rowery

stat

Wiosenny Tułacz, czyli upadki i wzloty

To było prawdziwe, wiosenne, leśne SPA ;)



"Wiosenny Tułacz 2015", to kolejna już odsłona kultowego rajdu na orientację, który serwuje nam Bractwo Przygody Almanak pod kierownictwem Wojciecha Suchego. Tym razem baza zawodów znajdowała się w gościnnych murach Zespołu Kształcenia Podstawowego i Gimnazjalnego w Kolbudach, gdzie ludzie Bractwa wraz z zaprzyjaźnionymi wolontariuszami przygotowali wszystko, by sprawnie obsłużyć uczestników imprezy i umilić im pobyt przed i po walce o swoje miejsce w historii zawodów na orientację. Sprawna organizacja była tutaj potrzebna, gdyż blisko 600 uczestników stawiło się na starcie, by ruszyć w jedną z sześciu tras TPK, TP15, TP25, TP30, TP50, TR50. Nasze ekipy tradycyjnie wybrały TP25 i TR50.



Wrażenia ze startu Grupy Rowerowej 3miasto:

Na starcie trasy rowerowej stawiliśmy się w pięciu, z czego dwóch kolegów, Tomasz Szot i Marek Sadowski pojechali osobno, a my jako jeden zespół: Piotr Książek, Krzysztof Kochanowicz i ja. O wyznaczonej godzinie od sympatycznych wolontariuszek otrzymaliśmy komplet kolorowych map z zaznaczonymi punktami kontrolnymi (PK), które powinniśmy odnaleźć, potwierdzić na karcie startowej i w wyznaczonym czasie 8 godzin (plus dwie dodatkowego limitu spóźnień) pojawić się na mecie. Pogoda, na przekór wszelkim prognozom dopisała nam tak samo, jak słońce, które zawsze świeci w naszych sercach. Zsynchronizowaliśmy jeszcze tylko nasze kompasy, ścisnęliśmy kierownice rowerów i pognaliśmy ku przygodzie do pierwszego PK. Ten był ustawiony jakby na zachętę, gdyż dojazd do niego nie był trudny, choć jak zawsze niedaleko czaił się punkt stowarzyszony - taki mały podstęp, na który daliśmy się nabrać w dalszej części trasy i to pięć razy!

Drugi PK znaleźliśmy po przeprawieniu się przez rzeczkę, chwila podjazdu i ... gęste, kolczaste krzaki, podmokły teren... Czy to na pewno jest trasa rowerowa, a nie piesza i to ekstremalna z elementami przygodowymi? No dobra, mamy go, teraz czas na trójkę. Rozważaliśmy dwa warianty, a wygrał ten przełajowy przez "Nowiny", gdyż tam nie musieliśmy walczyć z "dużym zagęszczeniem warstwic".

Po tym czas na czwóreczkę, której nie można było pomylić z niczym innym - taki przyjemny podarunek od budowniczych trasy. By nie było zbyt łatwo, to z piątką już nam tak dobrze nie poszło, bo mapa została lekko zmodyfikowana, to znaczy wycięty został kawałek zdjęcia satelitarnego, umieszczony w innym miejscu mapy i na dodatek obrócony nie o 90 stopni jak sądziliśmy lecz o trochę więcej, co w rezultacie zaowocowało zaliczeniem punktu stowarzyszonego. No cóż, następnym razem dokładniej zbadamy sprawę. Pognaliśmy do PK6, gdzie wycinka lasu również sprawiła nam niespodziankę w postaci PS.

Przyszedł czas na PK7 i tu już nie było tak pięknie, bo droga leśna, którą zamierzaliśmy jechać została przez nas nazwana jako "Patagonia". Gałęzie, konary, głębokie dziury i koleiny zapełnione wodą i błotem, które regularnie testował Krzysztof spowalniały nas tak bardzo, że szybciej było wziąć rower na plecy i iść. Często tak zresztą to wyglądało. Jeśli drogi czytelniku lubisz chodzić do SPA, to przyjdź do nas na takie rajdy - tutaj kąpiele błotne masz gratis. :) Po kilku przygodach mniej lub bardziej błotnych znaleźliśmy polankę, gdzie łączyły się trzy rowy melioracyjne i tam też był nasz PK7. Do ósemki postanowiliśmy pojechać nieco na około, by nie przebijać się przez kolejną "Patagonię" i to był dobry wybór, gdyż wyprzedziliśmy kolegę, który był grubo przed nami. PK namierzyliśmy dość szybko, choć stowarzysz uśmiechał się podstępnie na widoku i zapraszał, by go zgarnąć.

Sprawdziliśmy nasze możliwości do maksimum na Wiosennym Tułaczu 2015
Sprawdziliśmy nasze możliwości do maksimum na Wiosennym Tułaczu 2015 fot. GR3miasto


Punkty PK9 i PK10 poddały się szybciutko, przy jedenastce natomiast trochę krążyliśmy, bo była sprytnie schowana ale jak to się mówi - "po rzeczce do kłębka, znaczy punktu". Tutaj niestety wspomniane wcześniej kąpiele błotne zaczynały przynosić rezultat jakim był przejmujący chłód. Przydała się więc zapasowa bluza, a w planach uwzględniliśmy najbliższy sklep "po drodze". No dobrze, do PK12 piękna i gładka droga, więc radośnie zgarnęliśmy stowarzysza, do PK13 też nam się dobrze jechało, więc kolejny stowarzysz. Dojeżdżając do PK14 znaleźliśmy się na skrzyżowaniu 8 ścieżek i przecinki... ten kompas, to jednak fajny wynalazek. PK14 Już za nami, chwilę po tym również pękł PK15.

"Żaby" w butach Krzysztofa kumkały coraz głośniej i coraz radośniej informowały nas o konieczności ich uwolnienia, a tym samym ogrzania jego stóp. Tutaj z pomocą przyszedł mały sklepik w pobliżu dopiero co zaliczonej szesnastki, gdzie zakupione zostały skarpety i dwie najzwyklejsze siatki foliowe. Plaster ogrzewający pod stopę, na to sucha skarpeta, to wszystko w siatkę i dopiero do buta pełnego błota. Taka kombinacja daje "ciepło i sucho", czym ratuje nam sytuację i pojawia się nadzieja na zrobienie jeszcze kilku punktów. Ruszamy więc do PK17 - łatwo i przyjemnie, co podnosi nasze morale. Decydujemy się by zaatakować PK18, po tym planujemy PK21 i PK22.

Po zrobieniu osiemnastki i długim zjeździe przyjemną drogą prawie do PK20 decydujemy jednak, że w związku z ogrzaniem się stóp kolegi spróbujemy zrobić wszystko. Niestety powoli zaczynało się ściemniać, a mieliśmy tylko jedną lampkę, więc co było robić? Ano dać gazu i tak też zrobiliśmy zaliczając kolejne punkty aż do ostatniego, którego szukaliśmy już po zmroku. W rezultacie udało nam się znaleźć wszystkie punkty kontrolne wykorzystując przy tym ok. godziny limitu spóźnień. Dało nam to 12 miejsce spośród 44 ekip startujących na trasie rowerowej. Naszym kolegom poszło jeszcze lepiej, bowiem ekipa Marka Sadowskiego zajęła dziewiąte miejsce, a Tomasz Szot uplasował się na trzecim.

Po dotarciu do mety każdy z nas dostał pamiątkowy medal, przygotowany specjalnie na tę edycję Tułacza, wyjątkowy i niepowtarzalny od Wójta Gminy Kolbudy. Po tym skosztowaliśmy serwowanej przez organizatorów grochóweczki, która smakowała wyśmienicie, niemalże "jak u mamy". Wrażenia z tej edycji Tułacza na pewno na długo pozostaną w naszej pamięci i z pewności zaowocują cenną lekcją w zakresie nawigacji, jak i "leśnego SPA" na przyszłość. Budowniczowie tras stanęli na wysokości zadania i przygotowali je z pełnym profesjonalizmem. Multum punktów stowarzyszonych ustawionych sprytnie i podstępnie, na które można było się natknąć popełniając tylko drobny błąd, o który całkiem nietrudno, gdy jest się zmęczonym w trasie i w lesie, sprawił że nie było łatwo ale przecież o to właśnie chodzi. Po ciężkich bojach każdy mógł odpocząć w bazie zawodów, by ok. 21:00 wziąć udział w ogłoszeniu wyników i rozlosowaniu nagród rzeczowych.

Jedną z cech charakterystycznych imprez organizowanych przez Bractwo Przygody Almanak jest to, że wszyscy są zwycięzcami i każdy dostaje cenny upominek, który sam sobie wybierze z "rogu obfitości". Jeśli ktoś chciałby wziąć udział w rasowym rajdzie na orientację organizowanym na najwyższym poziomie, to seria "Tułaczy" jest dla niego. Następny rajd, to "Wakacyjny Tułacz", który odbędzie się w sobotę 20 czerwca. Nasza ekipa będzie tam na bank, a Ty?



GALERIA ZDJĘĆ fot. Krzysztof Kochanowicz & Piotr Książek

Autor relacji: Marek Puchalski [GR3miasto]

Obejrzyj także wideo relację z zeszłorocznej edycji Jesiennej

Opracował:
Też przeżyłeś ciekawą przygodę, odkryłe(a)ś nową trasę? Podziel się wrażeniami z innymi, napisz do nas.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (24)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

wydarzenia - imprezy i szkolenia

+ dodaj

Porady rowerowe

zobacz więcej »

Szlaki rowerowe

Znajdź trasę rowerową

Turystyka rowerowa

zobacz więcej »