rowery

stat

KaszebeRunda 2014 i tytuł profesora w kieszeni

Tegoroczna, jubileuszowa edycja maratonu rowerowego pt. Kaszebe Runda zyskało specjalną akademicką oprawę i możliwość zdobycia kolarskich tytułów naukowych.

KaszebeRunda - ogólnopolski masowy maraton rowerowy z zacięciem rekreacyjno-sportowym w niedzielę 25 maja 2014 r. zgromadził na starcie blisko 1000 uczestników. Każdy mógł zmierzyć się z jednym z trzech przygotowanych dystansów: 65, 120 lub 225 km. Ten nietypowy maraton to nie tylko okazja do pokonania własnych słabości w jeździe, ale również zasmakowania kaszubskich specjałów, których nie brakowało w bufetach na trasie rajdu.



KaszebeRunda 2014 była jubileuszową edycją !

W tym roku z okazji 10 już edycji, wydarzenie to zyskało specjalną akademicką oprawę i możliwość zdobycia kolarskich tytułów naukowych. Za przejechanie 65 km można było cieszyć się tytułem magistra, za 120 km doktora, a za sztandarowe 225 km profesora kolarstwa. Zaś najbardziej zasłużonym, w uznaniu za szczególne dokonania w dziedzinie kolarstwa, wytrwałość i konsekwencję w pokonywaniu wszelakich dystansów, za propagowanie zdrowego i aktywnego trybu życie oraz popularyzację tradycji regionalnych i kultury kaszubskiej, wręczono tytuły Doctora Honoris Causa. Wśród nagrodzonych znalazł się także dziennikarz Portalu Trojmiasto.pl, lider Grupy Rowerowej 3miasto - Krzysztof Kochanowicz.

Relacja jednego z uczestników maratonu, Marka Puchalskiego.

Wszystkie proponowane trasy prowadziły przez przepiękne tereny Szwajcarii Kaszubskiej ze startem i metą w Kościerzynie. Po drodze przygotowane zostały bufety z pysznymi lokalnymi potrawami, w których można było uzupełnić stracone kalorie i zaspokoić pragnienie. Chcąc jak najdłużej cieszyć się tymi rzeczami i sprawdzić, czy gdzieś tam są granice naszych możliwości większość naszej grupy zdecydowała się na najdłuższy dystans, czyli pełne 225 km, zgarniając tym samym tytuł profesora !

Gotowi do startu? Start !


W biurze startowym zameldowaliśmy się jeszcze przed siódmą rano. Tam też zostaliśmy wyposażeni w numery startowe, czip do pomiaru czasu i parę innych drobiazgów. Tak przygotowani wsiedliśmy na nasze wierne rumaki i pojechaliśmy na start. Punktualnie o 7:20 rozpoczęliśmy swoje zmagania w walce o tytuł profesora kolarstwa. Było pochmurno, lekko wilgotno ale bez opadów, czyli tak akurat. Do tego wiatr nie przeszkadzał zbytnio, a i droga była jakby "z górki". Dzięki temu jechaliśmy całkiem niezłym tempem i wkrótce dotarliśmy na śniadanie w Borsku. Jajecznica, swojski chleb ze smalcem, wędzona rybka, ogóreczki z beczki, a na deser pączuś... Ci ludzie wiedzą jak sprawić, by od samego rana dopisywał dobry humor. Zaraz po śniadanku udało mi się bezboleśnie poprawić łańcuch, który w pośpiechu źle poprzedniego dnia założyłem - przestał zgrzytać i mogliśmy ruszyć dalej. Gładki asfalt cudownie dogadywał się z naszymi rowerami, a nam pozostało cieszyć się tylko piękną okolicą. Tak też dojechaliśmy do Laski, gdzie kolejni uśmiechnięci ludzie częstowali nas swoimi wypiekami. Pleśniaczki wziąłem dwa... no nie mogłem sobie odmówić tej przyjemności. Chwila odpoczynku na miękkiej i ciepłej trawie przydała się bardzo, bo jak do tej pory tempo trzymamy naprawdę niezłe. Po tym ruszyliśmy na południe, gdzie w gminie Charzykowy czekał nas kolejny postój. Tym razem po drodze przyszło nam jechać środkiem pięknego lasu po doskonale gładkiej drodze asfaltowej niczym z bajki. Jeśli ktoś chciałby się wybrać na rodzinną wycieczkę rowerową, to właśnie tam. Zaraz za postojem zdążyliśmy jeszcze minąć most, który co parę godzin jest podnoszony na 20 min. I całe szczęście, bo takiej straty czasu nie bylibyśmy już w stanie odrobić. Za mostem prosta, bardzo długa prosta i do tego w dół i w górę, w dół i w górę... przyszedł pierwszy kryzys i zwątpienie, czy wystarczy sił. Przełączyłem się w tryb "survival" i zacząłem oszczędzanie energii. W końcu grube oponki dały o sobie znać.

Migawki z jubileuszowej, 10.edycji maratonu szosowego pt. KaszebeRunda 2014.
Migawki z jubileuszowej, 10.edycji maratonu szosowego pt. KaszebeRunda 2014. fot. Beata Zarach


Na 140 kilometrze dojechaliśmy do Lipnicy, gdzie dwa kubeczki gorącej pomidorówki zagryzione kilkoma kawałkami drożdżówki z dużą ilością lukru uzupełniły nieco zapas siły. Tutaj też w rozmowie z ratownikami poruszyliśmy temat kasków rowerowych, które wielu osobom uratowały już życie (mnie również) i powinny być obowiązkowym wyposażeniem każdego rowerzysty. Po pokrzepieniu postanowiliśmy ruszyć dalej, lecz tym razem już w dwóch zespołach - szybszym, którym przewodził Piotr (nie wiem skąd on czerpie tę siłę) i wolniejszym, w którym była Daria i ja. Mniejsza prędkość podyktowana była zmęczeniem po pokonanym w szybkim tempie dystansie i czekającymi nas wieloma górkami, pod które trzeba było się wspiąć, a lepiej przecież do mety dojechać nieco później niż wcale, prawda? Choć więc pogoda i okolica były cudowne, to w milczeniu poruszaliśmy się naprzód w kierunku Półczna, gdzie czekały na nas lody. Nie baliśmy się, że energii nie wystarczy, bo wiedzieliśmy, że cały czas "organizator" nad nami czuwa, co widać było w śmigających co jakiś czas ratownikach na motorach i wiedzieliśmy, że jakby co, to nas nie zostawią samych gdzieś w polu. Jechaliśmy więc przed siebie w poszukiwaniu końca swoich sił ale ten ciągle nie nadchodził. I tym razem wola walki dawała moc i popychała nasze rowery do przodu. Jest 180 kilometr i lody. Chwila odpoczynku i krótka kalkulacja, że meta już tak niedaleko, więc głupio byłoby się poddać. Każde z nas negocjuje ponownie umowę wykorzystania siodełka przez ... i ruszamy. No i mamy wspinaczkę, podczas której z trybu "survival" przełączam się w tryb "zombi". Kolano odmawia posłuszeństwa ale myślę sobie "no i co z tego, mam w końcu jeszcze jedno :)", więc jadę dalej używając lewego, a prawe tylko przy najcięższych podjazdach (dobrze, że ktoś wymyślił buty SPD).

Gmina Sulęczyno niczym balsam dla duszy powitała nas całkiem szybko. Tutaj odzyskaliśmy nie tylko wiarę w to, że dojedziemy, ale również, że dojedziemy przed zamknięciem mety. Utwierdziło nas w tym dwoje organizatorów, którzy akurat podjechali samochodem i powiedzieli, że na nas poczekają na mecie, żebyśmy tylko spokojnie dojechali. Tak podniesieni na duchu, z wiarą ruszyliśmy przez Klukową Hutę do Stężycy, gdzie placuszki ziemniaczane były tak cudownie pyszne, że zjadłbym sam wszystkie, które pozostały. Niestety trochę trzeba było zostawić, bo za nami jeszcze ktoś się kulał i nie można mu było przecież odmówić poczęstunku. Po chwili odpoczynku wstąpiły w nas nowe siły, ból minął, a my ruszyliśmy w kierunku Kościerzyny niemalże w tempie takim, w jakim ją opuszczaliśmy na starcie. Myśl o dotarciu do mety przed 19:00 dała taki zastrzyk adrenaliny, że wystarczyło jej do samego końca. Zdążyliśmy ok. 18:45 na dekorację medalami. Zrobiliśmy to! Dystans według organizatora 225 km zaliczony (według licznika ok. 222 km), a tytuł profesora kolarstwa zdobyty. Choć nie było łatwo i chwile zwątpienia w drugiej setce kilometrów pojawiały się na każdym większym podjeździe, to jednak wola przetrwania i zwycięstwa nad sobą i swoimi słabościami wygrała.

Nie byłoby tej przygody bez ludzi z RowerOver, którzy tak doskonale tę imprezę zaplanowali i zorganizowali. Wyzwania, jakim jest najdłuższy dystans nie podjąłbym się chyba, gdyby nie świadomość, że ktoś czuwa i co chwilę w pobliżu pojawia się taki anioł stróż w postaci ratownika na motorze. To, a także zabezpieczenie dróg i skrzyżowań, przez Policję oraz Ochotniczą Straż Pożarną, bufety niczym oazy dające nadzieję i oczywiście kalorie na bezkresnej asfaltowej pustyni, profesjonalny masaż na mecie i traktowanie każdego uczestnika jak zwycięzcy stanowią o atrakcyjności tej i innych imprez prowadzonych przez Stowarzyszenie RowerOver. Z czystym sumieniem polecam każdemu, kto chciałby się sprawdzić na trasie. Przyjedź choć raz, a następnych już nie odpuścisz.

Do zobaczenia na szlaku...

Z Grupy Rowerowej 3miasto tytuł profesora kolarstwa w tym roku zdobyli:
Daria Dziembowska, Sylwia Klasa, Łukasz Pawlik, Piotr Książek, Marek Puchalski

W uznaniu za szczególne dokonania w dziedzinie kolarstwa, wytrwałość i konsekwencję w pokonywaniu wszelakich dystansów, za propagowanie zdrowego i aktywnego trybu życie oraz popularyzację tradycji regionalnych i kultury kaszubskiej, szczególnym wyróżnieniem w postaci tytułu Doctora Honoris Causa zostają wyróżnieni: Jakub Cichacki, Zdzisław Czucha, Jarosława Łącka, Lech Nadolny, Gerard Patok, Leszek Pachulski, Dariusz Pawlicki, Krystian Pichowski, Leszek Rogowski, Witold Ogiegło, Sławomir Szkobel, Sławomir Szymków, Krzysztof Kobus, Arkadiusz Korzeniewski oraz Krzysztof Kochanowicz.

Ślad GPS i parametry trasy



GALERIA ZDJĘĆ 1; fot.: Dariusz Pawlicki

GALERIA ZDJĘĆ 2; fot.: Urząd Miasta Brusy

Autor relacji: Marek Puchalski [GR3miasto]


Więcej informacji na stronie organizatora imprezy:

Stowarzyszenie RowerOver
81-771 Sopot, ul. Grunwaldzka 52 / 19
tel. +48 501 19 36 46
e-mail: andrzej@golebiowski.info

Kolejne maratony rowerowe pod szyldem RowerOver:
Też przeżyłeś ciekawą przygodę, odkryłe(a)ś nową trasę?
Podziel się wrażeniami z innymi, napisz do nas: rowery@trojmiasto.pl.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (26)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

wydarzenia - imprezy i szkolenia

+ dodaj

Porady rowerowe

zobacz więcej »

Szlaki rowerowe

Znajdź trasę rowerową

Turystyka rowerowa

zobacz więcej »