rowery

stat

Inżynier Krzysztof Miłosz jedzie po kolarskiego "Wielkiego Szlema"

Najnowszy artukuł na ten temat

Grzegorz Mucha rzucił papierosy i biegnie po koronę maratonów świata


Krzysztof Miłosz jest inspektorem budowlanym. Aktualnie nadzoruje powstawanie nowych inwestycji w Hevelianum. Od niespełna dwóch lat trenuje ultracycling. - Tutaj znaczenie ma głównie wytrzymałość. Trzeba jeździć dużo, w każdych warunkach. Jak sobie postanowię, że wstaję o godzinie 5 rano na trening i mam do przejechania 200 km, to muszę najzwyczajniej w świecie to zrobić. Bez względu na to, czy jest mróz, wiatr czy deszcz. Takie treningi hartują ducha i umysł - mówi nam gdańszczanin, którego celem jest teraz kolarski "Wielki Szlem".



Rowerem w Himalaje



Krzysztof Miłosz ma 30 lat, z wykształcenia jest inżynierem budownictwa. W tej chwili pełni rolę Inspektora Nadzoru na terenie Hevelianum przy realizacji nowych inwestycji. Jego zadaniem jest m.in. doglądanie budowy Domu Zdrojowego w Brzeźnie, który odzyska dawny blask sprzed 100 lat.

Po pracy oddaje się swojemu hobby. Wiosną 2018 roku wybrał się na wyprawę rowerową w Himalaje. Odwiedził Nepal oraz zdobył najwyższą przełęcz drogową Tybetu - Khutang La na wysokości 5236 m. n.p.m.

- Po powrocie stwierdziłem, że skoro mam już wypracowaną formę, to może spróbuję wyścigów. Rozpocząłem starty w lokalnych zawodach MTB i szosowych, ale nie ma się co oszukiwać, nie miałem szans na lepsze miejsca niż 20-30 lokata. Później kolega zaproponował start w Pierścieniu Tysiąca Jezior - 600 km po Warmii i Mazurach, jeden z klasyków polskiego ultra. Startowałem, by przeżyć, dojechać do mety, a przyjechałem niespodziewanie 25. na ponad 200 osób. Wtedy pojawiła się myśl, że może to jest właśnie moja sportowa ścieżka. A później to już poszło siłą rozpędu - mówi nam Miłosz.

Dorota Ogonowska w 3,5 roku od handlowca do mistrzostwa świata bodyfitness



Godz. 5 rano i 200 km na rowerze



Nasz bohater musi jednak być gotowy na wiele wyrzeczeń. Jak sam mówi, treningi pod ultracycling nieco różnią się od zwykłych treningów kolarskich. Budowlaniec musi być przygotowany do jazdy niezależnie od warunków pogodowych.

- Tutaj znaczenie ma głównie wytrzymałość. Trzeba jeździć dużo, w każdych warunkach. Jak sobie postanowię, że wstaję o godzinie 5 rano na trening i mam do przejechania 200 km, to muszę najzwyczajniej w świecie to zrobić. Bez względu na to, czy jest mróz, wiatr czy deszcz. Takie treningi hartują ducha i umysł, a silna głowa to więcej niż połowa sukcesu. Jest ważniejsza niż siła w nogach. Zimą do jazdy w terenie dokładam też jednostki treningowe na siłowni oraz na rowerze stacjonarnym. Do tego jest jeszcze dieta. To jest materia, nad którą muszę jeszcze popracować - wyjaśnia gdańszczanin.
Krzysztof Miłosz za swój największy tegoroczny sukces uważa wygraną w ultramaratonie Piękny Zachód w kategorii Open. Jest to trasa prowadząca ze Świebodzina do Sudetów i liczy 530 km.

- Jestem "świeżakiem", dopiero wgryzam się w ultracycling. Mam nadzieję, że największe sukcesy dopiero przede mną. Do tej pory robiłem część rzeczy i przygotowań "na oko", ale mimo to udało mi się już coś ugrać. O ile jeszcze rok temu sukcesem dla mnie było ukończenie Bałtyk-Bieszczady Tour 1008 km non-stop, to w tym roku poznałem już smak zwycięstwa. Kiedy wygrałem ultramaraton Piękny Zachód, miałem okazję pokonać nawet zwycięzcę klasyfikacji generalnej Pucharu Polski Ultra, swojego "ultraguru" Cezarego Urzyczyna. Podium w wyścigu 600 km w Groningen w Holandii oraz otarcie się o TOP10 w Wisła1200 również powoduje miłe wspomnienia.Jednakże, każdy wyścig 500+ to nie jest wyprawa po bułki, każdy ma swoją historię i należy uznać za sukces samo pokonanie takiego dystansu w jednym kawałku - opowiada budowlaniec.

Najstarszy na świecie ultramaraton Paryż-Brest-Paryż



Miłosz w 2019 roku przejechał też trasę najstarszego na świecie ultramaratonu kolarskiego, czyli Paryż-Brest-Paryż. Organizowany jest od 1891 roku i startuje w nim kilka tysięcy zawodników z całego świata. Start w wyścigu wymaga zdobycia kwalifikacji i pokonania czterech dystansów - 200, 300, 400 i 600 km. Wszystko po to, żeby przypadkowe osoby nie startowały na dystansie 1200 km i to na trudnej trasie z przewyższeniami sięgającymi 12 tys. m. Wyścig jest organizowany co cztery lata. Jak gdańszczanin wspomina ten start?

- Cały region żyje tym wydarzeniem. Są organizowane lokalne punkty żywieniowe, ludzie nie chcą nawet centa za oferowaną pomoc. Zewsząd słychać "Allez! Allez!" znane z Tour de France. Sportowo jest to wzywanie. Dobowa amplituda temperatur sięgająca 30 stopni oraz oceaniczna wilgoć powoduje, że jedzie się ciężko. Zmiany temperatur są najbardziej męczące i rosnące z każdym kilometrem zmęczenie wprowadza zwątpienie do głowy. Pojawia się ono zawsze, na każdym długim dystansie, dlatego trzeba mieć swój sposób radzenia sobie z nim - trzeba umieć zająć głowę czymś innym, wyznaczać sobie małe cele. No i walka z sennością. O ile dystanse ok. 500 km można ukończyć po zarwaniu jednej nocy, to każda kolejna noc w siodełku to już nie lada wyzwanie. Pojawiają się już zwidy, halucynacje, a nawet można stracić świadomość. W moim przypadku drzemka 15-20 minut potrafi zdziałać cuda. Sam wynik nie był już tutaj tak ważny i nawet to, że pojechałem znacząco poniżej swoich oczekiwań i możliwości, dało ogromną satysfakcję. Statystyki pokazują, jak trudny to jest wyścig - z 7 tys. osób na starcie, wyścigu nie ukończyło prawie 3 tys., a ja byłem w okolicach 900 miejsca, więc jest co poprawiać - wspomina Krzysztof Miłosz.


Wielki Szlem: Włochy, W.Brytania, Hiszpania, Niemcy



Gdańszczanin, mimo że jest na początku swojej kariery w ultracyclingu, ma już szeroko zakrojone plany. Miłosz planuje zaliczyć tzw. "Wielką Czwórkę". W jej skład wchodzą wyścigi: Miglia Italia, Londyn-Edynburg-Londyn, Madryt-Gijon-Madryt oraz Hamburg-Berlin-Kolonia. Ukończenie wszystkich rok po roku oznacza zdobycie kolarskiego "Wielkiego Szlema".

- Są to najcięższe wyścigi organizowane przez Audax Club Parisien. Wyścig we Włoszech to cel numer jeden na przyszły rok. Morderczy wyścig o długości 1600 km i 16 tys. m przewyższenia. Znam kilka osób, które startowały w poszczególnych wyścigach, ale nikt nigdy nie zrobił tego cztery lata z rzędu. Nakreśliłem sobie taki plan, gdyż lubię stawiać sobie cele, które mogą się wydawać początkowo nieosiągalne. Chciałbym też podkreślić, że są trudniejsze wyścigi, niż te, o których wspominam i też staram się je wplatać w kalendarz. Do takich wyścigów na pewno należy zaliczyć: Race Through Poland, który odbędzie się w maju i na który już jestem zapisany oraz Transcontinental Race, który planuję w kolejnych latach. Dlaczego uważam je za trudniejsze? Są to wyścigi w formule "bez wsparcia", co wymaga logistyki i planowania na najwyższym poziomie - wyjaśnia Miłosz.
Chcąc uprawiać ultracycling i startując w wielu zawodach na całym świecie, trzeba się jednak liczyć z kosztami.

- Odbija się to na budżecie. Po przekroczeniu pewnej bariery, kiedy pojedyncze starty zmieniają się w cykliczne występy w różnych zakątkach świata, zaczyna to coraz więcej kosztować. Kwestie logistyki, zakwaterowania, wyżywienia oraz sprzętu, który przy takich dystansach musi być z górnej półki, są bardzo obciążające finansowo. Aktualnie współpracuję z jednym z salonów rowerowych w Gdańsku, który zapewnia dostęp do rowerów oraz serwisu. Każde dodatkowe wsparcie jest jednak mile widziane - zakończył Krzysztof Miłosz.
Masz dla nas temat? Chcesz podzielić się swoimi spostrzeżeniami?
A może przeżyłe(a)ś ciekawą przygodę, odkryłe(a)ś nową trasę? Napisz do nas: rowery@trojmiasto.pl.

Opinie (20) 4 zablokowane

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

wydarzenia - imprezy i szkolenia

+ dodaj

Porady rowerowe

zobacz więcej »

Szlaki rowerowe

Znajdź trasę rowerową

Turystyka rowerowa

zobacz więcej »