• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport
Skopiowano

Szlak Skarszewski, czyli sprawdzian kondycyjny zaliczony!

Krzysztof Kochanowicz
26 lipca 2011 (artykuł sprzed 11 lat) 
Oznakowany kolorem zielonym, pieszy szlak Skarszewski wiedzie przez Trójmiejski Park Krajobrazowy na ponad 20 km. Oznakowany kolorem zielonym, pieszy szlak Skarszewski wiedzie przez Trójmiejski Park Krajobrazowy na ponad 20 km.

Nie wszystko przychodzi od razu. Nieraz potrzeba kilku prób, aby coś się udało. Jednak tym razem zdobyte doświadczenia oraz praca nad kondycją i wytrzymałością pomogły nam przebyć, najtrudniejszy, moim zdaniem, szlak pieszy w naszym województwie. Pokonanie ponad 80 km szlaku Skarszewskiego nie było łatwym wyzwaniem, chociażby ze względu na wiele odcinków trudnych do przejścia, a co dopiero przejechania rowerem. Trzeba przyznać, że szlak wiedzie przez całkiem trudny teren i niejednokrotnie zdarzały nam się momenty totalnego wykończenia. Sukces zawdzięczamy wzajemnej mobilizacji i współpracy.





Krótka charakterystyka szlaku Skarszewskiego:

Szlak Skarszewski, to szlak pieszy, chociaż większość odcinków można pokonać również rowerem. Oznakowany zielonym kolorem, rozpoczyna się w Sopocie, a kończy się w Skarszewach. Ze względu na ukształtowanie terenu, 80 kilometrową trasę można podzielić na trzy etapy. Pierwszy, prowadzi przez najwyższe wzgórza morenowe Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego. Drugi, przez mocno pofałdowany teren Pojezierza Kaszubskiego; natomiast trzeci, przez podmokłe tereny północnego Kociewia. Ostatnim etapem trasy warto wybrać się w suche pory roku, ponieważ nawet po niewielkich opadach odcinek ten staje się trudny do przebycia, a podłoże grząskie.

Oznakowanie: bardzo dobre, ale w wielu miejscach powalone drzewa utrudniają przejazd.

Nasze wrażenia z trasy:

Etap 1: przez Trójmiejski Park Krajobrazowy: +/- 20 km

Jeśli ktoś uważa, że nad Zatoką Gdańską teren jest płaski, to się grubo myli. Do tej pory zdawało mi się, że to szlak Trójmiejski wiodący koroną Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego jest o wysokim poziomie trudności. Jednak znacznie bardziej można "dostać w kość" właśnie na Szlaku Skarszewskim.

Niektóre odcinki szlaku są nieprzejezdne i rower trzeba nieść. Niektóre odcinki szlaku są nieprzejezdne i rower trzeba nieść.


Pierwszy etap tego szlaku, wiodący przez Trójmiejski PK, kryje wiele odcinków wręcz "mrożących krew w żyłach". To są często techniczne zjazdy po stromych zboczach lub ich trawersy wąskimi ścieżkami, nierzadko najeżone wystającymi korzeniami drzew, a także wzniesieniami, pod które samo podejście doprowadza do zadyszki (nie mówiąc już o wspinaczce z rowerem na plecach). Dlatego, chcąc przebyć całą trasę, warto rozsądnie rozłożyć swoje siły, żeby po przebyciu trójmiejskich lasów wystarczyło ich na kolejne 60 km, i to nie sielanki!

Szlak rozpoczyna się w Sopocie, przy stacji SKM Kamienny Potok, a następnie ul. Małopolską prowadzi ku lasom, aż po Brodwino. Na "dzień dobry" po opuszczeniu cywilizacji mamy strome wzniesienie, które uświadamia, że nie będzie łatwo! To dopiero rozgrzewka! Prawdziwy trening wydolności zaczyna się tuż po pokonaniu ul. Jacka Malczewskiego. Najpierw, wspinaczka pod Górę Spadzistą na wysokość prawie 100 m n.p.m., następnie szybki zjazd i znowu podjazd. ... i tak co chwilę: zjazd, podjazd, zjazd, podjazd ;)

Po dotarciu do Małej Gwiazdy, gdzie spotykają się ze sobą różne szlaki turystyczne, jednogłośnie uznaliśmy, że będzie "niezła rzeźnia". Pokonaliśmy zaledwie 4 km, a pot leje się z nas tak, jakbyśmy przejechali co najmniej maraton.

Na wysokości głównego Sopotu, szlak prowadzi przy samej krawędzi Trójmiejskiego PK przez liczne wzniesienia, które jednocześnie są punktami widokowymi. Najpiękniejsza panorama na Sopot, a przy ładnej pogodzie nawet na całą Zatokę Gdańską i Półwysep Helski, rozciąga się ze Wzgórza Królowej Marysieńki. Od tego miejsca po Dolinę Świemirowską można liczyć na odsapnięcie, ale koncentrację należy zachować do końca zjazdu. Jest on stromy i wymaga od rowerzysty sporego zaangażowania i dobrej techniki. Po przekroczeniu potoku i kolejnej granicy lasu, czeka na nas długi i mozolny podjazd pod znaną wszystkim aktywnie spędzającym czas - Drogę Nadleśniczych. Na tym odcinku szlak Skarszewski pokrywa się z kilkoma innymi trasami pieszymi, m.in. dobrze znanym nam i kiedyś w całości przebytym szlakiem Kartuskim . Nieco dalej oba szlaki spotykają się na Wzgórzu Pachołek , na którym jest wieża widokowa, z której można podziwiać piękną panoramę na Gdańsk.

Niektóre podejścia są bardzo trudne i wymagają niezłej kondycji. Niektóre podejścia są bardzo trudne i wymagają niezłej kondycji.


Po zjechaniu ze wzgórza na chwilę przecinamy "cywilizację", i to dobry moment by uzupełnić echo w bidonach. Ze Starą Oliwą mamy do czynienia zaledwie przez kilkaset metrów pokonując jedynie ul. Kwietną. Dalej, zaczyna się seria ciężkich podjazdów i zjazdów, a raczej podejść i zejść (z rowerem na plecach). W większej części odcinek między Górą Wiechą a Głowicą, pokonaliśmy "z buta". Dawno nie dostałem tak porządnie w kość! Na chwilę relaksu mogliśmy liczyć jedynie na wierzchołkach wzniesień lub w Dolinie Samborowo, odpoczywając przy okazałym 300-letnim dębie.

Za Doliną Samborowo zaczyna się kolejna dawka długich i mozolnych podjazdów, które pokonujemy nie schodząc z roweru. Nogi nam drżą jak z galarety, a język sięga brody. Pocieszamy się jednak, że do końca tego odcinka pozostało tylko, albo aż 5 km ! Pozostawiając z boku Niedźwiednik wspinamy się pod Huzarskie Manowce oraz Matemblewo. Ostatni odcinek prowadzi nas bardzo malowniczą Dolinę Strzyży, którą wielokrotnie pokonywaliśmy, chcąc wydostać się z Trójmiasta w kierunku Pojezierza Kaszubskiego.

Wspinaczka nie kończy się na granicy lasu, a dopiero za ul. Kartuską. Wiemy jednak jedno - pierwszy etap trasy mamy już za sobą! Pozostało jedynie 60 km ;)

Etap 2: podbój Pojezierza Kaszubskiego: +/- 50 km

Po wyjeździe z Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego jesteśmy na przedmieściach Gdańska. Zanim zagłębimy się ponownie w leśnej gęstwinie, mamy do przebycia Kiełpino i Jasień. Na tym odcinku szlak początkowo schodzi nad jezioro Jasień i wiedzie nad samym jego brzegiem, po czym kieruje się nad Jezioro Otomińskie klucząc w otulinie Lasów Otomińskich. Ten odcinek jest w miarę spokojny, ale miejscami piaszczysty. Zataczając pętlę nad jeziorem warto udać się na punkt widokowy na cyplu jeziora. My, korzystając z tej okazji zrobiliśmy w tym miejscu krótki postój na regenerację sił, a chętni schłodzili się w wodzie.

Dobra kondycja to nie wszystko. Niektóre zjazdy wymagają również koncentracji oraz dobrej techniki. Dobra kondycja to nie wszystko. Niektóre zjazdy wymagają również koncentracji oraz dobrej techniki.


Na południowo-zachodnim skraju jeziora Otomińskiego szlak Skarszewski dociera do krzyżówki z dwoma innymi szlakami pieszymi: szlakiem Wzgórz Szymbarskich - oznakowanym kolorem czarnym oraz żółtym - szlakiem Bursztynowym, które kilka lat temu mieliśmy okazję przebyć na rowerach. W tym miejscu należy uważać, ponieważ Szlak Skarszewski odbija bardziej w prawo, niż szlak Wzgórz Szymbarskich. Także na mapie to jest błędnie oznakowane. Krótki odcinek prowadzi lasami w bliskiej odległości czarnego szlaku, ale gdy szlak Wzgórz Szymbarskich idzie ku kładce nad Radunią, szlak Skarszewski kieruje się na Kolbudy. Ten odcinek jest trudniejszy niż mogłoby się wydawać, szczególnie dla przejazdu rowerem.

Przez ponad 3 km szlak prowadzi bardzo wąską ścieżką wzdłuż rz. Raduni, a dalej zbiornika retencyjnego i sztucznie utworzonego jeziora Łapino. Miejscami, jest niebezpiecznie, samo przejście wymaga niezłych umiejętności, a co dopiero przejście z rowerem na plecach. Osoby, które nie chcą się katować, mogą pójść na łatwiznę i ominąć ten odcinek jadąc drogą pożarową, która wiedzie nieco wyżej, równolegle do szlaku. Nam zależało na przebyciu szlaku od A do Z, niezależnie od panujących warunków terenowych. Pokonanie tych trzech km zajęło nam ponad dwie godziny, dlatego też w Kolbudach musieliśmy zrobić kolejny postój na regenerację sił.

Dobrze, że kolejny odcinek pozwolił nam trochę odetchnąć. Z Kolbud szlak nas poprowadził w kierunku Przywidza. Miejscami, po ostatnich opadach deszczu było błoto, jednak nie można powiedzieć aby ten odcinek był trudny. Fakt, miejscami rosły wysokie trawy, ale wystarczyło "wrzucić" na nieco lżejszy bieg i spokojnie kręcąc pedałami pokonać metr po metrze. Jedyne co mogło wyprowadzić nas z równowagi na tym odcinku, to krwiożercze komary. Nie daj Boże się zatrzymać! Najtrudniejszy i wymagający sporej koncentracji, był stromy zjazd między Kozią Górą a jeziorem Przywidzkim. Dobrze, że na horyzoncie pojawiło się kolejne jezioro i okazja do schłodzenia ciała. Nie mieliśmy zbyt wiele czasu na długie pluskanie się w wodzie. Żeby zajechać przed zmrokiem do Skarszew musieliśmy się nieco sprężyć, nigdzie się nie zatrzymując. Jednak jak się domyślacie, nie do końca tak się dało ;)

Przedzieramy się przez tzw. "las pokrzyw" Przedzieramy się przez tzw. "las pokrzyw"


Etap 3: przeprawa przez kociewskie chaszcze: +/-10 km

Kolejne odcinki, wiodące przez leśne tereny północnego Kociewia często zmuszały nas do zejścia z roweru. Przeprawa przez bagna, czy powalone drzewa sama w sobie nie była trudna, jednak mając już kilkadziesiąt km za sobą w wymagającym terenie pokazywało, że pokonanie każdego następnego kilometra nie przychodziło łatwo. Po każdym z nas było widać spore zmęczenie. Prawdziwy kryzys przyszedł na 10 km przed końcem szlaku, gdy do pokonania mieliśmy kilkusetmetrowy, grząski odcinek w dolinie rzeki Wietcisy. Po przedostaniu się przez kładkę nad rzeką przyszło nam przedzierać się przez "las pokrzyw". Widać, że ten odcinek szlaku nie cieszy się zbyt dużym "ruchem turystycznym". Niedługo chyba zupełnie zarośnie!

Mimo bólu i kryzysów, przez które przechodziliśmy na ostatnich kilometrach szlaku, nie był to moment do rozczulania się nad sobą. Z dzikimi okrzykami darliśmy przed siebie chcąc jak najszybciej wydostać się z tej całej "Patagonii". W końcu udało nam się przez to przebrnąć! Dotarliśmy do drogi gruntowej, z której na horyzoncie zobaczyliśmy już cel.

Podsumowanie:
Mimo skrajnego wyczerpania dopięliśmy swego, pokonując szlak Skarszewski od A do Z. Teraz, z perspektywy można powiedzieć, że to jest trudny pieszy szlak. Miejscami rzeczywiście nie nadaje się na przejazd rowerem, ale pokonanie go pieszo w jeden dzień, to nie lada wyczyn, nawet dla wprawionego w boju Harpaganowca.

Przebycie szlaku, łącznie z postojami zajęło nam ponad 12 godzin, ale na tym nasze przygody się nie skończyły ! W końcu przyszło nam wracać "na kołach" do Trójmiasta. Te ostatnie kilometry przejechaliśmy szosą. Robert i Piotr, mając jeszcze sporo sił w nogach popędzili przodem. Tomek i ja zostaliśmy w tyle, chociaż jak się okazało, i ich dwójka i my, dotarliśmy do domu o podobnej porze, tyle, że inną trasą. Cała wyprawa skończyła się przed północą. Ostatecznie, łącznie z dojazdami na szlak i z powrotem trasa liczyła ponad 170 km. Ja, przez następne kilka dni chodziłem jak połamany i nie mogłem skupić się na pracy. Dzisiaj, po tygodniu mam już tylko zakwasy w udach i miłe wspomnienia ;)))

przez Trójmiejski PK przez Trójmiejski PK
przez Kaszuby przez Kaszuby
przez Kociewie przez Kociewie
Relacja pochodzi ze strony Grupy Rowerowej 3miasto

Dołącz do ludzi pozytywnie zakręconych
O naszych inicjatywach, rajdach i wycieczkach dowiesz się regularnie odwiedzając naszą stronę internetową lub wpisując się na listę sympatyków. Jeśli chcesz być na bieżąco informowany o tym, co organizujemy, napisz do nas e-mail: gr3miasto@gmail.com


Autor relacji:

Parametry trasy

  • Region woj. pomorskie
  • Długość trasy 81 km
  • Poziom trudności trudny

Znajdź trasę rowerową

Opinie (41) 10 zablokowanych

  • takie korzonki i znosić rower ?!?! (13)

    ten zjazd też walimy zygzakiem a nie na krechę! piękna naturalna banda przed banym nad kamieniem!

    • 6 6

    • Trzeba było przyjechać, a nie teraz się mądrować ;) (12)

      ...pewnie po 10 km trasy byś zawrócił pod pretekstem, że mama czeka z obiadkiem ;)

      • 16 3

      • Nie jeżdżę z ludzmi nastawionymi wyłącznie na pedałowanie ponieważ... (9)

        to jest zbyt nudne.
        ale ok. 170 km szacun, sporo jazdy. Czasami jak mnie najdzie to strzelam 5-8 dych krajoznawczo.
        Na korzonki jeżdżę w góry. A u nas w życiu nie widziałem 10km sekcji korzonków, podaj gdzie to dokładnie jest to chętnie tam pojadę pokatować sprzęt :)

        • 4 2

        • 170km przez cały dzień :/ (6)

          to mała wprawka przed konkretnym kręceniem!!!

          • 1 6

          • w terenie? (5)

            170 km w terenie to dla mnie kilometrówka nieosiągalna. Dlatego szacunek!
            Ps.mądrują się jak zwykle Ci,którzy "najwięcej jeżdżą";)

            • 6 0

            • (4)

              Jasne 170km w terenie! Ze Skarszew asfalcikami wracali

              • 1 0

              • Widać, że przedmówca przeczytał relacje ze zrozumieniem! (3)

                W końcu, chociaż jeden! ;)Zgadza sie! 170 km należy rozłożyć na 81 km w terenie i resztę trasy po asfalcie. Choć jazda przez niektóre wsie po bruku, jak człowiek jest już wykończony, wiele nie różni sie od jazdy w terenie ;)PozdRower

                • 3 0

              • (2)

                Z tych 81km trudnych jest może z 10km reszta to normalne nie wyróżniające się niczym drogi. Jak ktoś jeździ systematycznie po TPK bez problemu pokona ten szlak.

                • 0 4

              • Pokonaj i udokumentuj, a nie pitolisz jak poparzony

                Pokonanie takiego dystansu, gdzie tylko cześć km wymaga wzięcia rower na plecy, jest już sporym wyzwaniem i nie wszyscy, którzy choć raz w życiu pokonali setkę, są w stanie wybrać się na coś takiego.
                Mogę się z tobą założyć!

                • 0 0

              • To Ty chyba nie jechałeś tym szlakiem...

                że takie bzdety opowiadasz. Przynajmniej ze 30 km to odcinki nieprzejezdne! Nie wierzysz, wsiadź na rower i sprawdź;) Łatwo się mądrować!

                • 2 0

        • Jakby jechali przez cały czas...

          ...nie było by tylu zdjęć;)Osobiście z grupą wybieram się na krótsze wycieczki, głównie krajoznawcze, bo oprócz aktywnego wypoczynku można poznać trochę okolicę.Ps. właśnie, kiedy zorganizujecie coś bardziej rekreacyjnego?

          • 2 0

        • Trasę szlaku przedstawiłem na mapce...

          ...wystarczy wsiąść na rower i ruszyć 4 litery przez Trójmiejski PK śledząc "zielone znaczki" szlaku (jeśli nie wiesz jak takowe wyglądają, looknij na pierwszą fotkę). Wzniesienia, które pokonywaliśmy z rowerem na plecach to odcinek między Oliwą a Niedźwiednikiem. ps. Jak je wszystkie pokonasz nie schodząc z siodła i udokumentujesz, stawiam browca.

          • 5 1

      • (1)

        Otóż to! Gratuluję wam wytrwałości chłopaki!
        Pozdro

        • 10 2

        • W terenie !

          Dokładnie weź rower i pokonaj odcinek Sopot- Matemblewo nie schodząc z rowerem to jesteś największym kozakiem jakiego znam ! Dobrze wiemy ze jest to nierealne.... Tak się mówi ze 170 km w terenie ale powiem szczerze ze kolejny raz tego szlaku nie robię...

          • 3 1

  • okolice kolbud (2)

    miałem "przyjemność" przejechać odcinkiem w okolicach Kolbud, zmusiła mnie do tego zerwana kładka na czarnym szlaku. W zasadzie rower cały czas prowadziłem i nałapałem w cholere kleszczy!!!!. Dla roweru raczej nie jest

    • 3 2

    • Zgadza się, mnie tez tam kleszcze poorały!!!!! Ale jest kładka więc można do Kolbud ulicą dociągnąć 😁

      • 0 0

    • Nie trzeba było pchać się tym szlakiem!

      ...świetna droga do Kolbud prowadzi równoległe do Szlaku Skarszewskiego nieco powyżej. Jak wspomniał również autor relacji to droga pożarowa wiodąca chyba do Sulmina.

      • 2 2

  • dla jednych nie przejezdny szlak (odcinek/zjazd) (5)

    a dla innych esencja przyjemności i relaksu.
    fajne korzonki na fotce, jak można marnować tak piękny zjazd sprowadzając rower ;)

    • 12 6

    • Zgadza się... (4)

      ...jedni do tego mają predyspozycję, inni nie. Każdy jednak jest na tyle odpowiedzialny by podjąć decyzję czy na danym odcinku jest w stanie "puścić heble" czy nie ;)

      • 7 3

      • Taaa, znam takich downhilowców w 3mieście (3)

        Prawdziwi z Was downhillowcy: wpierw przez pół dnia przyglądają się górce, po czym jeden odważny próbuje zjechać. Reszta się gapi i komentuje... czyli normalka w Polsce. Później jadą wszyscy na deptak by się polansować wśród miejskich bikerów. Ot, cały 3miejski downhill.
        Póki co żadna z 3miejskich grup nie jeździ na tyle by w ogóle mówić o downhillu. Może ubrani jesteście i sprzęty macie pod katem tej dyscypliny, ale póki co więcej się lansujecie, niż cokolwiek potraficie i tyle w temacie.
        ps. Pozdrowienia z Jury, tu dopiero są "górki".

        • 17 4

        • Hehe, (2)

          uważaj bo się zatniesz przy goleniu nóg.

          Gdybyś był w lesie to byś może zobaczył co nieco.

          Aczkolwiek nie zaprzeczam, że jest grupa takich downhillowców, jak Ty ich opisałeś, ale wiedz, że są też tacy, którzy co nieco potrafią...

          • 2 6

          • Byłem dziś w naszych lasach i nikogo nie widziałem ;-/ (1)

            • 6 2

            • A ja widziałem...

              ...pet w gębie, browar w łapie, ot grupa Hontas przygotowuje się do zaatakowania hopki przez pół dnia ;-/

              • 0 0

  • Tak patrzę na te komentarze i zastanawiam się skąd ta pewność u autorów relacji, że komentujący nie jeżdzą takich tras? (3)

    Nie stawiajcie się w pozycji - przejechałem 170km to jestem najmądrzejszy.Dla niektórych tam gdzie nosicie rowery (korzonki i podejścia), to najlepsze kawałki TPK do jazdy. Rower to nie tylko kręcenie kilometrów...

    • 1 6

    • Każdy robi to co lubi, albo to, na co może sobie pozwolić... (2)

      ...nie twierdzę, że 170 km to jakiś wyczyn, bo na swoim koncie mam znacznie więcej, zarówno na szosie jak i w terenie. Ale to nie miejsce i czas na przechwalanki. Zgodzę się z Tobą, że dyscyplin rowerowych jest cała masa i nie każdy "wyjście na rower" kojarzy jedynie z trzaskaniem km. Dla mnie nie same km się liczą. Znacznie większą zadowolenie mam z tego co zobaczę po drodze, poznam i uzupełnię wiedzę. Podobnie jest ze szlakami: pełną satysfakcję mam, gdy szlak zrobię w 100% a nie "po łebkach".

      • 7 1

      • Brawo Krzychu

        Prawidłowo napisane....
        Nieważne ile km, liczy się co się zobaczy, i jak miło spędzi się czas :)

        • 3 0

      • właśnie! "wyjście na rower" jest piękne samo w sobie - niezależnie czy jadę do sklepu czy do lasu

        :)

        • 8 1

  • WOW (4)

    Wowow dlaczego mnie tam nie ma =(
    Może bym Wam trochę tempo podkręciła.
    Gratuluje i podziwiam

    • 22 3

    • Kama, szykuj lepiej czas na kolejny wypad... (3)

      ...bo osobiście mam niedosyt ;) Trzeba będzie powtórzyć te Mazury, bo było zbyt sielankowo ;)
      Ps. Do zobaczenia na trasie

      • 4 2

      • Kamila szukuj formę... (2)

        Kamila słyszałem ze masz nowy sprzęt :D Teraz będzie ogień ;) Do zobaczyska

        • 5 2

        • (1)

          Czy tu aby nie zaszło tzw. zjawisko zauroczenia? : )))
          Chłopaki! Facet musi być twardy i nieczuły! ... no chyba, że na sprzęt. : )))
          A swoją drogą, to Kamilę też pozdrawiam (Ciekawe, czy mnie jeszcze pamięta?

          • 4 3

          • Szykuję się, szykuję

            Teraz chłopaki będziecie musieli przycisnąć pedały. Wtedy to rower gonił mnie, a tego nowego to ja gonie- tak mknie przez las...ps. spoko spoko pamiętam wszystkich :)do zobaczenia

            • 5 0

  • (2)

    UUU aż dech zapiera gratuluje wyczynu i pokonania tak trudnej trasy na rowerze. Ja preferuje jazdę szlakami rowerowymi zwłaszcza nowymi Kociewskimi , których już sporo pokonałem. O tym poczytać sobie można na moim blogu www.wojttwardy.blog.onet.pl

    • 3 2

    • Mamy już mapy tych tras i opisy...

      ...więc niebawem pewnie zjawimy się i na Kociewiu ;)Wojtek, mam nadzieję, że dołączysz i trochę nas zapoznasz z rodzinnymi stronami.Najpierw jednak mamy kilka pomysłów do skończenia w okolicach Słupska, jak również na Żuławach ;)PozdRower

      • 3 1

    • wojttwardy : )

      : ))) WOJT! Cały ty! : ))) Nie ma to, jak dobry własny lans. : )))

      • 4 1

  • ale padaka (1)

    tylko chory sprowadza rower po takich korzeniach i wybiera sie na fatty w teren, to jest rower dla bogatych głupków ;] ....przetrwali 80km jazdy po patykach, komedia ;], obejzyjcie sobie trasę XC na olimpiadzie w Pekinie, to jest ciezki teren. ale nie kaszebe wyprawa w byle kszaczory, buahaha!

    • 2 24

    • Wypowiedział się ten co siedzi przed pudłem...

      ...i jedynie podziwia jak inni jeżdżą.Co tu porównywać amatorską jazdę do zawodów i to jeszcze na olimpiadzie!Ale co tam, są sprawni, sprawniejsi i sprawni inaczej, w tym kraju to niestety normalne.

      • 7 3

  • piękna trasa, już sobie nie pojeżdżę...

    ale choć chodzić mogę!

    • 2 2

  • JT

    Trasa wspaniała i polecam. Przez większą część trasy E2 był poprowadzony Jesienny Tułacz 2010. Jazda w nocy, na orientacje, po lesie, w takim terenie to jest dopiero wyzwanie. Przy startach w imprezach InO wiele rzeczy umyka, ale zawsze można przejechać się innym razem z nastawieniem bardziej rekreacyjnym.

    • 2 2

  • Na rowerze w jeden dzień (1)

    A ja byłem pewien że przejście tego szlaku w jeden dzień do wyczynów nie należało.

    • 4 5

    • A przeszedłeś go w całości? Czy do dziś masz niespełnione marzenia?

      • 8 3

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Polish Bike Tour 2023

zawody / wyścigi

Znajdź trasę rowerową

Forum