rowery

stat

Maraton szosowy Karlskrona 2011

Oto nasza skromna paczka uczestników w 1 edycji Karlskrona Bike Maratonu
Oto nasza skromna paczka uczestników w 1 edycji Karlskrona Bike Maratonu fot. Piotr Bartoszewicz

W ostatni weekend sierpnia odbył się dwuetapowy rajd szosowy pt. Karlskrona Bike Maraton, którego organizatorem było stowarzyszenie znanych i lubianych maratonów: "KaszebeRunda" oraz "Żuławy Wkoło. Pierwsza edycja imprezy zorganizowana po drugiej stronie Morza Bałtyckiego, moim zdaniem, okazała się ogromnym sukcesem, co podzielają z resztą inni uczestnicy tego maratonu.



W piątkowe popołudnie 26 sierpnia stawiliśmy się w terminalu linii promowej StenaLine z zamiarem ruszenia na podbój Szwecji. Pierwsze pozytywne wrażenie, z całej serii kolejnych, to liczba uczestników, która jak się potem okazało, oscylowała w granicach 200 osób. Wśród zebranych, co rusz napotykaliśmy na przyjaciół i znajomych z licznych imprez, w których mieliśmy okazję wcześniej uczestniczyć. Była to okazja do wspomnień, ale również do nawiązania nowych znajomości i żartowania, że nasz maraton, to odwrócona fala potopu sprzed 350 lat.

Dzięki znakomitej organizacji formalności związane z rejestracją, odprawą i zaokrętowaniem w "brzuchu" olbrzyma o wdzięcznej nazwie Stena Spirit, który miał nas przetransportować do Karlskrony, przebiegały niezwykle sprawnie. Było to dowodem, potwierdzonym podczas kolejnych dni imprezy, że team organizacyjny to perfekcjoniści przygotowani na każdą ewentualność. Od pierwszej chwili miałem poczucie, że jesteśmy w dobrych rękach i to przekonanie towarzyszyło mi do końca tej wspaniałej imprezy. Dodam, że moje zdanie podzielali wszyscy, z którymi miałem okazję na ten temat rozmawiać i na tej podstawie sądzę, że podzielają ją, pozostali uczestnicy Karlskrona Bike Maraton.

Po zabezpieczeniu i zamocowaniu rowerów na pokładzie samochodowym, udaliśmy się do przydzielonych nam kabin. Po sprawnym zadomowieniu się i rozładowaniu pierwszych emocji ruszyliśmy do sali restauracyjnej, której panoramiczne okna pozwalały na rozkoszowaniu się widokiem nieba i sierpniowego zachodu słońca. Po jakimś czasie, w trakcie kolacji, poczuliśmy lekkie wibracje sygnalizujące, że nasza podróż stała się faktem a stalowy, jedenastopiętrowy prom odbił od nabrzeża i rozpoczął manewry. Po kilkunastu minutach od odcumowania opuściliśmy Gdynię, obierając kurs na Karlskronę.

Na trasie spotykamy masę znajomych, m.in. grupę z Intela
Na trasie spotykamy masę znajomych, m.in. grupę z Intela fot. Dariusz Pawlikowski


Po kolacji skierowaliśmy się do sali konferencyjnej na zebranie w celu odbioru plakietek startowych i pamiątkowych koszulek. To było kolejną okazją do zawarcia znajomości i integracji z grupami uczestników. Ten wieczór był również okazją do spacerów i podziwiania oddalających się świateł polskiego wybrzeża, które jeszcze długo żegnało nas widocznymi z oddali, coraz słabiej dostrzegalnymi błyskami latarni morskich. Pomimo wielu atrakcji i szampańskich nastrojów, rozsądek kazał nam odpocząć przed trudami czekających nas dni.

1 dzień maratonu:

Następnego dnia o świcie, kabinowy interkom wyrwał nas z błogiego snu. Po krótkiej chwili poświęconej na "ogarnięcie się" i poranną toaletę, zebraliśmy się w ponownie w sali restauracyjnej głodni wrażeń, cudownych widoków wschodzącego słońca i przysmaków jakie dla nas przygotowano.

Po śniadaniu sprawnie zebraliśmy się na pokładzie samochodowym, umieszczając bagaże w busach, które niezawodnie towarzyszyły nam podczas kolejnych jej etapów.

Po zacumowaniu i wyjechaniu z promu zebraliśmy się w dwóch grupach na terenie terminala portowego. A po krótkiej chwili, pilot na motocyklu, a zarazem również organizator imprezy - Andrzej Gołębiowski poprowadził naszą kolumnę w kierunku ośrodka sportowego zlokalizowanego na przedmieściach Karlskrony, skąd wystartowaliśmy na 190 kilometrową trasę I etapu do Kalmaru.

Od startu tempo było szybkie i było widać, że uczestnicy, którzy zdecydowali się na dłuższą trasę poważnie podeszli do sytuacji. Pogoda, jak na szwedzkie warunki była doskonała: słońce, temperatura w granicach 18-20 stopni i niewielki wiatr sprzyjały szybkiej jeździe. Do tego fantastyczne nawierzchnie i śladowy ruch samochodów - to szczęście, w które trudno było uwierzyć nam - doświadczonym bywalcom naszych polskich dróg. Należy jeszcze podkreślić niespotykaną niestety u nas, kulturę i rozsądek szwedzkich kierowców w traktowaniu rowerzystów. Nie ma wątpliwości, że uważa ich się za pełnoprawnych uczestników ruchu drogowego.

Piotr Bartoszewicz na trasie Karlskrona Bike Maratonu
Piotr Bartoszewicz na trasie Karlskrona Bike Maratonu fot. Grzegorz Roztropiński


Trasa przejazdu była urozmaicona i przebiegała bardzo urokliwymi miejscami. Niewielkie pofałdowanie i łagodne podjazdy sprzyjały szybkiej jeździe. Cały czas towarzyszył nam sielski krajobraz i fantastyczna architektura skromnych ale gustownych domków, mile harmonizujących z przyrodą i otoczeniem. Soczysta, wszechobecna zieleń łagodziła nieco skutki zmęczenia spowodowanego forsownym tempem, jakie od pierwszej chwili sobie narzuciliśmy. Bujne lasy, liczne jeziorka i od czasu do czasu pola oraz pomalowane na rudy kolor domki i wspaniałe, puste i równe odcinki dróg.

Wiele miejscowości i wiosek, przez które przejeżdżaliśmy sprawiały wrażenie wyludnionych podobnie jak drogi, którymi jeździliśmy. Dla przybyszy z kraju o większej gęstości zaludnienia, to zauważalna różnica.

W punktach żywieniowych / bufetach, z których ze względu na ambitnie postawione zadanie "śrubowania czasu", korzystaliśmy bardzo oszczędnie organizator przygotował lekkie i kaloryczne posiłki, napoje i owoce. Zauważyliśmy, że w ich przygotowanie zaangażowali się również obywatele lokalnych społeczności, co było ogromną pomocą i miłym gestem z ich strony. Dodam, ze Szwedzi, którzy nie należą do ludzi okazujących emocje, w bezpośrednich kontaktach okazywali się bardzo mili i życzliwi, choć brakowało im tej słowiańskiej żywiołowości. Przyznam, że szczególnie na drodze i dojeździe do skrzyżowań, gdzie często znajdowałem się na pozycji podporządkowanej bardzo odpowiadała mi ta szwedzka przewidywalność i roztropność, ponieważ kierowcy widząc zbliżający się rower, nawet z dużej odległości, spokojnie czekali na jego przejazd ustępując drogi. Sądzę, że wielu naszym "asom" kierownicy przydałoby się takie doświadczenie i lekcja poglądowa, dlatego już teraz zachęcam do udziału w przyszłorocznej edycji Bike Maratonu.

Sytuacja na trasie zmieniała się dynamicznie, "połykaliśmy" kolejne grupki lub poszczególnych kolarzy. Byliśmy też wyprzedzani przez innych, by następnie spotkać ich na dalszym etapie lub punkcie żywieniowym. Każdy uczestnik lub grupa jechała swoim tempem i wedle własnej taktyki pokonywała trasę.

Zamek w Kalmarze
Zamek w Kalmarze fot. Kamila Niechwiadowicz


Do Kalmaru dojechaliśmy po siedmiu godzinach od startu, czyli bez rewelacji. Z drugiej strony jednak, skoro nie był to wyścig, gdzie najważniejszy jest czas, a raczej satysfakcja z przejazdu trasy, gdzie każdy uczestnik, który ją pokona może czuć się jak zwycięzca, tak i my byliśmy z siebie bardzo dumni.

Prosto z mety podjechaliśmy rowerami do hotelu, w którym zostaliśmy zakwaterowani. Kąpiel i zmiana ciuchów tchnęła w nas nowe siły. Następnie spacerkiem udaliśmy się do centrum Kalmaru na wieczorny posiłek, przy okazji rozciągając obolałe mięśnie.

Niewyszukany, ale smaczny posiłek i napój, nawiązujący smakiem do piwa pozwoliły nam, na osiągnięcie chwilowego poczucia błogostanu. Zaraz ruszyliśmy na miasto zaintrygowani cudownym brzmieniem ośmiocylindrowych silników amerykańskich krążowników, których zlot właśnie miał miejsce i był częścią uroczystości związaną z lokalnym zwyczajem obchodzenia końca lata. Z podziwem obserwowaliśmy te przejeżdżające obok nas krążowniki. Stan niektórych z nich był naprawdę imponujący, często jednak kolidował ze stanem wskazującym ich właścicieli. Można było odnieść wrażenie, ze szwedzka drogówka w Kalamarze została skierowana do innych zadań lub tego dnia miała wolne. Oprócz zlotu odbywały się jeszcze koncerty i imprezy taneczne, których odgłosy towarzyszyły nam podczas prób zaśnięcia, kiedy przewracaliśmy się z boku na bok w naszym hotelu. Po gwałtownej burzy zapanował w końcu spokój.

2 dzień maratonu:

Drugi dzień zaczęliśmy oczywiście od "szwedzkiego stołu" i obfitego śniadania. Prognoza pogody była niepokojąca, a wszelkie znaki na niebie tylko ją potwierdzały.

No cóż, zgodnie z naszym powiedzeniem, że "nie jesteśmy tu dla przyjemności" rozpoczęliśmy przygotowania do startu na 130 kilometrową trasę. W związku z przelotnym deszczem start został przesunięty o 10 minut. I jak zwykle organizator miał rację, ponieważ z upływem czasu i pokonywanych kilometrów było tylko lepiej. Od razu nieśmiało pojawiło się słońce, które po południu zagościło już na stałe. Zbawiennym czynnikiem w przegnaniu chmur był wiatr. Jednak był na tyle silny, że chwilami uciążliwy i utrudniający jazdę na niektórych, bardziej odsłoniętych odcinkach. Tym, którzy nie wytrzymali tempa grupy, było trudniej - musieli bowiem zmagać się samotnie nie tylko z trasą, ale i porywistym wiatrem.

Zlot amerykańskich krążowników szos w Kalmarze
Zlot amerykańskich krążowników szos w Kalmarze fot. Dariusz Pawlikowski


Niestety, na własnej skórze odczułem trud samotnych zmagań, ponieważ w  pierwszym punkcie w pośpiechu zostawiłem swój telefon i musiałem się wrócić po kilku kilometrach. A następnie, chcąc dogonić grupę przegapiłem w ferworze strzałkę i dopiero po przejechaniu kilkunastu kilometrów miałem pewność, ze rozpocząłem zwiedzanie Szwecji na własną rękę. Bilans tej przygody to dodatkowe 37 km. Ponieważ nadganiałem stracony czas to tego dnia jechałem tylko na zabranych z domu kostkach cukru i wodzie w bidonach jakie dopełniłem na pierwszym, pechowym i jedynym punkcie w jakim zatrzymałem się tego dnia.

Na ostatnim odcinku prowadzącym do Karlskrony, nastąpiło połączenie obu tras. Na metę (pomiar czasu był na przedmieściach Karlskrony, meta natomiast w Wamoparken) dojechałem po 6-u godzinach od startu. Jak na samotną jazdę, to nie najgorzej, choć oczywiście bez rewelacji. Jednak w przeciwieństwie od pozostałych uczestników, ja miałem "w nogach" 167 km. Dodam, że ostatnie osoby dojeżdżały przed tuż siódmą dosłownie przed wyruszeniem grupy w kierunku bazy promowej.

Na mecie zlokalizowanej na terenie lokalnego ośrodka rekreacyjnego, czekały na nas medale, gorący posiłek, który smakował jak najbardziej wykwintne danie i polskie piwo dostarczone przez organizatora i pieczołowicie hołubione przez ekipę techniczną. Jego smak i aromat to była nagroda za trudy naszych zmagań.

W trakcie posiłku mieliśmy okazję do swobodnych pogawędek, wymiany opinii i wrażeń, ale przede wszystkim, nacieszenia się faktem pokonania własnych słabości i dojechania w niezłej formie do celu. Nastroje naprawdę dopisywały i widać było, szczęście i zadowolenie na twarzach uczestników maratonu. Po posiłku leniuchowaliśmy jeszcze na trawie, wygrzewając się w słońcu, omawiając wrażenia z ostatnich dwóch dni.

Warto dodać również, że na obu etapach działały sprawne ekipy zapewniające fachowy masaż.

Dziewczyny jakoś specjalnie się nie zmęczyły... może zawrócimy ten prom?
Dziewczyny jakoś specjalnie się nie zmęczyły... może zawrócimy ten prom? fot. Piotr Bartoszewicz


... i z powrotem do domu:

Rejs powrotny opóźnił się z powodu zaskoczenia służb portowych, tak liczną grupą rowerzystów i o dziwo - dużo gorszej organizacji w porównaniu z ich polskimi kolegami.

Prom, tym razem Stena Vision odcumował po dziewiątej. Rano na pokładzie odebraliśmy dyplomy i korzystając z okazji do podziękowania w imieniu naszej grupy za zorganizowanie tak fantastycznej imprezy. Nie mam wątpliwości, że organizatorzy spisali się na szóstkę z plusem. Jestem szczęśliwy, że miałem okazję być uczestnikiem Karlskrona Bike Maratonie i wierzę, że ja i inni członkowie GR3miasto będziemy obecni na wszystkich następnych edycjach tej wspaniałej jak i innych imprezach organizowanych przez Stowarzyszenie KF Sport Promotion.
Tym, którzy nie zdecydowali się na wyjazd, mówię: - żałujcie!

Wszystkich, którzy rozważają udział w przyszłorocznym Karlskrona Bike Maraton - zdecydowanie namawiam!

Natomiast organizatorów i członków ekipy technicznej pozdrawiam!
Bardzo Wam dziękuję za wkład pracy i miłą atmosferę!


Autor relacji: Piotr Bartoszewicz [GR3miasto]

Grupę Rowerową 3miasto reprezentowali rónież:
-Kamila Niechwiadowicz
-Grzegorz Roztropiński

Film z Karlskrona Bike Maraton 2011

Zdjęcia z Karlskrona Bike Maraton 2011 , autor: Dariusz Pawlikowski:

Więcej informacji na temat Karlskrona Bike Maratonu, jak i innych imprez organizowanych przez Andrzeja Gołębiewskiego znajdziecie na stronie Stowarzyszenia KF Sport Promotion
Też przeżyłeś ciekawą przygodę, odkryłe(a)ś nową trasę?
Podziel się wrażeniami z innymi, napisz do nas: rowery@trojmiasto.pl.
Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (8)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

wydarzenia - imprezy i szkolenia

+ dodaj

Porady rowerowe

zobacz więcej »

Szlaki rowerowe

Znajdź trasę rowerową

Turystyka rowerowa

zobacz więcej »