rowery

stat

Harpagan 22; Kwidzyn

Wystąpiliśmy w składzie: 430 - Dariusz Korsak; 431 - Jerzy Kłoczewiak; 432 - Władysław Niebylski; 433 - Krzysztof Żuchowski; 434 - Marcin Bielawski; 435 - Mariusz Kozłowski; 436 - Grzegorz Kozłowski; 721 - Tadeusz Sałamacha; 725 - Dawid Połczyński oraz gościnnie jako dziesiąty: 416 - Euzebiusz Szulta z Redy.

Plan mieliśmy bardzo prosty i ambitny, czyli podobny do tego z wiosennego Harpagana, . Powalczyć i zaliczyć, jeśli nie wszystkie, to możliwie jak najwięcej punktów kontrolnych. Ponadto byliśmy bogatsi w doświadczenia nabyte podczas poprzedniej edycji. Forma oczywiście lepsza niż wiosną. Teren, wbrew temu co sądzili dopiero co poznani rywale, zupełnie przez nas nieznany. Przed przyjazdem do Kwidzyna założyłem się z kolegą o małe co nieco, że będzie przeprawa na lewą stronę Wisły. Przegrałem!!!

Przed samym startem mały żart ze strony Euzebiusza - "a to kartę startową trzeba mieć ze sobą?" - obrócił do bazy i z powrotem w ciągu zaledwie pięciu minut. Ruszamy po krótkim zerknięciu na mapę w kierunku Sadlinek, bardzo spokojnie i w całkowitych ciemnościach. Dobrym pociągnięciem jest blokowanie samochodów które chcą nas wyprzedzać, oświetlenie drogi pierwsza klasa. Po zaledwie 37 minutach docieramy bez większych problemów do (6). Dalej przez las w kierunku Gardeji, pomału zaczyna się rozjaśniać. Po drodzę następuje bratanie krwi z trójką bikerów z Wrocławia. Są zdziwieni liczebnością naszej grupy. Jest Nadleśnictwo Jamy, mała konsternacja - nie ma punktu. Budzić gajowego Maruchę który pewnie śpi z dubeltówką pod pierzyną? Ech, chłopcy rozłożyli się kawałek dalej - (14) - 7:22. Mapa rozpostarta na asfalcie, ustalamy dalszą marszrutę i ruszamy ostro pedałami. Po drodze mijamy Szembruk. Most na Gardędze, a właściwie mostek, czyli (10) osiągamy o 8:21 i tu dziewczyna z punktu pstryka nam zdjęcie. Do gospodarstwa w Cyganach (5) docieramy o 8:48 i stwierdzam, że na liczniku jest już 50 kilometrów. Nie jest źle, a dobrze wcale. Pozostaje lekko przyśpieszyć, mkniemy więc dalej kolejno przejeżdzając przez Wandowo i Nową Wioskę. Kawałek zupełnie błahego podjazdu i odczuwam pierwszy kryzys. Jestem jednak szczęściarzem, grupa sto metrów z przodu, a ja widzę po prawej stronie właściwą drogę - krzyczę ponieważ czuję starą stodołę z (3) - 9:21.



Przemeblowanie w kieszeniach i bidonach, łapię języka i zaskakuję kolegów odnalezieniem drogi na całkowite skróty. Z ust chłopaka w wieku komunijnym pada rzeczowe stwierdzenie - "ostatnio nie padało, więc wielkiego błota nie ma". Dojeżdzamy do Klasztorka, gdzie miejscowi pokazują najkrótszą drogę do Trumiejek. Grodziec - Pławty Wielkie i o 10:02 mamy (18). Klimy - Bałoszyce gdzie odbijamy w prawo, troszeczkę lasu i dojeżdzamy do Krzywca na skrzyżowaniu jest (7) - 10:41. Zmuszam miłą dziewczynę do opuszczenia śpiwora w celu uruchomienia migawki mojego wysłużonego Kodaka. Czerwona Woda - Emilianowo wjeżdzamy do Susza wzbudzając jak mi się zdaje - zdziwienie i niemy podziw mieszkańców. Trwało to jednak tylko kilka chwil i wkrótce meldujemy się pod sklepem w Rożnowie. Tu co prawda nie ma punktu kontrolnego, lecz uzupełniamy ostro nadwątlone zapasy.

Punkt (8) odnajdujemy o 11:38 w pobliskim Kamieńcu, który nosi ślady bytności Napoleona. Zauważam,że po drodze pękła nam kilometrowa setka. Niby to ma być harpaganowy półmetek? Kilometrowo i czasowo tak jest. Dlaczego więc zaliczonych punktów mamy tylko osiem? Nawet nie powinienem wyciągać aparatu jednak robię to widząc w tle wspaniałe ruiny psstryk i tak oto tracimy kolejne dwie jakże cenne minuty. Ostro przed siebie - Dąbrówka - Bronowo - Stańkowo. (15) znajduje się w bocznej drodze, odnajdujemy o 12:11 most na rzeczce. Nawracamy, Julianowo - Prabuty to tu gdzie leczą choroby płuc, lecz u nas te są akurat w całkowitym porządku. Gdy widzę drogowskaz na Kwidzyn rzucam mimochodem niby to dla żartu - "jeżeli ktoś ma już dosyć, to ta droga prowadzi wprost do mety w Kwidzynie". Dobrze, iż znają mój czarny humor, nawet nie dostałem bidonem. Wyjeżdzamy z Prabut w kierunku Sztumu, w Gontach odbijamy na Gorowychy i suniemy mając po prawej stonie jezioro Dzierzgoń. Nastroje wyśmienite, Mariusz mówi - "wcale bym się nie zdziwił jak do punktu trzeba będzie płynąć", a niektórzy nawet chcą się kąpać. 12:52 - (4) nasz punktowy półmetek, bardzo miła obsługa a miejscowa gospodyni proponuje nam nawet kawę, lecz niestety nie możemy czekać na jej sparzenie i ruszamy wskazaną polną ścieżyną. Nie wiemy jeszcze o czekającej nas pechowej serii. Rodowo Małe - Stążki i Jurek łapie kapcia. Tracimy dobre piętnaście minut - Cieszymowo Wielkie, wdrapujemy się na stary kolejowy nasyp i mkniemy do (20) jest 13:55. Bardzo żle, przejechanie 12 kilometrów zajęło nam dobrą godzinę. Na dodatek ja w Monasterzysku kieruję grupę prosto w pole i musimy dymać dwa kilometry zupełną miedzą a na koniec jeszcze przeprawiać się przez bagienko.



Niektórzy słabną a Krzysiek gubi wczep i zostaje ażeby go szukać. Potem samotnie zalicza jeszcze trzy punkty. My natomiast wyjeżdzamy w Miniętach i docieramy do Stanowa (1) - 13:55. Kolejny rekord, 10 kilometrów w 55 minut. Wszelkie plany przestają istnieć, idziemy na żywioł. Przed Tywęzami licznik pokazuje 150 kilometrów - dokładnie tyle przejechałem podczas 21 Harpagana. Balewo - Krasna Łąka - Nowe Minięta (16) 15:36. Podczas narady postanawiamy podzielić się na dwie grupy, silniejsza rusza do (19) w Ramzach Wielkich, ja na czele niby słabszych z Tadeuszem, Jurkiem i Euzebio ruszamy do Czarnego Bagna. W Mikołajkach Pomorskich podczas jazdy zerkam na mapę, Jurek wpada na mnie i leży jak długi. Pierwsza krew. Pierzchowice - Watkowice Duże, gubimy niestety Euzebiusza. Napotykamy natomiast Pawła Paronia (533) z Rawy Mazowieckiej i z nim docieramy do (12) - 16:26. W drodze do kolejnego punktu przejeżdzamy przez Straszewo a ja wymieniam z Pawłem adresy internetowe naszych rowerowych stron. (13) ponoć sprawiała niektórym sporo kłopotu, my osiągamy ją o 16:55 i faktycznie stwierdzam brak ambony. W drodze na (9) spotykamy naszego Marcina, który odpadł od tej mocniejszej grupy - Brachlewo - Tychnowy i tu zbyt wcześnie skręcamy w lewo. Orientuję się w sytuacji po kilku minutach jazdy, oddalamy się od Kwidzyna. Błąd ten kosztuje nas sporo sił, że o nerwach już nie wspomnę. Przez chwilę myślimy, że dorobek całego dnia pójdzie na marne. Pozostało 19 minut, 18, 17, 16, zza pleców wyskakują jak Filip z konopi pozostali ludzie z ekipy. Nasza rozłączona paczka ponownie jest razem. Tablica z napisem Kwidzyn, głośno co chwilę krzyczymy - "którędy do katedry?". O, w prawo, kierowcy ustępują nam z drogi - bardzo dziwne? Przejechaliśmy jakieś światła, chyba nie były czerwone? Widzimy katedrę - sukces. O 17:51 to jest 9 minut przed godzią "zero" oddaję swoją kartę do rąk własnych samego Piotra Hercoga - budowniczego trasy rowerowej.

W drodze powrotnej do bazy robimy zakupy i ktoś w sklepie chwali się zaliczeniem wszystkich 20 punktów. Przyznam się szczerze, że w tym momencie nie robi to na mnie żadnego wrażenia.

Przebieramy się i idziemy na stołówkę. Tutaj króluje głośna weselna niby to muzyka, a jakaś bardzo niesympatyczna ruda wyglądająca na kierowniczkę sali, przegania ludzi od stolików - "zjadł nie zjadł, wypadł - nie blokować miejsc". Wzbudziło to u mnie mały niesmak. Gdyby to to przejechało lub przeszło w swoim jakże bladym życiu chociaż dziesięć kilometrów, miałoby gwarantowany orgazm. Bigos na pewno nie był z poprzedniego Harpagana.

Czekając na zakończenie imprezy rozmawiamy z Joanną, bardzo miłą dziewczyną z sekretariatu. Obiecuje, że dopilnuje przesłania nam dyplomów uczestnictwa. Pożyjemy - zobaczymy. Poznaję osobiście Andrzeja Choraba który opowiada o swoich przeżyciach z trasy. Przejechał 260 kilometrów - jestem pod wrażeniem.

Reasumując

Pomimo, iż każdy z nas wykręcił ponad 200 kilometrów, maksymalnie osiągnięcie wyniosło 16 zaliczonych punktów na 20 możliwych - to wcale nie jest źle. Jedna złapana guma, jeden rozwalony wczep, jedno spore obtarcie - to także nie jest źle. Pozostaje nam zatem czekać do wiosny, bo do Starogardu Gdańskiego na 23 Harpagana, jeśli nie wszyscy, to przynajmniej część z nas przybędzie. Fajno, no nie?

Elbląg - w imieniu całej ekipy - Darek
więcej info na temat Autora i grupy: Elbląska Strona Rowerowa
fot. Darek, Adam 'TEK' Witkowski
Więcej informacji na temat HARPAGANA znajdziesz na stronie: www.harpagan.gda.pl
Też przeżyłeś ciekawą przygodę, odkryłe(a)ś nową trasę? Podziel się wrażeniami z innymi, napisz do nas.

Opinie (3)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

wydarzenia - imprezy i szkolenia

+ dodaj

Porady rowerowe

zobacz więcej »

Szlaki rowerowe

Znajdź trasę rowerową

Turystyka rowerowa

zobacz więcej »