rowery

stat

Wakacyjny Tułacz pieszo lub z rowerem na plecach

Tegoroczny Wakacyjny Tułacz dał nam mocno w kość zarówno na trasie rowerowej jak i pieszej


Cykl "Tułacz" to imprezy na orientację organizowane przez Bractwo Przygody Almanak pod kierownictwem Wojciecha Suchego. W sobotę, 20 czerwca 2015, mieliśmy okazję uczestniczyć w edycji wakacyjnej, która odbyła się w Trójmiejskim Parku Krajobrazowym znanym nam przede wszystkim ze znacznego pofałdowania terenu i zdewastowanych ścieżek leśnych. Organizatorzy jak zawsze stanęli na wysokości zadania i bazę startową znajdującą się w szkole podstawowej nr 81 w Gdańsku Osowie przygotowali na przyjęcie zawodników już od wczesnych godzin porannych. Do wyboru było pięć tras pieszych: TPK, TP15, TP25, TP30, TP50 oraz jedna rowerowa TR50. Nasze ekipy tradycyjnie już wybrały TP25 i TR50.



Wrażenia ze startu na Trasie Rowerowej:

Startujący: Marek Puchalski i Marek Sadowski [GR3miasto]

Na starcie trasy rowerowej stawiliśmy się tuż przed naszą minutą "zero". Dostaliśmy naszą kartę i  numery startowe, medale pamiątkowe oraz "talon" na pyszną grochóweczkę po powrocie na metę. Po wybiciu 233 minuty odebraliśmy nasze kolorowe mapy (każdy po dwie, to znaczy północną i południową) i ruszyliśmy do boju. Kolejność potwierdzeń na karcie była obowiązkowa, a to wiązało się z totalnie nieoptymalnym przebyciem trasy i w zasadzie, jak się później okazało, uniemożliwiało zaliczenie wszystkich punktów kontrolnych.

PK1 był chyba najłatwiejszy i zaliczyliśmy go w kilka minut po opuszczeniu bazy. To był chyba jedyny punkt na naszej trasie, który dało się zaliczyć nie schodząc z roweru. Wszystkie następne były już niestety piesze, a nie rowerowe. Na drugi ruszyliśmy w kierunku dobrze znanej nam Biedronki i dalej po torach do punktu, gdzie zostawiliśmy rowery i który zaliczyliśmy po krótkiej wędrówce. No to nasz pierwszy stowarzysz zaliczony. Tutaj też spotykamy nasze koleżanki, tj. Agatę i Olę, które przez część trasy nam towarzyszyły, by ostatecznie, przy jednym z kolejnych punktów rozpłynąć się gdzieś w lesie. Teraz gaz po płaskim przez Owczarnię, koło Reala i po stowarzysza PK4. Tutaj trudno było nie zaliczyć punktu stowarzyszonego, gdyż w pobliżu tego właściwego było ich aż pięć. Jak widać pomysłowość i starania budowniczych tras nie znają granic. Ale w sumie, to przecież o to chodzi, by nie było łatwo, prawda? Ok, czwórka zaliczona, to namierzamy się na piątkę i tę udaje nam się zaliczyć bez problemu, chociaż kawałek trzeba było przedzierać się przez pokrzywy, a lampion jak zwykle był schowany po drugiej stronie drzewa. Po PK6 zmierzamy na południe znowu koło Owczarni, w lewo, lasem, dwa skrzyżowania, zjazd w dół i kawałek na piechotę. Sześć punktów mamy, więc źle nie jest. Zjeżdżamy więc po PK7, na który namierzamy się z okolicy Diabelskiego Kamienia. I to był ten punkt, który zjadł nam chyba najwięcej czasu. Znowu rowery leżą i odpoczywają, a my gdzieś w lesie... Czy to nadal jest rajd rowerowy? Po zdobyciu stowarzysza i poprawieniu go na punkt właściwy jedziemy do ósemki, która nie sprawiła nam żadnych problemów. Dziewiątka również okazała się bezproblemowa, gdyż po stromym zjeździe w dół zatrzymaliśmy się na rozwidleniu dróg i stamtąd widać było krawędź lampionu daleko w górze... Czyli nie da rady inaczej, jak tylko pieszo wspinać się i potwierdzić jego znalezienie. Wracamy znów pod górkę i niezbyt radośnie nucimy pod nosem piosenkę zespołu Maanam "... z dołu i do góry...".

Nie poddajemy się jednak i zmierzamy do PK10, który znajdujemy w zagłębieniu terenu. Czas ucieka trochę jakby zbyt szybko, więc ile sił w kołach grzejemy do jedenastki, po której zaliczeniu pędem w dół do dwunastki. No cóż, nikt nie mówił, że będzie łatwo, w związku z tym znów pod górkę do PK13, którego po krótkich poszukiwaniach znaleźliśmy a jakże, złośliwie, ukrytego w dole. Ale jest zaliczony, więc znów pod górkę do czternastki, a tutaj skoro dołów w pobliżu nie ma, to budowniczy ustawił punkt na szczycie góry, pod którą trzeba oczywiście wejść, bo wjechać się nie da.

Tegoroczny Wakacyjny Tułacz dał nam mocno w kość zarówno na trasie rowerowej jak i pieszej
Tegoroczny Wakacyjny Tułacz dał nam mocno w kość zarówno na trasie rowerowej jak i pieszej fot. GR3miasto


Mamy połowę punktów, czasu niewiele, a sił jeszcze mniej. Decydujemy się jak zwykle walczyć do końca, więc wyruszamy po PK15. Zjechaliśmy jedną ścieżką za wcześnie, chyba ze zmęczenia i straciliśmy cenny czas na bezskutecznych poszukiwaniach. Po ponownym namiarze udało nam się go odnaleźć. Był oczywiście schowany w kolejnej dziurze. Do szesnastki przedzieraliśmy się w większości piechotą i pod górkę oczywiście, ale w nagrodę szesnastka była dla nas łaskawa i szybko dała się odnaleźć. Tutaj przeszedłem już w tryb "zombi", czyli sił zero i byle przetrwać do końca czasu. W związku z tym w drodze do PK17 ominęliśmy wzniesienia i las korzystając z terenu zabudowanego na wschód od nas i w ten sposób dotarliśmy do leśnej ścieżki, która standardowo już chyba jak na Trójmiejski Park Krajobrazowy była zdewastowana przez leśników wycinających drzewa i zostawiających różnej wielkości gałęzie gdzie popadnie. Jak widać nasze lasy nadal przypominają jedną wielką fabrykę drewna.

No dobrze, dystans odmierzony i biegiem na kolejną górę (czyżby w pobliżu nie było żadnej dziury?). Stąd ostatnim wysiłkiem atakujemy PK18, do którego dla odmiany trzeba było z góry zejść, by później oczywiście wrócić pod górkę do rowerów. Sił brak, czasu brak, jedziemy do mety Kościerską, ostatnie metry pod górkę, płuca wysysają chyba cały tlen z okolicy, a serce bije rekordy uderzeń na minutę... Jeszcze trochę płaskiej drogi i meldujemy się na mecie. Przeżyliśmy, ale na dobry wynik nie ma co liczyć. Może następnym razem? Na mecie zdaliśmy naszą kartę startową i w zamian dostaliśmy porcję przepysznej grochówki. Podczas konsumpcji spotykamy naszą ekipę pieszą, która na trasie TP25 przebyła ponad 30km. Dzielnie zdobywając tak jak my miejsce gdzieś w środku stawki i w historii rajdów na orientację.

Podsumowanie:

Tym razem budowniczowie tras we współpracy z ekipą od wyrębu Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego zapewnili uczestnikom najwyższy poziom trudności zarówno pod względem nawigacji, jak i kondycji. Szybkie zjazdy, mordercze podjazdy i zniszczone leśne ścieżki, a wszystko po to, byśmy mogli szukać punktów kontrolnych na szczytach wzniesień lub schowanych w dołkach. By nie było zbyt łatwo, to dookoła punktów właściwych ustawionych było mnóstwo punktów stowarzyszonych, czasem nawet po 5 do jednego prawidłowego. Ktoś mógłby zapytać dlaczego więc na takie rajdy jeździmy. Odpowiedź jest bardzo prosta - bo to kochamy i już nie możemy się doczekać następnego razu...

A Ty będziesz?

Kolejny Rajd na Orientację, z cyklu Tułaczy odbędzie się jesienią, w dniach 3-4 października

WYNIKI



GALERIA ZDJĘĆ; fot. Krzysztof Kochanowicz & Tomasz Kmieć [GR3miasto]

Autor relacji:Marek Puchalski [GR3miasto]

Organizator Rajdu:

WWW: Bractwo Przygody Almanak
Wojciech Suchy,
Stowarzyszenie Kultury Fizycznej
mail: almanak@almanak.pl
Też przeżyłeś ciekawą przygodę, odkryłe(a)ś nową trasę? Podziel się wrażeniami z innymi, napisz do nas.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (30)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

wydarzenia - imprezy i szkolenia

+ dodaj

Porady rowerowe

zobacz więcej »

Szlaki rowerowe

Znajdź trasę rowerową

Turystyka rowerowa

zobacz więcej »