rowery

stat

Szlak rowerowy Lębork-Gdańsk

Już na głównym miejscu zbiórki w Gdańsku Głównym stawiło się 15 osób. Nikogo nie odstraszyła wczesna pora zbiórki godz.7.10 oraz perspektywa długiej podróży pociągiem co bardzo nas ucieszyło. Dla osób, które zamierzały się już całkiem nieźle rozgrzać grupa ochotników ruszała o 5.30 z Gdyni, na własnych kołach. W końcu ile można spać i ile jeździć po znanych już nam jak własna kieszeń terenach Trójmiasta? Mijając kolejne stacje SKM wagon na większy bagaż niczym nie przypominał dużego przedziału ale bardziej magazyn rowerowy, rozciągający się z jego uczestnikami do kolejnego przedziału. W pociągu zebrała się nas pokaźna grupa 25 osób a "kanary", zobaczywszy tak wielu dobrze wysportowanych śmiałków z tak świetną kondycją zrezygnowali ze sprawdzania biletów. Mimo miłej atmosfery, podróż dłużyła się niemiłosiernie, zapewnionego przez Darka serwisu wiadomości w Radiu Zet ze swojego telefonu oraz konsumpcji małego co nieco przed tajemniczym niebieskim szlakiem. Po dwóch godzinach jazdy z Gdańska Głównego dojechaliśmy do Lęborka. Była godzina 9.30 a słońce grzało tak mocno, że zacząłem z czasem żałować, że nie wziąłem olejku do opalania.



Gdy zobaczyłem grupę kilkunastu rowerzystów pomyślałem, że to jakiś zbieg okoliczności, że nasza i ich grupa ruszają o tej samej porze z tego samego miejsca. Ale ta "ich grupa" gdy podjechałem bliżej okazała się naszymi zapalonymi sympatykami rowerowymi. Trudno mi było objąć całą grupę wzrokiem a co dopiero aparatem. Po ogłoszeniu warunków uczestnictwa oraz krótkiego przebiegu trasy w bojowych nastrojach ruszyliśmy ruchliwymi ulicami Lęborka na szlak. Nie przejechaliśmy 3km a jeden z łańcuchów odmówił posłuszeństwa i postanowił się rozstąpić. Ale nie z nami takie numery; po 10 minutach sprawnej mechaniki w wykonaniu Maćka mogliśmy kontynuować naszą jazdę szlakiem, na którym pierwszą cywilizowaną osadą był Rybnik. Odcinek Lębork-Rybnik prowadzący lasami nadleśnictwa Lębork był lekko pagórkowaty, jednak nie sprawił nam większych kłopotów. Peleton jednak strasznie się rozciągał i aby ogarnąć wszystkich trzeba było często zatrzymywać się i czekać na spóźnialskich, którzy jechali własnym tempem a nie tempem, wyznaczonym przez organizatorów grupy.

Pierwszy krótszy postój miał miejsce już na terenie nadleśnictwa Strzebielino niedaleko wsi Karczemki przy starym moście kolejowym z 1905 roku. Potężny wiadukt nieczynnej już linii kolejowej Lębork-Kartuzy wysoki na kilkadziesiąt metrów każdy z nas obejrzał z góry i z dołu. 80 schodów prowadziło na szczyt mostu na którym trzeba było zachować dozę ostrożności, gdyż barierki były mocowane bardzo prowizorycznie a most mógł bardziej służyć skoczkom bungee niż rowerzystom. Pierwsze 10 km szlaku mieliśmy za sobą i wielu z nas przyjęło, że tak rekreacyjny i turystyczny będzie on już do końca. Nic bardziej mylnego...



Kolejne miejscowości i punkty wyznaczały trasę naszego szlaku. Minęliśmy potok Strugę Węgorza oraz szosę Rozłaziło-Godętowo. Za nami pierwsza premia górska, której pokonanie większości z nas nie sprawiło dużego problemu. Nachylenie terenu było niewielkie a i teren nie tak mocno piaszczysty jak to wkrótce miało się okazać. To jeszcze bardziej umocniło nas w przekonaniu, że niebieski zostanie przez nas zdobyty ze zręcznością tancerza ;-) Nic bardziej mylnego.
Po krótkiej regeneracji płynów oraz kalorii czekał nas długi ponad kilometrowy zjazd. Bez pedałowania można było osiągnąć prędkość 40km i więcej ale... ot rowery są po to aby pedałować, dlatego w grę wchodziły prędkości powyżej 60 km/h. Skoro był zjazd to i musi być podjazd - w końcu nie bez powodu region ten nazywany jest Bieszczadami Kaszubskimi. Kolejna premia górska stanowiła prawdziwe wyzwanie. Gratuluje osobiście wszystkim tym, którzy wjechali na nią rowerami. Bardzo stromy podjazd i bardzo piaszczysty teren. Sama górka ciągnęła się dość długo przez ok. 1km i dla osób, którym nie działały największe 3 przełożenia niemożliwym było wjechanie na taki szczyt ;-) Obcy słusznie to skwitował: "to już nie te lata, że wjeżdżało się pod górkę tak szybko, jak się z niej zjeżdżało". Kolejna przerwa była konieczna, wyciągnęliśmy więc pomarańcze, banany albo...coca cole ;-) aby posilić się na kolejne dwie premie górskie. Kolejny długi na 2 km zjazd nie zawsze bezpieczny bo niekiedy bardzo piaszczysty oraz pełen korzeni - ostrożność więc była wskazana. III premia górska w porównaniu z poprzednią wydawała się możliwą do zdobycia aczkolwiek także wymagającą sporego wysiłku fizycznego. To dopiero 26 km szlaku a zdążył on już nam pokazać swoje pazury. Kolejny postój wyznaczyliśmy przy Łebie, której zimna woda wielu z nas sprawiła dużą ulgę, a niektórym także dużo zabawy. Co niektórzy chcieli zrobić Agnieszce śmigus dyngus ale się nie udało ;-)



Kolejna przeszkoda powalone drzewo na przełaju lasu - każdy radził sobie z nim na swój sposób, jedni przechodzili pod drzewem, inni nad drzewem, jeszcze inni brali je z boku. Następnie czekał nas długi, kilkukilometrowy podjazd, który wydawał się nie mieć końca. Wielu z nas brakowało już płynów oraz pożywienia a jagody jeszcze o tej porze nie rosną. Rzeka też już była dość dawno i nie mogliśmy doczekać się jakiejś "budki z lodami";-) Wieś Barłomino okazała się dysponować sklepem spożywczym, przy którym ponad 30 osób stanęło jak jeden mąż w kolejce za wodą, no może czasami coca-colą ;-)

Była godzina 13.30, za nami 40 km, przed nami zaś drugie tyle. Postanowiliśmy jednak na wszelki wypadek zaopatrzyć się w większy prowiant gdyby do Trójmiasta zabrakło w to niedzielne popołudnie sklepu. Za wsią Malwino przekroczyliśmy szosę Wejherowo-Strzepcz, za którą organizatorzy nieco pobłądzili, jednak nie z własnej winy a z braku oznaczeń. Jadać polna drogą nagle wyjechaliśmy na polanę więc trzeba było zawrócić. Na szczęście nie zabrało nam wiele czasu aby dojść do tego, gdzie należało skręcić - co 30 głów to nie jedna.
Rowerowa bratnia zmniejszyła się bo wcześniej odłączyła od nas Agnieszka oraz kilka innych osób. Jakby tego było mało moje koło zaczęło odmawiać posłuszeństwa - złapałem kapcia. Latające wokół nas komary i muszki zmusiły nas do sprawnej wulkanizacji i po niecałych 10 minutach mogliśmy jechać dalej. Dojeżdżamy do wsi Przetoczyno, znajdującej się na wysokości Wejherowa. Tutaj szlak niebieski oficjalnie się kończy, nieoficjalnie prowadzi dalej bo zaczyna się inny niebieski szlak TPK, który prowadzi do Trójmiasta. Miejscami styka się on z czerwonym szlakiem pieszym. W Nowym Dworze Wejherowskim wielu nie mogło przejechać obok sklepu obojętnie. Jednak ponieważ mieliśmy dość spory poślizg przerwa nie trwała dłużej niż 10 minut, co wzburzyło nastroje grupowe. Wcześniej odłączyło się od nas kilka osób i w ten sposób zostało nas ok. 25 rowerzystów. Ze względu na późną porę ominęliśmy "podkowę szlaku" i w Reszkach pojechaliśmy prosto na Łężyce. Była godzina 17.05, a Maciek na 19 miał być w pracy. Zatem pośpieszyliśmy ile sił jeszcze nam zostało. Przed nami dość urozmaicony geograficznie teren Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego. Przed przekroczeniem granic lasu, w kierunku Rumi odbiła znaczna część grupy rowerzystów i tak pozostało nas ok. 15 osób. Rajd oficjalnie nie miał zakończenia ponieważ każdy z uczestników postanowił odbić w innej miejscowości i dogodzenie 30 osobom było naprawdę niemożliwe. W Chwarznie skierowaliśmy się w stronę dworca głównego PKP w Gdyni Głównej Osobowej.



Podsumowując, cieszy fakt, że na rajd przybyło tak wielu uczestników. To Wy tworzyliście atmosferę rajdu, napędzaliście go lub spowalnialiście. Z drugiej strony następnym razem bardzo proszę o zapoznawanie się z tempem rajdu aby w przyszłości uniknąć nieporozumień związanych z wyprzedzaniem lub spowalnianiem rajdu. Dziękuje za wasz udział, wspólną walkę i wysiłek fizyczny. Szlak niebieski jest dość wymagającym szlakiem ze względu na piaszczyste drogi oraz liczne wzniesienia i nawet najlepszym sprawił niemałe problemy. Nie jest on jednak szlak nie do pokonania co pokazaliśmy w niedzielę 6 maja 2007 roku ;-)

Pokonany przez nas dystans: +/- 90 km
W realizacji szlaku pomógł nam Atlas turystyczny Kaszub Północnych Wyd.CartoMedia, w którym owy szlak jest opisany oraz oznaczony na szczegółowych mapach w skali: 1:50 tys.

Organizatorzy rajdu: Wojciech Grabowski & Maciej Świeczkowski
Autor relacji: Wojciech Grabowski
Zdjęcia: Wojciech Grabowsk & Agnieszka Lewińska
Grafika: Krzysztof Kochanowicz



P.S. Jeżeli chcecie poznać fajne towarzystwo, a przy tym aktywnie spędzać wolny czas - dołączcie się do nas. To nic nie kosztuje. Wszelkie informacje związane z uczestnictwem w naszych rajdach znajdziecie na naszej stronie www.rowery.trojmiasto.pl/grt/

Na prośbę autorów relacji redakcja Portalu Rowerowego Trójmiasta będzie usuwać wszystkie opinie nie związane z tematem. Zatem jeśli znacie przebytą przez nas trasę, odwiedzone miejsca i chcielibyście coś dodać czego nie ujął autor relacji, podzielcie się własnymi doświadczeniami. Będą one z pewnością bardzo przydatne tym, którzy będą chcieli powtórzyć tą trasę lub ułożyć własną na jej podstawie.
Też przeżyłeś ciekawą przygodę, odkryłe(a)ś nową trasę?
Podziel się wrażeniami z innymi, napisz do nas: rowery@trojmiasto.pl.

Opinie (16)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

wydarzenia - imprezy i szkolenia

+ dodaj

Porady rowerowe

zobacz więcej »

Szlaki rowerowe

Znajdź trasę rowerową

Turystyka rowerowa

zobacz więcej »