rowery

stat

Harpagan 21, Lębork

21 Harpagan należy już do przeszłości. Tak samo szybko odszedł jak i przyszedł. Zacznijmy jednak wszystko od początku. Od dacie imprezy wiedziałem już od dawna , lecz jak to już bywa nie śpieszyłem się ani z załatwianiem papierkowych rzeczy , nie mówiąc już o pakowaniu się . Do samego końca nie wiedziałem czy wystartuje ze względu na szkołę. Jednak wszystko dobrze się zaczęło i ok. 11.30 w piątek zacząłem się pakować.

Na początku nie wiedziałem się jeszcze co ale po 20 min. rozmowy z Gogim ruszyłem do ataku. Umówiliśmy się rano , bardzo rano bo o 4 . Gogi śmiesznie wyglądał stojąc w całym osprzęcie na stacji BP. Po zapakowaniu rowerku do naszego wiernego Poloneza Truck-a ruszyliśmy na obwodnicę a potem dalej w stronę Lęborka. Ok. 10 km przed kresem naszej podróży zaobserwowaliśmy dziwne zjawisko. Przy głównej drodze pałętało się bardzo dużo młodych ludzi , zaopatrzonych w mapy , latarki . Wyrazy twarzy niektórych z nich mówiły same za siebie . Byli po prostu zmęczeni. Po godzinie 6 byliśmy już na miejscu. Jako bazę całej imprezy wybrano szkołę podstawową , w której mieścił się sekretariat, miejsca do spania, kuchnia.

Po otrzymaniu numerów startowych i przebraniu się ruszyliśmy wspólnie na rynek ( ok. 1 km ) , gdzie odbył się wspólny start. Zawodników było ok. 250 , a rowerki na których byli to naprawdę mieszanina, zaczynając od rowerków za ok. 700 zł po "Canony" za duuuuzo talarków. ( tak apropos jechałem przez chwilkę na Meridzie [full] za 7500 zł po torach kolejowych) . Po wyścigu i obejrzeniu tabeli z wynikami stwierdziłem ,że sprzęt nie jest najważniejszy ludki na starszych rowerkach ,często objeżdżali " sprzętowców" .

Po starcie , który odbył się punktualnie o godz. 7.00 , każdy ruszył przed siebie. Dosyć komiczna sytuacja wynikła na pierwszym skrzyżowaniu, gdzie część ludzi pojechała w lewo , część w prawo a pozostali drapali się po głowach. My z Gogim ruszyliśmy za jednym z miejscowych i wyszło nam to chyba na dobre po punkt nr 1 zaliczyliśmy po ok. 20 minutach. Niestety dużo ludzi pojechało naszym szlakiem także na pierwszym punkcie było ok. 60 osób co przyczyniło się do trochę nerwowej sytuacji. Każdemu z nas bardzo się śpieszyło (było bardzo wcześnie i w każdym z nas dużo siły) a na miejscu byłą tylko jedna osoba obsługująca rowerzystów. Po ok. 15 min. ruszyliśmy dalej do pkt. nr 2 , nie było to jednak konieczne bowiem kolejność zdobywania pkt. była dowolna.

W poszukiwaniu tego miejsca też towarzyszyły nam różne bardziej lub mniej śmieszne momenty. Jadąc sobie ubitą drogą dojechaliśmy do krzyżowania i za grosz nie wiedzieliśmy gdzie mamy skręcić. W pewnym momencie zauważyłem jadące POLO w naszą stronę. Gościu skręcał w prawo i bardzo mu zależało na tym żeby się trzymać prawej strony jezdni , przyczyniło się to do tego że palant przejechał nam prawie po nogach. Tak się wkurzyliśmy na gościa, że ten się zatrzymał i zaczęliśmy małą wymianę zdań. Po 5 min. odjechał a my zaczęliśmy dalej wertować mapy i nagle słyszymy piski opon. Pierwsza myśl to że znowu jakiś dekiel chce się kłócić. Jakie było nasze rozczarowanie kiedy gościu spytał się jak nam może pomóc :--))) . No i znów śmigamy , popijamy , jemy , jeszcze mamy siłę rozmawiać . Przez kolejne godziny nic się właściwie nie zmienia , powielał bym pewnie wszystko co napisałem wyżej. Jedyną nowością było to że się rozstałem z Gogim on pojechał do przodu ja zostałem w tyle . Teraz jechałem w grupie 6-cio osobowej, nawet był chłopaczek z W-wy ( to on miał Meridę ) .

Około 16.00 moje kolanka zaczęły przypominać o sobie tak więc zrezygnowałem z dalszej jazdy. Przejechałem 114 km , myśle że nie jest źle. Acha zapomniałem o najważniejszym . Przy każdym punkcie trzeba było podbijać kartę , która dostaliśmy od organizatora. Przy pkt nr 1 ustaliliśmy z Gogim że on będzie trzymał moją kartę co miało bardzo praktyczne korzyści. Gogi podbijał karty , a ja lukałem na mapę . No i jak się pewnie domyślacie kiedy się rozdzieliliśmy pojechał z moją kartą , także przy punktach kontrolnych oglądałem fajowe dziewczyny . Po zawodach zjadłem makaronik z sosem , zapakowaliśmy się do Poldka i w strugach deszczu ruszyliśmy do domku. Impreza była naprawde fajna, zupełnie różna od zawodów XC , jestem przekonany że zdobyłem nowe doświadczenia i znajomości .. Do zobaczenia na następnym Harpaganie...

Autor: QBA

Więcej relacji znajdziesz na: Oficjalnej Stronie Harpagana

Tekst pochodzi ze Strony Gdańskich Bikeromaniaków ;)) Gogi'ego
Też przeżyłeś ciekawą przygodę, odkryłe(a)ś nową trasę?
Podziel się wrażeniami z innymi, napisz do nas: rowery@trojmiasto.pl.

Opinie (3)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

wydarzenia - imprezy i szkolenia

+ dodaj

Porady rowerowe

zobacz więcej »

Szlaki rowerowe

Znajdź trasę rowerową

Turystyka rowerowa

zobacz więcej »