rowery

stat

Rowerowy Szlak Hutniczy, nie dla turystyki rowerowej

Szkoda, że Rowerowy Szlak Hutniczy nie zatacza pętli i pomija wiele pięknych rejonów Gminy Somonino.
Szkoda, że Rowerowy Szlak Hutniczy nie zatacza pętli i pomija wiele pięknych rejonów Gminy Somonino. fot. Piotr Książek [GR3miasto]

W Gminie Somonino powstał szlak rowerowy, którego tematem przewodnim są miejscowości pohutnicze, które powstały przy działających tu w XVII i XVIII wieku hutach szkła. Liczący prawie 30 km Rowerowy Szlak Hutniczy rozpoczyna się przy stacji kolejowej w Wieżycy, a kończy się przy kamiennych kręgach w Trątkownicy. Niestety, jak sprawdziliśmy szlak nie oferuje zbyt wiele atrakcji dla miłośników dwóch kółek, szczególnie tych poruszających się na rowerach turystycznych, a słabo oznakowana trasa, wiodąca dość często grząskimi piachami wręcz zniechęca do poznania tej części regionu.



Zachęcający opis szlaku w przewodniku, a rzeczywistość...

Ciekawy przewodnik, interesująco wydana mapa, to nie wszystko by zachęcić turystów do poznawania regionu na rowerze. Żeby wycieczka była interesująca, a następnie rekomendowana innym, nie wystarczy ustawienie kilku tablic informacyjnych o historii mijanych miejsc... której w rzeczywistości i tak nie jesteśmy w stanie nawet sobie wyobrazić. Autor przewodnika wspomina o śladach dawnych układów ruralistycznych i reliktów tradycyjnej zabudowy pohutniczych osad, które na dobrą sprawę dawno popadły w ruinę. Na szczęście wycieczkę rekompensuje nam malowniczy krajobraz rozciągających się wzgórz, jednak jak tu delektować się pięknymi pejzażami, jak droga co chwilę zmusza nas do koncentracji? Niestety, z kilometra na kilometr nasze rozczarowanie tematem rosło i zniechęcało do dalszej jazdy. Dobrze, że w trasę nie wybraliśmy się na rowerach turystycznych, albowiem spora część wycieczki przekształciłaby się w wędrówkę z rowerem u boku. Wiele odcinków szlaku wiedzie grząskimi piachami, które bardziej nadają się do turystyki konnej, niż rowerowej. Jeden z odcinków wysypany jest także ostrymi głazami polnymi i gruzem. Żeby wszystkiego było mało, wytyczający szlak, chyba nie zaczerpnęli fachowej wiedzy związanej z oznakowaniem trasy. Na wielu leśnych skrzyżowaniach wielokrotnie mieliśmy dylemat, którędy dalej jechać i gdyby nie mapa, z pewnością nie udałoby nam się pokonać trasy tak jak planiści ją sobie wymarzyli.

Dojazd do szlaku...

Niestety nowo powstały szlak nie zatacza pętli, dlatego też chcąc rozpocząć i zakończyć wycieczkę w tym samym miejscu najlepiej zorientować się jak tam dojechać. Możliwości jest wiele, wszystko zależy jednak od tego, ile mamy na to czasu. Trasa dobrze skomunikowana jest z koleją regionalną, więc chcąc dojechać pociągiem najlepiej wyruszyć na wycieczkę z Wieżycy. Jeśli natomiast chcielibyśmy dotrzeć do szlaku samochodem, najbliższy punkt trasy od trójmiasta to parking leśny przy kamiennych kręgach w Trątkownicy. Jeśli natomiast na koniec wycieczki planujemy dobrze zjeść, najlepiej auto zostawić przy zabytkowym Dworze Hoenów w Borczu.



Opis trasy i nasze wrażenia...

Wycieczkę Rowerowym Szlakiem Hutniczym rozpoczynamy na parkingu leśnym przy kamiennych kręgach w Trątkownicy, nieopodal Borcza. W tym samym miejscu rozpoczyna się także Szlak Rowerowy Kamiennych Kręgów.

Jako, że autor przewodnika po Rowerowym Szlaku Hutniczym zaleca rozpoczęcie wycieczki od Wieżycy, udajemy się sprawdzoną przez nas trasą w kierunku stacji kolejowej, gdzie rozpoczynamy przygodę ze wspomnianym szlakiem. Nie da się ukryć, że znacznie piękniejsze krajobrazy, a także świetne drogi gruntowe, z dala od większego ruchu samochodów mamy na tzw. dojeździe, który mógłby być wykorzystany do zamknięcia pętli szlaku. Odcinek ten przedstawiamy na dołączonej do artykułu mapce.

Przygodę z Rowerowym Szlakiem Hutniczym rozpoczynamy tuż za przejazdem kolejowym przy stacji w Wieżycy. Na dobry początek, na odcinku 300 metrów trasa wiedzie asfaltem i pnie się ku górze osiągając ponad 250 m n.p.m. Myślimy sobie: "dobry trening na rozgrzewkę". Żar leje się z nieba, a droga cały czas zmierza coraz to wyżej. Na skrzyżowaniu, żegnamy się z oznakowanym kolorem czarnym, pieszym Szlakiem Wzgórz Szymbarskich, który odbija w prawo. Niestety, pomimo rowerowego drogowskazu, który nie jest kierunkowy, a stoi bokiem do trasy, zmuszeni jesteśmy zatrzymać się i sprawdzić dokąd mamy jechać. Po zweryfikowaniu kierunku, okazuje się, że nasza trasa wspina się najgorszym z możliwych wariantów dróg, który wysypany jest dużym, a zarazem ostrym kamieniem polnym oraz gruzem, które skutecznie uniemożliwiają pokonanie tego odcinka bez zsiadania z siodełka roweru. Wg przewodnika, to najtrudniejszy do podjazdu odcinek gorszej jakości drogi wiodący malowniczym wąwozem. Fakt, wąwóz się zgadza, reszta mocno przekoloryzowana!

Po wdrapaniu się na szczyt szybko zapominamy o pierwszych potyczkach na szlaku i delektujemy się przepięknymi widokami na pagórkowaty rejon Szwajcarii Kaszubskiej, która mieni się w różnorodnych barwach. Jadąc polną drogą docieramy do osady Rybaki. Przed nami kolejne skrzyżowanie i kolejna konsternacja: "którędy dalej?" To co nas zaskakuje po raz drugi, to brak odpowiedniego oznakowania trasy przed skrzyżowaniem. "Rowerowy emblemat" znajdujemy dopiero za skrzyżowaniem, ustawiony bokiem do drogi, co nas nieco irytuje, gdyż brak kierunkowości z oznakowaniu szlaku będzie zmuszało nas do częstych postojów i sprawdzania mapy. Niestety już po kilku kilometrach wyciągnąć można stosowne wnioski, co do oznakowania trasy. Widać, że osoby znakujące trasę nie mają żadnego pojęcia, gdzie znaki takie powinny się znajdować. Naszym zdaniem tabliczek zdecydowanie jest za mało i w wielu miejscach można przeoczyć właściwy kierunek jazdy. Dlatego też potencjalny rowerzysta, który chciałby skorzystać z proponowanej trasy nie może liczyć na swobodną jazdę.

Podsumowując oznakowanie szlaku:

Gdyby nie podręczna mapa, zajechalibyśmy tam gdzie "diabeł mówi dobranoc"!



Za wsią trasa wiedzie przez gęsty las i bardzo grząski piach. Przez pierwsze metry staramy się zacisnąć zęby i kręcić ile sił w nogach, by go pokonać. Niestety, ani lżejsze przerzutki, ani opony terenowe nie zdają tu egzaminu. Ominięcie tego odcinka też specjalnie nie ma jak, gdyż tuż obok, pola strzeże pastuch pod napięciem. Za drogą krajową nr 20, którą pokonujemy trasa wiedzie szeroka drogą szutrową, jednak po zagłębieniu się w lesie znowu wpadamy w piach.... I żeby wszystkiego było mało, znowu powtórka z repertuaru. Tym razem jednak oznakowania zupełnie brak. Obieramy więc drogę, która wydaje nam się za główną, choć po kilku kilometrach okazuje się, że to jednak nie tędy. Zawracamy. Po kolejnych kilometrach i jazdą z nosem w mapie oraz nawigacji, w końcu docieramy do kolejnej krzyżówki. Kolejne skrzyżowanie i kolejna gafa planistów. Drogowskaz szlaku ustawiony do niego bokiem znajduje się ledwo w zasięgu wzroku i oczywiście nie przed skrzyżowaniem, a gdzieś w głębi drogi. Zamiast delektować się jazdą przez Wzgórza Szymbarskie, szlag nas trafia z tym szlakiem!
Docieramy w końcu do Piotrowa, gdzie powinniśmy dopatrzeć się reliktów tradycyjnej zabudowy pohutniczej osady. Zagłębiając się więc we wsi, naszym oczom ukazuje się zaniedbana zagroda z charakterystyczną chatą o konstrukcji szkieletowej. Nieco dalej... druga, tego typu rudera. Wokół w ogródkach totalny kaszubski kicz w postaci plastikowych krasnali, bądź zrobionych ze starych opon kwietników w postaci łabędzi. Jednym słowem masakra. Szkoda nam na to czasu więc jedziemy dalej. Z Piotrowa do Połęczyna trasa na szczęście wiedzie drogą szutrową, więc czas dość szybko przemija.

Przed Połęczynem wynurzamy się także z gęstych lasów i pojawiają się większe przestrzenie. W końcu możemy zacząć czym się delektować. Kaszubski krajobraz jest dość specyficzny. Mnóstwo tu pagórków i dolin, w których skrywają się malownicze jeziorka. W Połęczynie warto chwilę uwagi poświęcić na stary kościół św. Andrzeja Boboli.

Dość malowniczym odcinkiem jest także wiodąca dość mocno pofałdowanym terenem, rzadko uczęszczana przez samochody droga asfaltowa między Połęczynem a Kamelą, szkoda tylko, że trasa nie wiedzie po drugiej stronie Jeziora Połęczyńskiego, skąd widoki są jeszcze piękniejsze. Za osadą Kamela opisywany przez nasz szlak rowerowy ponownie zagłębia się w lesie i ponownie spotykamy się z podobnymi niezbyt miłymi historiami co wcześniej, czyli miejscami grząskie piachy oraz beznadziejne oznakowanie, na szczęście w okolicach osady Majdany na ratunek przychodzi nam świetnie oznakowany pieszy Szlak Wzgórz Szymbarskich, którym docieramy bezpiecznie z powrotem do celu.

Na deser zostawiamy sobie krótką wizytę tzw. Kamiennego Wesela w Trątkownicy.

Podsumowanie:

Niestety na tle innych kaszubskich tras rowerowych, Szlak Hutniczy nie powalił nas na kolana, ani przygotowaniem nawierzchni, ani oznakowaniem trasy, ani już na pewno tematem przewodnim. Cóż prawda nieraz boli, ale na poprawki nigdy nie jest za późno.

Statystyki wycieczki Rowerowym Szlakiem Hutniczym:

- Dystans szlaku: 28,5 km
- Dystans pełnej pętli: 44 km
- Czas przejazdu pełnej pętli wraz z postojami: 4 godz.

Ślad GPS oraz mapa wycieczki szlakiem

Rekomendowany rower?

Zdecydowanie górski, o dobrej amortyzacji!
Jeśli wybierzecie się na szlak z dziećmi, uważajcie na zjazdach!

Ogólna ocena szlaku: 3-/ 5

Trasę przetestowali:
Krzysztof Kochanowicz i Piotr Książek [GR3miasto]

Relacja pochodzi ze strony Grupy Rowerowej 3miasto
Też przeżyłeś ciekawą przygodę, odkryłe(a)ś nową trasę? Podziel się wrażeniami z innymi, napisz do nas.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (27)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

wydarzenia - imprezy i szkolenia

+ dodaj

Porady rowerowe

zobacz więcej »

Szlaki rowerowe

Znajdź trasę rowerową

Turystyka rowerowa

zobacz więcej »