rowery

stat

Piotr Sobierski o Wojciechu Kościelniaku: on cały czas szuka

Kościelniak stworzył tak konkretny i dookreślony świat teatralny, że zasługuje on na to, aby w jakiś sposób zamknąć go w ramy publikacji - mówi Piotr Sobierski, autor książki "Więcej niż musical. Teatr Wojciecha Kościelniaka".
Kościelniak stworzył tak konkretny i dookreślony świat teatralny, że zasługuje on na to, aby w jakiś sposób zamknąć go w ramy publikacji - mówi Piotr Sobierski, autor książki "Więcej niż musical. Teatr Wojciecha Kościelniaka". fot. Piotr Paweł Wójcik

Trzydzieści lat kariery i dwadzieścia w zawodzie reżysera to może nie za wiele, ale daje już niezwykle imponujący indeks 70 realizacji. Niektóre z nich są znakomite, kilka bliskich ideału. To po prostu bardzo dobry teatr i na palcach jednej ręki wymienić można ewidentne porażki teatralne. Dlatego uważam, że pierwszy etap kariery Wojciecha Kościelniaka po prostu wypadało podsumować - mówi Piotr Sobierski, autor książki "Więcej niż musical. Teatr Wojciecha Kościelniaka". Książkę można kupić online, cena 65 zł.



Łukasz Rudziński: Skąd pomysł, by sięgnąć do życiorysu Wojciecha Kościelniaka i napisać o nim książkę?

Który z musicali Wojciecha Kościelniaka cenisz najbardziej?

"Hair"

14%

"Francesco"

3%

"Lalka"

28%

"Chłopi"

31%

"Wiedźmin"

20%

jeszcze inny musical

4%
Piotr Sobierski: Najważniejsza jest fascynacja jego teatrem, która zaczęła się od musicalu "Hair" w Teatrze Muzycznym w Gdyni w 1999 roku, kiedy jeszcze nikt nie zdawał sobie sprawy z tego, kim dla polskiego teatru będzie Wojciech Kościelniak. Dwa lata później musical "Sen nocy letniej" utwierdził mnie w przekonaniu, że to coś niespotykanego w naszym kraju. Teatr ten fascynował mnie do tego stopnia, że zacząłem jeździć po Polsce na jego spektakle. Gdy po kilku latach zrealizował on w Gdyni "Lalkę", miałem już przekonanie, że jest osobą, która odnawia oblicze polskiego teatru musicalowego i zasługuje na szczególne uznanie.

Przeczytaj także: wszystkie recenzje książek

Gdy dostałem zielone światło na tę książkę, pojechałem zapytać Kościelniaka o zgodę na podjęcie tematu. Czułem, że powinienem tak zrobić. Zgodził się, chociaż od razu zapowiedziałem mu, że nie zobaczy ani jednej strony przed wydrukiem książki. Na szczęście w trakcie pisania nie miałem w głowie pytania, co na to powie Wojtek. W żaden sposób nie chciałem stawiać mu pomnika. Spotkałem się uwagami, że to bardzo gdyńska książka. Jednak on sam przyznaje, że w Teatrze Muzycznym w Gdyni pracuje mu się najlepiej, co pewnie przekłada się na to, że większość jego spektakli tutaj jest bliska ideału. Starałem się obiektywnie spojrzeć na te spektakle pomimo osobistej sympatii czy uwielbienia. Książa ta powstała z przekonania, że warto zachować to dla innych zainteresowanych musicalem, bo to kawał dobrego teatru. Tak zaczęła się moja praca nad książką, która potrwała w sumie osiem lat. To dlatego, że bardzo dużo czasu zajęły mi poszukiwania funduszy i podmiotu, który zdecydowałby się ją wydać.

Ostatecznie znalazłeś wydawcę "pod nosem", bo książka trafiła do sprzedaży dzięki Miastu Gdynia i Gdyńskiemu Centrum Kultury, w którym pracujesz.

To prawda, ale proszę mi wierzyć, że miasto Gdynia było ostatnim miejscem, o którym pomyślałem w tym kontekście. Z jednej strony byłem święcie przekonany, że Gdynia jako miejsce, gdzie Kościelniak przygotowywał najbardziej spektakularne produkcje powinna być zaangażowana w tego typu projekt. Z drugiej strony - wcześniej nie pomyślałem o tym, żeby zwrócić się właśnie do włodarzy Gdyni. Składałem wnioski o różne dofinansowania, ale nie udało mi się pozyskać nawet złotówki. Byłem już właściwie przekonany, że projekt nie ma szans realizacji, gdy udałem się do Karin Moder z Wydziału Kultury w Gdyni. Później złożyłem oficjalny wniosek do prezydenta Wojciecha Szczurka i pojawiłem się ostatecznie u mojego dyrektora Jarosława Wojciechowskiego w Gdyńskim Centrum Kultury, które przy pomocy funduszy miejskich zaangażowało się w ten projekt.

Książkę "Więcej niż musical. Teatr Wojciecha Kościelniaka" Piotra Sobierskiego wydało Gdyńskie Centrum Kultury. Cena 65 zł.
Książkę "Więcej niż musical. Teatr Wojciecha Kościelniaka" Piotra Sobierskiego wydało Gdyńskie Centrum Kultury. Cena 65 zł. mat. prasowe
Podczas lektury książki chodziło za mną pytanie: dlaczego już teraz, w rozkwicie twórczym Wojciecha Kościelniaka, decydujesz się na podsumowanie i opisanie jego twórczości w formie książki?

Pracę nad książką zakończyłem w poprzednim sezonie teatralnym. Przez dłuższy czas uważałem, że jeśli Kościelniak nie oderwie się trochę od tego świata, do którego przez ponad dekadę nas zapraszał, to coś musi się zdarzyć, żeby faktycznie na nowo udało się go odkryć jako reżysera. Kościelniak stworzył tak konkretny i dookreślony świat teatralny, że zasługuje on na to, aby w jakiś sposób zamknąć go w ramy publikacji. Na szczęście w październiku zobaczyłem "Blaszany bębenek" w jego reżyserii w Teatrze Muzycznym Capitol we Wrocławiu i jest to pierwszy od dłuższego czasu spektakl, w którym poszukuje czegoś nowego. To wyraźne przełamanie w jego stylistyce. Oczywiście 30 lat kariery i 20 w zawodzie reżysera to może nie za wiele, ale daje już niezwykle imponujący indeks 70 realizacji. Niektóre z nich są znakomite, kilka bliskich ideału. To po prostu bardzo dobry teatr i na palcach jednej ręki wymienić można ewidentne porażki teatralne. Dlatego uważam, że pierwszy etap kariery Wojciecha Kościelniaka po prostu wypadało podsumować.

Przeczytaj także: Musical z pomysłem. Recenzja "Wiedźmina" w Teatrze Muzycznym

Podążasz za różnymi drogami twórczymi Kościelniaka. Zaczynasz od wątku aktorskiego, opisujesz jego pierwsze sukcesy w Gdyni, później etap dyrektorski w Teatrze Muzycznym Capitol czy najgłośniejsze realizacje obecne głównie w repertuarach teatrów muzycznych z Gdyni i Wrocławia. Mam wrażenie, że wyłania się z twojej książki obraz artysty, który długo i konsekwentnie szukał swojego języka.

Pomimo niewątpliwych sukcesów Wojciech Kościelniak na pewno cały czas szuka - przede wszystkim tematów, co wynika także z rozmowy puentującej moją książkę. On cały czas myśli o pracy. Przez lata życzyłem sobie, aby Kościelniak zmienił zestaw twórców, z którymi realizował swój teatr, bo przez kilka lat realizował spektakle w stałym składzie. Gdy to nastąpiło, trudno mi było się przestawić. Okazało się, że przywiązałem się do stylistyki, która w jego teatrze obowiązywała. On szuka ludzi, którzy mocno go inspirują, by przetworzyć przez ich twórczość swoje pomysły. Określony kompozytor czy scenograf nadaje dynamikę, świeżość jego twórczości. Cezary Studniak mówił tak o wrocławskim "Idiocie", który otworzył zresztą pewien etap u Kościelniaka, którego "Lalka" była ukoronowaniem. Kryją się za tym nieustające poszukiwania jak najlepszej formy. Nad "Idiotą" Kościelniak pracował właściwie do ostatniego spektaklu. On teatrem żyje non stop i to chyba jest odpowiedź, dlaczego wciąż odnosi sukcesy.

Łączymy w tym wydaniu nowoczesne spojrzenie na ten teatr, który nie jest klasyczny ani staroświecki, z tradycją, wysoką klasą edytorską oraz dawną szkołą pisania o teatrze - przyznaje Piotr Sobierski.
Łączymy w tym wydaniu nowoczesne spojrzenie na ten teatr, który nie jest klasyczny ani staroświecki, z tradycją, wysoką klasą edytorską oraz dawną szkołą pisania o teatrze - przyznaje Piotr Sobierski. mat. prasowe
W wypowiedziach niektórych twoich rozmówców pojawiały się głosy, że z perspektywy czasu wiedzą, że niekiedy wymagał zbyt wiele, szczególnie od młodych, niedoświadczonych aktorów.

Tak mówi choćby Aleksandra Lis, opowiadając o pracy nad spektaklem dyplomowym "Cyrano de Bergerac" wrocławskiej filii PWST w Krakowie, o którym sam Kościelniak wspomina, że należy do spektakli, które mu się nie udały. Było to chwilę po zakończeniu pracy na stanowisku dyrektora Capitolu, co odbiło się na jego pracy reżyserskiej. Jego późniejsze dyplomy przekonują, że Wojtek również czerpie przyjemność z pracy z młodymi ludźmi i są to solidnie przygotowane realizacje.

Przeczytaj także: Wyścig donikąd. O "Czyż nie dobija się koni?" Teatru Wybrzeże

Możesz wyodrębnić ważne etapy jego kariery?

Zastrzegam, że trudno mi wypowiadać się na temat jego aktorstwa, bo w książce posługuję się głównie recenzjami jego spektakli lub wspomnieniami jego pracy, gdyż tamtych spektakli z lat 80. i 90. po prostu nie widziałem. Biorąc pod uwagę jego karierę reżysera musicalowego, począwszy od "Hair" w Gdyni, było kilka etapów. Pierwszy, totalnie szalony był etap gdyński i częściowo wrocławski, bo udało mu się przenieść tę atmosferę z Gdyni do Wrocławia i pewnie skończyło się to, gdy Kościelniak zderzył się z rzeczywistością pracy dyrektora we wrocławskim Capitolu. To był czas swobodnego, szalonego poszukiwania języka w teatrze muzycznym, badania swoich możliwości w tej materii, co zaowocowało zupełnie różnymi spektaklami - jak "Hair", "Sen nocy letniej" w Gdyni czy "Opera za trzy grosze" we Wrocławiu. W pewnym momencie Kościelniak dojrzał jako twórca i zaczął realizować plan dojścia do ideału spektaklu muzycznego opartego na wielkiej literaturze. Tutaj znaczący był "Idiota" we Wrocławiu i "Lalka" w Gdyni, kontynuowane przez gdyńskich "Chłopów" i wrocławskiego "Mistrza i Małgorzatę".

Pomimo niewątpliwych sukcesów Wojciech Kościelniak na pewno cały czas szuka. On cały czas myśli o pracy - zapewnia autor książki.
Pomimo niewątpliwych sukcesów Wojciech Kościelniak na pewno cały czas szuka. On cały czas myśli o pracy - zapewnia autor książki. mat. prasowe
Znaczącym krokiem była też potrzeba ucieczki od teatru muzycznego w stronę teatru dramatycznego. Przejawem tego był już "Zły" Teatru Muzycznego w Gdyni, a kulminacyjnym momentem "Czyż nie dobija się koni?" Teatru Wybrzeże i "Solaris" Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie. Byłem przekonany, że ten okres potrwa długie lata, ale na szczęście Kościelniak powrócił do teatru muzycznego. Znakomite było "Sześć wcieleń Jana Piszczyka" wyreżyserowane przez niego w Teatrze Polskim w Bielsku Białej, nieco przypominające perfekcyjną "Lalkę". Później nastąpił zwrot w stronę typowego musicalu, jak "Chicago" w krakowskim Teatrze Variété, i jednocześnie powrót do wielkiej rozrywki - pomimo faktu, że "Blaszany bębenek" powstał na kanwie wielkiej literatury, pozostaje niezwykle rozrywkowym, wodewilowym spektaklem. Zastanawiam się, czy "Quo Vadis", który Kościelniak szykuje w Gdyni na 2020 rok, też będzie wyreżyserowane z przymrużeniem oka, bo jawi mi się to teraz jako kolejna twarz Wojciecha Kościelniaka.

Swoją narrację uzupełniasz o liczne komentarze recenzentów czy krytyków oraz uwagi i wspomnienia pracujących z nim artystów.

Mój pierwotny pomysł na książkę był zupełnie inny. Wyobrażałem sobie to tak, że będzie tekst główny (opis mojego spojrzenia na jego teatr), a później o wybranych spektaklach, które uznam za najlepsze, jakiś bohater będzie opowiadał ze swojej perspektywy. Od pomysłu do realizacji jest długa droga. Okazało się, że tekst główny rozrósł się do takich rozmiarów, że reszta po prostu się nie zmieściła. Bohaterowie poszczególnych spektakli jednak pozostali w mojej koncepcji, dlatego zdecydowałem się z nimi porozmawiać. Szukałem takich rozmówców, którzy są w stanie powiedzieć coś interesującego o danym etapie pracy z Kościelniakiem, a jednocześnie będą mieli szeroki ogląd na tę pracę.

Przeczytaj także: Czego chłop nie widzi... - o "Chłopach" w Teatrze Muzycznym

Co się okazało? Wszyscy moi rozmówcy powtarzali to samo. To potwierdza, że obraz Kościelniaka w tej książce nie jest przypadkowy ani naciągany, bo wszyscy rozmówcy wspominają pracę z nim bardzo podobnie. Ważne było dla mnie również to, by spojrzeć na teatr Kościelniaka oczami twórców z różnych teatrów. Stąd m.in. obecność w książce Mirosława Baki, Przemysława Bluszcza czy Hanny Śleszyńskiej. Pewnie tych rozmówców byłoby więcej, ale po znalezieniu wydawcy miałem rok na napisanie książki, co przy codziennej pracy zawodowej okazało się dużym wyzwaniem.

W pewnym momencie Kościelniak dojrzał jako twórca i zaczął realizować plan dojścia do ideału spektaklu muzycznego opartego na wielkiej literaturze. Tutaj znaczący był "Idiota" we Wrocławiu i "Lalka" w Gdyni" - mówi Sobierski.
W pewnym momencie Kościelniak dojrzał jako twórca i zaczął realizować plan dojścia do ideału spektaklu muzycznego opartego na wielkiej literaturze. Tutaj znaczący był "Idiota" we Wrocławiu i "Lalka" w Gdyni" - mówi Sobierski. mat. prasowe
Nie tylko z racji rozmiaru nie jest to książka, którą można włożyć do kieszeni i czytać "przy okazji".

Chciałem, by książka ta była skierowana do wielbicieli musicalu i wielbicieli Wojtka Kościelniaka, ale niekoniecznie przygotowana w formie rozprawy naukowej. Zależało mi na takiej formie edytorskiej, żeby papier, zdjęcia i okładka współgrały z bogactwem, które Wojtek Kościelniak proponuje na scenie. Font na okładce nawiązuje do tradycji wydawniczych sprzed lat. Pomysłodawcą projektu jest Łukasz Smolarczyk, który zaproponował klasyczną okładkę i nowoczesne wypełnienie, w którym forma układu strony zaskakuje. Łączymy w tym wydaniu nowoczesne spojrzenie na ten teatr, który nie jest klasyczny ani staroświecki, z tradycją, wysoką klasą edytorską oraz dawną szkołą pisania o teatrze.

Co najbardziej lubisz w teatrze Wojciecha Kościelniaka?

Najbardziej lubię "Sen nocy letniej" Teatru Muzycznego w Gdyni. Po szesnastu latach od premiery wciąż niesamowicie mocno ten spektakl na mnie działa, chociaż nie był idealny i dostrzegam jego mankamenty. Poza tym najbardziej cenię niesamowity w jego teatrze szacunek do widza i do sceny. Poza kilkoma mniej udanymi spektaklami nie wyczułem w tym teatrze żadnej nieszczerości. To jest chyba u Kościelniaka najpiękniejsze.
Też przeżyłeś ciekawą przygodę, odkryłe(a)ś nową trasę?
Podziel się wrażeniami z innymi, napisz do nas: rowery@trojmiasto.pl.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (6)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

wydarzenia - imprezy i szkolenia

+ dodaj

Porady rowerowe

zobacz więcej »

Szlaki rowerowe

Znajdź trasę rowerową

Turystyka rowerowa

zobacz więcej »