rowery

stat

Triathlon Cartusia Cross Country 2014

Najnowszy artukuł na ten temat

Wybierz się rodzinnie na Żuławy w Kółko

"Twardziel" drzemie w każdym z nas, stąd też chęć do sprawdzenia się w triathlonie Kaszubska Masakra.



Na początku lata mieliśmy okazję wystartować w Triathlonie pt. Cartusia Cross Country, potocznie nazywanym Kaszubską Masakrą. Impreza jak co roku odbyła się na terenie Centrum Sportów Wodnych i Promocji Regionu w Złotej Górze koło Kartuz.



Jak podkreśla Andrzej Gołębiowski, prezes stowarzyszenia RowerOver, które było organizatorem triathlonu, "twardziel drzemie w każdym z nas, a osiągnięty rezultat ma zachęcać do poprawiania się w kolejnych edycjach."

Organizatorzy dopuszczają start w sztafecie dwu- lub trzyosobowej, co oznacza, że w wybranych dyscyplinach startować mogą różne osoby z drużyny.

Cartusia Cross Country Triathlon składa się z trzech dyscyplin: pływania, jazdy na rowerze i biegu, na dwóch wybranych wariantach: krótszym o nazwie "sprint" i dłuższym "standard". Łatwiejsza trasa liczy 750 metrów pływania, 25 km terenowej jazdy na rowerze i 5 km biegu. Na dystansie dłuższym dystanse poszczególnych dyscyplin są dwa razy dłuższe, czyli 1500 metrów pływania, 50 km terenowej jazdy na rowerze i 10 km biegu. Trasa MTB opiera się o 25-kilometrową pętlę maratonu Cartusia MTB.

Relacja ze startu Grupy Rowerowej 3miasto:

Jak dotąd mieliśmy okazję zmierzyć się tylko z maratonami stricte rowerowymi, w końcu taka też natura grupy. Chcąc zmierzyć się w triathlonie, należałoby także w miarę dobrze pływać oraz lubić biegać. Fakt, że w uzupełnieniu wycieczek rowerowych, zaczęliśmy ostatnio sporo kilometrów pokonywać pieszo, nie oznacza wcale, że uda nam się pokonać podobny dystans biegnąc. Na szczęście, Organizator umożliwił także start w sztafecie, co z pewnością zachęciło znacznie więcej ekip do startu.

Dla zaprawionych w boju triathlonistów start w Kartuskiej Masakrze z pewnością był tylko rozgrzewką przed innymi, bardziej profesjonalnymi zawodami tego typu, jednak wśród wszystkich startujących było sporo amatorów takich jak my, którzy raczej stawiali na pokonanie własnych słabości w dotarciu do mety niż konkretnej rywalizacji. Jak się jednak później okazało, poszło nam znacznie lepiej, niż moglibyśmy przypuszczać.

Naszą grupę reprezentowały dwie drużyny...
1) Emilia Kochanowicz (pływanie) / Piotr Książek (rower) / Tomasz Kmieć (bieg)
2) Marek Puchalski (pływanie) / Bartłomiej Winikajtys (rower) / Daria Dziembowska (bieg)

Migawki z Triathlonu pt. Cartusia Cross Country, zwanego potocznie Kaszubską Masakrą
Migawki z Triathlonu pt. Cartusia Cross Country, zwanego potocznie Kaszubską Masakrą fot. Małgorzata Zielińska [GR3miasto]


Relacje z poszczególnych dyscyplin:

-Marek Puchalski (pływanie 750 m):

...jako że wyczynowcem nie jestem, to postanowiłem ten etap po prostu przetrwać i dopłynąć do mety, by kolejna osoba, którą był Bartek mogła ruszyć do boju na swym aluminiowym rumaku. O wyznaczonym czasie, czyli o 10:30 nastąpiło uroczyste powitanie uczestników, a następnie demonstracja trasy dla pływaków. Panowie z policji, w swojej motorówce opłynęli całą trasę w taki sposób, by nikt później nie miał najmniejszych wątpliwości jak ją pokonać. Po demonstracji wszyscy wskoczyli do wody i zebrali się na linii startu w pozycji "spławika". Było ciasno, bo dzieliły nas tylko centymetry, i głęboko, a lekki niepokój, że oberwie się od kogoś ręką lub nogą był nieodłącznym towarzyszem podczas tych kilku minut do sygnału startu.

Wystartowaliśmy... jednym słowem: "pralka". To wręcz idealne określenie w jednym słowie początkowej fazy wyścigu. Wszystko się kotłuje, zawodnicy wpadają jedni na drugich, a podtapianie i przytrzymanie są na porządku dziennym. Odpuściłem więc, aż burza startowa minie i wtedy spokojnie ruszyłem do przodu. Do pierwszej bojki miałem jeszcze kilka bliskich spotkań z innymi pływakami. Dopiero po jej minięciu złapałem rytm, ustabilizowałem puls i oddech. Jako, że moja technika pływania pozostawia wiele do życzenia, więc przyjąłem założenie, że muszę po prostu dopłynąć najbezpieczniej jak się da, dlatego najlepszym wyborem był styl grzbietowy, który jest moim ulubionym. Nie jest on zbyt wydajny, ani też nie jest zbyt łatwy i precyzyjny w nawigacji. Dlatego też spokojnie i lekkim zygzakiem ruszyłem w kierunku drugiej bojki. Tutaj po sprawnym nawrocie, znów na plecki i do przodu... a raczej do tyłu. Ponownie lekki zygzaczek, zawadzenie ręką o taśmę wyznaczającą krawędź toru pływackiego, kilka zebranych wodorostów i w końcu meta, gdzie ratownik swoją pomocną dłonią pomagał każdemu w pokonaniu dość dużego progu podwodnego. Wyjście z wody, wysłuchanie braw wszystkich zebranych kibiców i około 100 m bieg do punktu zmian, gdzie czekał już w blokach startowych kolejny nasz zawodnik do startu ...

-Bartłomiej Winikajtys (rower 25 km):

... ważę prawie 100 kg, dlatego pływanie i bieganie raczej do mnie nie przemawia. Uwielbiam za to jeździć na rowerze, a od pewnego czasu staram się także reprezentować grupę w różnych imprezach na orientację oraz maratonach rowerowych. Na udział w sztafecie, w etapie rowerowym, nikt nie musiał długo mnie namawiać. 25 km świetnie przygotowana trasa jest mi dobrze znana, w końcu kilka tygodni temu miałem okazję ją pokonać podczas Maratonu Cartusia MTB.

Zaraz po wybiegnięciu ze strefy zmian dało się odczuć żar lejący się z nieba, co było dobrą motywacją do szybkiej jazdy. Trasa wiodła głównie drogami leśnymi oraz szutrowymi, pozwalając jednym nacieszyć się widokami, a drugim wyprzedzić tych pierwszych. Nie było w tym nic negatywnego, ponieważ zgodnie z ideą imprez spod znaku RoverOver, każdy startuje zgodnie ze swoimi możliwościami i we własnym celu, natomiast na mecie wszyscy zawodnicy są oklaskiwani i nagradzani pamiątkowymi medalami. Miejsca, w którym rowerzyści musieli przejechać przez drogę asfaltową lub inną z normalnym ruchem samochodów, były odpowiednio zabezpieczone przez straż pożarną, a ruch zatrzymywany. Miny kierowców wskazywały na zainteresowanie, a nie oburzenie, więc wszyscy byli zadowoleni. Na 25-kilometrowej pętli znajdował się także bufet z napojami oraz miejscowymi przysmakami obsługiwany przez rodowite mieszkanki Kaszub.

Kolejność triathlonu, czyli pływanie-jazda na rowerze-bieganie, powodowała, że rowerzyści startowali niemal pojedynczo, co dla większości było ogromnym plusem. Nie trzeba było się przeciskać, walczyć o pozycję lub ustępować miejsca szybszym na pierwszych kilometrach, tylko jechać swoim tempem od początku do końca.

Daria Dziembowska (bieg 5 km):

Pomimo, że biegam dość często, najgorszy był dla mnie początek trasy, czyli pokonanie 225 schodów na sam szczyt Złotej Góry. Z pewnością, nie tylko mi odcinek ten zapadł w pamięci. Równie ciężko było i tym razem, na dobry początek żar z nieba i pot zalewający oczy. Podobno stąd właśnie wzięła się potoczna nazwa dla tej imprezy, czyli "Kartuska Masakra".

Dalsza część trasy też nie należała do najprostszych. Cały czas trzeba było być skupionym i uważać na błocie, a także śliskich polnych kamieniach. Odpowiednie skupienie nad wiodącą częściowo drogami gruntowymi przez malownicze pola, częściowo szerokimi duktami przez las trasą potęgowało w osiągnięciu przeze mnie, a także i Tomka z drugiej naszej drużyny dość dobrych wyników.

Na koniec, prócz pamiątkowego medalu i owacji od kibicujących znajomych, każdy z uczestników triathlonu mógł liczyć na wspaniały masaż relaksacyjny oraz ciepły posiłek i szklankę piwa. Czego chcieć więcej?

Jak dla nas było cudownie !



GALERIA ZDJĘĆ 1 fot. Beata Zarach [SajamaX]

GALERIA ZDJĘĆ 2 fot. Małgorzata Zielińska [GR3miasto]

Największe brawa należą się jednak tym, którzy pokonali te trasy nie będąc w sztafecie zarówno w wariancie krótkim, jak i długim. Może kiedyś też uda nam się wystartować pojedynczo?

WYNIKI

Podsumowanie:

Pierwszy nasz wspólny triathlon mamy już za sobą. Pomimo, że zdarza nam się nieraz chodzić na basen, czy też pływać na innych akwenach, od czasu do czasu pokonywać pieszo dłuższe dystanse, biegać, a także sporo jeździć na rowerze, to połączenie tych wszystkich dyscyplin naraz to nie lada sztuka, ...sztuka dla wybrańców. Ale spokojnie, nie wszystko naraz, z pewnością nadejdzie taki dzień, że wystartujemy w którejś z edycji indywidualnie. Póki co cieszy nas fakt, że organizatorzy otworzyli się na start sztafetowy, umożliwiając uczestnikom wzajemne uzupełnianie się. Sztafeta to także wspaniała okazja do integracji drużyny oraz wzajemnej mobilizacji.

Organizator:

Stowarzyszenie RowerOver
WWW: RowerOver.andgo.com.pl
Andrzej Gołębiowski,
Tel. +48 501 193 646
mail: andrzej@golebiowski.info

Opracował:
Masz dla nas temat? Chcesz podzielić się swoimi spostrzeżeniami?
A może przeżyłe(a)ś ciekawą przygodę, odkryłe(a)ś nową trasę? Napisz do nas: rowery@trojmiasto.pl.

Opinie (19) 5 zablokowanych

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

wydarzenia - imprezy i szkolenia

+ dodaj

Porady rowerowe

zobacz więcej »

Szlaki rowerowe

Znajdź trasę rowerową

Turystyka rowerowa

zobacz więcej »