Dołącz do ludzi pozytywnie zakręconych!
stat

Jastrzębia Góra - wypad przez Północne Kaszuby

Już na początek zaserwowałem całej naszej 8-ce małą rozgrzewkę, czyli tzw. "trój pak" podjazdów, pierwszy do Matemblewa, drugi do Złotej Karczmy (9%) i ostatni z Doliny Radości do Owczarni. Dobrze, że dalej było w miarę płasko, bo co po niektórzy mieli już dość na pierwszym podjeździe. Tak przejechaliśmy koło Geant"a na gdańskiej Osowie, później udaliśmy się do Gołębiewa i żółtym szlakiem zjechaliśmy do gdyńskiej dzielnicy Karwiny, gdzie zmieniliśmy szlak na czerwony by dojechać do Chwarzna.



Na tym odcinku, głównemu prowadzącemu peleton, czyli mnie, przytrafiła się mała techniczna niespodzianka, niestety mało szczęśliwa. Felga o której wiedziałem, że powierzchnie cierne pod klocki hamulcowe były już cienkie, pękła i tym samym straciłem tylni hamulec. Moje uczestnictwo w całym rajdzie stanęło pod wielkim znakiem zapytania, lecz wiara w wytrzymałość mojej felgi dała mi siły aby kontynuować wyprawę. W tym miejscu był też dość duży podjazd, co nie pokrywało się z wcześniejszymi obietnicami płaskich nawierzchni i spowodowało lekki bunt na pokładzie 8-osbowej załogi. Obiecałem, że dalej będzie już płasko i tak było. Z Chwarzna, szosą przez Niemiotowo i Rogulowo dojechaliśmy do EkoDoliny w Łężycy. Dla niewtajemniczonych EkoDolina to inaczej wysypisko śmieci ale zorganizowane w stylu zachodnim. Odzyskuję się tu większość materiałów, które wyrzucamy do koszy. Uzyskuję się tam też gaz metan z fermentujących śmieci, który później służy do zasilania generatorów, które produkują prąd.



Tu znów trafiliśmy na czerwony szlak, który prowadzi do drogi wyłączonej z ruchu, gdyż obok niej znajduje się jednostka wojskowa. Tą drogą zjechaliśmy do doliny. Zjazd miał długość około 2 km, a prędkość nie spadała poniżej 40 km/h. Maksymalna uzyskana na tym zjeździe sięgnęła 65 km/h. Każdy po zjeździe zastanawiał się co go czeka na trasie. Od razu oznajmiłem całej grupie, iż zaraz będzie podjazd dedykowany Kubie. Każdy pokonał go w swoim tempie, gdyż bardzo dobrze staliśmy z czasem. Dalej czekał nas już tylko zjazd do Wejherowa malowniczymi ścieżkami Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego.



W samym Wejherowie przy znanej wszystkim dobrze fontannie na rynku postanowiliśmy zrobić 30 minutowy postój. Czekaliśmy też na telefon od kolegi, który zadeklarował wcześniej, że dołączy do grupy właśnie w Wejherowie. Niestety telefon nie zadzwonił i ruszyliśmy dalej, lecz już bez dwóch uczestników. Jeden postanowił wrócić SKM-ką do Gdańska, drugi zaś, jak się później dowiedzieliśmy -członek grupy turystycznej "Bąbelki" ruszył swoim indywidualnym tempem również w tym samym kierunku co my, tyle, że drogami asfaltowymi.



My z kolei, ruszyliśmy dalej na północ do naszego celu. Niestety z mojej winy odbiłem nie w tą drogę, która była przewidziana trasą. Po konsultacji z grzybiarzami i upewnieniu się gdzie jesteśmy, wymyśliłem plan awaryjny dojechania do Mechowa przez Sławutowo. W Mechowie zrobiliśmy mały postój i ku naszemu zdziwieniu przy sklepie spotkaliśmy naszego starszego uczestnika, który odłączył się od nas w Wejherowie. Szybko zapadła decyzja dalszej jazdy, gdyż czas nas naglił. Ruszyliśmy ścieżką rowerową w stronę Jastrzębiej Góry. Tu powoli zaczęło dawać się we znaki zmęczenie w naszej grupie, ale mimo to raźnie pedałowaliśmy. Tempo na tym odcinku znacznie wzrosło, gdyż praktycznie nie schodziliśmy poniżej 25 km/h, a przeważało 30 km/h na moim liczniku. W miejscowości Tupadły mały postój "techniczny" i kilka fotek przy znaku drogowym poprzedzającym tą miejscowość. No i na zakończenie tego odcinka, triumfalny wjazd do Jastrzębiej Góry.



Zanim jednak zachłysnęliśmy się morską bryzą i świeżym jodem, zrobiliśmy napad na sklep, a co niektórzy również i smażalnię ryb. Później, dla relaksu i małego rozprostowania mięśni zeszliśmy nad brzeg morza i na plaży konsumowaliśmy nasze zapasy. Było już w ten czas po 14, więc nasunąłem myśl zmiany trasy z powodu zagrożenia jazdy "po ciemku" na końcowym odcinku trasy. Prócz tego obawiałem się o moją felgę, która pomału mówiła DOŚĆ. Bez specjalnych sprzeciwów, decyzja zapadła, że pojedziemy przez Puck.



Jadąc przez Łebcz do Pucka tempo czasem wzrastało nawet do ponad 45 km/h. Zmieniali się tylko prowadzący jakby na Tour de Pologne. Na tym odcinku co po niektórzy musieli skorzystać z pomocy innych chowając się w tzw. tunelu powietrznym, lub skorzystać z małego kofeinowego dopingu by po raz kolejny nie usnąć pedałując ;-) Za Puckiem odbiliśmy na Mrzezino i Pierwoszyno kierując się do Gdyni. Oficjalne zakończenie rajdu odbyło się w Gdyni, przed dworcem PKP.



Ps. Dziękuje wszystkim uczestnikom za wyrozumiałość, gdy czasem gubiłem właściwą drogę. Dziękuje też Kubie i Fransowi za wsparcie w organizacji rajdu.


Szczegóły z rajdu:
- dystans: 175 km
- prędkość średnia: 22,4 km/h
- prędkość maksymalna: 64 km/h

Organizator:
Rafał Jackiewicz (sympatyk Grupy Rowerowej 3miasto)
Jakub Barański (członek kadry Grupy Rowerowej 3miasto)
Zdjęcia: Krzysztof "Frans" Kochanowicz

Opinie (10) 1 zablokowana

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.