Dołącz do ludzi pozytywnie zakręconych!
stat

2 w 1: rowery i wspinaczka w Jarze Raduni

szystko zaczęło się pod domem Michała, gdzie dojechałem wraz z Kubą i Jarkiem w celu zabrania sprzętu: lin, uprzęży i innych gadżetów potrzebnych do wspinaczki. Punktualnie o godz.9 rano wyruszyliśmy w 5 osobowym składzie: ja, Michał i jego dziewczyna Asia oraz Kuba i Jarek w kierunku Gdańska, gdzie pod budynkiem Lotu umówieni byliśmy z innymi członkami kadry grupy Rowerowej Trójmiasto oraz naszymi najlepszymi przyjaciółmi.

O godz.10 z małym poślizgiem ruszyliśmy w kierunku punktu docelowego. By dostać się tam w miarę przyjemną drogą postanowiliśmy z Gdańska Głównego przebić się przez Chełm jadąc rozjeżdżonym już przez rowerzystów niezagospodarowanym pasem, którym podobno niegdyś miała prowadzić linia tramwajowa na górne dzielnice Gdańska. (Wzdłuż ul.Armii Krajowej). Na wysokości Siedlec zjechaliśmy inną ścieżkę prowadzącą tuż za ścianami dźwiękochłonnymi, wzdłuż Wzgórza Mickiewicza. A na skrzyżowaniu z ul.Łostowicką odbiliśmy w kierunku Ujeściska kierując się ul.Warszawską a później Jabłoniową, którymi to dojechaliśmy do trójmiejskiej obwodnicy. Na tych ulicach ruch jest o wiele mniejszy niż np.: na Kartuskiej, dlatego też dla bezpieczeństwa wybraliśmy właśnie to rozwiązanie.



Za obwodnicą pojechaliśmy prosto początkowo drogą asfaltową a dalej szutrową w kierunku Jeziora Otomińskiego. Pogodę mieliśmy naprawdę wspaniałą. Świeciło piękne słońce, dlatego też korzystając z tak wspaniałego dnia postanowiliśmy pierwszy mały przystanek zrobić nad samym brzegiem wody. Szkoda, że nikt z nas nie wziął kąpielówek bo z pewnością woda przy tak upalnych ostatnio dniach nie zdążyła jeszcze ostygnąć.
Dalej z Otomina ruszyliśmy szlakiem niebieskim, którym przez Sulmin i Niestopowo dostaliśmy się do Przyjaźni; tu dopiero odbiliśmy ze szlaku kierując się na Nowy Glińcz k.Żukowa i nasz cel -most kolejowy w Rutkach. Most ten zna chyba już każdy rowerzysta, czy piechur, a najbardziej chyba alpinista ;-) To kultowe miejsce, tzw.ostoja spokoju i sielankowego nastroju.



Kilka słów na temat mostu: Ten niezwykły przedwojenny most, przez który niegdyś jeździły pociągi, dziś jest mekką trójmiejskich wspinaczy. Dzięki swojej wysokości (ok. 20 m) i malowniczemu położeniu nad sztucznie utworzonym Zbiornikiem Raduńskim most w Rutkach cieszy się niezwykłą popularnością wśród mieszkańców Trójmiasta i okolic. Znajduje się tu również zapora wodna, jest to jedyny most tego typu w okolicy. Konstrukcja mostu składa się z dwóch betonowych filarów (starego i nowego), oraz nietypowej konstrukcji stalowej. Na betonowych filarach mostu zostało wyznaczonych wiele dróg wspinaczkowych o znacznym poziomie trudności pomiędzy VI+ a VI.6. Wejścia w większości z nich zostały zaznaczone na murze wraz z liczbą punktów asekuracyjnych. Więcej ciekawych rzeczy na temat mostu pod kątem wspinaczki dowiedzieć się można na stronie: www.murki.pl



Nasza przygoda wspinaczkowa zaczęła się na jednym z filarów i przygotowanej drodze dla początkujących. Zanim jednak każdy spróbował własnych sił wraz z Michałem ruszyłem na szczyt by wślizgnąć się pod tory zaczepiając linę na konstrukcji metalowej, do celów asekuracyjnych. Samo to zejście było dla mnie już czymś niesamowitym, gdyż nigdy wcześniej takiej okazji nie miałem. Ale jak to się mówi: "Kiedyś musi być ten pierwszy raz". Po tej małej operacji przystąpiliśmy do pierwszych prób podboju ścianki.



Po drobnych instruktarzach i wskazówkach Michała, zaczęliśmy klasyczną wspinaczkę z asekuracją odgórną na tzw. "wędkę". Pierwszą ochotniczką była Paulina. Jako, że nie był to jej pierwszy raz, a już wcześniej miała okazję wspinać się, na początku poszło jej to bardzo sprawnie, lecz szczytu, niestety nie zaliczyła. Jedynie Jarek i Darek doszli na samą górę, gimnastykując swoje ciało w różnych śmiesznych pozycjach -szpagaty i takie tam podobne ;-) (=>czyt.Jarek)



Zabawa była przednia, śmiechu, co nie miara, ale przede wszystkim niezły wysiłek. Na pierwszy rzut oka wszystko wydawało się tak łatwe, ale na ściance było już zupełnie inaczej. Łatwo jest mówić, ale gdy samemu się wejdzie, to pogląd zupełnie się zmienia. Nagle okazuje się, że wcale nie jest to takie łatwe i pomimo, iż jesteśmy w miarę dobrze wysportowani, nie potrafimy wciągnąć własnego ciężaru na kilka metrów. Ale w rezultacie, co po niektórzy przełamali swoją barierę lęku wysokości ;-) (=>czyt.Kuba).



Kolejną atrakcją była, jak to Michał mówi jedna z najprostszych technik jaskiniowych używanych także w pracach wysokościowych czy w ratownictwie przy pomocy przyrządów croll i poinnee. Może wg Michała to było proste, ale z mojego punktu widzenia nie do końca. No cóż może na początku źle to zakumałem i moje pierwsze próby były dość drastyczne. Ale jak to się mówi: "Do trzech razy sztuka" ;-) Do góry wchodziliśmy właśnie taką techniką, w dół zaś zjeżdżaliśmy przy użyciu rolki z zabezpieczeniem w postaci shunt'a. Niby nic a cieszyło wszystkich, którzy spróbowali.



Czas mijał niemiłosiernie. Na zakończenie mieliśmy jeszcze zrobić "wahadło", lecz zabrakło czasu. Pomimo, iż nie było tego, na co wszyscy czekaliśmy z niecierpliwością bawiliśmy się naprawdę wspaniale. Wahadło, nie zając, z pewnością nie był to pierwszy i ostatni raz! Wrażenia? Zupełne inne doświadczenie, zupełnie coś nowego i z pewnością niezapomnianego!



Ok. godz. 18 zaczęliśmy zwijać sprzęt, po czym na naszych dwu kołowych rumakach ruszyliśmy w drogę powrotną. Jako, że nie przepadamy za powrotem tą samą drogą, którą tu dotarliśmy, postanowiliśmy zjechać do Żukowa, a stamtąd bocznymi drogami dostać się do Gdańska. Tak więc za Żukowem odbiliśmy na Leźno, zatrzymując się jeszcze na małą sesję zdjęciową przed stylowym pałacem. Dla nas pałac jest już na tyle znany, że przejeżdżając przez Leźno nie mamy specjalnie ochoty przy nim się zatrzymywać. Ale jako, że tym razem byli z nami Michał wraz z Asią, która jest spoza Trójmiasta, zmieniliśmy zdanie.



Z Leźna do Trójmiasta dostaliśmy się bocznymi drogami jadąc częściowo "Szlakiem zwiniętych torów". Na wysokości Złotej Karczmy, gdzie szlak niebieski łączy się z czarnym zatrzymaliśmy się w celu pożegnania. Tu część grupy odbiła na Gdańsk, my zaś uderzyliśmy w kierunku Sopotu, by pomóc Michałowi zawieźć sprzęt. Tym razem drogę tą pokonałem z Michałem, Asią, Darkiem i drugim Michałem.



Podsumowanie

Rajd z mojego punktu widzenia był naprawdę wspaniały, zarówno część wspinaczkowa jak i rowerowa. Jeśli chodzi o część docelową rajdu, z tego co widziałem wszyscy bawili się wspaniale, nawet Asia, która tym razem nie skorzystała z podboju żadnej ścianki, ale to widocznie ze względu na pokonane kilometry ;-)

Podziękowania

Dziękuję przede wszystkim Michałowi, który poświęcił nam tyle czasu i cierpliwości asekurując nas na ściankach. Serdeczne dzięki również Kubie i Jarkowi, którzy wstali nieco wcześniej i wraz ze mną pojechali po sprzęt do Michała. Na zakończenie dziękuję wszystkim, którzy tego dnia przybyli i zechcieli wspólnie z nami doświadczyć czegoś zupełnie nowego !

Organizatorzy głowni:
Krzysztof Kochanowicz - Grupa Rowerowa Trójmiasto
Michał Domin - Sporty Extremalne www.sportsextreme.prv.pl
Zdjęcia: Krzysztof Kochanowicz, Emilia Drozd, Michał Rozegnał

Do następnego !

Opinie (18) 6 zablokowanych

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.