rowery

stat

Rowerowa zadyszka po lasach trójmiejskich

Migawki z rowerowej, leśnej zadyszki na dość interwałowej trasie w okolicach Gdyni
Migawki z rowerowej, leśnej zadyszki na dość interwałowej trasie w okolicach Gdyni fot. Krzysztof Kochanowicz

W lasach trójmiejskich każdy rowerzysta znajdzie coś dla siebie. Mamy tu niezliczoną liczbę kombinacji tras zarówno dla początkujących jak i wyczynowych rowerzystów. Chcąc więc porządnie się zmęczyć, wcale nie trzeba przemierzyć dziesiątek kilometrów, wystarczy umiejętnie ułożyć trasę!



Pokonana przez nas trasa liczy zaledwie 36 km, jednak kilometr, kilometrowi nie równy. Jazda w terenie, a do tego dość zróżnicowanym pod kątem wysokości, to nie to samo co wycieczka po deptaku nadmorskim. Jeśli więc szukasz wrażeń, wcale nie musisz jechać w góry, zacznij od interwałowych tras w naszych lasach!

Opis naszej trasy:

Trasę wypadu rozpoczynamy od lekkiej rozgrzewki w Dolinie Kaczego Potoku, w Gdyni. Na tym krótkim też odcinku wiodącym najpierw w górę, a następnie w dół wokół jednej z odnóg potoku szybko weryfikujemy przygotowanie uczestników do dalszej jazdy. Już na pierwszym kilometrze widać, że co po niektórzy mocno odstają od reszty, dlatego też dalsza jazda z takim ogonem będzie albo bardzo ciężka, albo niemożliwa. Po pokonaniu kolejnej serii interwałowych odcinków, odpada nam grupka tych, którzy najwidoczniej nie zdawali sobie sprawę jak wygląda nasza seria wypadów pt. "leśna zadyszka".

Jeśliby przeanalizować poprzednie wypady, to zawsze suma przewyższeń była znaczna. Tym razem jednak przeszliśmy samych siebie, gdyż ułożona przez nas trasa liczyła ich aż 748 metrów!

Kolejne kilometry wykręcamy w okolicach Leśniczówki Witomino, gdzie droga wije się krętymi i stromymi serpentynami, po czym ostro pnie się ku górze w kierunku Karwin i Osiedla na Polanie. Żeby nie dotrzeć jednak do cywilizacji, zaraz po osiągnięciu szczytu odbijamy w prawo i dla rekompensaty ciężkiego podjazdu, z powrotem zjeżdżamy do Doliny Kaczego Potoku. Na odcinku tym towarzyszy nam oznakowany kolorem czerwonym, pieszy Szlak Wejherowski.

Niestety potok o tej porze roku jest nieco głębszy niż w porach suchych i pokonanie go, nie jest już tak łatwe, jak poprzednim razem. Niektórzy próbują różnych technik, ale ostatecznie i tak rowery trzeba wziąć pod ramię, co by nie zamoczyć butów. Po drugiej stronie potoku przez chwilę podążamy jeszcze wg czerwonych oznakowań, po czym odbijamy na niebieski szlak rowerowy Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego. Odcinek ten pozwala nam trochę odsapnąć, a także przedostać się na górne pałacie lasu i dobrze nam znany, wytyczony kolorem czarnym pieszy Szlak Zagórskiej Strugi.

Ponownie zaczynają się podjazdy, ponownie trzeba niemałej siły by dostać się na szczyt. Przed nami długi i mozolny podjazd w kierunku Karwin i przesmyku pod obwodnicą. Uffff, udaje się, choć pot leci już po plecach ciurkiem. Drobny postój na zdjęcie z siebie pewnej partii odzieży i ruszamy dalej na podbój jeszcze bardziej odległych krańców lasów trójmiejskich. Za osiedlem, drogi są już coraz węższe i wymagające dobrej techniki jazdy. Teren jest dość interwałowy. Znowu góra, dół, góra, dół, ale najcięższym podjazdem jest wdrapanie się na szczyt liczącej ponad 180 m n.p.m. Krzyżowej Góry. Kto ją osiągnął nie zsiadając z roweru ten wie, co oznacza stromy i wymagający podjazd. Pot się leje, mięśnie drżą, zęby zaciśnięte ... i nie ma że boli. Żeby pokonać tę mękę wyobrażałem sobie, że już prawie jestem, wszyscy mi dopingują i brakuje raptem kilku metrów, takim oto sposobem udało się osiągnąć tę i kolejną premię górską.

Migawki z rowerowej, leśnej zadyszki na dość interwałowej trasie w okolicach Gdyni
Migawki z rowerowej, leśnej zadyszki na dość interwałowej trasie w okolicach Gdyni fot. Krzysztof Kochanowicz


Niestety i w tej części lasu widać mocną destrukcję. Dalszego odcinka nie udaje nam się pokonać bez przenoszenia roweru przez leżące kłody i porozrzucana gałęzie. Sporym utrudnieniem są też ogromne koleiny powstałe w wyniku poruszającego się tędy ciężkiego sprzętu. Na początku przełaj jest jeszcze całkiem przyjemny, ale gdy demolka sięga zenitu, przestaje to być już zabawne. Przyjemność z jazdy zamienia się w rzeźnię, taką samą jaką widać tu w lesie. Widząc, że nie uda nam się przedostać na właściwą drogę odbijamy i wracamy na drugą stronę obwodnicy, może tam będzie lepiej.

Cóż niestety nie cieszymy się za długo. Przed nami kolejna partia lasu wyrżnięta w pień! To co zastajemy nie nazywa się już gospodarką leśną, a barbarzyństwem. Do niedawna ta część parku krajobrazowego była jeszcze zdecydowanie bardziej dzika niż inne. Gdzie się człowiek nie rozejrzy, tam tylko ogromne składowiska pościnanych drzew. Zaś te mniejsze, mniej rentowne drzewa i gałęzie zalegają na ścieżkach i duktach uniemożliwiając bezpieczny przejazd. Szersze drogi rozryte są niczym pole uprawne, a błoto sięga nieraz kolan, przez co jakakolwiek forma turystyki mija się z celem.

Cóż, dobrze że nadchodzi wiosna, a wraz z nią coraz to dłuższe dni. Niebawem będzie okazja wyruszyć nieco dalej porzucając ten syfiasty las gospodarczy trójmiasta, bo parkiem krajobrazowym nazwać tego nie można!

Czytaj więcej na ten temat w artykule pt. Trójmiejski Park Krajobrazowy czy fabryka drewna?

Ze smutkiem wydostajemy się z niegdyś pięknych rejonów Chwarzna i szukamy spokoju na nieco szerszych duktach Demptowa. W końcu udaje nam się znaleźć dogodne warunki do jazdy na rowerze, a nie przełaju z rowerem na plecach. Podobnie jak wcześniej mamy do pokonania liczne zjazdy i podjazdy, choć zmierzając już powoli do końca naszej wyczerpującej trasy, więcej jest z górki niż pod nią.

Podsumowanie:

Choć kilometraż naszej trasy nie jest specjalnie imponujący, zapewniamy, że jest to wypad dla raczej wprawionych w boju rowerzystów. Niektóre odcinki są dość wąskie i kręte, inne najeżone korzeniami oraz uskokami, które wymagają od rowerzysty nie tylko dobrych umiejętności w jeździe na rowerze, ale i znakomitej kondycji. W innym przypadku jazda zamieni się spacer z rowerem na plecach. Chcąc więc porządnie się zmęczyć, wcale nie trzeba przemierzyć dziesiątek kilometrów, wystarczy umiejętnie ułożyć trasę!

Statystyki trasy:

Mapa i ślad gps trasy

-Początek i koniec trasy: Gdynia, Dolina Kaczego Potoku
-Dystans: 35,6 km
-Suma przewyższeń: 748 metrów!
-Czas jazdy wraz z postojami: +/- 3h20min
-Nawierzchnia: głównie wąskie leśne dukty i drogi gruntowe
-Rekomendowany rower: górski lub crossowy

Do realizacji trasy proponujemy mapę:
-Wydawnictwa: Eko-Kapio pt.Trójmiejski Park Krajobrazowy; cz. PN 1:25 000 i PD 1:20 000.



GALERIA ZDJĘĆ; fot. Krzysztof Kochanowicz


Wypad prowadzili: Krzysztof Kochanowicz & Piotr Książek [GR3miasto]


Zobacz poprzednie nasze trasy:

1) Leśna zadyszka w okolicach Gdańska Oliwy i Sopotu,
2) Leśna i nadmorska zadyszka w okolicach Sopotu.


Relacja pochodzi ze strony Grupy Rowerowej 3miasto

Dołącz do ludzi pozytywnie zakręconych
O naszych inicjatywach, rajdach i wycieczkach dowiesz się regularnie odwiedzając naszą stronę internetową lub wpisując się na listę sympatyków. Jeśli chcesz być na bieżąco informowany co organizujemy, napisz do nas e-mail: gr3miasto@gmail.com


Przeczytaj również artykuł o  "ścieżkach i szlakach Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego"
Też przeżyłeś ciekawą przygodę, odkryłe(a)ś nową trasę? Podziel się wrażeniami z innymi, napisz do nas.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (5)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

wydarzenia - imprezy i szkolenia

+ dodaj

Porady rowerowe

zobacz więcej »

Szlaki rowerowe

Znajdź trasę rowerową

Turystyka rowerowa

zobacz więcej »