyż faktycznie na rozjeździe tym nie było drogowskazu :-) Ale mniejsza o to, gdyż nic się nie stało :-) Nie chcąc zawracać tych co polecieli do przodu, stwierdziliśmy, że i my zjedziemy w dół, zatrzymamy się przy głównym budynku elektrowni, a później wjedziemy na górny zbiornik boczną drogą asfaltową znajdującą się po prawej stronie rur. Jak tylko zjechaliśmy, stwierdziliśmy, że odpoczniemy sobie troszkę przy olbrzymich rurach, których średnica wynosi 7 metrów ! Ci, którzy przyjechali przed nami i zdążyli już wypocząć, ruszyli twardo dalej "wspinając" się na liczącą ponad 117 metrów górę, na której wybudowano zbiornik retencjonujący wodę dla elektrowni. Podobno mieści się w nim 13 mln m3 wody ! Po dosłownie kilku minutowym odpoczynku, a raczej po pstryknięciu kilku fotek ruszyliśmy w pogoń za naszymi kolegami. Muszę przyznać, iż podjazd nie był łatwy. Lecz pomimo tak stromej góry i prażącego słońca nikt z nas się nie poddał ! Walczyliśmy na siodełkach do samego końca, a nasze dzielne panie nie raz wyprzedzały panów :-) Na samej górze, wszyscy razem zrobiliśmy sobie dłuższy odpoczynek, podziwiając przepiękne widoki na w dole leżące Jezioro Żarnowieckie, jak również wielkość zbiornika, którego przyrównać można do niejednego jeziora !



Ze zbiornika retencyjnego pojechaliśmy drogą asfaltową przez las do Nadola. Na tym odcinku; odcinku, co niektórym mrożącym krew w żyłach, każdy mógł pojechać jak tylko chciał ! Ci, którym duża prędkość jest nie straszna rozpędzili się nawet do 72 km/h, ja pozostałem przy 58 km/h z obawy na nie opanowaną jeszcze technikę wypinania się z SPD'ów :-) W Nadolu, również zaplanowaliśmy dłuższy postój. Na początku zajechaliśmy na małe molo, lecz szybko stamtąd ruszyliśmy dalej, gdyż tubylcy łowiący rybki trochę zaczęli się burzyć po tym jak niektórzy przejechali po pomoście, robiąc "trochę" hałasu :-) Dłuższy postój zrobiliśmy przy sklepie, zaopatrując się w prowiant na dalszą drogę. Tu także podzieliliśmy się na dwie grupy, jedni woleli pobyczyć się na trawce, inni poszli zwiedzić mały skansen.



Skansen, może mały, ale "jary" :-) Na niewielkim podwórzu można zwiedzić XIX wieczną zagrodę gburską, w skład której wchodzą: chałupa, obora, stodoła, wozownia, piec chlebowy, studnia i kierat. Malownicze budynki z tzw. pruskiego muru są przykryte sielskimi strzechami. W pomieszczeniach, natomiast zgromadzono najróżniejsze stare sprzęty, meble i narzędzia. Pomimo, iż skansen naprawdę jest niewielki, zasługuje na chwilę uwagi. Nam najbardziej podobały się sprzęty domowego użytku oraz obora, tam dopiero wyszły na jaw nasze prawdziwe zainteresowania albo ciągoty :-))) Ci, co pożałowali dwóch i pół złotego na wjazd niech żałują, bo zabawy mieliśmy co nie miara i już dawno nie było takiej "beki" :-)))

Z Nadola, w pełni wypoczęci, ruszyliśmy lekko pod górkę drogą asfaltową do Brzyna, a stamtąd odbiliśmy w prawo początkowo w drogę polną, która za mostkiem przeszła w drogę wyłożoną kaflami wzdłuż lewego brzegu Jeziora Żarnowieckiego. Pomimo dość silnego wiatru jazda była przyjemna, gdyż od porywistych podmuchów chronił nas wał przeciwpowodziowy. Drogą tą jechaliśmy tylko kawałek, po czym wskoczyliśmy na drogę główną w kierunku Żarnowca.



W Żarnowcu zatrzymaliśmy się tylko na chwilę, po czym odbiliśmy w górę do wsi Jeldzino, a stamtąd do Krokowej. Droga do Jeldzina prowadzi na skraju lasu, po czym skręca w lewo przy ostatnich gospodarstwach rolnych Żarnowca. Później kawałek jedzie się przez las, aż do drogi brukowej, która kończy się z początkiem wsi. Jeldzino od Krokowej dzieli niespełna kilka minut ...



W Krokowej zrobiliśmy sobie kolejny dłuższy postój przy pięknym pałacu niegdyś należącym do rodu Krokowskich (von Krockowów). Obecnie w gruntownie odremontowanym pałacu mieści się, poza siedzibą Fundacji Kaszubskiego Centrum Kultury Krokowa", także stylowy hotel, restauracja oraz małe muzeum regionalne. Co do zwiedzania, pałac udostępniony jest tylko częściowo, ale nikt nie zwraca uwagi jeśli przejdzie się trochę wyżej :-) Część naszej grupy pozwoliła sobie zajrzeć do kilku stylowych salonów, m.in. do jadalni, pokoju dziennego, w którym stał piękny drewniany fortepian oraz lochów. Co po niektórzy zwiedzili toalety, podobno z luksusowymi, marmurowymi pisuarami :-) A byli też i tacy, których pałac zupełnie nie interesował, dlatego też pozostali przed pałacem wylegując się na trawce :-) Po tym krótkim odpoczynku ruszyliśmy jeszcze na chwilę do parku za pałacem zrobić sobie wspólną fotkę, a stamtąd do sklepu uzupełniając płyny oraz prowiant przed dalszą drogą ... powrotną.



By z Krokowej nie jechać główną drogą do Wejherowa, postanowiliśmy odbić w drogę, którą wcześniej przyjechaliśmy i z Jeldzina uderzyć przez lasy jeszcze raz nad Jezioro Żarnowieckie. Tu niestety część grupy, która popędziła trochę szybciej zabłądziła, a organizatorzy pojechali wg wcześniej zaplanowanej drogi. Lecz, jak się okazało później, zarówno pierwsza grupa jak i druga wyjechała w tym samym miejscu. A co lepsze, Ci co niby pobłądzili wyjechali szybciej i musieli poczekać na organizatora głównego, czyli mnie, bo po drodze miałem małe fiku miku i lot przez kierownicę... Na szczęście, dzięki dobrej komunikacji odnaleźliśmy się na drodze niedaleko Tyłowa, tuż za Strefą Ekonomiczną "Żarnowiec".



Ze względu, iż było dość późno, a co po niektórym spieszyło się na mecz, postanowiliśmy odbić do głównej drogi z Krokowej do Wejherowa i kilka kilometrów "poturlać się z górki" do ostatecznego celu naszej wycieczki. Można było również jechać zielonym szlakiem, ale ze względu na brak czasu daliśmy sobie z tą opcją spokój. Zanim w Wejherowie wsiedliśmy do kolejki w kierunku Trójmiasta, zrobiliśmy sobie jeszcze małą fotkę przy znanym nam już dobrze czołgu. Tu także pożegnaliśmy się z niektórymi osobami, które postanowiły odbić w swoim kierunku, po czym ruszyliśmy na stację gdzie czekała już na nas SKM'a ... Tego dnia przejechaliśmy na siodełkach 82 km

Kolejna niedziela spędzona aktywnie, a przy tym w sympatycznym towarzystwie! Pomimo, iż każdy z nas miał inne preferencje co do prędkości jazdy, umieliśmy ze sobą współpracować, co jest bardzo ważne podczas takich rajdów ! Cieszy nas również, że nie brakowało tolerancji i dobrego humoru. Wśród najciekawszych miejsc, które odwiedziliśmy na pewno znajdzie się górny zbiornik retencyjny elektrowni szczytowo-pompowej "Żarnowiec", Nadole i Krokowa. Wśród urokliwych, na pewno: zakątki Jeziora Żarnowieckiego i pałac Krokowskich, a do najbardziej "bekowych" zaliczymy raczej skansen w Nadolu.

Organizatorzy: Grupa Rowerowa Trójmiasto
Organizator główny: Krzysztof Kochanowicz gr3miasto@gmail.com

Podziękowania:
- Dziękuję wszystkim uczestnikom tego rajdu za szczególnie miłą atmosferę panującą w naszej grupie, za dobrą współpracę i wyrozumiałość.
- Buziaki dla wszystkich dzielnych kobietek, które postanowiły z nami jechać !

Relacja pochodzi ze strony Grupy Rowerowej 3miasto

Dołącz do ludzi pozytywnie zakręconych
O naszych inicjatywach, rajdach i wycieczkach dowiesz się regularnie odwiedzając naszą stronę internetową lub wpisując się na listę sympatyków. Jeśli chcesz być na bieżąco informowany co organizujemy, napisz do nas e-mail: gr3miasto@gmail.com

Opinie (11) 1 zablokowana

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.