rowery

stat

Premiera Łowców Przygód za nami


Za nami premiera rajdu przygodowego Łowcy Przygód. Klub Turystyki Niekonwencjonalnej, który organizował imprezę, wysoko zawiesił poprzeczkę. I choć udało się nam ukończyć imprezę, nie wystarczyło sił na wszystkie zadania. Zwycięzcy uporali się z całą trasą w 11,5 godziny.



Rajd Przygodowy: co to takiego?

Dla rajdów przygodowych lub ekstremalnych, często używana jest też angielskiej nazwy Adventure Racing (skrót AR). Rajdy te należą do hiperwytrzymałościowych sportów zespołowych będących kombinacją kilku dyscyplin, między innymi: biegu na orientację i nawigacji w terenie, rowerów górskich, kajakarstwa, wspinaczki górskiej i skałkowej (lub różne powiązane ze wspinaczką techniki linowe). W zależności od miejsca i czasu rozgrywania zawodów mogą zawierać również: narty biegowe, biegi w rakietach śnieżnych, jazdę konną, rafting, canoe i wiele innych.

Zawody mogą być rozgrywane zarówno w formule "rajdu ekspedycyjnego" czyli zawodów trwających non-stop kilka dni, jak i "sprintu", czyli zawodów krótszych niż 24 godziny. Istotną cechą rajdów przygodowych jest to, że podczas zawodów nie ma obowiązkowych przerw, nie licząc tych spowodowanych względami bezpieczeństwa, tzw. "dark zones". Zawodnicy sami decydują o tym kiedy i ile będą odpoczywać, oraz to, że podczas zawodów muszą być samowystarczalni, w końcu niosą cały wymagany ekwipunek oraz żywność ze sobą.

Rajd Przygodowy "Łowcy Przygód" zalicza się do sprintów AR. Wszystkie zadania, w tym także specjalne, trzeba wykonać na "pełnym gwizdku". A to wiąże się nie tylko z bardzo dobrą kondycją i wytrzymałością, ale także świetną orientacją w terenie. Gdyby zsumować kilometraż wszystkich aktywności, w teorii mamy 70 km. Jednak to trasa wytypowana przez organizatora. Co innego wychodzi "w praniu", wszak, ile umysłów, tyle też pomysłów i wariantów tras.

Jak przedstawiały się poszczególne zadania, świetnie obrazuje poniższy schemat:


Cała impreza rozpoczyna się startem wspólnym z bazy Schroniska "Łowców Przygód".

Na dobry początek, każda drużyna otrzymuje kartę, na której podane są azymuty i liczba tzw. parokroków, dzięki którym odnajdujemy ukryte w terenie koperty, a w nich dalsze instrukcje związane z biegiem na orientację. Chcąc wykonać to zadanie poprawnie, bez kompasu ani rusz! O dziwo udaje nam się wykonać je dość sprawnie i na etap prologu wyruszamy z dobrym czasem.
Prolog, to nic innego jak bieg na orientację. Niby tylko 8 km z buta, jednak te osiem kilometrów pokonanych biegiem po lokalnych wzgórzach sięgających 200 m n.p.m. to spory wysiłek. Etap ten udaje nam się pokonać w całości odnajdując wszystkie punkty kontrolne (PK).

Jednak po przybyciu do mety okazuje się, że jesteśmy jedną z ostatnich drużyn. Większość wyruszyła już na kolejne etapy, a przed nami w końcu jeszcze dwa zadania specjalne.
Pierwszym z nich jest ścianka wspinaczkowa. Wejście na jej szczyt, nie jest jednak tak banalne jak nam się wydaje. W końcu dopiero co przybiegliśmy z etapu BnO. Chwilę po ściance, czeka na nas zadanie strzeleckie, podczas którego należy oddać trzy strzały z pistoletu sportowego. Na szczęście celność nas nie zawodzi i tarcza zostaje przedziurkowana na piątkę z plusem. Pomyślnie zaliczone zadanie specjalne, to nadgoniony czas wszak gdybyśmy nie trafili do tarczy, za każdy błąd zapłacilibyśmy dodatkowym biegiem na odcinku 200 metrów.

Chwilę później, lądujemy do tzw. strefy zmian, przebieramy się i wyruszamy na kilkunastokilometrowy etap rowerowej jazdy na orientację. Pierwsze kilometry są dla nas mordęgą. Bolą nas mięśnie i brakuje sił by nadgonić nieco czas. Spoglądając na zegarek widzimy, że jeśli zdecydujemy się na odnalezienie wszystkich punktów kontrolnych tego etapu oraz kolejnego biegu na orientację, który jest przed nami, może nie wystarczyć nam czasu na etap kajakowy, który powinniśmy zakończyć przed zmrokiem. Ciśniemy więc ile sił w nogach prosto na kolejną strefę zmian, zaliczając po drodze tylko jeden PK. Na etapie tym staramy się nie zamęczyć zbytnio mięśni, wszak za chwilę czeka na nas kolejny etap biegu na orientację, a następnie 8 km wędrówka z zadaniem specjalnym po drodze.

Do drugiej strefy zmian, gdzie porzucamy rowery i udajemy się na 6 km etap biegu na orientację, ponownie lądujemy na styk z czasem. Niestety biegi na orientację za bardzo nam nie służą, dlatego pokonujemy ja na tyle spokojnie, by mieć jeszcze siłę na dotarcie do etapu kajakowego. Czas jednak tyka na naszą niekorzyść. Po drodze zaliczamy zaledwie dwa punkty kontrolne i odpuszczamy zadanie specjalne, które polegało na strzelaniu z łuku sportowego. Cóż, może innym razem.

Na etap kajakowy lądujemy na styk z czasem, mając niespełna dwie godziny do zmroku. Środkowy odcinek Łeby, który przychodzi nam pokonać, jak się okazuje wcale nie jest taki łatwy. To nie Wda, czy Brda, tylko rzeka na której występuje wiele przeszkód w postaci powalonych drzew oraz licznych bystrzy. Tzw. zwałki świetnie pokonuje się jednoosobowymi kajakami sportowymi, ale nie dwuosobową "krową". Po dwóch pierwszych zakrętach i pierwszej większej przeszkodzie zaczynamy się zastanawiać, czy dobrze zrobiliśmy, że w ogóle zdążyliśmy na ten etap. Na szczęście zabraliśmy ze sobą dużo kanapek oraz czołówkę. Mamy nadzieję, że organizatorzy na nas poczekają, a my nie przegapimy punktu końcowego. Etap kajakowy, choć kończymy grubo po zmroku, udaje nam się zaliczyć pomyślnie ze wszystkimi punktami kontrolnymi po drodze. A co najlepsze w tym wszystkim, to fakt, że Maciek nigdy wcześniej nie pływał kajakiem, nawet po jeziorze! Tak więc został rzucony na głęboką wodę, rozpoczynając swą przygodę od "rzeki zwałkowej".

Przy blasku księżyca docieramy naszym czółnem do kolejnej strefy zmian, gdzie czeka nas przesiadka na długo wyczekiwane rowery. Patrząc na mapę i czas, który cały czas tyka, nie mamy go za wiele. Chcąc zdążyć do mety i nie zostać zdyskwalifikowanym odpuszczamy sobie ostatnie zadanie specjalne i ciśniemy ile sił w nogach. Ponad 30-kilometrowa trasa wyciska z nas ostatnie soki energii, ale wiemy, że za chwilę cieszyć się będziemy i wspominać nasze wzmagania. I tak zbliżając się do mety nagle najeżdżam na gwóźdź. Trach... no i masz ci los. Adrenalina skoczyła, ale nie tracę wiary. Na zmianę dętki w środku ciemnego lasu nie ma już czasu, dlatego ostatnie dwa kilometry do mety pokonuję biegiem, truchtem i szybkochodem ;)
I udaje nam się !

Pomimo wielu niezaliczonych punktów kontrolnych i ostatniego miejsca wśród zakwalifikowanych drużyn, jesteśmy bardzo szczęśliwi z naszego startu, wspólnej zabawy oraz współpracy na poszczególnych etapach. Rajd Przygodowy pt. Łowcy Przygód dostarczył nam masę pozytywnych wrażeń, które z pewnością jeszcze długo będziemy wspominać.

Pozdrawiamy: Maciej Pochylski i Krzysztof Kochanowicz [GR3miasto]
Brawa dla organizatorów!




Organizator imprezy:
Leśne Schronisko "Łowców Przygód"
>>>Śledź aktualności na Facebooku
Kierownik rajdu: Piotr Linda / tel. +48 512 519 134

Partner etapu kajakowego


Zobacz także wideo relacje z innych Rajdów Przygodowych:

1) Navigatoria Adventure Race 2015
2) Navigatoria Adventure Race 2014
3) Navigatoria Adventure Race 2013
Też przeżyłeś ciekawą przygodę, odkryłe(a)ś nową trasę?
Podziel się wrażeniami z innymi, napisz do nas: rowery@trojmiasto.pl.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (3)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.