rowery

stat

Karlskrona Bike Marathon 2013


Karlskrona Bike Marathon, to bardzo ciekawa impreza rowerowa, która z roku na rok cieszy się coraz większą popularnością, chociaż miejsc wcale nie przybywa. Żeby więc zostać szczęśliwym uczestnikiem trzeba się szybko decydować!



Relacja uczestników:

Spotkaliśmy się w piątek wieczorem pod terminalem promowym Stena Line, odprawa i rozdanie biletów poszło bardzo sprawnie i już po kilkunastu minutach wjeżdżaliśmy na pokład i parkowaliśmy nasze rumaki. Szybkie odnajdowanie kabin i ruszyliśmy w poszukiwaniu restauracji i makaronów; jakie było nasze zaskoczenie gdy udało nam się upolować kurczaczki, schabowe i łososia, bardzo apetyczne i elegancko podane! Wieczorem jeszcze trzy takty na dyskotece i szybko spać, rano czeka nas wczesna pobudka i cały dzień pedałowania.

Na trasy maratonu ruszaliśmy w grupach dwudziestoosobowych, eskortowani przez pilotów. Trasa w tym roku robiła pętlę i wracała do Karlskony, gdzie zaplanowano nocleg. Szwecji rowerem nie trzeba reklamować - jeździliśmy bocznymi drogami, wyłącznie gładkim asfaltem wśród lasów, jezior i wielkich głazów polodowcowych porośniętych grubo mchem. W sobotę temperatura dochodziła do 28OC więc nasz wzrok błądził bardziej w poszukiwaniu przyjemnego kąpieliska nad jeziorkiem niż strzałek. Zapewne dzięki temu udało nam się zgubić i wylecieć z trasy, na szczęście czujna Agatka szybko ogarnęła mapę i całkiem słusznie zawróciła nasz peleton na właściwą drogę. Udało nam się nadrobić tylko 10 km ale za to wspięliśmy się gratisowo na całkiem ciekawe wzniesienie skąd mogliśmy oglądać panoramę jeziora, które mieliśmy objeżdżać z drugiej strony... Straciliśmy mocną pozycję liderów i troszkę się stresowaliśmy, że po dotarciu na bufet pozostanie nam tylko posprzątać papierki, ale organizatorzy nie zawiedli na żadnym polu - jedzenia było mnóstwo, pomimo mądrych sugestii obżeraliśmy się niezdrowo gdyż było świeżo i pysznie! Wszystkie bufety serwowały przekąski w ilościach nieograniczonych, można było raczyć się delicjami bez stresu, że zabraknie. Wszystko było bardzo smaczne ale najbardziej podobał nam się ostatni bufet - pomarańcze i ciasto, połączenie doskonałe! Upał dawał nam się trochę we znaki i końcówka trasy była dla nas wyzwaniem, wysysając sok mogliśmy uzupełnić utracone elektrolity i wypłukaną witaminę C. Do tego sernik na skórce kakaowej... na samo wspomnienie ślinka cieknie, trzeba było wziąć dwa kawałki do sakwy ;) Posileni i zregenerowani ruszyliśmy na ostatnie kilkanaście kilometrów gdy nagle zupełnie niespodziewanie naszym oczom ukazał się znak: miejsce biwakowe. Musieliśmy sprawdzić co się za tym kryje, przeczucia nas nie myliły - zaledwie 500 m od drogi znaleźliśmy urocze miejsce do biwakowania, z wiatą, stołem, miejscem na ognisko i pomostem. Maciek czym prędzej wyciągnął wędkę (w końcu Szwecja słynie z licznie zarybionych jezior) a dziewczyny wskoczyły w wożone tyle kilometrów stroje kąpielowe. Woda w jeziorze była przyjemnie chłodna, można było zmyć kurz i pot całego dnia i trochę się zrelaksować po kilku godzinach na siodełkach. Nieplanowana przerwa dała nam zastrzyk energii na dojazd do mety i dalej do Karlskrony. Czytanie mapy mamy we krwi więc udało nam się znaleźć piękną drogę rowerową prowadzącą dobrych kilka kilometrów aż pod drzwi hotelu. Jakież było nasze zaskoczenie gdy okazało się, że do hotelu nie trzeba jechać pod stromą górę, ani płynąć wpław, ani przedzierać się przez dżunglę z rowerem na plecach, gdyż zostaliśmy zakwaterowani w pięknie położonym hotelu Scandic w samym centrum Karlskrony z zapierającym dech widokiem na zatokę i marinę.

Migawki z Karlskrona Bike Maraton 2013
Migawki z Karlskrona Bike Maraton 2013 fot. Agata Wysocka [GR3miasto]


Szybko się odświeżyliśmy i posililiśmy i zaraz trzeba było ruszać na miasto, szkoda nam było takiej lokalizacji. Niedaleko naszego hotelu jest wysepka, na której spędziliśmy bardzo przyjemny wieczór, bo pomimo godzin już bardziej nocnych temperatura oscylowała w okolicach 20 stopni C.

Pobudka rano nie była już taką przyjemnością, ale czego się nie robi dla dwóch kółek ;) Po bardzo pysznym śniadanku ruszyliśmy całą grupą na start, który odbywał się identycznie jak dzień wcześniej. Początek trasy dał nam mocno w kość - pierwsze 15 km to same górki, za krótkie na odpoczynek ale za długie na wjeżdżanie siłą rozpędu więc pomimo upływu czasu wartości na naszych licznikach nie powalały. Ale przecież nie o wynik chodzi a o wspólne spędzanie czasu, rekreację i wypoczynek w pięknym otoczeniu przyrody, a na to nie mogliśmy narzekać. Trasa prowadziła malowniczymi zakątkami, a to płotek z kół od wozu drabiniastego, a to urokliwy mostek nad rzeczką, to znów ładny widok czy las z atmosferą lekkiej grozy. Ciężko nam było mijać te wszystkie atrakcje obojętnie ale wizja odpływającego promu mobilizowała nas nieco do sprawniejszego poruszania się. Ostatni bufet (w tym samym miejscu co w ubiegłych latach) wykorzystaliśmy troszkę na wędkowanie, leżakowanie na pomoście i próby zjadania zdobytych na pachcie świeżych orzechów leszczyny - niestety okazało się że kolonia robaków była na pachcie przed nami i zdecydowaną większość musieliśmy niestety wyrzucić. Wracaliśmy do Karlskrony oczywiście pod wiatr - na tym odcinku zawsze wieje wiatr w twarz, do tego stopnia, że zwalnialiśmy jadąc z górki. Na mecie czekały na nas zasłużone medale oraz dojazd do hotelu, gdzie można było skorzystać z masażu i w końcu posilić się pysznym makaronem! W przeciwieństwie do ubiegłych lat wszyscy z przyjemnością i błogą nostalgią na twarzach wciągali spaghetti z sosem mięsnym, doskonale doprawione i elegancko podane. Wygospodarowaliśmy troszkę czasu wolnego i udało nam się wyskoczyć jeszcze do centrum na lody i zupę. O wyznaczonej porze cała grupa udała się za pilotem w stronę terminalu promowego - nasza przygoda w Karskronie dobiegała końca.

Zapakowaliśmy się na prom, dojedliśmy kolacją i spotkaliśmy się wszyscy na rozdanie dyplomów i podsumowanie maratonu. Część osób została jeszcze na piwko i trzy takty, bardziej wyeksploatowani udali się do swoich kabin na zasłużony wypoczynek. W poniedziałkowy poranek dobiliśmy do nabrzeża w Gdyni i rozjechaliśmy się do swoich domków.

Podsumowanie:

Szwecja to raj rowerowy, dodatkowo dopisała pogoda i ekipa! Fantastyczni ludzie, piękne krajobrazy, przyjemne jeziorka z krystalicznie czystą wodą, jednym słowem najlepszy pomysł na weekend. Bawiliśmy się wybornie i polecamy takie wyjazdy wszystkim miłośnikom dwóch kółek. Już niedługo inne maratony spod znaku RowerOver, m.in.: Kociewie Kołem oraz Żuławy Wkoło więc jeśli masz ochotę przeżyć przygodę - zapisz się zawczasu, zarezerwuj termin i do zobaczenia na trasie ! Tych, którzy nie przepadają zaś za taką formą pedałowania, zachęcamy do prawdziwego kolarskiego wyścigu pt. "Cyklo Gdynia".



Autor relacji: Iza Walczak [Grupa Rowerowa 3miasto]
Też przeżyłeś ciekawą przygodę, odkryłe(a)ś nową trasę?
Podziel się wrażeniami z innymi, napisz do nas: rowery@trojmiasto.pl.
Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (7)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Polityka prywatności
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

wydarzenia - imprezy i szkolenia

+ dodaj

Porady rowerowe

zobacz więcej »

Szlaki rowerowe

Znajdź trasę rowerową

Turystyka rowerowa

zobacz więcej »