rowery

stat

XIV Spiros w deszczu i pod wiatr

W dniach 13-14 listopada na terenie trójmiejskich lasów odbyła się czternasta odsłona Gdyńskiego Maratonu na Orientację Spiros. Baza zawodów nie po raz pierwszy znajdowała się w gościnnych murach Szkoły Podstawowej nr 16 w Gdyni Pustkach Cisowskich. Ponad 150 uczestników jak zawsze miało do wyboru formułę pieszą lub rowerową na sześciu dostępnych trasach o dystansach zarówno dla zaawansowanych jak i początkujących. Jedna z tras pieszych została przewidziana także dla osób, które stawiają pierwsze kroki w imprezach na orientację. Udział wzięli nawet zawodnicy poniżej jednego roku życia. Cóż, czym skorupka za młodu... Punkty Kontrolne skrywały się na terenie Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego, który szczodrze obdarował nas wszelkiego rodzaju górkami. Przygód w odnajdowaniu PK nie brakowało, a dodatkowej pikanterii z pewnością dodała deszczowo wietrzna aura.



Relacja jednego z teamów na trasie rowerowej:

Razem z Jędrzejem wybraliśmy trasę rowerową TR20. Dystans wydawać by się mogło niezbyt długi ale dał nam porządnie w kość. Z początku mieliśmy zamiar zaliczyć wszystkie punkty kontrolne i nawet obmyśliliśmy trasę, która by nam to umożliwiła w najkrótszy możliwy sposób. Jak się jednak później okazało, nie wystarczyło na wszystko ani sił, ani przede wszystkim czasu.

Pierwszy punkt, po który wyruszyliśmy, to PK2, który był "tam gdzie zawsze", gdyż dwójka w tym miejscu była już na wielu edycjach Spirosa i w zasadzie, to powinien tu stanąć pomnik pamięci PK2. Ale wracając do naszych zmagań, zjechaliśmy z górki i pognaliśmy do PK10, czyli ... pod górkę. Minęliśmy trasę, z której był przepiękny i rozległy widok na obszar pomiędzy Gdynią Cisową i Rumią sięgający aż po wzgórza Obłuża. Nie cieszyliśmy się nim jednak zbyt długo, gdyż czas naglił. Popędziliśmy więc czym prędzej do PK10, który był nieopodal, a z niego według planowanej trasy do PK4. Po drodze do niego tradycyjnie już trzeba było zejść z roweru i wnieść go na górkę. Pięknie, czwóreczka jest, to teraz na dół do drogi i nią do PK7.

Pogoda dawała do wiwatu w tym czasie, wiatr, deszcz, a po zwykle ubitej drodze jedziemy jak po masełku... i to ciepłym. Zdarza się tak, że przednie koło stoi w miejscu, a tylne wyrzuca w powietrze chmurę błota. Pogoda tego pamiętnego dnia nie bierze jeńców, a nam po raz kolejny przychodzi zejść z roweru i prowadzić go przed siebie. Cóż, nikt nie mówił, że będzie łatwo. Zresztą każda edycja Spirosa ma to do siebie, że choć dystans wydaje się krótki, to zdecydowanie jest bardzo, ale to bardzo wymagający kondycyjnie, a pogoda jest na zamówienie organizatorów co najmniej "przygodowa".

Siódemka zaliczona, a my wyczerpani już wiemy, że na wszystko czasu nie wystarczy. Na razie trzymamy się planu i zmierzamy, po wyżej punktowane zdobycze. Po drodze do PK 15 zaliczamy jeszcze PK6 "bo po drodze" i przez Rumię namierzamy się na PK14. W jego okolicy spotykamy dwie sympatyczne panie z pieskiem i mapą. Myśląc, że to "nasi", życzymy im powodzenia, a one pytają nas o to, gdzie jesteśmy i pokazują swoją mapę. Okazuje się, że to zupełnie inne zawody, a panie wyszły daleko poza swoją trasę... My zaliczamy jeszcze czternastkę, po którą oczywiście trzeba było wejść i wobec kompletnego braku już czasu decydujemy się jeszcze na najwyżej punktowany PK24, po czym zarządzamy odwrót przez Rumię. Później asfalt na głównej, zakręt przy Tesco, ścieżką, kawałek osiedlowej ulicy i meta. Meldujemy się jakieś 10 min przed końcem czasu. Całkowicie przemoczeni ale z czystymi, dopiero co porządnie umytymi przez deszcz rowerami.

Tutaj czekała na nas pyszna zupka i dobra, gorąca herbata z cytryną. Wkrótce okazuje się, że nie tylko nam czas uciekał tak szybko ale to właśnie dzięki niemu zajmujemy 5 miejsce na 11 ekip startujących na naszej trasie. Na sam koniec odbywa się dekorowanie zwycięzców, wręczenie im dyplomów i gigantycznych pucharów. Fajnie byłoby mieć taki chociaż jeden w domu, ale to może następnym razem się uda. Po rozdaniu medali i pucharów najlepszym zawodnikom, odbyło się losowanie nagród rzeczowych wśród wszystkich zawodników obecnych na sali. Upominki dostali prawie wszyscy.

Pełne wyniki

XIV edycja Spirosa w deszczu i pod wiatr
XIV edycja Spirosa w deszczu i pod wiatr fot. biathlon.pomorskie.pl


GALERIA ZDJĘĆ; fot. Pomorski Okręgowy Związek Biathlonu

Podsumowując, cykl zawodów na orientację Spiros, to wspaniała zabawa dla każdego, kto chciałby się ruszyć z domu, a doskonałe, bardzo szczegółowe mapy pozwalają precyzyjnie namierzyć się na każdy punkt kontrolny, do którego da się dojechać rowerem i potwierdzić nie schodząc z niego (o ile nie idzie się na przełaj, tak jak my). Następna, piętnasta edycja już na wiosnę. Gdzie i kiedy, tego dowiemy się w swoim czasie na stronach Pomorskiego Okręgowego Związku Biathlonu.

Zapraszam i z czystym sumieniem polecam.

Autor relacji: Marek Puchalski [GR3miasto]

Zobacz wideo relację z poprzedniej edycji:

13.edycja Gdyńskiego Maratonu na Orientację wcale nie była pechowa



Organizator:

Pomorski Okręgowy Związek Biathlonu
Mail: zawody@biathlon.pomorskie.pl

Opracował:
Też przeżyłeś ciekawą przygodę, odkryłe(a)ś nową trasę?
Podziel się wrażeniami z innymi, napisz do nas: rowery@trojmiasto.pl.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (19)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

wydarzenia - imprezy i szkolenia

+ dodaj

Porady rowerowe

zobacz więcej »

Szlaki rowerowe

Znajdź trasę rowerową

Turystyka rowerowa

zobacz więcej »