Skawiński i Tkaczyk. Pedagodzy, którzy stali się królami życia

- Nie jest to książka precyzyjnie poukładana datami, faktami. To raczej zostawiamy dla archiwistów czy historyków muzyki. Bardziej są tutaj nasze impresje, wyjaśnienia też pewnych spraw - mówi Grzegorz Skawiński.
- Nie jest to książka precyzyjnie poukładana datami, faktami. To raczej zostawiamy dla archiwistów czy historyków muzyki. Bardziej są tutaj nasze impresje, wyjaśnienia też pewnych spraw - mówi Grzegorz Skawiński. Kobaru/Universal Music Polska

"Królowie życia" to książka, która zainteresuje nie tylko fanów twórczości Grzegorza Skawińskiego oraz Waldemara Tkaczyka. Ta pozycja stanowi niezwykle ciekawą opowieść przez historię ich muzyki, zespołów i życia. Nam opowiedzieli o kulisach jej powstania i wyjaśnili kilka kwestii z przeszłości.



Patryk Gochniewski: Czyj to był pomysł? To była wasza propozycja czy też ktoś z nią do was wyszedł?

Grzegorz Skawiński: Książka spadła nam trochę z nieba. Z propozycją zwróciło się do nas wydawnictwo. W życiu mieliśmy ich już wiele, nawet bardzo konkretnych. Jeszcze za czasów O.N.A. ukazała się książka "Ona i oni", w której część życia już opisaliśmy, ale to było dawno, w latach dziewięćdziesiątych. A mamy rok 2017 i trochę czasu minęło, więc stwierdziliśmy, że może faktycznie przydałaby się pozycja, która powiedziałaby o nas coś więcej. Przecież nie wszystko, co się w naszym życiu wydarzyło, jest znane. A pewne fakty należy przypominać potomnym póki działamy. Też chcieliśmy jakoś zaakcentować, że jest to swego rodzaju kompendium o zespołach. Od czasów amatorskich, po Kombi, O.N.A. i nowego Kombii. Dlatego, kiedy zwróciło się do nas wydawnictwo Edipresse, skorzystaliśmy. Tym bardziej, że podobała nam się formuła. Z początku zastanawialiśmy się, jak to zrobić. Czy pisać chronologicznie, czy na zasadzie wywiadu rzeki. Ostatecznie wybraliśmy tę drugą opcję. Nie jest to książka precyzyjnie poukładana datami, faktami. To raczej zostawiamy dla archiwistów czy historyków muzyki. Bardziej są tutaj nasze impresje, wyjaśnienia też pewnych spraw.

No właśnie. Wywiad rzeka. Trudno w przypadku tej książki mówić o niej jako o biografii. Wywiad jest chyba najbardziej intymną formą literacką, jaką można dać odbiorcom. Nie baliście się, że mogą się pojawić pewne kwestie z przeszłości, które mogą was drażnić, o których nie będziecie chcieli rozmawiać?

Waldemar Tkaczyk: Nie, nie mieliśmy takiego problemu. Nie boimy się pytań, które dotyczą nas, a już na pewno nie tych dotyczących muzyki, którą tworzymy. Jest to wciąż sprawa publiczna, a nie nasze życie intymne czy prywatne. Jesteśmy znani z tego, że wychodzimy do ludzi, z muzyki. I ludzie postrzegają nas tylko na podstawie wyglądu. Że jest jeden taki, drugi taki, trzeci taki. Nie boimy się żadnych tematów. Wszystko przeżyliśmy, wszystko się odbyło i nie mamy się czego wstydzić.

GS: W związku z tym postanowiliśmy wyjaśnić kilka kwestii, które czasem mogą wydawać się kontrowersyjne. Dla nas one takie nie są. Ważne dla nas jest też to, żeby opowiedzieć o tym, jak widzimy pewne rzeczy. Czas zaciera historie, tworzą się stereotypy. Myślę, że dla fanów, nawet dziennikarzy, którzy zajmują się polską muzyką, może być parę ciekawych faktów w tym wydawnictwie. Oczywiście, nie udało się zawrzeć wszystkiego. Pozycja nie jest jakaś opasła, z drugiej strony też pisanie tomiszcza, które miałoby pięćset stron, moim zdaniem kompletnie mija się z celem. Jest to w końcu jakaś forma rozrywkowa i raczej zostawiliśmy sobie jeszcze trochę rzeczy na ewentualną kontynuację. Bo siłą rzeczy opisanie wszystkiego, wymienienie wszystkich osób, było po prostu niemożliwe. Poniekąd jest to też pokłosie tego, jak przeprowadzający wywiad Kuba Frołow go poprowadził. Finalnie i tak jeszcze dopisaliśmy trochę rzeczy, ale w zanadrzu pozostaje naprawdę spora lista do opowiedzenia.

Czytając tę książkę trudno nie odnieść wrażenia, że może ona zainteresować nawet waszych największych fanów. Jest tu wiele wyjaśnień, wiele historii... Chociażby kwestia nazwy - Kombi i Kombii. Bo niektórzy myślą, że to reaktywacja, a tak przecież nie jest.

GS: Bardzo się staraliśmy między innymi to wyjaśnić. Bo zdążyło powstać mnóstwo mitów i nieprawdziwych historii, stereotypów. Przede wszystkim Kombi zakładaliśmy we czterech, nie w pojedynkę, jak krąży legenda. Jesteśmy współzałożycielami, żywymi. Janek Pluta, niestety, nie żyje, opuścił nas kilka lat temu. Nie może się w tej kwestii wypowiedzieć, ale no jednak, żeby był jakiś komplet na ten temat, to muszą być w tej chwili przynajmniej trzy opinie. Żeby można było wyrobić sobie jakieś zdanie. Natomiast sądzę, by skupiać się tylko na samym Kombi, to trochę mało. Sporo jest o O.N.A., trochę o Skawalkerze, o naszych początkach, o których w ogóle mało wiadomo. Chcieliśmy opowiedzieć, jak to było. Jesteśmy chłopakami z małego miasta, którzy przyjechali tutaj, marząc o jakiejkolwiek karierze. Wcale nie o wielkiej. Poszliśmy na studia, żeby się zaczepić w Trójmieście. No i gdzieś nam się to udało, chociaż bardzo nie lubimy tego słowa, bo udać coś się może raz. A nie taka kariera, która trwa już ponad czterdzieści lat. Takie rzeczy się nie udają. Muszą być jakieś składowe. Chociaż odrobina, a może więcej niż odrobina, talentu, trochę, a nawet bardzo dużo szczęścia i wyrzeczeń. Też o tym jest ta książka. Chciało by się napisać więcej, jest mnóstwo nieopowiedzianych kwestii. Jeśli to wydawnictwo osiągnie chociaż minimalny sukces, będziemy dążyć do tego, aby napisać część B tych "Królów życia".

Geneza tego tytułu jest oczywista. Ale czy wy się czujecie królami życia?

WT: Wiesz, czasami tak. Bo nie sposób zaprzeczać i zupełnie pomniejszać swoją rolę. Oczywiście, możemy być tu super skromni i powiedzieć, że się nie czujemy. Bo tak naprawdę nie ma takiej definicji. Co to znaczy być królem życia? Ale powiedzmy, że w naszej działce, muzyce, którą robimy w Polsce, czuliśmy się tymi królami. W momentach, kiedy wychodziły nam przeboje czy super płyty. Jak w momencie powrotu z Kombii, kiedy nie dawano nam żadnych szans na sukces, a płyta okazała się najlepiej sprzedającą się w 2004 roku. Wykosiliśmy wszystkich. To są te momenty, kiedy czujesz się tym królem życia. Nawet te bezwzględne liczby o tym świadczą. A poza tym, wiesz, żyjemy normalnie, jak wszyscy. I dzięki Bogu. Może to jest marne pocieszenie, bo na pewno wolelibyśmy mieć pieniądze i ten cały entourage jak Michael Jackson, Madonna i inne światowe gwiazdy, które mogą cierpieć na dużą popularność i żyć w enklawach, nie mogą się nigdzie spokojnie pojawić. I w tym momencie możemy być lekko zadowoleni, że nie mamy tego wszystkiego, z drugiej strony może byśmy się jeszcze bardziej poczuli królami życia, mając te parę miliardów dolarów na koncie (śmiech).

GS: Ja tylko mogę dodać, że to są chociażby te chwile, kiedy stajesz przed wielotysięcznym tłumem, jak kiedyś w Poznaniu, dla ponad stu tysięcy osób. Wtedy można się poczuć. Ale poza sceną, w życiu codziennym, nie dajmy się zwariować. Podlegamy tym wszystkim prawom, co każdy inny człowiek. Nasze życie nie jest szczególnie wyjątkowe. Nie różni się od tego prowadzonego przez innych żyjących na przeciętnie dobrym poziomie. Po prostu.

Spośród wielu wątków poruszanych w książce najbardziej zainteresował mnie chyba fragment o początkach. Moment, w którym przyjechaliście do Trójmiasta. I wybór studiów. To była pedagogika i hungarystyka.

GS: Ja zdawałem wcześniej na tę hungarystykę i się nie dostałem. Szczęśliwie w sumie, bo nasze drogi pewnie by się rozeszły.

WT: Mieszkałbyś w Budapeszcie!

GS: Tak, albo w Warszawie. Bo z Mławy było przecież bliżej tam niż do Gdańska. Ale w końcu ta pedagogika. W przypadku Waldka była to ucieczka przed wojskiem. W tamtych czasach armia była obowiązkowa. Ja za to miałem kategorię "D", w związku z czym nie podlegałem obowiązkowi. Nic mnie też tu nie ciągnęło tak naprawdę. Ale Waldek powiedział mi później, bo rozminęliśmy się rok w pójściu na uczelnię, że to bardzo ciekawe, humanistyczne, takie ogólnorozwojowe studia. I rzeczywiście. Teraz mogę to po latach stwierdzić, że absolutnie nie żałuję, bo wiedza, którą zdobyłem, przydała mi się w życiu. Studia były bardzo rozwijające. A chciałem studiować psychologię w ogóle. Jednak wtedy na uniwerku gdańskim nie było tego kierunku. Dopiero gdzieś po około dwóch latach powstał, ale już wtedy zaczęliśmy robić karierę, w związku z tym nie szalałem z przenoszeniem się na inny kierunek. Skończyliśmy studia z dobrymi ocenami i jesteśmy magistrami pedagogiki specjalnej.

Czyli gdyby kariera nie potoczyła się tak, jak sobie wymarzyliście, mieliście jakąś podkładkę.

WT: Wiesz, wtedy to była normalna sprawa i też nobilitacja, żeby skończyć wyższe studia. To były inne czasy. Jak się miało ten papier z uczelni, to już można było znaleźć jakąś państwową posadkę i się z niej utrzymać. Na pewno było to jakieś życiowe i ekonomiczne wyjście z sytuacji, z tym że, tak jak Grzegorz wcześniej powiedział, kierowały nami inne pobudki, żeby być na studiach.

Jeszcze jedna rzecz mnie zastanawia w kwestii waszej kariery. Nie jest to wcale takie popularne u muzyków. Większość zespołów, kiedy zmienia styl, eksperymentuje, robi to jednak w granicach swojej macierzystej formacji. Wy powoływaliście do życia nowe. Też jakby z przymusu w związku z historią z pierwszym Kombi. Nie baliście się, że się rozmienicie na drobne, popadniecie w zapomnienie? O.N.A. wprawdzie bardzo mocno wypaliło, jednak ryzyko było.

GS: Nigdy nie baliśmy się zmian czy rewolucji. To wychodziło od nas samych. Z pierwszego Kombi nie zostaliśmy wyrzuceni, tylko odeszliśmy sami. Chcieliśmy grać muzykę, która wtedy była nam bliższa. Myśmy wyrośli z rocka. Nasz pierwszy i drugi zespół - Kameleon i Horoskop - były hardrockowe. Dlatego to, co później graliśmy w Skawalker czy O.N.A. nie stanowiło dla nas problemu. Mieliśmy doskonałe podstawy i znajomość tego gatunku. Przyszło nam to łatwo. Zadałeś ciekawe pytanie, bo chyba faktycznie wymagało to odwagi od nas, bo się tak rzucaliśmy, ale zobacz... Praktycznie wszystko, za co się zabraliśmy, nawet ten powrót Kombii, jednak wyszło. Był to bez wątpienia sukces. Kto wie, może jeszcze z czymś wystrzelimy (śmiech). Jakoś specjalnie spokojnymi duszami nie jesteśmy.

Ale podobno też mocno rock'n'rollowego trybu życia nie prowadziliście. Staraliście się utrzymać trzeźwość umysłu.

WT: Zależy też, co rozumiemy pod tym pojęciem. Że co, zapić się jednego dnia i umrzeć? (śmiech)

GS: Chodzić wiecznie naćpanym czy nawalonym...

Dokładnie. Rozumiecie, o co mi chodzi. Nie spadaliście pijani ze sceny. Mieliście świadomość.

WT: Wiesz, wiedzieliśmy, że liczy się to, żeby grać. Lubimy to robić i to było dla nas priorytetem.

GS: Poza tym też nie należy zapominać, że wiele osób ma takie myślenie życzeniowe. Że jak ktoś jest idolem, podlega innym presjom czy naciskom. Ale też są przecież takie rzeczy, jak życie. Jesteśmy bardzo dumni z tego, że nie musieliśmy nigdy rezygnować z pracy jako muzycy. Do dzisiaj utrzymujemy się praktycznie z grania muzyki. Pojawiają się zarzuty, że jesteśmy komercyjni. Ale nawet Nirvana była komercyjna. Nie należy tych pojęć mylić, bo wszystko, co się sprzedaje, jest komercją. Stąd też nasze zmiany były świadomym wyborem. To nie było tak, że rzucaliśmy się z głową do pustego basenu.

Słuchajcie. Skąd wytrzasnęliście Agnieszkę Chylińską? Wy, muzycy już na porządnym dorobku i nagle pojawia się dziewczyna z gdańskiego VIII LO.

GS: To w sumie bardzo prosta historia. W życiu wieloma rzeczami rządzi przypadek, tutaj akurat bardzo szczęśliwy. Żyliśmy obok siebie w Sopocie. Jakieś trzysta metrów. Mijaliśmy się, nie wiedząc o sobie w ogóle, chociaż ona mówi, że wiedziała, kim jestem. Spotkaliśmy się na koncercie jej zespołu, półamatorskiego można powiedzieć, z którym występowała w Starogardzie Gdańskim. Graliśmy tam na dniach miasta, a oni byli jednym z supportów. No i usłyszeliśmy ten niesamowity głos. Zachwyciliśmy się. Nawiązaliśmy wstępny kontakt, ale do sprawy wróciliśmy dopiero po pół roku, w czasie robienia kolejnej płyty Skawalkera. I zaświtało nam, że może by ją odszukać. Tak zrobiliśmy i powstał zespół O.N.A. To było w ogóle śmieszne, bo nagrywaliśmy "Modlishkę" jako Skawalker. I dopiero po nagraniu materiału, podjęliśmy decyzję o tym, żeby nie obciążać tego nowego projektu tym, co graliśmy wcześniej, znanymi już nazwami. Usunęliśmy się lekko w cień, nie mieliśmy z tym żadnych problemów. Wiedzieliśmy, że podejmujemy ryzyko, bo mogło z tego nic nie wyjść. Okazało się, że podjęliśmy dobrą decyzję. I jesteśmy też z tego dumni, że był to bardzo ważny dla niej i dla nas etap.

Wiem, że muzycy strasznie nie lubią tego pytania. Ale ono samo się nasuwa w przypadkach osób, które osiągnęły sukces w kilku grupach. I teraz tak - może nie który jest ważniejszy, ale który z zespołów jest wam bliższy. Kombi czy O.N.A.?

WT: Nie chcemy tego dzielić. Te projekty różnią się od siebie, więc porównywanie mija się z celem. To, że my braliśmy w nich udział, jest jedyną rzeczą, która je łączy. I chyba dobrze się czujemy w obu. W ogóle we wszystkich zespołach, w których byliśmy. Zawsze było fajnie, tylko inaczej.

GS: Żeby zachować jakąś tam formę, bo jestem gitarzystą i w O.N.A. miałem wielką okazję się wyżyć na tym instrumencie. Dziś też nie odstawiam jej na bok i co jakiś czas wypuszczam coś solowego, jak "Me and my Guitar". Może to bardziej niszowe, ale spełniam się jako instrumentalista. Najzabawniejsze jest to, że na tej bardzo rockowej płycie grają wszyscy koledzy z obecnego Kombii. Dla nas więc wykonać kolejną woltę, to jest pstryknięcie palcami. Jesteśmy dosyć wszechstronni, poruszamy się w wielu gatunkach. Mogę dlatego tylko przytaknąć Waldkowi. Bo te wszystkie dzieci są poniekąd nasze. Nie chcielibyśmy żadnego wyróżniać. Każdy zespół miał swoje zalety, miał też pewnie parę wad. Nie ma ideałów.
Masz dla nas temat? Chcesz podzielić się swoimi spostrzeżeniami?
A może przeżyłe(a)ś ciekawą przygodę, odkryłe(a)ś nową trasę? Napisz do nas: rowery@trojmiasto.pl.

Opinie (177) ponad 20 zablokowanych

  • Łosowski w 1969 zalozyl zespol Akcenty do ktorego przyjmowal rownych muzykow w tym tez tych dwojch slynnych pedagogow. W 1976 Łosowski postanowil zmienic nazwe zespolu z Akcenty na Kombi. Zmiana nazwy nie jest kamieniem wegielnym pod nowy zespol. Zespol jest od 1969. Poza tym w 1992 roku slynni pedagody sami odeszli z zespolu Łosowskiego i zalozyli Skawalkera.

    • 7 0

  • Królowie są nadzy.

    Przeczytałem tą książkę i tzw. kupy mi się nie trzyma, to, co panowie Skawiński i Tkaczyk napisali. Oto jeden z początkowych wątków: dali się zaprosić/zaangażować/namówić Łosowskiemu do jego zespołu, chociaż muzyka im nie pasowała i Łosowski też. Ich trzech (z Plutą) kontra Łosowski. Panowie, to po jakie licho poszliście do tego zespołu???!!!??? Piszecie, że Pluta był Waszym koniem trojańskim w zespole Łosowskiego. To już wtedy wyciągaliście łapki po nie swoje?

    • 22 2

  • Po co ta wojna?

    Wystarczy przeczytać obie książki aby zrozumieć że współpraca artystyczna w ramach tria nie była już możliwa,pewna formuła się wyczerpała.

    Lubie pana Łosowskiego ale mam pretensje że od lat podsyca niechęć do byłych kolegów i próbuje dzielić starych fanów.

    Ja jestem starym fanem i lubie oba zespoły powstałe na bazie oryginalnego Kombi-kupuje ich płyty,bywam na koncertach.Są to inne kapele-wiadomo że gitarzyści mają zespoł który gra ostrzej,bardziej rockowo a klawiszowiec opiera swój zespół na brzmieniu elektronicznym.

    Nie rozumiem po co ten konflikt,Łosowski powinien odpuścić.

    • 8 6

  • odmowil bo nie chcial maczal rąk w oszustwie. firmowanie koncertu jako 40 kombii to oszustwo tak samo jak 40 lat wspolpracy Tkaczyka i Skawinskiego bo oni graja ze soba od liceum przeciez to nawet na tych zdjeciach jest czyli prawie 50 lat a to ze jest to oszusztwo pisal tez producent i manager Kombi pan Sylwin. 40 lecie Kombi bylo na placu zebran ludowych rok temu i na spotkaniu po koncercie byli Sylwin i inni managerowie i osoby zwiazane z Kombi. wszyscy oni sa po stronie Łosowskiego bo przez wiele lat widzieli kto zarzadza zespolem i kto jest liderem i kto podejmuje decyzje tak ja te o zmienia nazwy w 1976

    • 7 1

  • Dorabianie dodatkowej litery do nazwy to tandeta sama w sobie i szwindel na kilometr. Czwarty pasek u dresa. I nieważne czy chodzi o zespól czy firmę. To mi się kojarzy z Amber Gold, gwiazdami pod umową czy gwarantowanie gruszek na wierzbie. Niech sobie ci panowie graja co i gdzie chcą ale nie podszywając się pod legalnie działający zespół. Oszukiwanie fanów i żerowanie na niewiedzy.

    • 4 0

  • Oszustwo to jest Twój post.

    Koncert nie był firmowany jako koncert 40 lecia Kombii tylko koncert 40 lecia współpracy duetu Skawiński -Tkaczyk który w tym czasie występował w kilku różnych zespołach(Kameleon, Horoskop, Akcenty, Kombi, Skawalker, ONA, Kombii) Łosowski był jednym z najważniejszych współpracowników na przestrzeni ich kariery i dostał zaproszenie które odrzucił.

    Takie samo zaproszenie dostała Agnieszka Chylińska i zaśpiewała z kolegami jeden z hitów O.N.A. Dla niej problemu nie było. Na marginesie -jeżeli miało to by być 40 lecie Kombii to co tam robiła Chylińska?

    a 40 lat też panowie wytłumaczyli-jasne że grają ze sobą dłużej, ale chodziło o 40 lecie zawodowego grania, okres gdy mogli się nazwać profesjonalnymi, zawodowymi muzykami.

    • 1 3

  • A Ty byłeś?

    To się podziel wiedzą.

    • 3 0

  • jak widać sąd nie był takiego zdania stwierdzając że prawa do nazwy Kombi ma pan Łosowski.Poza tym wyjątkowe małe było potraktowanie Łosowskiego przez tych trzech jegomości w obliczu jego życiowego dramatu, dla małych ludzi kasa to wszystko

    • 19 3

  • a dlaczego oni jak poszli swoją drogą dorobili sobie drugie i?Czy nie po to by zarabiać na tym że ludzie nie wiedzą o co chodzi?

    • 4 0

  • A co ma do tego prawo do nazwy?

    Łosowski może i ma prawo do nazwy ale to nie powoduje że obecne Kombi to jest Kombi.Powinien się nazywać tak jak się nazywał-Kombi -Łosowski i to było uczciwe.

    Sugerowanie że Kombi istnieje jest zwykłym robieniem w balona słuchaczy. Łosowski ze swoim nowym zespołem robi dobrą muzykę , daje fajne koncerty, nagrywa dobre płyty-ale nie jest to Kombi.

    • 5 8

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Czwartkowa wycieczka rowerowa po pracy
Czwartkowa wycieczka rowerowa po pracy
zajęcia rekreacyjne, rajd / wędrówka
wrz 23
czwartek, g. 17:00 - 21:00
Gdańsk Dolne Miasto
Poznaj swój kraj-Activo-Bory Tucholskie
Poznaj swój kraj-Activo-Bory Tucholskie
zajęcia rekreacyjne, rajd / wędrówka
wrz 25
sobota, g. 07.45
Rumia, ATS Express
Wycieczka rowerowa przez Kaszuby Północne
Wycieczka rowerowa przez Kaszuby...
zajęcia rekreacyjne, rajd / wędrówka
wrz 25
sobota, g. 9:00 - 18:30
Reda

Znajdź trasę rowerową

Ogłoszenia polecane

Forum